Notowania

tax care
28.04.2014 06:00

Prezes Tax Care: Proste przeniesienie biznesu na polski grunt to za mało

- Panuje błędne przekonanie że pośrednictwo finansowe to niezwykle łatwy biznes - mówi Adam Głos.

Podziel się
Dodaj komentarz
(fot. Marcin Sulej Money.pl)

_ - Panuje przekonanie, że pośrednictwo finansowe to niezwykle prosty biznes, ale błędnym jest założenie, że to tylko łączenie dostawcy z odbiorcą. O czym świadczą upadki znanych marek _ - mówi w rozmowie z Manager.Money.pl prezes Tax Care Adam Głos, który przewiduje konsolidację tego rynku. Kierowana przez niego firma jako pierwsza w kraju w tak znaczącym stopniu korzysta z cyfrowej chmury. Z badań wynika, że klienci nie boją się tam przechowywać dokumentów, pytanie tylko, czy prezes Adam Głos nie boi się być w cyfrowej awangardzie.

Manager.Money.pl: Statystyki wyglądają imponująco: w ubiegłym roku Polacy założyli ponad 350 tysięcy nowych firm. Z drugiej strony, prawie 90 procent z nich to jednoosobowe przedsięwzięcia. Jesteśmy przedsiębiorczy, czy to jednak pracodawcy na nas wymuszają zakładanie działalności i stąd te liczby?

Adam Głos, prezes Tax Care: Cześć z tej ogromnej liczby to rzeczywiście ludzie, którzy zostali zmuszeni do założenia własnej działalności gospodarczej. Jednak jest też wiele osób, które mają w sobie ten gen przedsiębiorczości i chcą rozwijać swoje własne biznesy. Jeżeli chodzi o tych pierwszych, to nie do końca rozumiem ten zamęt, jaki wokół tego powstał, włącznie z nazywaniem umów - w oparciu o samozatrudnienie - śmieciowymi.

Gospodarka wolnorynkowa sprzyja elastycznym formom zatrudnienia. Korzyści mogą być obustronne, a nie tylko występować po stronie pracodawcy. Populizmem jest sztuczne wymuszanie zmiany tego stanu rzeczy. Oczywiście wielu pracodawców wykorzystuje model samozatrudnienia do tego, by ograniczać swoje koszty. Często jednak zapewnia przy tym swoim pracownikom coś, co przynależne jest wyłącznie posiadaczom umów o pracę. Tak jest na przykład z możliwością płatnej przerwy w pracy, co przecież jest odpowiednikiem urlopu, czy benefitów różnego rodzaju.

Z kolei rozwijający swoje biznesy, średnio zakładają 200 tysięcy firm rocznie, ale też i podobna liczba takich przedsięwzięć kończy się porażką. Liczba funkcjonujących podmiotów gospodarczych na poziomie, jak się szacuje, około 900 tysięcy, nie zmienia się już od kilku lat. Oczywiście nie mówimy tu o zgłoszonych działalnościach, ale o tych, które realnie funkcjonują, prowadząc operacje gospodarcze. Niestety bardzo wielu przedsiębiorców startuje bez planu. Kopiuje jakieś pomysły bez zrobienia nawet prostego biznesplanu.

Sugeruje Pan, że brakuje wiedzy, na poziomie zupełnie podstawowym?

Tu jest miejsce dla naszej - niejako misyjnej działalności - która obejmuje prowadzenie szkoleń dla rozpoczynających przedsiębiorców, również z zakresu konstruowania biznesplanu. Okazuje się, że wystarczy przełożyć trudne pojęcia na powszechnie zrozumiały język. Kiedy sprowadzimy pewną dawkę wiedzy, do kilku prostych działań i słupków, wszystko staje się duże prostsze, a stworzenie biznesplanu przestaje być wiedzą tajemną. Kilka prostych obliczeń wystarczy, by przedsiębiorca wiedział dużo więcej na temat szans powodzenia jego biznesu.

Zbyt dużo, nie popartego liczbami, optymizmu? A może wyrywającym się na samodzielność brakuje dobrych pomysłów?

Tu nawet nie chodzi o to, że przedsiębiorcy mają złe pomysły. Ludzie, którzy do nas przychodzą, by zacząć współpracę, często mają nowatorskie podejście do biznesu. Mają również pasje, które są niejednokrotnie ważniejsze niż doświadczenie. Głównym problemem jest jednak brak kapitału, który finansować będzie funkcjonowanie ich biznesu w pierwszych kilku miesiącach. Przedsiębiorcami zostają często ludzie, którzy nie mają żadnego zabezpieczenia finansowego. Tracą pracę na etacie lub odchodzą z niej, a później powołują do życia własny biznes z założeniem, że będzie on od razu generować nadwyżki finansowe, które pozwolą im się utrzymać.

A przecież nowy interes często nie może nawet na siebie zarobić, a co dopiero na właścicieli i ich utrzymanie. Nie ma też u nas nawyku oszczędzania i gromadzenia kapitału. Powodem może być to, że często nie mamy często z czego oszczędzać. Należy jednak pamiętać, że myśląc o własnym biznesie, musimy też myśleć o jakimkolwiek zabezpieczeniu. Musimy zakładać różne scenariusze, również i długofalowego powolnego rozwoju, czy początkowych strat.

Ciągle - w zbyt dużym stopniu - ufamy przeświadczeniu, że przeniesienie jakiegoś biznesu z zagranicy na polski grunt będzie oznaczać sukces. W taką pułapkę wpadają między innymi nowi restauratorzy. Rzeczywiście społeczeństwo się zmienia i coraz więcej osób wychodzi z domów, by zjeść coś „na mieście”. To nie jest jednak tak duży wzrost, by zapewnić przetrwanie wszystkim nowym lokalom. Biznes musi odpowiadać na zapotrzebowanie, by próbować je tworzyć potrzeba sporo czasu i kapitału.

*Według badań, drobni przedsiębiorcy zazwyczaj pozyskują środki od bliskich, rodziny i przyjaciół. Około 70 procent mikroprzedsiębiorców nigdy nie korzystało z kredytów i pożyczek bankowych. Banki nie lubią, czy nie rozumieją małego biznesu? *

Kłopot jest po obu stronach. Rzeczywiście z jednej strony jest pewna niechęć do zapożyczania się i finansowania własnego biznesu z kredytu. Z drugiej jednak strony nasz sektor bankowy - w przytłaczającej większości - nie próbował dotychczas nawet zrozumieć drobnego przedsiębiorcy. Trochę też dlatego, że ta działalność obarczona jest dużym ryzykiem – wiele z tych przedsięwzięć się nie udaje.

Warto patrzeć na ten segment w sposób bardziej zindywidualizowany, tego nie da się ustandaryzować. Trzeba uwzględnić nieregularne przychody przedsiębiorcy, możliwość wystąpienia zatorów płatniczych oraz fakt, że nie wszystkie przychody są ewidencjonowane. To wymaga indywidualnego podejścia w kwestii oceny jego możliwości spłaty kredytu, a przecież w podejściu banków do klienta łatwiej jest zastosować pewien automatyzm.

Prognozy makro są optymistyczne i wskazują, że to doskonały moment, by założyć firmę. Z drugiej jednak strony, dość niepewny, przez sytuację zewnętrzna, szczególnie za naszymi wschodnimi granicami.

Trzeba to oczywiście uwzględniać. Już teraz producenci wieprzowiny ponoszą konsekwencje tych wydarzeń. Niestety bywa tak, że Polska, mimo ciągłego rozwoju gospodarki, jest traktowana przez zagranicznych inwestorów jak rynek wschodzący i trafia do jednego worka z całym wschodem i nowymi państwami Unii. Nie sądzę jednak, by kandydatów na mikroprzedsiębiorców odstraszały wydarzenia w Rosji i na Ukrainie. Trzeba pamiętać, że każdego dnia może zdarzyć się coś, co utrudni prowadzanie biznesu, pewnych rzeczy nie da przewidzieć i nie można zakładać najgorszego.

*A jak Państwo próbujecie przekonać takiego startującego przedsiębiorcę, by skorzystał z waszych usług? Nie lepiej, by na początku sam nad wszystkim sprawował pieczę? Trzymał za wszystkie sznurki swoją rodzącą się firmę niż zlecał niektóre prace na zewnątrz? *

Przedsiębiorcy często ulegają wizji złudnych oszczędności. Wydaje im się, że jak wszystko będą robić sami, to tak będzie taniej. Tymczasem zapominają, że czas, który poświęcają na – mówiąc kolokwialnie - siedzenie w papierach, mogliby przeznaczyć na rozwijanie swojego biznesu. Zatem ich sposób oszczędzania jest pozorny i krótkotrwały, bo przecież fundamentem funkcjonowania każdego biznesu jest sprzedaż i szukanie możliwości jej zwiększenia. Wypełnianie deklaracji do ZUS na pewno jej nie zwiększy.

Wybiegnijmy teraz w przyszłość. Badanie przeprowadzone przez Państwa wykazało, że największa grupa ankietowanych firm - 36 procent - uważa, że przechowywanie danych "w chmurze" jest bezpieczniejsze od przechowywania ich na komputerze, a trzy czwarte uważa, że zmniejszy to koszty firmowe. Przyznam, że trochę te deklaracje mnie zaskoczyły. Bardziej spodziewałbym się obaw związanych z wizją przechowywania danych gdzieś poza firmowym komputerem.

Strach nie ma uzasadnienia, bo przecież wielu z nas ma konta pocztowe oraz bankowe w internecie i uznajemy te rozwiązania za bezpieczne. Firmy, które świadczą usługi przechowywania danych "w chmurze", stosują bardzo nowoczesne techniki ich zabezpieczania. Nie mogą sobie pozwolić na to, by coś z nimi się stało. Z całą pewnością są dużo lepiej zabezpieczone niż na naszym prywatnym, czy firmowym komputerze, który - jako podłączony do internetu - też jest zagrożony atakiem.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/106/m269674.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/prezes;power;media;nie;kazdy;zaoszczedzi;na;ksiegowosci;w;internecie,164,0,1301668.html) *Każda firma może oszczędzić. Nie każda... * Wojciech Narczyński tłumaczy, kto powinien skorzystać z księgowości online. Już teraz dokumenty naszych klientów, którzy zdecydowali się na to rozwiązanie, znajdują się "w chmurze”. Oznacza to, że jest do nich dostęp z dowolnego miejsca na Ziemi i z dowolnego komputera. To znacznie ułatwia pracę i oszczędza czas. W czerwcu dołożymy do tego nowy element – klienci będą mieć możliwość samodzielnego dodawania dokumentów w formie elektronicznej lub w postaci zdjęć lub skanów. Będą mogli nam przekazać potrzebne dokumenty również z dowolnego miejsca na Ziemi i z dowolnego komputera.

*Tylko po co skanować coś, co od razu mogłoby być w wersji elektronicznej? Jak ocenia Pan możliwość wyeliminowania z tego procesu papieru, kiedy będzie to możliwe? *

Ostatnio dowiedziałem się, że wydrukowanie wszystkich faktur, które wykorzystywane są w polskiej gospodarce, oznacza wycięcie 220 tysięcy drzew. Przyszłością jest elektroniczna faktura, ale w zupełnie innym rozumieniu niż dzisiejsze. Nie chodzi o odzwierciedlenie papierowej faktury w formie obrazu, ale o coś, co nigdy nie było przelane na papier i nie musi tam trafić. Wierzę, że w przyszłości taki ustandaryzowany plik, który będzie możliwy do odczytania przez wszystkie aplikacje księgowe, będzie w ogólnym użyciu.

*Tyle że w Polsce z takimi nowinkami mamy złe doświadczenia. Chociażby nie poradziliśmy sobie z podpisem elektronicznym, a i cały proces cyfryzacji urzędów - mówiąc delikatnie - nie przebiega zbyt gładko. *

To rzeczywiście może być bolesny proces, przypominający wyrywanie zębów, ale ostatecznie wyjdzie na dobre. Na pewno nie uda się w rok, czy dwa. Ale jeżeli dziś nie zaczniemy o tym myśleć i nie będziemy szukali sposobu na wprowadzenie jednego obowiązującego formatu, to nigdy się nie uda.

*Tax Care chce być w tej cyfrowej awangardzie, co można zrozumieć, ale w przypadku jakiś problemów technologicznych, pierwsi możecie połamać sobie na tym zęby. *

Wierzę w bezpieczeństwo używanych przez nas technologii. Nie mam co do niego większych obaw. Ponadto elektroniczna chmura, jako miejsce przechowywania dokumentów, to jest dopiero pierwszy krok. Wyobraźmy sobie, że w niedalekiej przyszłości tankujemy na stacji benzynowej i zamiast dzisiejszego podawania danych, wpisywania tego wszystkiego przez pracownika przy kasie i drukowania faktury, przykładamy telefon, czy inne urządzenie do czytnika i wszystko odbywa się automatycznie, a faktura po chwili trafia do chmury i do wszystkich odpowiednich adresatów, włącznie z urzędami i naszą księgowością.

To jest przyszłość i technologia już dziś na to pozwala. Powinniśmy też mieć więcej wiary w nieuchronność zmian na lepsze, bo przecież wiele już zmieniło w ostatnich latach. Możemy wysyłać do siebie faktury mailem, wprawdzie nadal jest to obraz tej papierowej wersji, ale nie musimy już jej podpisywać, by była uznana za ważną.

Pamiętam jak sam kiedyś dostałem niepodpisaną fakturę od kontrahenta z Niemiec. To było 10 lat temu. Od razu skontaktowałem się z wystawcą, czy aby sobie ze mnie nie żartuje. Teraz takie rozwiązanie jest normą także u nas.

Skoro już mówimy o uporządkowaniu i ustandaryzowaniu, to czy w Pańskiej ocenie nasz system podatkowy w ostatnich latach został trochę posprzątany?

Jest postęp, nie rewolucyjny, ale pełzający. Wiem, że jest silna pokusa, by móc rozliczyć wszystkie podatki na małym arkuszu wielkości kartki pocztowej, ale nie liczyłbym na to. Osoby zatrudnione na etacie będą rozliczać się w coraz prostszy sposób, ale w przypadku przedsiębiorców takie maksymalne uproszczenia, nie są po prostu możliwe.

*Ale mówiąc o tym, że jednak są pewne zmiany na lepsze, zdaje Pan sobie sprawę, że jest nieco osamotniony w tej opinii. *

Nie zapominajmy, że system zyskał przez wprowadzenie podatku liniowego. Problemem nie jest rozliczanie podatku, tylko interpretacje i zawiłości prawa podatkowego. Niestety obowiązuje u nas system interpretacji indywidualnej, która dotyczy tylko jednostkowego przypadku, którego dotyczyło zapytanie i nie jest obowiązujące dla innych. To jest jedna z głównych wad naszego systemu i też stwarza dla nas duże komplikacje w relacjach z klientami. Powoduje dużo napięć, bo mamy też do czynienia w księgowości małych podatników z pojęciem błędu, który nie jest błędem.

To znaczy?

Przychodzi do nas czasami klient, który przekonuje, że jakaś znajoma księgowa mu powiedziała, że pewien zapis jest możliwy i zgodny z interpretacją, ale w naszej ocenie może to spowodować, że ten podatnik będzie miał problemy z urzędem skarbowym. W takich sytuacjach zawsze wybieramy opcję bardziej bezpieczną, mniej ryzykowną, a to może rodzić pewne napięcia.

Napięcie wyczuwa się też na rynku, banki szukają pieniędzy wszędzie gdzie mogą. Z drugiej strony BIK informuje o dynamicznie rosnącej liczbie zapytań. Akcja kredytowa wreszcie rozkręci się na dobre?

Myślę, że banki znalazły dobry sposób na zarabianie bez przesadnie rozdmuchanej akcji kredytowej.

*Niektórzy nazywają to lenistwem i asekuranctwem banków. *

Kiedy porównuje się dzisiejszą sprzedaż kredytów do lat 2007-2008 , to oczywistym jest, że w porównaniu z boomem wszystko wypadnie blado. Wtedy nie było przecież żadnych granic, rozdawano pieniądze na lewo i prawo, a banki dostosowały swoje wymagania pod możliwości klientów, by móc udzielać większej liczby kredytów. Tamte czasy na pewno nie wrócą, również i dlatego, że rynek nieruchomości nieco się już nasycił. Ówczesny ruch w większości był też generowany przez tych, którzy spekulowali mieszkaniami wierząc w zapewnienia rzekomych specjalistów, że w perspektywie co najmniej 50 lat mieszkania będą tylko i wyłącznie drożeć.

Wieczny wzrost wydaje się jednak być inspiracją dla konkurencji. W Pańskiej ocenie rynek doradztwa finansowego w Polsce jest na tyle duży, by wszystkich pomieścić? Ostatnio weszła na rynek Gerda Broker, T-Mobile i kilka innych podmiotów. Wprawdzie za naszymi zachodnimi granicami udział pośredników jest znacznie wyższy niż w Polsce, ale może optymizm nowych graczy jest nieco przesadzony.

Oczywiście są opinie, że jest to niezwykle prosty biznes, bo polega na sprzedawaniu dostarczanych przez banki produktów, ale jest to jednak coś więcej niż tylko łączenie dostawcy z odbiorcą. O czym świadczą spektakularne upadki takich marek jak: AZ- Finanse, Gold Finance, Money Expert, czy Finamo. Myślę, że fala otwierania nowych firm zakończy się kilkoma spektakularnymi bankructwami, ale nazw nie chcę tu wymieniać. W dłuższej perspektywie rynek czeka konsolidacja. Już zresztą widać, że banki rezygnują ze współpracy z małymi podmiotami. Jednak rynek ten wykształcił przez lata funkcjonowania specjalistów, którzy mają przekonanie, że są w stanie stworzyć coś zupełnie nowego i lepszego, ale w mojej ocenie nie ma na to miejsca.

Polski rynek jest bardzo specyficzny. Funkcjonuję na nim już od 2003 roku, pracowałem w pierwszej takiej firmie w naszym kraju, mam zatem pełen przegląd, jak się rozwijał. Obowiązujący u nas model – mam tu na myśli bezpłatne doradztwo - ma pewne ograniczenia. Z jednej strony jest grupa klientów, która nie czuje się dobrze wiedząc, że pośrednik jest wynagradzany przez instytucje bankowe, których produkty ostatecznie sprzeda. Tu pojawiają się zrozumiałe podejrzenia o brak obiektywizmu. Z drugiej jednak strony z badań i praktyki wynika, że Polacy nie są skłonni płacić za doradztwo finansowe. My jednak nie jesteśmy pośrednikiem w takim tradycyjnym rozumieniu.

Na czym polega ta różnica?

Firmy z tego sektora koncentrowały się na budowaniu trwałych relacji z klientem. Tyle, że brakowało nośnika i zawsze było to sztuczne. To, co my robimy inaczej, to przede wszystkim koncentrujemy się tylko na przedsiębiorcach i patrzymy na naszego klienta całościowo poprzez pryzmat: przychodów, kosztów, źródeł pozyskiwania kapitału i lokowania ewentualnych nadwyżek. Dzięki temu jesteśmy w stanie reagować na zmieniające się warunki i poszczególne etapy rozwoju biznesu. Nośnikiem tej trwałej relacji w naszym przypadku jest usługa księgowa, którą oferujemy.

*Tak rzeczywiście łatwiej budować tę relację, ale ciągle aktualnym problemem jest zaufanie klienta do doradców. Na naszym forum również nie brakuje zarzutów w stosunku do Tax Care. Nasi czytelnicy piszą o _ wciskaniu _ produktów, które akurat znalazły się na rozdzielniku, albo takich, na których doradca może zarobić najwięcej. *

Nóż, co do zasady, jest dobrym produktem, można nim w kuchni pokroić wiele rzeczy, ale równie dobrze można nim poderżnąć komuś gardło. Podobnie jest z instrumentami finansowymi. Same w sobie nie są niebezpieczne, wszystko zależy od tego, jak zostaną zastosowane. Zdaję sobie sprawę, że zdarzają się przypadki nieuczciwych sprzedaży tych produktów i sytuacji, kiedy klienci są wprowadzani w błąd. Natomiast warto pamiętać o tym, że właśnie te przypadki są niezwykle nośne szczególnie w nowoczesnym medium, jakim jest internet. Większość klientów korzystających z naszych usług nie dzieli się swoim zadowoleniem na forach internetowych i nie pisze postów, że wszystko jest OK.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/251/m291835.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/jedyny;ironman;ktory;jada;w;kfc,213,0,1438165.html) *Prezes AmRest: Jedyny Ironman, który jada w KFC * Szef koncernu zdradza jaką markę restauracyjną - po Burger Kingu i Starbucks'ie - wprowadzi na polski rynek. Jest jeszcze inna strona tego problemu. Nie brakuje firm, które na takich sfrustrowanych klientach, oczywiście może nieuczciwe potraktowanych przez pośredników, chcą - też nie do końca uczciwie ich traktując - zarobić obiecując odzyskanie straconych pieniędzy.

Może to jest wspólny problem wszystkich pośredników, może bardziej powinniście dbać o jakość pracy każdego pracownika, może warto wprowadzić standardy, egzaminy?

W mojej ocenie 99 procent uczciwych doradców płaci wysoką cenę za ten jeden procent grających nie fair. By uniknąć takich problemów staramy się wprowadzać dodatkowe mechanizmy kontrolne. Weryfikujemy, w kontakcie z klientami, czy na pewno wiedzą, na co się decydują wybierając konkretny instrument, czy zostali właściwie poinformowani. Są też takie produkty, w przypadku których kontaktujemy się z każdym klientem. Nasz system wynagradzania zawiera wiele punktów, które wynagradzają jakość, a nie tylko liczbę. Ponadto - niejako z zasady - nie możemy wpuszczać na minę klienta, który ma u nas całą swoją księgowość, bo moglibyśmy go stracić.

Ostatnio gościliśmy w Money.pl Łukasz Lefanowicza, prezesa Gerda Broker, który mówił, że pracuje w tym biznesie na tyle długo, by wiedzieć, że jakość doradztwa można zapewnić tylko do zatrudnienia na poziomie 100-120 doradców. Potem, w jego ocenie, problemy narastają w tempie geometrycznym, nie mówiąc już o spadku jakości. Tax Care ma ponad 90 placówek i 700 doradców oraz 250 księgowych.

Znane są przykłady wielu firm, które dokonały znaczącej poprawy w jakości mimo olbrzymiego zatrudnienia. Przykładem jest tu chociażby Starbucks, który po 2008 roku znacząco podniósł standard i słynie z tego, że jakość tej usługi jest powtarzalna. Jeżeli dobrze się zaplanuje model sprawowania kontroli i zarządzania, to wielkość zatrudnienia nie jest problemem.

*Procent klientów niezadowolonych z waszych usług utrzymuje się na poziomie, który pozwala na niewprowadzanie znaczących zmian, jak miało to w opisanym przez Pana przypadku amerykańskiej sieci? *

Nigdy nie było tak, że nie mogłem przez to spać, bo było ich tak wielu. Ale też i pocieszające jest, że ta liczba ciągle spada.

Skoro jesteśmy przy czystym sumieniu - Tax Care ponosi odpowiedzialność za rady, których udziela w zakresie księgowość?

Jesteśmy reprezentantem naszego klienta przed urzędami państwowymi i odpowiadamy za błędy, na które mamy wpływ. Jeżeli klient coś przed nami zatai, to oczywiście rzecz wygląda już inaczej. Ale odpowiadamy finansowo za wszelkie błędy naszych pracowników: błędnie wystawione deklaracje, nieterminowe zgłoszenia do urzędów. Zresztą w naszym systemie prawnym każde biuro księgowe musi wykupić obowiązkowe ubezpieczenie z tytułu prowadzenia takiej działalności.

Kwota tego ubezpieczenia rośnie?

Od początku płacimy tyle samo. Wynika więc z tego, że dla naszego ubezpieczyciela nie jesteśmy jakimś szczególnie ryzykownym podmiotem i błędów nie jest dużo.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: tax care, strategie firm, kraj, manager, strategie, zarządzanie, marketing i sprzedaż, twarzą w twarz, czołówki, marketing i zarządzanie, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska, z rynku, wywiady
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz