Notowania

Bańka mydlana nie pęknie nawet przez rok

A w jej wnętrzu zmieszczą się 94 osoby, mówi Jakub Bochenek, właściciel firmy Tuban.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Bogdan Kułakowski)

*Najstarsza bańka przetrwała 362 dni, a w największej zmieściły się 94 osoby. Tajemnica produkcji imponujących baniek mydlanych leży przede wszystkim w składzie płynu, z którego powstają, twierdzi Jakub Bochenek, założyciel i właściciel firmy Tuban. *

Opracowana przez niego receptura jest jedyną taką w Polsce i jedną z dwóch Europie. Autorski płyn do dmuchania dużych baniek Bochenek sprzedaje w dwóch sklepach firmowych na krakowskim rynku i przez internet. Litr kosztuje 18 złotych.

W ofercie Tubana znajdziemy także specjalne obręcze do produkcji baniek i pistolety. Kto zdecyduje się zapłacić za pokaz, zobaczy bańki wypełnione dymem, parą wodną, a nawet innymi bańkami.

Money.pl: Ile jest prawdy w wyrażeniu _ prysnąć jak bańka mydlana _? Czy życie baniek naprawdę jest takie kruche?

*Jakub Bochenek, właściciel firmy Tuban: *Nie, nie jest. Najstarsza bańka przetrwała chyba 362 dni. Ale to była bańka zamknięta w słoiku, trzymana w warunkach laboratoryjnych. Sam nigdy takich eksperymentów nie prowadziłem, choć mam nadzieję, że kiedyś jakiś rekord Guinnessa pobiję. Na przykład w ilości osób zamkniętych w bańce. Na dzień dzisiejszy wynosi on 94 osoby.

fot: tuban.pl_ fot: branzadziecieca.pl _[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/banki;mydlane;firmy;tuban,galeria,4844,0.html)W Programie Mam Talent zapowiadał Pan, że zamknie w bańce 16 osób. Udało się?

Nie, nawet nie próbowałem, ale to nic trudnego. To kwestia odpowiedniego płynu i instalacji do zamykania w bańce, jaką można znaleźć w obu moich sklepach. Każdy nasz klient może za darmo przekonać się, jak to działa.

Urządzenie składa się z obręczy o średnicy około 1,2 metra, która jest przymocowana sznurkami do sufitu i zamoczona w rynience z płynem. Klient staje pośrodku a jeden z pracowników chwyta za sznurki i podnosi obręcz do góry, zamykając w ten sposób człowieka w bańce.

A da się zamknąć człowieka w bańce od góry do dołu?

Od góry tak, od dołu nie. Bańkę można przebić, można przełożyć przez nią rękę, da się nawet przez nią przejść, pod warunkiem, że jest się zamoczonym w płynie. Kiedyś pewien bańkarz pobił w ten sposób rekord; jego córeczka weszła do środka zrobionej przez niego, półokrągłej bańki.

Bańki mydlane to dość nietypowy pomysł na biznes. Kiedy postanowił Pan na nich zarabiać?

Jako student dorabiałem sobie puszczając bańki na krakowskim rynku. Zbierałem pieniądze do kapelusza i wiele osób, wrzucając drobne, pytało mnie o płyn.

Na początku korzystałem z prostych przepisów, jakie można znaleźć w internecie, ale ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Przy silniejszym wietrze ciężko było zrobić łuk, nie dało się wydmuchać bańki w bańce... Zacząłem więc kombinować i przez trzy lata udoskonalałem recepturę tak, żeby mój płyn był mocny, wytrzymały i żeby można było go sprzedać. Każdy, kto zajmuje się bańkami wie, że to nie takie proste.

Istnieje kilka rodzajów płynu do baniek mydlanych czy też każda firma używa swojego?

W Europie, obok mojej firmy, istnieje tylko jeden, niemiecki producent płynu do dużych baniek. Ale oni są 3 razy drożsi, a Amerykanie, którzy też mają swoja recepturę, 5 razy drożsi.

Tu nie wystarczy płyn do mycia naczyń, szampon i gliceryna, jak radzą internetowe przepisy. Z takiego płynu można uzyskać małe bańki, ale duże, takie o średnicy nawet do 2 metrów, już nie.

GIGANTYCZNE BAŃKI AUTORSTWA JAKUBA BOCHENKA:

Co, obok dobrego płynu, jest przy puszczaniu baniek najważniejsze?

Zdecydowanie wilgotność powietrza. Im większa wilgotność, tym dłużej się bańki trzymają. W gorące, słoneczne dni pękają szybciej. Ale dobry płyn to podstawa.

Opatentował Pan swoją recepturę?

Nie, gdybym ją opatentował, każdy zaraz by ją znał. Dla zdolnego chemika odtworzenie składu to żaden problem. A moja firma jest zbyt mała, żebym mógł się z kimś sądzić.

Kiedy już miałem recepturę, musiałem zadbać o odpowiednie atesty, zaprojektować opakowania, etykiety i, oczywiście, zarejestrować działalność. Na początku działałem na niewielką skalę, a swoje produkty sprzedawałem w internecie, głównie na Allegro. Moje ceny były dość atrakcyjne, więc biznes szedł mi dobrze, tylko miałem problemy z konkurencją.

Co to znaczy?

Donosili na mnie, twierdzili, że sprzedawane przeze mnie produkty są niezgodne z zamieszczonym opisem. Niejednokrotnie Allegro niesłusznie zawieszało mi aukcje. Poza tym pojawiły się sugestie, żebym podniósł swoje ceny, co jest oczywiście niezgodne z prawem.

A w którym momencie zdecydował się Pan wystąpić w Mam Talent i dlaczego? Liczył Pan na wygraną, czy chciał się tylko pokazać?

W Mam Talent wystąpiłem dwa razy: w 2008 i 2009 roku. Wiedziałem, że nie wygram, bo nie umiem śpiewać (_ śmiech _). Wiedziałem też, że inni uczestnicy zaprezentują ciekawsze rzeczy. Zgłosiłem się do programu tylko i wyłącznie ze względu na reklamę.

*Występ spełnił pokładane w nim nadzieje, telefony się rozdzwoniły? *

Nie, bez przesady, mój pierwszy występ nawet nie został pokazany w telewizji. Ale zawsze to jakaś reklama, ktoś dotarł na moją stronę i potencjalnie coś kupił, ktoś inny zaprosił mnie na pokaz...

JAKUB BOCHENEK W PROGRAMIE MAM TALENT:

To jak dorobił się Pan dwóch sklepów?

Bańki mydlane są sezonowym produktem i w zimie, dodatkowo w internecie, bardzo słabo się sprzedają. Poza tym bańki trzeba pokazywać. Nikt nie kupi litra płynu, a co dopiero pięciu, jeśli nie zobaczy efektu, jaki można przy jego pomocy osiągnąć. Każdy kojarzy bańki z malutką buteleczką. Dlatego musiałem znaleźć miejsce, w którym będę mógł moją ofertę zaprezentować.

Pierwszy sklep otworzyłem w centrum handlowym, na kredyt. Choć ta konkretna galeria okazała się niewypałem - wielu najemców zrezygnowało albo zbankrutowało, mi jakoś szło. Ale kiedy umowa wygasła, postanowiłem się wynieść. Zyski nie były oszałamiające, a brak magazynu generował dużo pracy. Postanowiłem trzymać się internetu.

Ale teraz ma Pan dwa sklepy w centrum Krakowa.

No tak. Była zima, szedłem sobie ulicą i zobaczyłem tabliczkę _ lokal do wynajęcia _. Zadzwoniłem, a że oferowali dobrą jak na krakowski rynek cenę, postanowiłem zaryzykować. Wcale miałem zamiaru otwierać drugiego sklepu, ale znalazłem nowe, jeszcze lepsze miejsce. Znowu szła zima, wiedziałem, że nie będzie dużego popytu ale znów podjąłem ryzyko.

Wobec tego, z czego Pan żyje zimą, co się najlepiej sprzedaje? A może to pokazy przynoszą największe pieniądze?

Nie, na pokazy nie jeżdżę zbyt często. Nie lubię występów publicznych, stresują mnie. Wolę zająć się handlem.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/95/t127071.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polacy;nosza;rekawiczki;z;psow,200,0,741064.html) Polacy noszą rękawiczki z psów Taką tezę stawia Marian Kuc, założyciel firmy produkującej galanterię skórzaną.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/215/t127703.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/akson;wozki;inwalidzkie;tez;moga;byc;modne,123,0,746107.html) Akson: Wózki inwalidzkie też mogą być modne Niestety nie w Polsce, gdzie limity pozwalają na kupno archaicznego sprzętu rehabilitacyjnego.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/152/t87960.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polscy;producenci;petard;siedza;albo;nie;zyja,221,0,744413.html) Polscy producenci petard siedzą albo nie żyją Na początku lat 90. nikt nie przestrzegał podstawowych zasad bezpieczeństwa, a na rynku pokazów pirotechnicznych panowało kompletne bezkrólewie.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, bańki mydlane, ludzie, kraj, wiadmomości, gospodarka, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz