Notowania

ludzie
02.09.2013 06:28

Prezes Tieto Poland: Polska bardziej konkurencyjna niż kraje azjatyckie

- Nasi pracownicy nie są tańsi, ale zaletą jest to, że w Polsce nie ma przerw w dostawach prądu - mówi Ireneusz Miski, prezes Tieto Poland.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Tomasz Sąsiada/Money.pl)

Jeszcze pięć lat temu zakładali, że szybko podbiją polski rynek IT. Chcieli mieć 10 procent lokalnego rynku software'u i usług informatycznych, co dawałoby im trzecią pozycję pod względem przychodów w branży. To się nie udało. Ale Ireneusz Miski, prezes Tieto Poland, nie traci optymizmu. Bo jesteśmy bardziej konkurencyjni niż Azja. W rozmowie z Manager.Money.pl prezes zdradza, dlaczego firmy boją się inwestować w Chinach, a polski rynek jest lepszy od niemieckiego.

Manager.Money.pl: Polski rynek IT w 2012 roku, trzeci rok z rzędu, zwiększył swoją wartość, tym razem o 6,3 proc. - wynika z raportu PMR. Obecnie wart jest 29,6 mld zł. Pana firma odczuła ten wzrost?

Polski rynek IT jest bardzo perspektywiczny, coraz więcej firm stawia na profesjonalne rozwiązania IT, których wykonanie zleca firmom zewnętrznym. Jednak my, w chwili obecnej koncentrujemy się głównie na dostawach dla klientów skandynawskich, więc nie korzystamy bezpośrednio z tego ożywienia. Ponad 90 procent naszej obecnej aktywności skupia się na obsłudze klientów globalnych i ścisłej współpracy z naszymi oddziałami w Szwecji i Finlandii.

Niecały rok temu, obejmując stery w Tieto Poland, miał Pan bardzo ambitne plany. Chciał Pan w ciągu czterech lat wejść do pierwszej trójki największych firm w Polsce oferujących usługi integracji i doradztwa w IT, wyprzedzić lidera - Asseco Poland. Mówił Pan o nowych produktach i skupieniu się na pozyskiwaniu klientów z branży finansowej, energetycznej, czy administracji publicznej. Co się stało?

Na dziś Tieto, jako międzynarodowa organizacja, jest na etapie weryfikowania i zmiany strategii na całym świecie. To pociąga za sobą także chwilowe zmiany w naszej działalności na polskim rynku. Rok 2012 i 2013 to czas wyhamowania wzrostu. Chcemy ugruntować swoją pozycje w tych obszarach, które najlepiej rokują, zrezygnować z tych, które nie są perspektywiczne. Właśnie dlatego pod koniec zeszłego roku wyszliśmy z Niemiec, Hiszpanii, Włoch i Holandii, za czym poszło zmniejszenie dostaw także z Polski, bo nasz oddział współpracował ściśle z oddziałem niemieckim.

* Ireneusz Miski *został prezesem Tieto Poland we wrześniu 2012 roku. Wcześniej pracował w firmach audytorskich, doradczych i IT, na rynku polskim i międzynarodowym, w tym w Nowej Zelandii i Stanach Zjednoczonych. Do Tieto Poland dołączył w 2007 roku, jako dyrektor finansowy odpowiedzialny za spółki z grupy w Polsce, Czechach oraz na Białorusi. Podczas swojej pięcioletniej pracy w strukturach Tieto zasiadał w zarządzie spółek w Polsce i Czechach, nadzorował finanse korporacji w rejonie CEE&Russia oraz piastował funkcję członka Rady Nadzorczej ZPPZ Lewiatan.Wyjście z Włoch i Hiszpanii rozumiem, kiepskie wyniki tamtejszych gospodarek świadczą o tym, że nie są to teraz perspektywiczne rynki. Ale Niemcy i Holandia? Przy tym ożywieniu, które widać w ostatnich wskaźnikach PMI?

Decyzja o ograniczeniu działaności na tamtych rynkach zapadała znacznie wcześniej niż nastąpiło widoczne obecnie ożywienie. Dodatkowo wyjście z tych rynków spowodowane było głównie specyfiką oferowanych tam produktów oraz możliwościami ich skalowalności na innych rynkach. Tworzyliśmy tam produkty dedykowane, których nie dało się sprzedać na żadnym innym rynku. Na przykład w Niemczech tworzyliśmy oprogramowania do systemów multimedialnych montowanych w samochodach. Bardzo ciekawa branża, która jest jadnak w ciągłym kryzysie. To przekładało się na małą efektywność finansową tego biznesu.

Podobnie rzecz wyglądała w Holandii. Doszliśmy więc do wniosku, że na dzisiaj nie jesteśmy zainteresowani wzrostem na tych rynkach, a produkty tam oferowane to nie jest to, co nas interesuje. Konsekwencją sprzedaży biznesu w Niemczech była też decyzja o sprzedaży części biznesu w Polsce i w Indiach, które stanowiły centrum rozwoju oprogramowania oferowanego w Niemczech. Korporacja jest na etapie porządkowania biznesu, udało nam się poprawić wyniki finansowe i lata 2014 i 2015 powinny być znowu okresem ekspansji i poszukiwania innowacji. Niestety biznes trzeba czasem uporządkować, zwłaszcza jak się działa na 30 rynkach.

Działalność Tieto na polskim rynku także jest niepewna?

Nie, absolutnie nie ma takich sygnałów. Realizujemy bardzo ważne zlecenia dla klientów globalnych, pozyskiwanych przez nasze oddziały w Skandynawii. Mamy bardzo dobrą ekipę pod względem kompetencyjnym, jesteśmy obecni w kilku ośrodkach i zatrudniamy tu blisko tysiąc osób. Poza tym Polska bardzo dobrze rokuje. Mamy 38 milionów mieszkańców, codziennie rejestrowanych jest u nas ponad 1300 firm, rynek IT jest bardzo niedojrzały, co samo z siebie stwarza pewne perspektywy. Myślę, że aktywność Tieto w najbliższym czasie skupi się w tym regionie. Ale nie chciałbym tego jeszcze deklarować, bo tak jak mówiłem - strategia jest dopiero w przygotowaniu.

Czyli tak naprawdę Polacy to wciąż tania siła robocza i dlatego warto nam zlecać prace dla globalnych graczy?

Nie. To było naszą przewagą na samym początku działalności w Polsce. Faktycznie, u nas bardziej opłacało się realizować pewne zlecenia i zatrudniać ludzi niż np. w Norwegii, Szwecji czy Niemczech, a taka optymalizacja kosztowa to w tym biznesie standard. Klienci sami proszą o tzw. mix offsheringowy - tzn. chcą, by poszczególne części usługi były realizowane tam, gdzie jest to najtańsze. Najczęściej wyglądało to tak, że prowadzącymi projekty były osoby z Norwegii czy Finlandii, ale faktycznie wykonującymi zlecenia byli specjaliści z Polski, Indii czy Chin. Ale te czasy, kiedy nasza atrakcyjność opierała się tylko na konkurencyjności kosztowej, już dawno minęły. W tej chwili nasza przewaga polega głównie na specjalizacji oraz unikalności pewnych kompetencji. I te elementy są dostrzegane przez naszych klientów.

Ostatnio miałem dość zabawną sytuację. Braliśmy udział w przetargu, a naszymi konkurentami były firmy z Wietnamu, Filipin i Indii. Nasz azjatycki klient od razu deklarował, że Polska pod względem kosztowym w ogóle nie jest konkurencyjna w porównaniu z innymi lokalizacjami, mamy jednak inne zalety, które powodują, że rozważa nas jako potencjalnego dostawcę. Jedno z pierwszych pytań, jakie zadali nasi klienci to było pytanie o to, jak często zdarzają się u nas przerw w dostawach prądu (śmiech). Trudno było im uwierzyć, że takie braki raczej w Polsce się nie zdarzają. Ostatecznie udało nam się przekonać do siebie klienta i zdobyć ten kontrakt. Nie małe znaczenie miała tu stabilność politycznia regionu, czyli to że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej oraz działamy w przewidywalnym otoczeniu prawnym. A to ma ogromne znaczenie, np. ze względu na bezpieczeństwo patentów.

*Ale w dalszym ciągu obserwuje się trend outsourcingu usług IT na Wschodzie. *

Tak, chociaż wydaje mi się, że ten pęd na Azję, który obserwowaliśmy w poprzednim dzisięcioleciu traci już na sile. Wzrost w Azji, zwłaszcza w Chinach i Indiach, miał miejsce kilka lat temu, kiedy faktycznie sporo biznesu lokowało tam swoje centra IT i R&D, czyli badań i rozwoju. Obecnie tego typu jednostki lokuje się na Filipinach czy właśnie w Wietnamie. Prawdą jest też, że w tej chwili następuje pewien odwrót z Azji na rzecz mniej odległych destynacji, czyli takich krajów jak Polska, Czechy, Rumunia, Ukraina czy Rosja, bo to są kraje znacznie bliższe kulturowo.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/3/m275715.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/megastore;to;nie;jest;sklep;dla;idiotow,27,0,1345051.html) *"Megastore to nie jest sklep dla idiotów" * Wojciech Buczkowski z Komputronika tłumaczy, jak się sprzedaje elektronikę w Polsce. Skąd ten odwrót?

Bliskość kulturowa, bardziej przyjazne otoczenie prawne, brak problemu ze strefami czasowymi, niższe koszty podróży służbowych. Był taki moment, że biznes zachłysnął się możliwościami związanymi z przenoszeniem części działalność tak daleko, ale z czasem dostrzeżono wady. Poważnym problemem np. w Chinach jest bezpieczeństwo patentów. To dlatego takie firmy jak np. Dolby otwierają swoje centra rozwoju R&D we Wrocławiu, a nie w Chinach, gdzie koncentrują się głównie na działalności handlowej. Wynika to właśnie z obawy przed wyciekiem informacji.

W tej chwili w świecie dużo mówi się o powiązaniu Huawei z chińskim rządem oraz o związnych z tym zarzutach zgłaszanych przez USA, Wielką Brytanię oraz Australię, że sprzęt dostarczany przez Huawei, może byc wykorzystywany do działaności szpiegowskiej lub cyberataków. O ile dobrze pamiętam, mówił o tym ostanio jeden z byłych szefów CIA. Być może jest to element gry politycznej między USA a Chinami, ale nie zmienia to faktu, że Chiny znane są z dość luźnego podejścia do spraw zwiazanych z ochoną patentową.

Ogólnie problemem są także warunki zatrudnienia w Azji, które nierzadko pozostawiają wiele do życzenia i nie spełniają standardów europejskich, a firmy boją się nadszarpnięcia wizerunku. Różnica cenowa też się powoli zaciera, bo Chińczycy nie chcą już pracować za przysłowiową miskę ryżu. Koszt dewelopera w Pekinie nie rzadko jest wyższy niż jego odpowiednika na wschodzie Europy. Do tego dochodzi problem związany z rotacją zasobów ludzkich. W Indiach są firmy, które mają rotację na poziomie 40 procent w ciągu roku, co oznacza, że niemal co dwa lata następuje prawie stuprocentowa wymiana kadry. A to wiążę z trudnościami w prowadzeniu projektów i utrzymaniem wiedzy w organizacji. Dlatego nie ma już tak dużego pędu na lokowanie biznesu w Azji.

*A jaka jest rotacja w Polsce? Polscy pracownicy są bardziej wierni? *

Tak, średni wskaźnik rotacji w branży wynosi około 8-11 procent rocznie, co znaczy, że taka część ekipy wymieniana jest w ciągu roku. W naszej firmie ten wskaźnik wynosił kiedyś nawet 3-4 procent, ale tak niski poziom też nie jest dobry, bo ta wymiana musi następować. Najlepiej, gdy wskaźnik sięga około 10 procent, a ten proces jest świadomy i kontrolowany, czyli w ciągu roku 10 procent najlepszych pracowników dostaje awans, a 10 procent osób o najniższych wynikach odchodzi. Jest to znany schemat, który stosuje z powodzeniem np. General Electrics. Chodzi o to, żeby zachować cyrkulację w organizacji i zapewnić jej dopływ świeżej krwi. Jeżeli to jest robione w taki planowany sposób i przy użyciu transparentnych narzędzi, to tak wymiana ma bardzo pozytywny wpływ na firmę, jej ludzi oraz wzrost.

Ma Pan w Polsce problemy z rekrutacją? Brakuje specjalistów?

Tieto w Polsce działa w głównie w dwóch różnych od siebie ośrodkach. W Szczecinie i we Wrocławiu. Każdy z tych ośrodków charakteryzuje się innym rynkiem pracy. Ogólnie zapotrzebowanie na informatyków jest duże i oni sami stawiają firmom coraz większe wymagania. Są w tej branży osoby, które zmieniają pracę co kilka miesiący, bo dostają lepsze zlecenia. Jest też spora liczba specjalistów, dla których pieniądze nie są kluczowe, a o wiele istotniejsze jest to, czy projekt, nad którym pracują jest ciekawy. Takich ludzi właśnie poszukujemy. Z mojego doświadczenia wynika, że dużo trudniej niż ludzi z umiejętnościami, jest znaleźć ludzi z pasją. Bo to pasja decyduje o tym, czy odnosimy sukces czy nie. W Polsce działa wiele międzynarodowych korporacji, które mają sporą ofertę dla specjalistów IT. O pracownika trzeba zatem walczyć. Ale konkurencja jest dobra, bo pobudza do działania, zarówno pracodawcy, jak i pracownicy są bardziej zmotywowani. Wzmaga wzrost konkurencyjności, przepływ ludzi oraz wymianę kompetencji.

*Tieto weszło na polski rynek w 2006 roku. Co tak naprawdę było tego powodem? *

Powód wydaje się dość prozaiczny. Firmie zależało na zwiększeniu naszej współpracy z jednym z klientów - z Nokia Siemens Networks. Zgłosiliśmy się zatem do Nokii z naszą ofertą. W obszarze, który nas wtedy interesował, NSN współpracował już z jedną firmą w Polsce - z RTS Networks ze Szczecina i był z tej współpracy bardzo zadowolony. Po analizie okazało, się że RTS ma kompetencje, których rozwój interesował też Tieto. Udało nam się zatem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Przez zakup RTS zwiększyliśmy obecność w NSN, jednoczenie nabywając interesujące nas w tym czasie umiejętności i ludzi.

Niecały rok po tej akwizycji, w styczniu 2007 roku, pojawiła się podobna okazja związana z Benq Siemens we Wrocławiu, który w tamtym czasie miał problemy finansowe. Zespół we Wrocławiu posiadał kompetencje w obszarze związnym z rozwojem oprogramowania dla telefonów komórkowych, a to było dla nas bardzo atrakcyjne, z punktu widzenia współpracy z Nokią. Zdecydowaliśmy się zatem na przejęcie. W ten sposób Tieto stworzyło swoje dwa oddziały w Polsce.

Na tym miało się nie skończyć. Jeszcze pięć lat temu Pekka Viljakainen, wiceprezes i największy indywidualny akcjonariusz Tieto mówił, że w ciągu pięciu lat firma chce mieć w Polsce 10 procent lokalnego rynku software'u i usług informatycznych. To się nie udało, bo według raportu Computerwolrd Top200 jesteście obecnie na 41. miejscu pod względem przychodów ze sprzedaży. Znacznie wyprzedza was IBM, Asseco, Sygnity. Dlaczego nie udało się osiągnąć takiej pozycji na polskim rynku?

Trudno mi mówić za Pekkę, który miał wizję, że robimy wszystko na raz, teraz i że zagarniemy ten rynek za pomocą akwizycji czy dużych inwestycji. Myślę, że te deklaracje były trochę przeszacowane, nie brały pod uwagę faktycznych mocy finansowych firmy, naszej kultury pracy i dodatkowo zderzyły się z kryzysem finansowym, który zmienił gospodarkę w Europie i świecie. W tej chwili redefiniujemy to podejście.

*Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/164/m274852.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/fh;dom;nie;moze;placic;seniorom;wiecej,226,0,1337314.html) *FH Dom nie może płacić seniorom więcej * - _ To nie jest interes, który daje kokosy _- zapewnia Michał Butscher, wiceprezes Funduszu. Pozycja firmy na rynkach skandynawskich jest stabilna i mocna. W Finlandii macie 21 procent rynku, w Szwecji koło 12, w Norwegii - 7 procent. Ale tak to wygląda od kilku lat, widać że te rynki są dość sztywne i zagospodarowane i nie ma pola do ekspansji. A przecież firma, żeby przetrwać musi się rozwijać. *

Tak. Dlatego jestem przekonany, że w przyszlości większą dynamikę wzrostu Tieto znajdzie gdzieś poza Skandynawią. Ale ta strategia jest dopiero ustalana. Polska jest bardzo atrakcyjnym rynkiem. Zresztą już pod względem przychodów, Tieto Polska jest na piątym miejscu w grupie. Tuż po Norwegii, Szwecji i Finlandii i Czechach, a przed Rosją, Chinami, Indiami. Pomimo że na razie nasze zaangażowanie na rynku polskim jest ograniczone, to i tu mamy sukcesy. Jesteśmy trzecim największym eksporterem IT w Polsce.

Kto jest u nas waszym głównym konkurentem?

Ze względu na specyfikę naszego zaangażowania, są to głównie firmy pozyskujące takich samych pracowników, co my: NSN, Atos, Capgemini, czy ostatnio Credit Suisse. Z drugiej strony, naszymi konkurentami są dostawcy oprogramowania na zamówienie w Polsce: Asseco, Oracle, Sygnity czy Comfort Meridian.

Co ciekawe, polski rynek IT jeszcze ciągle, bo aż w 60 procentach, jest rynkiem hardware'u. Mniejszy udział ma sprzedaż software - 25 proc., i usług - 15 proc. Jak spojrzymy na rynki zachodnie, np. rynek szwedzki czy fiński, to te proporcje są zupełnie inne. Tam sprzedaż hardware'u stanowi około 20-30 proc., a pozostała część rynku to software i usługi. Z tego wynika prosty wniosek co do małej dojrzałości rynku Polskiego. Jest więc spory potencjał wzrostu dla firm, które produkują oprogramowanie i świadczą usługi. Rynek hardware'u może nie będzie się zmniejszał, co jego udział w stosunku do software'u będzie się zmieniał. Sprzęt trzeba przecież wymieniać, ale rośnie też liczba informatycznych usług dla biznesu, takich jak np. wielka chmura czyli cloudcomputing.

Chmura to technologia przyszłości?

Tak. My też rozwijamy chmurę, coraz więcej naszych usług w Skandynawii opartych jest właśnie na tym rozwiązaniu. To jest najdynamiczniej rosnąca część naszego biznesu i mamy w tym obszarze unikalne rozwiązania. Tacy potentaci jak Microsoft czy Google, w kwestii rozwoju chmury, będą może za rok w tym miejscu, w którym my jesteśmy obecnie.

Z chmurą wiążą się rozmaite obawy związane z bezpieczeństwem tych usług. Nie ma jeszcze regulacji prawnych zwłaszcza w kwestii ochrony danych osobowych.

Tak i są to obwawy zrozumiałe. Jednak ta część rynku ewoluuje. W zeszłym roku w Norwegii zezwolono gminom na używanie chmury oferowanej przez Google i Microsoft. Oczywiście przy pewnych ograniczeniach, dotyczących umieszczania w chmurze infomacji związanych z danymi osobowymi mieszkańców. Niemniej jednak traktuję ten przykład jako pewnego rodzaju wyłom w murze. To bezprecedensowe wydarzenia, bo obawy, co do braku kontroli danych przechowywanych w chmurze, wciąż powstrzymują branże finansową, czy medyczną do szerokiego korzystania z tych rozwiązań.

*To chyba nie dziwi zważywszy na ostatnie doniesienia związane ze skalą inwigilacji prowadzonej przez amerykański rząd we współpracy z gigantami internetowymi. Nie wiemy, jak to wygląda w Europie. *

Tak, oczywiście, te obawy są uzasadnione, co będzie zmuszało firmy z sektora informatycznego do zapewnienia takiego bezpieczeństwa swoim użytkownikom, bo inaczej nie będą oni chcieli korzystać z tych rozwiązań. Takie afery, jak wyciek informacji o programie PRISM, są branży bardzo nie na rękę.

Jestem jednak przekonany, że ta zmiana - zwrot w kierunku chmury - będzie postępowała, bo jest to rozwiązanie z jednej strony niezwykle efektywne kosztowo, a z drugiej, niezwykle wygodne i przyjemne w użytkowaniu. W przyszłości nie będzie trzeba instalować np. SAP-a w firmie, żeby go używać. Będzie można podłączyć się do chmury SAP-owskiej i kupić w niej jedynie te usługi, z których będziemy korzystać i zapłacimy tylko za faktyczny czas używania SAPa. Nie będzie więc potrzeby kupowania i płacenia za całe oprogramowanie, a to bardzo duże udogodnienie dla firm, bo zakup oprogramowania to jeden z największych kosztów dla przedsiębiorstw.

Afera Prism jakoś wpłynęła na państwa działalność?

Nie, nie zauważyliśmy tego. W naszej pracy wysokie standardy bezpieczeństwa i zabezpieczanie się przed wypływem informacji to podstawa. Nie możemy sobie pozwalać na potknięcia w tej kwestii, bo klient, który raz straci do nas zaufanie to ten, który już nigdy nie skorzysta z naszych usług. Taka jest ta branża.

Całe R&D czyli rozwój oprogramowania dla klientów, to jest z reguły rozwój oprogramowania do urządzeń, które dopiero powstają i trzymane są w najściślejszej tajemnicy. Pracując dla firm telekomunikacyjnych z całego świata w pewnym sensie wiemy, jak będzie wyglądał rynek technologii komunikacyjnych za dwa, trzy lata. Często pracujemy dla klientów, którzy sami dla siebie stanowią konkurencję, więc poufność informacji jest na pierwszym miejscu.

Dlatego w firmie stosujemy takie zabezpieczenia jak chińskie mury lub strefy dostępu dla pracowników. Mamy takie miejsca w firmie, gdzie pracownicy w ogóle nie mogą się ze sobą mieszać. Każdy ma swoją kartę dostępu z osobistym kodem, który pozwala mu na poruszanie się tylko w wyznaczonych strefach. Ponadto, każdy pracownik podpisuje zobowiązanie, że nie będzie udostępniał informacji zaczerpniętej od klienta poza firmę lub wewnątrz firmy osobom, które nie mają odpowiedniej autoryzacji.

Podstawą, czyli tzw. corem waszej działalności jest produkcja oprogramowania dla telekomunikacji?

Tak, jeżeli chodzi o działalność w Polsce. Opracowujemy systemy dla operatorów związane z przekazywaniem informacji miedzy systemami tzw. stacji bazowych, tworzymy również oprogramowanie dla producentów telefonów. Nie produkujemy aplikacji, tzn. mamy ich kilka, dedykowanych dla naszych klientów, ale to nie jest nasz _ core business _, raczej koncentrujemy się na tzw. dolnej warstwie oprogramowania w urządzeniu, gdzie potrzebne są wyspecjalizowane kompetencje. Na rynku aplikacji, praktycznie każdy domorosły deweloper może stworzyć rozwiązanie, które ma szanse okazać się sukcesem, jak np. Angry Birds czy Endomondo. Problemem jest tu jednak tzw. _ win ratio, _ czyli szansa wygrania w całym tłumie nowych aplikacji, a ta jest niewielka.

Z Pana punktu widzenia jako managera, to chyba szkoda, że ta strategia w Polsce została zmieniona i wciąż pracuje Pan na rynki zagraniczne? Pewnie pozyskiwanie klientów i budowanie pozycji na rodzimym rynku byłoby bardziej emocjonującym wyzwaniem?

Tak, oczywiście. Już nie mogę się doczekać, kiedy firma zacznie dynamiczniejszy rozwój na naszym rynku. Ale z drugiej strony ta sytuacja jest dla nas korzystna, bo moi pracownicy są na etapie zdobywania bardzo cennych kompetencji. Pracując dla globalnych klientów mamy okazję poznać całe _ know how _ i globalne funkcjonowanie tej branży. To stanowi naszą przewagę konkurencyjną w Polsce - dzięki bliskiej współpracy z klientami z USA, Finlandii, Szwecji czy Japonii, mamy świetny - jak to się mówi - _ outlook _, czyli podgląd na to, co się dzieje w branży w różnych zakątkach świata. Widzimy, co się sprzedaje w komunikacji, jakie są te światowe trendy w zakresie rozwoju oprogramowania. Tego firmy działające tylko w Polsce nie mają. A proszę mi wierzyć, że inaczej robi się biznes globalnie, a inaczej tylko na regionalnym podwórku.

Przejmując stery w Tieto Poland mówiłem, że kiedyś chciałbym mieć taką skalę działalności jaką ma Asseco, Sygnity czy Comarch. To są firmy, które odniosły wielki sukces i pewnie lata zajęłoby nam dojście do takiej skali biznesu w sposób organiczny. Ale jeśli chodzi o jakość usług, to nie ma między nami żadnej różnicy, a myślę nawet, że Tieto ma tu przewagę. Jesteśmy jednym ze światowych liderów, jeżeli chodzi o jakość i sposób oferowania usługi. Tieto globalnie jest trzecią siłą w rozwoju oprogramowania na zamówienie. Dlatego czekam na moment, w którym będziemy mogli jeszcze bardziej zaangażować się na polskim rynku.

Inne wywiady z cyklu Twarzą w twarz:
Po czym poznać, że zaczął się kryzys? -_ Pierwszą oznaką spowolnienia jest przejście z ciasteczek w czekoladzie na zwykłe _ - mówi prezes Lyreco.
Trzeba umieć wsłuchać się w klienta banku Philippe Marie, wiceprezes Credit Agricole Bank Polska wie, jak przekonać ludzi, by zaufali bankom.
Prezes Lubawy: To w naszych kamizelkach walczą polscy żołnierze Zaczęło się od gumowych korkotrampek i turystycznych namiotów. Dziś parkują w nich Rosomaki.
Tagi: ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, manager, twarzą w twarz, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz