Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Zobacz, jak windykować na koszt dłużnika

- Czapki z głów dla PO, bo to bardzo dobra ustawa - mówi Maciej Kaczmarski, założyciel Krajowego Rejestru Długów.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Money.pl)

- _ Czapki z głów dla PO, bo to bardzo dobra ustawa. Widać, że rząd chce pomóc przedsiębiorcom _ - tak o ustawie umożliwiającej windykację należności na koszt dłużnika mówi Maciej Kaczmarski, założyciel Krajowego Rejestru Długów oraz firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. I nic dziwnego, bo ma w tym swój interes. O tym, jak skutecznie ścigać nieuczciwych kontrahentów oraz o niedoskonałościach w działaniu polskich biur informacji gospodarczej prezes KRD mówi w wywiadzie z cyklu _ Twarzą w Twarz _.

*Manager.Money.pl. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jestem właścicielką małej firmy. Moje obroty miesięczne wynoszą 20-30 tysięcy złotych. Ciężko mi jednak, bo mam straszne zatory płatnicze. Klienci biorą faktury na przelew i nie płacą w terminie, a ja co miesiąc martwię się, czy wystarczy mi na wypłaty dla pracowników i ZUS. Chętnie skorzystałabym z usług biura informacji gospodarczej, a w niektórych przypadkach nawet firmy windykacyjnej, żeby zmobilizować ich do płacenia. Ale to kosztuje nawet tysiąc złotych miesięcznie! A do tego każda usługa - taka jak wpisanie dłużnika do rejestru, wysłanie mu powiadomienia, jest dodatkowo płatna. *

*Maciej Kaczmarski, założyciel Krajowego Rejestru Długów i Kaczmarski Inkasso: *To Sejm Rzeczpospolitej postanowił, że usługi biur informacji gospodarczych będą płatne, wprowadzając odpowiednie zapisy w ustawę tworzącą ramy prawne naszej działalności. My prowadzimy działalność gospodarczą, nie jesteśmy instytucją charytatywną. Dla naszych klientów miesięcznie pracuje blisko 900 osób, wszyscy zatrudnieni na etaty. Prowadzenie takiej działalności jest bardzo kosztowne, bo trzeba wziąć pod uwagę jeszcze koszty infrastruktury teleinformatycznej czy flotę 170 aut służbowych. . Ale należy też na to spojrzeć także z innej strony - mamy wysoką skuteczność, a opłaty za nasze usługi są znacznie niższe, niż wartość odzyskanego długu. Poza tym w porównaniu z cenami takich usług na przykład w Niemczech, to u nas jest bardzo tanio

*Czy aby na pewno? Jak wynika z badań firmy Keralla Research, zaledwie 4 procent małych i średnich firm w Polsce powierza swoje problemy z odzyskiwaniem należności spółkom zewnętrznym czy zgłasza dłużników do baz danych. To bardzo niewiele. Najczęstszym powodem nie korzystania z tych usług jest ich cena. *

Nie znam tych badań, nie wiem na jakiej próbie były robione, ale ich wyniki odbiegają od naszych doświadczeń. W listopadzie przeprowadziliśmy badania ankietowe na reprezentatywnej próbie polskich przedsiębiorców, z których wynika, że 25 procent firm zleca odzyskanie pieniędzy od nierzetelnych klientów firmom windykacyjnym. Koresponduje to z wynikami badań Atradiusa z początku 2013 roku, w których ten wskaźnik wyniósł 29 procent. To t nieco więcej niż wynosi średnia europejska. I wcale nie jest tak, że na te usługi decydują się tylko duże firmy. Portfolio naszych klientów składa się w zdecydowanej większości z firm małych i średnich, a nawet mikro, bo taka jest struktura polskiej gospodarki. Największe firmy, takie jak banki, ubezpieczyciele, operatorzy telefoniczni, są w mniejszości. Myśmy od początku założyli, że nasza usługa ma być dostępna dla wszystkich, bez względu na wielkość.

Ale fakt: nawet 25 czy 29 procent to nie jest dużo, zważywszy na poziom zatorów płatniczych w polskiej gospodarce. W Polsce aż 22 procent faktur nie jest płaconych w terminie. To znaczy, że na każde 10 tysięcy złotych do zapłaty, 2,2 tys. nie jest regulowane w terminie. To ogromny problem. Ale cena nie jest jedynym powodem niekorzystania z naszych usług. Jest jeszcze obawa przed pogorszeniem relacji biznesowych z klientem. O ile jestem w stanie zrozumieć pierwszy argument, to ten drugi - niekoniecznie. Bo co to za klient, co nie płaci?

*Z informacji na Państwa stronach wynika, że około 70 procent należności przekazanych do Krajowego Rejestru Długów jest ściąganych w ciągu 1,5 - 2 miesięcy. Czyli po dwóch miesiącach od rozpoczęcia współpracy dostaję informację, że mój dług został ściągnięty. Zadowolona chcę wypowiedzieć umowę. Ale okazuje się, że okres wypowiedzenia to trzy miesiące, więc jeszcze tak długo muszę płacić abonament, który sięga od 200 do 990 złotych miesięcznie. *

Tak jest, bo założeniem współpracy firm z Krajowym Rejestrem Długów nie jest doraźna działalność na zasadzie wpisałem dłużnika, zapłacił, więc go wypisałem i na tym koniec. Jesteśmy nastawieni na długofalową współpracę, bo dla wielu firm stałe monitorowanie kontrahentów jest bardzo istotne. Krajowy Rejestr Długów, to nie tylko narzędzie windykacyjne, to także źródło informacji o nierzetelnych przedsiębiorcach i konsumentach, ma więc funkcję prewencyjną, pozwala uniknąć kolejnych kłopotów z dłużnikami.

Proszę zwrócić uwagę na to: średnia wartość niezapłaconej faktury wpisanej do KRD to 6,5 tys. złotych, a statystyczny dłużnik jest zadłużony na 22,5 tys. złotych. Za kilkaset złotych miesięcznie możemy uniknąć problemów związanych z zatorami płatniczymi, albo wręcz zupełną niewypłacalnością kontrahentów. O tym, jakie problemy może powodować niewypłacalność partnerów biznesowych, szczególnie dotkliwie przekonują się przedsiębiorcy z branży budowlanej, którzy zatrudniają się jako podwykonawcy przy dużych inwestycjach. Znam wiele przykładów firm, o których informacje widniały u nas, czyli już były zadłużone, a wciąż jeszcze zlecały wykonywanie różnych prac i za nie płaciły. Ci podwykonawcy popadli w kłopoty, niektórzy splajtowali, a gdyby sprawdzili wcześniej, że firma widnieje w KRD, mogłoby do takich umów w ogóle nie dojść. Widać więc, że ten wydatek w postaci kilkuset złotych miesięcznie może uchronić przed poważnymi konsekwencjami.

*Które branże najbardziej dotknięte są problemem zatorów? *

Obecnie telekomunikacja i budownictwo. Najlepiej sobie radzi przemysł. Co do telekomunikacji to jest to pewna nowość, ale wynika z tego, że w związku z cyfryzacją w kraju w tej branży realizowanych jest sporo inwestycji. Jak widać nie wszystkie są dobrze zaplanowane pod kątem finansowym.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/120/m290680.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/wlasciciel;polskibus;com;polska;to;ziemia;niczyja,17,0,1432337.html) *Właściciel PolskiBus.com: Polska to ziemia niczyja * - _ Nasza oferta nie ma konkurencji ani ze strony PKP, ani LOT-u, ani tym bardziej PKS-u _ - mówi sir Brian Souter. Chyba jest coraz lepiej? Bo to już trzeci kwartał z rzędu jak zatory maleją, a jednocześnie coraz więcej firm deklaruje poprawę swojej sytuacji finansowej. To wyraz ożywienia gospodarczego?

Tak, poziom długów jest zawsze skorelowany z sytuacją gospodarczą. Jeśli na rynku jest źle, to jedne firmy nie płacą, bo faktycznie nie mają czym, a inni przedsiębiorcy, przestraszeni kryzysem, wstrzymują płatności swoim dostawcom, aż nie otrzymają zapłaty od klientów końcowych. Boją się po prostu, że zostaną bez pieniędzy, więc przyjmują postawę asekuracyjną. Kiedy mija strach przed kryzysem, pieniądz zaczyna krążyć szybciej i zatory maleją.

To, że znajdujemy się na etapie ożywienia gospodarczego pokazuje też opracowany przez nas Indeks Należności Przedsiębiorców. Im mniejsze zatory w gospodarce, tym ma on wyższą wartość. Ryszard Petru porównał jego wyniki do PKB i okazało się, że dynamika zmian się pokrywa. I tak w listopadzie indeks osiągnął najwyższy od 5 lat poziom. To potwierdza słowa premiera o tym, że kryzys się skończył.

Idą chude czasy dla Pana branży?

Nie, dlaczego? Ostatnio wystartowaliśmy z nowym produktem, którego wprowadzenie było możliwe dzięki zmianom w ustawie w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach przy transakcjach handlowych. Umożliwia ona windykację długów na koszt dłużników. Ożywienie ożywieniem, ale zatory i tak są.

*Ta ustawa wiele zmienia na rynku windykacji i informacji gospodarczej. Bo na jej podstawie wierzyciele mogą obciążać kosztami windykacji swoich dłużników. To rozwiązanie jest korzystne nie tylko dla klientów, ale i dla Pana firmy. *

Tak, ustawa, która weszła w życie 27 kwietnia 2013 roku to rewolucja, głównie ze względu na to, że klient nie musi zgłaszać sprawy do sądu, by zwiększyć swoje szanse na bezkosztowe odzyskanie długu. U nas ta usługa nazywa się Wezwanie do zapłaty Plus. I tu naprawdę czapki z głów dla Sejmu i rządu, bo jest to naprawdę bardzo dobra ustawa, odciążająca wierzycieli. A to nie wszystko.

Zgodnie z nowymi przepisami, przedsiębiorca, który dostarczył towar lub usługę innej firmie, nie powinien czekać na wynagrodzenie dłużej niż 60 dni. Termin ten można wydłużyć jedynie w szczególnych przypadkach - jeśli wierzyciel zawrze takie postanowienie w umowie. Jeśli nie ma takiego zapisu, a termin 60 dni zostanie przekroczony, taką fakturę można wyksięgować. Widać zatem, że Sejm i rząd chce przedsiębiorcom pomóc.

Faktycznie to wszystko przynosi pewną pośrednią korzyść i dla nas. Ponieważ jedną z głównych barier w zlecaniu windykacji na zewnątrz były dla firm koszty takiej usługi, teraz, kiedy mogą odzyskać pieniądze za darmo, zakładamy że będą korzystać z niej częściej.

*Na jakiej zasadzie windykacja długu może odbywać się bezkosztowo? *

Ustawa mówi o tym, że każdy przedsiębiorca, jeśli jego kontrahent spóźni się z płatnością, już w pierwszym dniu po terminie płatności może coś z tym zrobić. Ma dwie możliwości: dochodzić należności samemu i obciążyć dłużnika zryczałtowaną kwotą 40 euro albo przekazać sprawę do firmy windykacyjnej. W tym przypadku także wszystkie koszty związane z dochodzeniem tej zaległości będzie miał obowiązek zwrócić dłużnik. Nowe zasady dotyczą zobowiązań, które powstały po 27 kwietnia 2013 roku. No i jest to usługa tylko dla przedsiębiorców. Technicznie wygląda to tak, że po odzyskaniu pieniędzy my, jako Kaczmarski Inkasso, wystawiamy fakturę naszemu klientowi, a w ślad za tym idzie nota księgowa do dłużnika i dochodzimy tego roszczenia w tym samym postępowaniu.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/251/m291835.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/jedyny;ironman;ktory;jada;w;kfc,213,0,1438165.html) *Prezes AmRest: Jedyny Ironman, który jada w KFC * Szef koncernu zdradza jaką markę restauracyjną - po Burger Kingu i Starbucks'ie - wprowadzi na polski rynek. Ustawa mówi, że wierzyciel będzie mógł domagać się zwrotu kosztów poniesionych w wyniku windykacji. Czyli najpierw będzie musiał je ponieść. A co jeśli nie uda się ich od niego wyegzekwować?

Kosztami naszej usługi obciążamy wierzyciela tylko wtedy, kiedy odzyskamy dla niego dług. A z naszego doświadczenia wynika, że jak dłużnik ma pieniądze, na spłatę zobowiązań, to ma je także na pokrycie kosztów windykacji. Jestem zatem spokojny o możliwość odzyskania kosztów poniesionych na windykację.

A co jeśli w ogóle nie uda się odzyskać długu? Kto wtedy ponosi koszty windykacji?

Jeśli nie uda się odzyskać długu, to klient nie ponosi żadnych kosztów. Ponieważ mamy wysoką skuteczność, nie mamy żadnego problemu w pokrywaniu kosztów tych spraw, w których nie uda się odzyskać pieniędzy. To są nasze koszty uzyskania przychodu.

Polskie firmy masowo zaczęły nasyłać na siebie windykatorów?

Nie (śmiech), ale widać duże zainteresowanie klientów tą usługą. Od czasu wejścia w życie ustawy, wysłaliśmy już niemal 80 tysięcy wezwań do zapłaty. Choć wciąż są i tacy wierzyciele, którzy nie chcą obciążać kosztami windykacji dłużników i wolą sami je ponieść.

W sumie to zrozumiałe. Przecież nie każdy dłużnik to podły oszust, który chce nas zrobić w konia. Są też ludzie, którym po prostu powinęła się noga.

Oczywiście. Nie wszyscy dają sobie radę z prowadzeniem działalności gospodarczej. Bardzo wiele firm upada głównie z tego powodu, że niezbyt profesjonalnie podchodzą do swojej działalności. Oczywiście zdarzają się też cwaniacy. Ale jest na nich sposób. Bo cwaniacy płacą zawsze temu, kto najbardziej naciska. Nie płaci się tym, którzy machają na to ręką lub wykonują jeden telefon raz na dwa miesiące, aby kulturalnie podpytać, co tam z moimi pieniędzmi. Dla dłużnika, który zapłacić nie chce, to idealna sytuacja, bo nikt mu nawet głowy nie zawraca. Dlatego na takich kontrahentów dobrym sposobem jest windykacja. Po to jest pieczątka Krajowego Rejestru Długów, żeby kontrahenci wiedzieli, że dana firma z nami współpracuje. To motywuje ich do spłacania takich faktur w pierwszej kolejności.

*Mimo to zdarzają się sytuacje, kiedy nie udaje się pieniędzy odzyskać. Dlaczego? Dłużnik zmienił nazwisko i wyjechał na wyspy Bahama? *

Coś w tym rodzaju. To są najczęściej sytuacje typu był dłużnik i go nie ma albo firma jest w upadłości. Jeśli właścicielem jest osoba fizyczna to odpowiada całym swoim majątkiem. Jeśli mamy do czynienia ze spółką prawa handlowego, to syndyk dzieli masę upadłościową, ale jak wiadomo w pierwszej kolejności dług odzyskuje skarb państwa, więc dla innych często już niewiele zostaje.

Kluczowym elementem jest też czas, który wpływa na skuteczność windykacyjną. Przedsiębiorcy, którzy sami próbują dochodzić swoich należności, mogą doprowadzić do ich przedawnienia. A z danych wynika, że im więcej czasu upływa od terminu płatności, tym mniejsze szanse na egzekucję takiego długu. To jest też taki mechanizm psychologiczny - jeśli od razu się upominamy, to dłużnik jest bardziej skory zapłacić, niż jak zaczniemy się upominać po kilku miesiącach. Wtedy on może zacząć kombinować, by opóźnić sprawę i doprowadzić do przedawnienia wierzytelności.

*Krótki okres przedawnienia jest szczególnie kłopotliwy na przykład w przypadku branży transportowej. Firmy mają tylko rok na dochodzenie swoich roszczeń. A to także w tej branży jest najwyższy odsetek zatorów płatniczych. *

Tak jest. To ustawodawca ustanowił te terminy, choć nie do końca rozumiem, dlaczego w branży transportowej to jest tylko rok, a w innych branżach 2, 3 albo 5 lat.

Mimo to żeby wpisać dłużnika do KRD, nie trzeba przejmować się przedawnieniem, bo ono nie oznacza, że dług przestał istnieć. Co więcej, przedawnienie nie sprawia nawet, że nie można dochodzić swojej należności przed sądem. Trzeba się jednak liczyć z tym, że jeśli dłużnik powoła się na tą instytucję, to sąd musi zamknąć sprawę. Jeśli jednak dłużnik tego nie zrobi, bo na przykład nie jest tego świadom, możemy procedować dalej.

Dlatego warto prowadzić windykację za pośrednictwem profesjonalnej firmy, bo jest szansa, że dłużnik nie będzie świadom przedawnienia i naciskany ulegnie i zapłaci. Poza tym wpisanie dłużnika do rejestru długów utrudni mu życie. Bo dla banku, który będzie sprawdzał jego wiarygodność, aby udzielić mu kredytu, nie będzie istotne, czy dług się przedawnił, czy nie. Istotne będzie to, że klient jest nieuczciwy, bo nie zapłacił.

*Po co korzystać z windykatorów, jeśli oni tak naprawdę nie mogą więcej, niż my sami? Firmy windykacyjne nie mają żadnych dodatkowych uprawnień w porównaniu z wierzycielami. Jedynymi podmiotami, które je mają, są komornicy sądowi. *

To prawda. Windykatorzy nie mogą prowadzić egzekucji z majątku dłużnika ani zajmować jakichkolwiek przedmiotów do niego należących. Nie mogą wchodzić do jego lokalu, żądać wyjawienia majątku czy pobierać opłat za egzekucję. Nie mogą też stosować jakichkolwiek środków przymusu - grozić, nękać telefonami. Windykacja to tak naprawdę mediacja. Do arsenału naszych środków należą różne sposoby kontaktu z dłużnikiem, dialog i perswazja. Skuteczność naszych działań wynika z tego, że jesteśmy w niej konsekwentni i uparci. I to właśnie ta wytrwałość i regularność podejmowanych przez nas działań doprowadza do pozytywnego zakończenia sprawy.

Windykacja to próba przekonania dłużnika, że lepiej dla niego, by oddał dług jak najszybciej, bo inaczej zapłaci jeszcze więcej. Dłużnicy wiedzą też, że firmy windykacyjne nie odpuszczają, więc jeśli nie zapłacą, sprawa może zakończyć się w sądzie. W przypadku gdy windykacją zajmują się właściciele firm, czy sekretarki, raczej do tego nie dochodzi. Który szef firmy ma czas wisieć na telefonie i wydzwaniać do nieuczciwych kontrahentów albo chodzić po sądach? Wiele osób nie chce tego robić, bo czuje, że upominanie się o swoje pieniądze uwłacza ich godności. I o tyle co nie zgadzam się z tym, bo uważam, że nie ma nic złego w upominaniu się o swoje, a wręcz myślę, że kontrahenci poważniej traktują tych, którzy asertywnie podchodzą do prowadzenia biznesu, to rozumiem, że uczciwy człowiek może się czuć w tej sytuacji niekomfortowo.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/139/m289931.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/deficyt;talentow;jest;powaznym;problemem;na;calym;swiecie,217,0,1425881.html) *Deficyt talentów to poważny problem * Tomasz Walenczak, dyrektor operacyjny ManpowerGroup wyjaśnia, dlaczego na rynku pracy brakuje specjalistów. Telefony pięć razy w ciągu dnia albo wydzwanianie po sąsiadach mieści się jeszcze w granicach prawa? Firmę windykacyjną można pozwać na gruncie prawa cywilnego z tytułu naruszenia dóbr osobistych albo na gruncie prawa karnego - z tytułu nękania, stosowania przemocy, stosowania gróźb karalnych.

W przeciwieństwie do innych firm windykacyjnych w tym kraju nam się to nigdy nie zdarzyło. Były takie oskarżenia wobec naszej konkurencji, ale od jakiegoś czasu zmienili oni strategię działania, co bardzo nas cieszy, bo psucie opinii sobie, to psucie opinii całej branży. My nigdy nie podchodzimy do dłużnika jako do osoby, która jest łobuzem, kanciarzem. Nie zakładamy złej woli, bo w długi można popaść z bardzo wielu powodów. Szanujemy dłużników, bo dłużnik też człowiek, a poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy stanie się on zleceniodawcą, bo fortuna bywa przewrotna.

Zdarza się nawet, że dłużnicy wysyłają nam podziękowania za mediację w konflikcie z wierzycielem, bo na przykład dłużnik naprawdę miał poważny problem ze spłatą należności, a dzięki zewnętrznej mediacji udało się dogadać. Często bez tego pośrednika strony konfliktu nie mogą się dogadać, bo w grę wchodzą emocje.

Zbudował Pan sprawnie działającą grupę spółek, których działalność jest komplementarna - jest Kaczmarski Inkasso, są kancelarie prawne , biuro informacji gospodarczej, Rzetelna Firma, a nawet fundusz inwestycyjny. Pana firmy są samowystarczalne. Każda ma swojego prezesa. Angażuje się na co dzień w ich działalność?

Tak. Bo firma funkcjonuje dobrze tylko jeśli jest przez kogoś porządnie zarządzana. Nie wierzę w sukcesy firm, które co chwila mają innego, najemnego managera. Dlatego wciąż czuwam nad swoimi biznesami, zajmuję się wytyczaniem kierunków ich rozwoju, akceptowaniem najważniejszych zmian, czuwam też nad tym co się dzieje w otoczeniu biznesowym mojej firmy. Jak dobry właściciel. Jesteśmy liderem tego rynku, 90-95 procent tego rynku należy do nas. To zobowiązuje.

*Zobowiązuje, ale też usypia czujność. Mówił Pan nie raz, że nie interesuje go konkurencja, że nie patrzy Pan w ich stronę. Nie boi się Pan, że nagle na rynku pojawi się nowy gracz, który zaoferuje tańszą albo lepszą usługę i będzie chciał odebrać palmę pierwszeństwa? *

Nie. Są tacy na polskim rynku, którzy nieudolnie próbują to robić od lat, ale im nie wychodzi. Więc nie mam obaw.

A może z zagranicy?

Gdyby tak się miało stać, stałoby się to kilkanaście lat temu. Polski rynek jest już w wielu strefach bardzo zagospodarowany, więc nie kusi zagranicznych inwestorów. Poza tym my ściśle współpracujemy z zagranicznymi firmami działającymi w naszej branży, chociażby w kwestii windykacji poza terytorium Polski. Zresztą w innych krajach europejskich ten rynek wygląda trochę inaczej. Nie ma takich biur informacji gospodarczej jak nasze. Są biura informacji kredytowych, firmy windykacyjne oraz wywiadownie gospodarcze. Najbliżej nam do wywiadowni, ale one gromadzą znacznie więcej informacji niż my, a co za tym idzie sprzedają je drożej.

Nasza informacja jest prosta - klient chce wiedzieć, czy dany kontrahent jest zadłużony czy nie. Loguje się do naszego systemu lub korzysta z aplikacji mobilnej i dostaje prostą informację: jest albo nie jest. A jeśli jest, to dowie się ilu jest wierzycieli, jak się nazywają, ile jest im winien, z jakiego tytułu i ewentualnie czy dłużnik takiego długu nie kwestionuje. I to mu wystarczy, dlatego nie musi za to dużo zapłacić. Jeśli potrzebuje wiedzieć więcej, sięga po raport z wywiadowni i dowiaduje się jak ten dług ma się do poziomu obrotów danej firmy - bo wiadomo, że jeśli stanowi tylko promil obrotów, to jego ewentualne ściągnięcie nie zachwieje kondycją firmy. Ale jeśli jest to 20 procent jego obrotów to może być poważny problem.

W Polsce z tymi bazami jest jeden poważny problem: sprawdzając kontrahenta w jednej bazie, nie mamy pewności, czy aby na pewno ta informacja jest wiarygodna. Bo może on jest zadłużony, tylko nikt go nie wpisał do rejestru? Albo może został wpisany do trzech pozostałych? A poza tym, przecież dane o dłużnikach gromadzi także Krajowy Rejestr Sądowy czy Rejestr Zastawów. I co, mamy wszędzie sprawdzać?

No tak to działa, nie myśmy to wymyślili. Jak została wprowadzona ustawa o biurach informacji gospodarczej, to wydawało mi się, że rząd będzie dążył do zebrania w jednym miejscu wszystkich informacji o dłużnikach. Że będzie chciał, by powstała jedna instytucja, gromadząca informacje o zadłużeniu różnych osób czy podmiotów. Tak się nie stało i teraz żeby dostać kredyt trzeba zdobyć zaświadczenie o niezaleganiu z płatnościami od ZUS-u, skarbówki i nie wiadomo skąd jeszcze. A po co? Przecież równie dobrze mogłaby to załatwiać jedna instytucja.

Ale problem jest jeszcze większy. Państwo polskie wymyśliło sobie biura informacji gospodarczej, ale samo z nich korzysta. Nie trafiają do nas długi ani z urzędów skarbowych, ani z ZUS-u, ani z gmin. Windykacją tych spraw zajmują się wyspecjalizowane komórki w tych urzędach, ale z tego co mi wiadomo, są bardzo niewydolne. Rząd ciągle szuka pieniędzy, by załatać dziurę w budżecie. A my już dawno wyliczyliśmy, że z samej windykacji należności publicznych, można by uzyskać 20 mld złotych rocznie. Tyle obecnie wynoszą należności z tytułu niezapłaconych podatków dochodowego, VAT, akcyzy, niezapłaconych podatków do gmin i składek na ZUS. Być może niedługi się to zmieni, bo Ministerstwo Gospodarki pracuje nad zmianą ustawy regulującej naszą działalności i jedną z proponowanych zmian jest przyznanie nam prawa do gromadzenia danych o niezapłaconych zobowiązaniach publicznoprawnych.

Jakie jeszcze zmiany są Pana zdaniem niezbędne na polskim rynku?

Nieporozumieniem jest upieranie się przy minimalnej kwocie długu pozwalającej na wpis do biura informacji gospodarczej. Teraz to jest 200 złotych w przypadku konsumenta i 500 zł w przypadku przedsiębiorstwa. Czy to ma znaczyć, że ten, który nie oddał 199 zł to jest uczciwy, a ten który nie oddał 201 złotych już nie jest? Poza tym w przypadku takich firm, które wystawiają dużo faktur, ale na małe kwoty, jak gazownia, operatorzy telefoniczni, czy komunikacja - tu myślę o mandatach za jazdę bez biletu - oznacza to, że musi nastąpić kumulacja kilku niezapłaconych rachunków, żeby można było uruchomić procedurę wpisu do rejestru dłużników. Alternatywą jest skierowanie sprawy do sądu, ale przy małych kwotach sądy są kompletnie niewydolne, bo załatwianie takich spraw trwa, dużo kosztuje itp. Gdyby była możliwość wpisania takiego dłużnika do biura informacji gospodarczej to jest szansa, że w momencie gdyby chciał wziąć kredyt, to ktoś mu powie „stop, tu ma pan zadłużenie”. I taki dłużnik pójdzie do wierzyciela,
spłaci dług i prosi o wykreślenie. To jest bardzo istotna rzecz i nie rozumiem, dlaczego posłowie nie potrafią tego przyjąć do wiadomości.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: zatory płatnicze, twarzą w twarz, strategie firm, kraj, manager, strategie, czołówki, marketing i zarządzanie, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, najważniejsze, z rynku, wywiady
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz