Notowania

Auto Fus: W naszych żyłach płynie benzyna

Właściciele pierwszego autoryzowanego serwisu BMW w Polsce mają własny team motocyklowy i licencję pilotów.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Auto Fus)

Historia firmy Auto Fus sięga 1945 roku, kiedy to Tadeusz Fus wraz z ojcem otworzyli w przydomowym garażu punkt naprawy motocykli i maszyn rolniczych. Początkowo obsługiwali wszystkie dostępne na rynku pojazdy, w 1988 roku podpisali kontrakt z BMW. Dziś Auto Fus to także autoryzowany serwis Rolls-Royce'a oraz helikopterów marki Robinson. O tym, kto w Polsce ma prywatny śmigłowiec i dlaczego właściciele luksusowych samochodów nie płacą za ich serwis Manager.Money.pl rozmawia z Piotrem Fusem, współwłaścicielem rodzinnego biznesu.

Money.pl: Auto Fus to, wbrew nazwie, nie tylko samochody, ale i helikoptery. Dlaczego zdecydowaliście się dołączyć do swojego portfolio markę spoza branży?

Piotr Fus: Lotnictwo to jedna z naszych pasji. Oprócz tego, że sprzedajemy i serwisujemy helikoptery, razem z bratem i ojcem jesteśmy pilotami. Co więcej, mamy jedyne prywatne lotnisko w Warszawie. Poza tymi na Okęciu, w Babicach i dwoma czy trzema szpitalnymi lądowiskami dla karetek, nie ma u nas komercyjnych lotnisk w centrum miasta.

Dlaczego?

W każdym rozwiniętym kraju w centrach dużych aglomeracji istnieją lotniska, na których mogą lądować maszyny dwusilnikowe. Wolno im latać nad miastem, bo w razie awarii jednej z maszyn helikopter bezpiecznie wyląduje, nie zrobi nikomu krzywdy. Tak też miało być w Polsce, ale niestety nie jest. Przepisy bardzo restrykcyjnie określają dopuszczalną odległość lotniska od terenów zabudowanych i przez to wielu właścicieli śmigłowców nie może korzystać ze swoich lądowisk.

Jak Pan ocenia, ile osób w kraju ma prywatny śmigłowiec?

Na pewno w Polsce jest ponad 100 prywatnych helikopterów. Istnieją również firmy zajmujące się wynajmem takiego sprzętu oraz kilka takich jak nasza, które na zamówienie klienta zorganizują lot, pilota czy opracują trasę.

Popyt na usługi rośnie i biznes rozwija się bardzo szybko. Praktycznie wszyscy biznesmeni, których na to stać, używają helikopterów jako szybkiego środka lokomocji. Przez nasze polskie drogi - korki i remonty - helikopter to dziś doskonałe rozwiązanie.

Tak majętnych osób nie jest jednak wiele. Czy przy ograniczonej liczbie klientów ten biznes jest rentowny?

Działamy na rynku dopiero 3 lata. Wymagało to od nas sporych inwestycji: w ludzi, narzędzia, szkolenia. Żeby rozpocząć sprzedaż, trzeba mieć wiele certyfikatów, a te są pracochłonne, bo wyrabia się je w porozumieniu z Urzędem Lotnictwa Cywilnego. Jednak już teraz mogę powiedzieć, że inwestycja była opłacalna, a branża rozwija się w dobrym kierunku. Widać to na lądowisku przed naszą firmą, gdzie nierzadko lądują nawet trzy śmigłowce na raz.

*ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ PIOTRA FUSA fot: Auto Fus_ _fot: Auto Fus_ _[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/piotr;fus;i;firma;auto;fus,galeria,6114,0.html) Pan ma prywatny śmigłowiec?*

Tak, choć dział lotniczy to domena mojego ojca, Tadeusza. Ja z bratem zajmujemy się samochodami.

*A ile pokoleń pracuje obecnie w firmie? Jej historia sięga przecież 1945 roku. *

Faktycznie, początki Auto Fus to lata powojenne. Założycielem firmy jest mój ojciec, który wraz z moim dziadkiem prowadzili warsztat motocyklowy. W niewielkim garażu serwisowali też maszyny rolnicze oraz wszystko, na co było zapotrzebowanie na rynku. Jeśli chodzi o samochody, to zajęliśmy się nimi w latach 80. Początkowo obsługiwaliśmy wszystkie marki, później zdobyliśmy autoryzację Mercedesa, a od 1988 roku BMW.

Obecnie w Auto Fus pracują również mój brat i siostra oraz kilku dalszych członków rodziny. Nie wiem, czy wszystkie nasze dzieci podtrzymają tradycję prowadzenia firmy motoryzacyjnej. Część jednak przejawia ku temu spore zainteresowanie.

W Państwa portfolio była też marka Renault. Dlaczego zrezygnowaliście ze współpracy?

Kontrakt z Renault niejako wymusiła na nas sytuacja na rynku. Marką BMW zajmował się wtedy prywatny importer, który nie był nastawiony na dynamiczny rozwój sprzedaży, o jakim możemy mówić teraz. Od początku budowaliśmy firmę – salon oraz serwis - na skalę europejską i w połowie lat 90. współpraca z BMW nie pozwoliłaby nam utrzymać się na rynku. To były zupełnie inne czasy niż teraz.

Pomimo tego, że związaliśmy się z Renault, nigdy jednak z BMW nie zrezygnowaliśmy, o czym wiedzieli przedstawiciele koncernu. I kiedy w 2000 roku marki masowe odnotowały olbrzymi spadek, a te z sektora premium zaczęły podbijać rynek, zakończyliśmy współpracę z Renault i na nowo zaczęliśmy budować salon i serwis BMW.

A skąd wzięły się Państwa kontakty na rynku niemieckim, jak uzyskaliście pierwszy kontrakt?

Kontakty wzięły się ze słynnych targów poznańskich, na których wystawiały się wszystkie liczące się w Polsce marki i firmy. W latach 80. nie było ich wiele. Na jednej z takich imprez nawiązaliśmy kontakt z BMW i pierwszą umowę dealerską podpisaliśmy bezpośrednio z centralą w Monachium.

Jaki był w latach 80. popyt na samochody z wyższej półki? I czy przed nawiązaniem współpracy z BMW robiliście jakieś badania rynku?

W tamtych czasach bazowało się raczej na doświadczeniach zagranicznych partnerów i obserwacji rynku. Klientami byli głównie przedsiębiorcy prowadzący różnego rodzaju działalność gospodarczą, jednak ze względu na ograniczoną zasobność Polaków była to niewielka liczba osób. Porównując tamte czasy z dzisiejszymi, różnica jest ogromna. Dzięki leasingom i kredytom, BMW stało się marką dostępną, choć nadal premium.

Kiedyś mieliśmy w ofercie jedynie 4 modele, teraz można wybierać spośród kilkunastu. Ceny zaczynają się od 90 tysięcy złotych, a na milionie kończą. Ponadto ubezpieczenie takiego samochodu jest dziś dużo tańsze niż w latach 80.

A kto kupuje Rolls-Royce'y? I jak doszło do Państwa współpracy z koncernem?

Fabryka Rolls-Royce'a zainteresowała się naszym rynkiem, gdy zaczęła dostawać zapytania od potencjalnych klientów z Polski. Cała europejska sieć Rolls-Royce'a to zaledwie kilkunastu przedstawicieli, dlatego tym bardziej cieszymy się, że trafiliśmy do tego ekskluzywnego grona. Każdy samochód szyje się na miarę, personalizuje według wytycznych klienta, a potem dostarcza bezpośrednio do jego domu. Duża liczba zainteresowanych takimi usługami sprawiła, że firma zaczęła szukać w Polsce kogoś, kto sprostałby takim standardom.

Jakie było najciekawsze zlecenie, jakie Państwo zrealizowaliście?

Nie mogę rozmawiać o klientach. Podobnie liczba realizowanych przez nas zamówień musi pozostać tajemnicą. Jednak już teraz widzimy, że przekracza nasze początkowe założenia i oczekiwania centrali Rolls-Royce'a. Kupna tego samochodu nie da się porównać z niczym innym na świecie. To klienci decydują o jego wyglądzie i wyposażeniu, ingerują w jego wykończenie, proszą o specjalne materiały, kolory. To samochód na pokolenia. Praktycznie nigdy się go nie odsprzedaje, stąd też klienci personalizują pojazd według bardzo indywidualnych potrzeb i gustów.

Zdarzyło się zamówienie, którego nie byliście w stenie zrealizować?

Jesteśmy w stanie spełnić każdą prośbę, to tylko kwestia czasu.

Mówił Pan, że taki samochód bardzo dużo kosztuje. Czyli ile?

Nie istnieje coś takiego jak cennik bazowy, każdorazowo ustalamy koszty indywidualnie z klientem. Nowego Rolls-Royce'a nie kupi się jednak poniżej miliona złotych.

*ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ PIOTRA FUSA fot: Auto Fus_ _fot: Auto Fus_ _[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/piotr;fus;i;firma;auto;fus,galeria,6114,0.html) A czy to prawda, że ze względów wizerunkowych samochody marki są zawsze transportowane w zamkniętym kontenerze? *

Dokładnie tak. Zarówno podczas odbioru nowego samochodu, jak i kiedy pojazd wymaga przeglądu. Każdorazowo za transport we wskazane miejsce płaci firma. Przez pierwsze cztery lata klient nie ponosi praktycznie żadnych kosztów związanych z obsługą samochodu. Jedyne jego wydatki to paliwo i opony.

Auto Fus ma swój team motocyklowy. To też, podobnie jak helikoptery, pokłosie prywatnych pasji właścicieli firmy?

Cały czas staramy się łączyć pracę z pasją. Wszyscy mówią, że w naszych żyłach nie płynie krew, tylko benzyna _ (śmiech) _. Naszą pasją jest wszystko, co ma silnik, więc i na motocyklach jeździmy już od wielu lat. Poza tym sprzedajemy markę BMW, która w produkcji jednośladów jest bardzo zaawansowana, szczególnie enduro i sportowych. Przez wieczne korki i dużych ruch na ulicach największych miast motocykle stały się doskonałą alternatywą dla samochodu. Ich sprzedaż rozwija się bardzo szybko i upatrujemy w niej przyszłość.

Własny team ma też na pewno przełożenie marketingowe.

Oczywiście. Nasi klienci często należą do hermetycznego świata pasjonatów sportu motocyklowego. Każdy dobry występ naszego teamu powoduje, że kibice, a jednocześnie przyszli klienci, interesują się nami jako dealerami motocykli BMW. Kupują sprzęt, zmieniają modele. A my już pod koniec pierwszego sezonu startów jesteśmy blisko zdobycia tytułu wicemistrza Polski.

Więcej wywiadów w Money.pl:
Najbogatsi Polacy oddają mu swoje samoloty O tym, kim są właściciele odrzutowców, którymi lata i co było najtrudniejsze w rebrandingu Ery, opowiada Money.pl Jakub Benke, prezes domu mediowego Starcom i dyrektor Blue Jet.
Chcesz pobiegać? Kup samochód! Każdy, kto kupi Volvo może trenować w naszym klubie biegacza. Sam biegam z klientami - mówi Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Auto Polska.
Von Quintus: Tydzień wakacji za 100 tysięcy Tyle kosztuje ekskluzywna wyprawa na biegun północny.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, auto fus, ludzie, kraj, wiadmomości, gospodarka, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz