Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Prezes Tax Care: Proste przeniesienie biznesu na polski grunt to za mało

Prezes Tax Care: Proste przeniesienie biznesu na polski grunt to za mało

Fot. fot. Marcin Sulej Money.pl

- Panuje przekonanie, że pośrednictwo finansowe to niezwykle prosty biznes, ale błędnym jest założenie, że to tylko łączenie dostawcy z odbiorcą. O czym świadczą upadki znanych marek - mówi w rozmowie z Manager.Money.pl prezes Tax Care Adam Głos, który przewiduje konsolidację tego rynku. Kierowana przez niego firma jako pierwsza w kraju w tak znaczącym stopniu korzysta z cyfrowej chmury. Z badań wynika, że klienci nie boją się tam przechowywać dokumentów, pytanie tylko, czy prezes Adam Głos nie boi się być w cyfrowej awangardzie.

Manager.Money.pl: Statystyki wyglądają imponująco: w ubiegłym roku Polacy założyli ponad 350 tysięcy nowych firm. Z drugiej strony, prawie 90 procent z nich to jednoosobowe przedsięwzięcia. Jesteśmy przedsiębiorczy, czy to jednak pracodawcy na nas wymuszają zakładanie działalności i stąd te liczby?

Adam Głos, prezes Tax Care: Cześć z tej ogromnej liczby to rzeczywiście ludzie, którzy zostali zmuszeni do założenia własnej działalności gospodarczej. Jednak jest też wiele osób, które mają w sobie ten gen przedsiębiorczości i chcą rozwijać swoje własne biznesy. Jeżeli chodzi o tych pierwszych, to nie do końca rozumiem ten zamęt, jaki wokół tego powstał, włącznie z nazywaniem umów - w oparciu o samozatrudnienie - śmieciowymi.

Gospodarka wolnorynkowa sprzyja elastycznym formom zatrudnienia. Korzyści mogą być obustronne, a nie tylko występować po stronie pracodawcy. Populizmem jest sztuczne wymuszanie zmiany tego stanu rzeczy. Oczywiście wielu pracodawców wykorzystuje model samozatrudnienia do tego, by ograniczać swoje koszty. Często jednak zapewnia przy tym swoim pracownikom coś, co przynależne jest wyłącznie posiadaczom umów o pracę. Tak jest na przykład z możliwością płatnej przerwy w pracy, co przecież jest odpowiednikiem urlopu, czy benefitów różnego rodzaju.

Z kolei rozwijający swoje biznesy, średnio zakładają 200 tysięcy firm rocznie, ale też i podobna liczba takich przedsięwzięć kończy się porażką. Liczba funkcjonujących podmiotów gospodarczych na poziomie, jak się szacuje, około 900 tysięcy, nie zmienia się już od kilku lat. Oczywiście nie mówimy tu o zgłoszonych działalnościach, ale o tych, które realnie funkcjonują, prowadząc operacje gospodarcze. Niestety bardzo wielu przedsiębiorców startuje bez planu. Kopiuje jakieś pomysły bez zrobienia nawet prostego biznesplanu.

Sugeruje Pan, że brakuje wiedzy, na poziomie zupełnie podstawowym?

Tu jest miejsce dla naszej - niejako misyjnej działalności - która obejmuje prowadzenie szkoleń dla rozpoczynających przedsiębiorców, również z zakresu konstruowania biznesplanu. Okazuje się, że wystarczy przełożyć trudne pojęcia na powszechnie zrozumiały język. Kiedy sprowadzimy pewną dawkę wiedzy, do kilku prostych działań i słupków, wszystko staje się duże prostsze, a stworzenie biznesplanu przestaje być wiedzą tajemną. Kilka prostych obliczeń wystarczy, by przedsiębiorca wiedział dużo więcej na temat szans powodzenia jego biznesu.

Zbyt dużo, nie popartego liczbami, optymizmu? A może wyrywającym się na samodzielność brakuje dobrych pomysłów?

Tu nawet nie chodzi o to, że przedsiębiorcy mają złe pomysły. Ludzie, którzy do nas przychodzą, by zacząć współpracę, często mają nowatorskie podejście do biznesu. Mają również pasje, które są niejednokrotnie ważniejsze niż doświadczenie. Głównym problemem jest jednak brak kapitału, który finansować będzie funkcjonowanie ich biznesu w pierwszych kilku miesiącach. Przedsiębiorcami zostają często ludzie, którzy nie mają żadnego zabezpieczenia finansowego. Tracą pracę na etacie lub odchodzą z niej, a później powołują do życia własny biznes z założeniem, że będzie on od razu generować nadwyżki finansowe, które pozwolą im się utrzymać.

A przecież nowy interes często nie może nawet na siebie zarobić, a co dopiero na właścicieli i ich utrzymanie. Nie ma też u nas nawyku oszczędzania i gromadzenia kapitału. Powodem może być to, że często nie mamy często z czego oszczędzać. Należy jednak pamiętać, że myśląc o własnym biznesie, musimy też myśleć o jakimkolwiek zabezpieczeniu. Musimy zakładać różne scenariusze, również i długofalowego powolnego rozwoju, czy początkowych strat.

Ciągle - w zbyt dużym stopniu - ufamy przeświadczeniu, że przeniesienie jakiegoś biznesu z zagranicy na polski grunt będzie oznaczać sukces. W taką pułapkę wpadają między innymi nowi restauratorzy. Rzeczywiście społeczeństwo się zmienia i coraz więcej osób wychodzi z domów, by zjeść coś „na mieście”. To nie jest jednak tak duży wzrost, by zapewnić przetrwanie wszystkim nowym lokalom. Biznes musi odpowiadać na zapotrzebowanie, by próbować je tworzyć potrzeba sporo czasu i kapitału.

Według badań, drobni przedsiębiorcy zazwyczaj pozyskują środki od bliskich, rodziny i przyjaciół. Około 70 procent mikroprzedsiębiorców nigdy nie korzystało z kredytów i pożyczek bankowych. Banki nie lubią, czy nie rozumieją małego biznesu?

Kłopot jest po obu stronach. Rzeczywiście z jednej strony jest pewna niechęć do zapożyczania się i finansowania własnego biznesu z kredytu. Z drugiej jednak strony nasz sektor bankowy - w przytłaczającej większości - nie próbował dotychczas nawet zrozumieć drobnego przedsiębiorcy. Trochę też dlatego, że ta działalność obarczona jest dużym ryzykiem – wiele z tych przedsięwzięć się nie udaje.

Warto patrzeć na ten segment w sposób bardziej zindywidualizowany, tego nie da się ustandaryzować. Trzeba uwzględnić nieregularne przychody przedsiębiorcy, możliwość wystąpienia zatorów płatniczych oraz fakt, że nie wszystkie przychody są ewidencjonowane. To wymaga indywidualnego podejścia w kwestii oceny jego możliwości spłaty kredytu, a przecież w podejściu banków do klienta łatwiej jest zastosować pewien automatyzm.

Prognozy makro są optymistyczne i wskazują, że to doskonały moment, by założyć firmę. Z drugiej jednak strony, dość niepewny, przez sytuację zewnętrzna, szczególnie za naszymi wschodnimi granicami.

Trzeba to oczywiście uwzględniać. Już teraz producenci wieprzowiny ponoszą konsekwencje tych wydarzeń. Niestety bywa tak, że Polska, mimo ciągłego rozwoju gospodarki, jest traktowana przez zagranicznych inwestorów jak rynek wschodzący i trafia do jednego worka z całym wschodem i nowymi państwami Unii. Nie sądzę jednak, by kandydatów na mikroprzedsiębiorców odstraszały wydarzenia w Rosji i na Ukrainie. Trzeba pamiętać, że każdego dnia może zdarzyć się coś, co utrudni prowadzanie biznesu, pewnych rzeczy nie da przewidzieć i nie można zakładać najgorszego.

A jak Państwo próbujecie przekonać takiego startującego przedsiębiorcę, by skorzystał z waszych usług? Nie lepiej, by na początku sam nad wszystkim sprawował pieczę? Trzymał za wszystkie sznurki swoją rodzącą się firmę niż zlecał niektóre prace na zewnątrz?

Przedsiębiorcy często ulegają wizji złudnych oszczędności. Wydaje im się, że jak wszystko będą robić sami, to tak będzie taniej. Tymczasem zapominają, że czas, który poświęcają na – mówiąc kolokwialnie - siedzenie w papierach, mogliby przeznaczyć na rozwijanie swojego biznesu. Zatem ich sposób oszczędzania jest pozorny i krótkotrwały, bo przecież fundamentem funkcjonowania każdego biznesu jest sprzedaż i szukanie możliwości jej zwiększenia. Wypełnianie deklaracji do ZUS na pewno jej nie zwiększy.

Wybiegnijmy teraz w przyszłość. Badanie przeprowadzone przez Państwa wykazało, że największa grupa ankietowanych firm - 36 procent - uważa, że przechowywanie danych "w chmurze" jest bezpieczniejsze od przechowywania ich na komputerze, a trzy czwarte uważa, że zmniejszy to koszty firmowe. Przyznam, że trochę te deklaracje mnie zaskoczyły. Bardziej spodziewałbym się obaw związanych z wizją przechowywania danych gdzieś poza firmowym komputerem.

Strach nie ma uzasadnienia, bo przecież wielu z nas ma konta pocztowe oraz bankowe w internecie i uznajemy te rozwiązania za bezpieczne. Firmy, które świadczą usługi przechowywania danych "w chmurze", stosują bardzo nowoczesne techniki ich zabezpieczania. Nie mogą sobie pozwolić na to, by coś z nimi się stało. Z całą pewnością są dużo lepiej zabezpieczone niż na naszym prywatnym, czy firmowym komputerze, który - jako podłączony do internetu - też jest zagrożony atakiem.

Czytaj więcej Każda firma może oszczędzić. Nie każda... Wojciech Narczyński tłumaczy, kto powinien skorzystać z księgowości online. Już teraz dokumenty naszych klientów, którzy zdecydowali się na to rozwiązanie, znajdują się "w chmurze”. Oznacza to, że jest do nich dostęp z dowolnego miejsca na Ziemi i z dowolnego komputera. To znacznie ułatwia pracę i oszczędza czas. W czerwcu dołożymy do tego nowy element – klienci będą mieć możliwość samodzielnego dodawania dokumentów w formie elektronicznej lub w postaci zdjęć lub skanów. Będą mogli nam przekazać potrzebne dokumenty również z dowolnego miejsca na Ziemi i z dowolnego komputera.

Tylko po co skanować coś, co od razu mogłoby być w wersji elektronicznej? Jak ocenia Pan możliwość wyeliminowania z tego procesu papieru, kiedy będzie to możliwe?

Ostatnio dowiedziałem się, że wydrukowanie wszystkich faktur, które wykorzystywane są w polskiej gospodarce, oznacza wycięcie 220 tysięcy drzew. Przyszłością jest elektroniczna faktura, ale w zupełnie innym rozumieniu niż dzisiejsze. Nie chodzi o odzwierciedlenie papierowej faktury w formie obrazu, ale o coś, co nigdy nie było przelane na papier i nie musi tam trafić. Wierzę, że w przyszłości taki ustandaryzowany plik, który będzie możliwy do odczytania przez wszystkie aplikacje księgowe, będzie w ogólnym użyciu.

Tyle że w Polsce z takimi nowinkami mamy złe doświadczenia. Chociażby nie poradziliśmy sobie z podpisem elektronicznym, a i cały proces cyfryzacji urzędów - mówiąc delikatnie - nie przebiega zbyt gładko.

To rzeczywiście może być bolesny proces, przypominający wyrywanie zębów, ale ostatecznie wyjdzie na dobre. Na pewno nie uda się w rok, czy dwa. Ale jeżeli dziś nie zaczniemy o tym myśleć i nie będziemy szukali sposobu na wprowadzenie jednego obowiązującego formatu, to nigdy się nie uda.

Tax Care chce być w tej cyfrowej awangardzie, co można zrozumieć, ale w przypadku jakiś problemów technologicznych, pierwsi możecie połamać sobie na tym zęby.

Wierzę w bezpieczeństwo używanych przez nas technologii. Nie mam co do niego większych obaw. Ponadto elektroniczna chmura, jako miejsce przechowywania dokumentów, to jest dopiero pierwszy krok. Wyobraźmy sobie, że w niedalekiej przyszłości tankujemy na stacji benzynowej i zamiast dzisiejszego podawania danych, wpisywania tego wszystkiego przez pracownika przy kasie i drukowania faktury, przykładamy telefon, czy inne urządzenie do czytnika i wszystko odbywa się automatycznie, a faktura po chwili trafia do chmury i do wszystkich odpowiednich adresatów, włącznie z urzędami i naszą księgowością.

To jest przyszłość i technologia już dziś na to pozwala. Powinniśmy też mieć więcej wiary w nieuchronność zmian na lepsze, bo przecież wiele już zmieniło w ostatnich latach. Możemy wysyłać do siebie faktury mailem, wprawdzie nadal jest to obraz tej papierowej wersji, ale nie musimy już jej podpisywać, by była uznana za ważną.

Pamiętam jak sam kiedyś dostałem niepodpisaną fakturę od kontrahenta z Niemiec. To było 10 lat temu. Od razu skontaktowałem się z wystawcą, czy aby sobie ze mnie nie żartuje. Teraz takie rozwiązanie jest normą także u nas.

Na drugiej stronie przeczytasz o zawiłościach polskiego prawa podatkowego, które przyczyniło się do stworzenia pojęcia błędu, który nie jest błędem.

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
wywiad, tax care, adam głos
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie