Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Zobacz, jak windykować na koszt dłużnika

Zobacz, jak windykować na koszt dłużnika

Fot. Money.pl

- Czapki z głów dla PO, bo to bardzo dobra ustawa. Widać, że rząd chce pomóc przedsiębiorcom - tak o ustawie umożliwiającej windykację należności na koszt dłużnika mówi Maciej Kaczmarski, założyciel Krajowego Rejestru Długów oraz firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. I nic dziwnego, bo ma w tym swój interes. O tym, jak skutecznie ścigać nieuczciwych kontrahentów oraz o niedoskonałościach w działaniu polskich biur informacji gospodarczej prezes KRD mówi w wywiadzie z cyklu Twarzą w Twarz.

Manager.Money.pl. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jestem właścicielką małej firmy. Moje obroty miesięczne wynoszą 20-30 tysięcy złotych. Ciężko mi jednak, bo mam straszne zatory płatnicze. Klienci biorą faktury na przelew i nie płacą w terminie, a ja co miesiąc martwię się, czy wystarczy mi na wypłaty dla pracowników i ZUS. Chętnie skorzystałabym z usług biura informacji gospodarczej, a w niektórych przypadkach nawet firmy windykacyjnej, żeby zmobilizować ich do płacenia. Ale to kosztuje nawet tysiąc złotych miesięcznie! A do tego każda usługa - taka jak wpisanie dłużnika do rejestru, wysłanie mu powiadomienia, jest dodatkowo płatna.

Maciej Kaczmarski, założyciel Krajowego Rejestru Długów i Kaczmarski Inkasso: To Sejm Rzeczpospolitej postanowił, że usługi biur informacji gospodarczych będą płatne, wprowadzając odpowiednie zapisy w ustawę tworzącą ramy prawne naszej działalności. My prowadzimy działalność gospodarczą, nie jesteśmy instytucją charytatywną. Dla naszych klientów miesięcznie pracuje blisko 900 osób, wszyscy zatrudnieni na etaty. Prowadzenie takiej działalności jest bardzo kosztowne, bo trzeba wziąć pod uwagę jeszcze koszty infrastruktury teleinformatycznej czy flotę 170 aut służbowych. . Ale należy też na to spojrzeć także z innej strony - mamy wysoką skuteczność, a opłaty za nasze usługi są znacznie niższe, niż wartość odzyskanego długu. Poza tym w porównaniu z cenami takich usług na przykład w Niemczech, to u nas jest bardzo tanio

Czy aby na pewno? Jak wynika z badań firmy Keralla Research, zaledwie 4 procent małych i średnich firm w Polsce powierza swoje problemy z odzyskiwaniem należności spółkom zewnętrznym czy zgłasza dłużników do baz danych. To bardzo niewiele. Najczęstszym powodem nie korzystania z tych usług jest ich cena.

Nie znam tych badań, nie wiem na jakiej próbie były robione, ale ich wyniki odbiegają od naszych doświadczeń. W listopadzie przeprowadziliśmy badania ankietowe na reprezentatywnej próbie polskich przedsiębiorców, z których wynika, że 25 procent firm zleca odzyskanie pieniędzy od nierzetelnych klientów firmom windykacyjnym. Koresponduje to z wynikami badań Atradiusa z początku 2013 roku, w których ten wskaźnik wyniósł 29 procent. To t nieco więcej niż wynosi średnia europejska. I wcale nie jest tak, że na te usługi decydują się tylko duże firmy. Portfolio naszych klientów składa się w zdecydowanej większości z firm małych i średnich, a nawet mikro, bo taka jest struktura polskiej gospodarki. Największe firmy, takie jak banki, ubezpieczyciele, operatorzy telefoniczni, są w mniejszości. Myśmy od początku założyli, że nasza usługa ma być dostępna dla wszystkich, bez względu na wielkość.

Ale fakt: nawet 25 czy 29 procent to nie jest dużo, zważywszy na poziom zatorów płatniczych w polskiej gospodarce. W Polsce aż 22 procent faktur nie jest płaconych w terminie. To znaczy, że na każde 10 tysięcy złotych do zapłaty, 2,2 tys. nie jest regulowane w terminie. To ogromny problem. Ale cena nie jest jedynym powodem niekorzystania z naszych usług. Jest jeszcze obawa przed pogorszeniem relacji biznesowych z klientem. O ile jestem w stanie zrozumieć pierwszy argument, to ten drugi - niekoniecznie. Bo co to za klient, co nie płaci?

Z informacji na Państwa stronach wynika, że około 70 procent należności przekazanych do Krajowego Rejestru Długów jest ściąganych w ciągu 1,5 - 2 miesięcy. Czyli po dwóch miesiącach od rozpoczęcia współpracy dostaję informację, że mój dług został ściągnięty. Zadowolona chcę wypowiedzieć umowę. Ale okazuje się, że okres wypowiedzenia to trzy miesiące, więc jeszcze tak długo muszę płacić abonament, który sięga od 200 do 990 złotych miesięcznie.

Tak jest, bo założeniem współpracy firm z Krajowym Rejestrem Długów nie jest doraźna działalność na zasadzie wpisałem dłużnika, zapłacił, więc go wypisałem i na tym koniec. Jesteśmy nastawieni na długofalową współpracę, bo dla wielu firm stałe monitorowanie kontrahentów jest bardzo istotne. Krajowy Rejestr Długów, to nie tylko narzędzie windykacyjne, to także źródło informacji o nierzetelnych przedsiębiorcach i konsumentach, ma więc funkcję prewencyjną, pozwala uniknąć kolejnych kłopotów z dłużnikami.

Proszę zwrócić uwagę na to: średnia wartość niezapłaconej faktury wpisanej do KRD to 6,5 tys. złotych, a statystyczny dłużnik jest zadłużony na 22,5 tys. złotych. Za kilkaset złotych miesięcznie możemy uniknąć problemów związanych z zatorami płatniczymi, albo wręcz zupełną niewypłacalnością kontrahentów. O tym, jakie problemy może powodować niewypłacalność partnerów biznesowych, szczególnie dotkliwie przekonują się przedsiębiorcy z branży budowlanej, którzy zatrudniają się jako podwykonawcy przy dużych inwestycjach. Znam wiele przykładów firm, o których informacje widniały u nas, czyli już były zadłużone, a wciąż jeszcze zlecały wykonywanie różnych prac i za nie płaciły. Ci podwykonawcy popadli w kłopoty, niektórzy splajtowali, a gdyby sprawdzili wcześniej, że firma widnieje w KRD, mogłoby do takich umów w ogóle nie dojść. Widać więc, że ten wydatek w postaci kilkuset złotych miesięcznie może uchronić przed poważnymi konsekwencjami.

Które branże najbardziej dotknięte są problemem zatorów?

Obecnie telekomunikacja i budownictwo. Najlepiej sobie radzi przemysł. Co do telekomunikacji to jest to pewna nowość, ale wynika z tego, że w związku z cyfryzacją w kraju w tej branży realizowanych jest sporo inwestycji. Jak widać nie wszystkie są dobrze zaplanowane pod kątem finansowym.

Czytaj więcej Właściciel PolskiBus.com: Polska to ziemia niczyja - Nasza oferta nie ma konkurencji ani ze strony PKP, ani LOT-u, ani tym bardziej PKS-u - mówi sir Brian Souter. Chyba jest coraz lepiej? Bo to już trzeci kwartał z rzędu jak zatory maleją, a jednocześnie coraz więcej firm deklaruje poprawę swojej sytuacji finansowej. To wyraz ożywienia gospodarczego?

Tak, poziom długów jest zawsze skorelowany z sytuacją gospodarczą. Jeśli na rynku jest źle, to jedne firmy nie płacą, bo faktycznie nie mają czym, a inni przedsiębiorcy, przestraszeni kryzysem, wstrzymują płatności swoim dostawcom, aż nie otrzymają zapłaty od klientów końcowych. Boją się po prostu, że zostaną bez pieniędzy, więc przyjmują postawę asekuracyjną. Kiedy mija strach przed kryzysem, pieniądz zaczyna krążyć szybciej i zatory maleją.

To, że znajdujemy się na etapie ożywienia gospodarczego pokazuje też opracowany przez nas Indeks Należności Przedsiębiorców. Im mniejsze zatory w gospodarce, tym ma on wyższą wartość. Ryszard Petru porównał jego wyniki do PKB i okazało się, że dynamika zmian się pokrywa. I tak w listopadzie indeks osiągnął najwyższy od 5 lat poziom. To potwierdza słowa premiera o tym, że kryzys się skończył.

Idą chude czasy dla Pana branży?

Nie, dlaczego? Ostatnio wystartowaliśmy z nowym produktem, którego wprowadzenie było możliwe dzięki zmianom w ustawie w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach przy transakcjach handlowych. Umożliwia ona windykację długów na koszt dłużników. Ożywienie ożywieniem, ale zatory i tak są.

Ta ustawa wiele zmienia na rynku windykacji i informacji gospodarczej. Bo na jej podstawie wierzyciele mogą obciążać kosztami windykacji swoich dłużników. To rozwiązanie jest korzystne nie tylko dla klientów, ale i dla Pana firmy.

Tak, ustawa, która weszła w życie 27 kwietnia 2013 roku to rewolucja, głównie ze względu na to, że klient nie musi zgłaszać sprawy do sądu, by zwiększyć swoje szanse na bezkosztowe odzyskanie długu. U nas ta usługa nazywa się Wezwanie do zapłaty Plus. I tu naprawdę czapki z głów dla Sejmu i rządu, bo jest to naprawdę bardzo dobra ustawa, odciążająca wierzycieli. A to nie wszystko.

Zgodnie z nowymi przepisami, przedsiębiorca, który dostarczył towar lub usługę innej firmie, nie powinien czekać na wynagrodzenie dłużej niż 60 dni. Termin ten można wydłużyć jedynie w szczególnych przypadkach - jeśli wierzyciel zawrze takie postanowienie w umowie. Jeśli nie ma takiego zapisu, a termin 60 dni zostanie przekroczony, taką fakturę można wyksięgować. Widać zatem, że Sejm i rząd chce przedsiębiorcom pomóc.

Faktycznie to wszystko przynosi pewną pośrednią korzyść i dla nas. Ponieważ jedną z głównych barier w zlecaniu windykacji na zewnątrz były dla firm koszty takiej usługi, teraz, kiedy mogą odzyskać pieniądze za darmo, zakładamy że będą korzystać z niej częściej.

Na jakiej zasadzie windykacja długu może odbywać się bezkosztowo?

Ustawa mówi o tym, że każdy przedsiębiorca, jeśli jego kontrahent spóźni się z płatnością, już w pierwszym dniu po terminie płatności może coś z tym zrobić. Ma dwie możliwości: dochodzić należności samemu i obciążyć dłużnika zryczałtowaną kwotą 40 euro albo przekazać sprawę do firmy windykacyjnej. W tym przypadku także wszystkie koszty związane z dochodzeniem tej zaległości będzie miał obowiązek zwrócić dłużnik. Nowe zasady dotyczą zobowiązań, które powstały po 27 kwietnia 2013 roku. No i jest to usługa tylko dla przedsiębiorców. Technicznie wygląda to tak, że po odzyskaniu pieniędzy my, jako Kaczmarski Inkasso, wystawiamy fakturę naszemu klientowi, a w ślad za tym idzie nota księgowa do dłużnika i dochodzimy tego roszczenia w tym samym postępowaniu.

Czytaj więcej Prezes AmRest: Jedyny Ironman, który jada w KFC Szef koncernu zdradza jaką markę restauracyjną - po Burger Kingu i Starbucks'ie - wprowadzi na polski rynek. Ustawa mówi, że wierzyciel będzie mógł domagać się zwrotu kosztów poniesionych w wyniku windykacji. Czyli najpierw będzie musiał je ponieść. A co jeśli nie uda się ich od niego wyegzekwować?

Kosztami naszej usługi obciążamy wierzyciela tylko wtedy, kiedy odzyskamy dla niego dług. A z naszego doświadczenia wynika, że jak dłużnik ma pieniądze, na spłatę zobowiązań, to ma je także na pokrycie kosztów windykacji. Jestem zatem spokojny o możliwość odzyskania kosztów poniesionych na windykację.

A co jeśli w ogóle nie uda się odzyskać długu? Kto wtedy ponosi koszty windykacji?

Jeśli nie uda się odzyskać długu, to klient nie ponosi żadnych kosztów. Ponieważ mamy wysoką skuteczność, nie mamy żadnego problemu w pokrywaniu kosztów tych spraw, w których nie uda się odzyskać pieniędzy. To są nasze koszty uzyskania przychodu.

Polskie firmy masowo zaczęły nasyłać na siebie windykatorów?

Nie (śmiech), ale widać duże zainteresowanie klientów tą usługą. Od czasu wejścia w życie ustawy, wysłaliśmy już niemal 80 tysięcy wezwań do zapłaty. Choć wciąż są i tacy wierzyciele, którzy nie chcą obciążać kosztami windykacji dłużników i wolą sami je ponieść.

W sumie to zrozumiałe. Przecież nie każdy dłużnik to podły oszust, który chce nas zrobić w konia. Są też ludzie, którym po prostu powinęła się noga.

Oczywiście. Nie wszyscy dają sobie radę z prowadzeniem działalności gospodarczej. Bardzo wiele firm upada głównie z tego powodu, że niezbyt profesjonalnie podchodzą do swojej działalności. Oczywiście zdarzają się też cwaniacy. Ale jest na nich sposób. Bo cwaniacy płacą zawsze temu, kto najbardziej naciska. Nie płaci się tym, którzy machają na to ręką lub wykonują jeden telefon raz na dwa miesiące, aby kulturalnie podpytać, co tam z moimi pieniędzmi. Dla dłużnika, który zapłacić nie chce, to idealna sytuacja, bo nikt mu nawet głowy nie zawraca. Dlatego na takich kontrahentów dobrym sposobem jest windykacja. Po to jest pieczątka Krajowego Rejestru Długów, żeby kontrahenci wiedzieli, że dana firma z nami współpracuje. To motywuje ich do spłacania takich faktur w pierwszej kolejności.

Mimo to zdarzają się sytuacje, kiedy nie udaje się pieniędzy odzyskać. Dlaczego? Dłużnik zmienił nazwisko i wyjechał na wyspy Bahama?

Coś w tym rodzaju. To są najczęściej sytuacje typu był dłużnik i go nie ma albo firma jest w upadłości. Jeśli właścicielem jest osoba fizyczna to odpowiada całym swoim majątkiem. Jeśli mamy do czynienia ze spółką prawa handlowego, to syndyk dzieli masę upadłościową, ale jak wiadomo w pierwszej kolejności dług odzyskuje skarb państwa, więc dla innych często już niewiele zostaje.

Kluczowym elementem jest też czas, który wpływa na skuteczność windykacyjną. Przedsiębiorcy, którzy sami próbują dochodzić swoich należności, mogą doprowadzić do ich przedawnienia. A z danych wynika, że im więcej czasu upływa od terminu płatności, tym mniejsze szanse na egzekucję takiego długu. To jest też taki mechanizm psychologiczny - jeśli od razu się upominamy, to dłużnik jest bardziej skory zapłacić, niż jak zaczniemy się upominać po kilku miesiącach. Wtedy on może zacząć kombinować, by opóźnić sprawę i doprowadzić do przedawnienia wierzytelności.

Krótki okres przedawnienia jest szczególnie kłopotliwy na przykład w przypadku branży transportowej. Firmy mają tylko rok na dochodzenie swoich roszczeń. A to także w tej branży jest najwyższy odsetek zatorów płatniczych.

Tak jest. To ustawodawca ustanowił te terminy, choć nie do końca rozumiem, dlaczego w branży transportowej to jest tylko rok, a w innych branżach 2, 3 albo 5 lat.

Mimo to żeby wpisać dłużnika do KRD, nie trzeba przejmować się przedawnieniem, bo ono nie oznacza, że dług przestał istnieć. Co więcej, przedawnienie nie sprawia nawet, że nie można dochodzić swojej należności przed sądem. Trzeba się jednak liczyć z tym, że jeśli dłużnik powoła się na tą instytucję, to sąd musi zamknąć sprawę. Jeśli jednak dłużnik tego nie zrobi, bo na przykład nie jest tego świadom, możemy procedować dalej.

Dlatego warto prowadzić windykację za pośrednictwem profesjonalnej firmy, bo jest szansa, że dłużnik nie będzie świadom przedawnienia i naciskany ulegnie i zapłaci. Poza tym wpisanie dłużnika do rejestru długów utrudni mu życie. Bo dla banku, który będzie sprawdzał jego wiarygodność, aby udzielić mu kredytu, nie będzie istotne, czy dług się przedawnił, czy nie. Istotne będzie to, że klient jest nieuczciwy, bo nie zapłacił.

Na drugiej stronie o tym, czy firmę windykacyjną można pozwać o naruszenie dóbr osobistych

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
długi, wierzytelności, krd, zatory, twarzą w twarz
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
realista
176.227.166.* 2014-02-10 17:59
Aparat ucisku spoleczenstwa, zadna mala firma nie straszy swoich klientow w obawie ich strate. KRD zadowolone dla nich to super wiadomosc. Nie rozumiesz co pisze ? Dowiesz sie jak ci sie noga podwinie ;-) pozdrawiam
--
Komentarz wysłany ze strony mobilnej
http://m.money.pl/