Notowania

Akson: Wózki inwalidzkie też mogą być modne

Niestety nie w Polsce, gdzie limity pozwalają na kupno archaicznego sprzętu rehabilitacyjnego.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Akson)

Porządny wózek inwalidzki to koszt rzędu 8 tysięcy złotych. Państwo dopłaca do niego jedynie 1500 złotych. Polscy niepełnosprawni skazani są więc na podstawowy, często staroświecki sprzęt, kiedy na Zachodzie posiadanie kilku wózków w różnym designie to w zasadzie standard.

O trendach na rynku wyrobów medycznych i trudnych realiach pracy w tej branży rozmawiamy z Mirosławem Padjaskiem, właścicielem firmy Akson, która zajmuje się importem i dystrybucją sprzętu ortopedycznego oraz rehabilitacyjnego.

Money.pl: Dlaczego wybrał Pan taką, a nie inną branżę?

Mirosław Padjasek, właściciel firmy Akson: Takimi rzeczami zazwyczaj rządzi przypadek. 16 lat temu koledzy zaproponowali mi inwestycję w sprzęt rehabilitacyjny, a ja akurat szukałem alternatywy dla mojej dotychczasowej działalności. Branża wyrobów medycznych była wówczas niszowa, pozwalała na szybkie osiągniecie pozycji lidera. Zgodziłem się.

Czym zajmował się Pan wcześniej?

Prowadziłem regionalną hurtownię telefonów, byłem dystrybutorem marki Panasonic. Równolegle zajmowałem się importem upominków z Indii – wazoników z mosiądzu, słoni ze skóry itp.

Z wykształcenia jest Pan inżynierem. Czy do pracy w tej branży nie jest potrzebna wiedza medyczna?

Bez wykształcenia medycznego byłoby bardzo ciężko. W Aksonie fachową wiedzę zapewnia mój wspólnik, który jest fizjoterapeutą. To był taki mariaż kompetencji – on wniósł wiedzę medyczną, ja biznesowo-marketingową. Jestem zdania, że w każdej branży da się zastosować szeroko rozumiany marketing, co było wówczas poglądem dość niepopularnym.

Czyli handel sprzętem rehabilitacyjnym nie różni się niczym od dystrybucji pamiątek czy telefonów?

Kiedyś tak myślałem. Nie wiedziałem tylko, że ten biznes wymaga głębokiego zaangażowania emocjonalnego. I w pewnym momencie odkryłem, że rodzi się we mnie sympatia, miłość do tej branży, bez której nie da się czerpać satysfakcji z pracy. Branża jest bardzo wymagająca, przede wszystkim dlatego, że trudno wywołać u klienta zadowolenie z faktu, że otrzymuje, powiem wprost, pół pięknej nogi.

Czy ze względu na delikatną naturę branży, kieruje się Pan jakimiś specjalnymi kryteriami przy doborze pracowników?

Nie, ale mam już doświadczenie i wiem, kto taką pracę wytrzyma. Rzadko się mylę. Pracy w tej branży trzeba się nauczyć, trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie można oczekiwać satysfakcji. Gdyby chodziło tylko o zarabianie pieniędzy, już dawno by mnie tu nie było. To trochę tak, jak z zawodem lekarza.

Lekarzy często dopada znieczulica. W Pana zawodzie nie ma takiego problemu?

Jest, ale są też momenty piękne i tragiczne jednocześnie. Jechałem kiedyś ze wspólnikiem do Warszawy i przy okazji zabrałem wózek dla 8-letniego chłopaka. Wchodzimy do mieszkania a dziecko mówi: _ Ja i tak wiem, że za rok umrę _. Wobec takich słów nie da się przejść obojętnie.

Jak udaje się Panu pogodzić sferę emocjonalną z koniecznością zarabiania pieniędzy, prowadzenia biznesu silną ręką?

Przede wszystkim muszę zapewnić pracownikom pensje i mam tę satysfakcję, że przez 15 zawsze mieli pieniądze na czas. Ale buduję też markę i nie mam żadnego dylematu, gdy przychodzą reklamacje. Jeśli wina leży ewidentnie po stronie klienta, nie mam wątpliwości, że należy ją odrzucić. Ale kiedy sytuacja jest niejasna, zawsze rozstrzygam na jego korzyść. Traktuję to, jako inwestycję, nie jako koszt.

Wspominał Pan o marketingu. Reklamuje się Pan, czy też branża wyrobów medycznych nie wymaga promocji?

Reklamujemy się. Mamy zdefiniowanych klientów i zdefiniowane miejsca, gdzie się pojawiają i tam staramy się zaistnieć. Teraz czasy są ciężkie, więc ograniczyliśmy promocję samej marki, ale nadal jest to dla nas istotne. Pytanie brzmi: ile można się reklamować w tych samych periodykach specjalistycznych i czy ogłaszanie się w prasie codziennej odnosi jakikolwiek skutek?

A czy w Pana branży istnieje sezonowość? Czy w okresie zimowym rośnie popyt na kule, bo ludzie łamią sobie nogi na nartach, a latem na wózki inwalidzkie, bo skaczą do wody na główkę?

Sezonowość istnieje, ale jest kilka czynników, które mają na nią większy wpływ. Sprzedaż rośnie przede wszystkim w okresie, kiedy znajdują się środki budżetowe na tego typu zakupy, czyli w okolicach maja i czerwca.

Ponadto latem matki wymieniają wózki dla dzieci, a zimą faktycznie dobrze sprzedają się kule, ortezy. Ale to skoki rzędu kilkunastu procent, taki sprzęt nie generuje dużych zysków. Zarabiamy głównie na sprzedaży wózków inwalidzkich, a tutaj nie ma już sezonowości.

Tak jest na całym świecie? Jak wyglądamy na tle innych państw?

Wiele rzeczy jest u nas postawionych na głowie. Jeżeli remontujemy drogi, to nie powinno to mieć miejsca w połowie grudnia, tylko dlatego, że akurat wtedy przyszły pieniądze. A taką logiką kierują się decydenci. Ale największym problemem naszej branży pozostaje fakt, że ciągle traktuje się ją po macoszemu. Pomimo że w Polsce jest 5 milionów niepełnosprawnych, pomimo tego, że z naszego zaopatrzenia korzysta 40 milionów ludzi, bo w końcu każdy może złamać nogę, spycha nas się na margines, lekceważy.

Jestem wieloletnim społecznikiem, działam w Polskiej Izbie Gospodarczej Wyrobów Medycznych, od 7 lat zajmuję się kwestiami legislacyjnymi i mógłbym na ten temat długo opowiadać. Ale to temat na inną rozmowę.

Mówił Pan, że branża podlega sezonowości. A czy podlega trendom, modom, czy też liczy się jedynie funkcjonalność sprzętu?

Bardzo się cieszę, że takie pytanie padło, ale odpowiedź na nie jest smutna. Niepełnosprawni to normalni ludzie, którzy chcą się podobać. I kiedy piękna dziewczyna na wózku idzie na Sylwestra, chciałaby, żeby ten wózek pasował jej do stroju.

Oczywiście, może sobie kupić suknię pod wózek, a nie odwrotnie, bo zazwyczaj ta sukienka jest od wózka dużo tańsza. Ale na Zachodzie nikogo nie dziwi, że ktoś ma na przykład dwa wózki. A u nas są limity, które nie zmieniły się od 1998 roku. Chciałaby Pani mieć komputer sprzed 12 lat?

Rozumiem, że na rynku są nowoczesne produkty, tylko u nas nie ma na nie popytu.

Każdy chciałby mieć wózek, ale każdy chciałby też, żeby dało mu go państwo. A limity są śmieszne, bo dofinansowanie na wózek aktywny wynosi 1500 złotych. Tymczasem sensowny sprzęt kosztuje około 8 tysięcy złotych. Cena 2000 euro nikogo na Zachodzie nie dziwi, u nas zaraz podnoszą się głosy, że za te pieniądze można mieć samochód. Oczywiście, jesteśmy społeczeństwem biednym, ale wysoka cena ma swoje uzasadnienie. Taki wózek można popchnąć jednym palcem i będzie się toczył przez kilkadziesiąt metrów.

Na szczęście to rynek reguluje ceny i ważne, żeby pozostawić mu trochę swobody. Ale warto by było, by po 12 latach przyjrzano się branży ponownie.

Co Pana zdaniem, oprócz zwiększenia limitów, należałoby jeszcze zrobić?

Limity niekoniecznie trzeba zwiększać, należy je natomiast logicznie zweryfikować. Jeżeli na liście sprzętów refundowanych istnieje jakaś pozycja, limit powinien pozwalać na zaopatrzenie w produkt normalnej, europejskiej jakości.

Na przykład proteza krtani ma limit na poziomie 1200 złotych. Jest produkowana, bo żeby coś sprzedawać, trzeba mieć chociaż jeden produkt w limicie. Problem polega na tym, że nikt jej nie kupuje, bo ta proteza jest takiej jakości, że nic nie słychać. Za te pieniądze nie da się uzyskać niczego lepszego, na to potrzeba przynajmniej 2 tysięcy złotych. Limit powinien gwarantować minimum, a tak tworzy się błędne koło. I zdarzają się czasem klienci, którzy nie chcą dopłacać, instalują podstawową protezę i nikt ich potem nie może zrozumieć.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/254/t115966.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polska;jest;za;biedna;na;medycyne;na;swiatowym;poziomie,107,0,708971.html) Polska jest za biedna na medycynę na światowym poziomie Żeby zarobić na swoich pomysłach, zdolni naukowcy muszą uciekać za granicę.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/101/t115557.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/enel-med;to;elmed;z;klanu;tutaj;leczy;doktor;lubicz,72,0,706632.html) Enel-Med to Elmed z Klanu. Tutaj leczy doktor Lubicz Niewielki szpital na warszawskim Zaciszu jest najbardziej znaną przychodnią w Polsce.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/56/t127032.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/jak;zalozyc;biznes;bez;kapitalu,237,0,741613.html) Jak założyć biznes bez kapitału? Sposób znaleźli Radosław Szubert i Romuald Magdoń, właściciele sieci centrów medycznych Polmed.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, medycyna, ludzie, kraj, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz