Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Cupcake Corner Bakery - babeczki zamiast finansów

Cupcake Corner Bakery - babeczki zamiast finansów

Fot. Cupcake Corner Bakery

- Miałem dość siedzenia przed dwoma monitorami i przeprowadzania skomplikowanych analiz. Chciałem prowadzić swój własny biznes - mówi Marcin Dutkiewicz, który świat finansów zamienił na wypiek babeczek. Razem z przyjaciółmi z USA prowadzi w Krakowie Cupcake Corner Bakery. W rozmowie z Manager.Money.pl opowiada, jak różnią się gusta Polaków i Amerykanów oraz tłumaczy, dlaczego wyrzuca niesprzedane babeczki.

Money.pl: Umie Pan piec?

Marcin Dutkiewicz: Nie. Nawet biszkopta nie umiem zrobić. Nas zespół cukierniczy nadal nie może uwierzyć, że nie potrafię nic upiec.

Prowadzi Pan jednak biznes oparty na wypiekach babeczek z kremem typu cupcake - niezwykle popularnych w Wielkiej Brytanii, USA czy Australii. Skąd pomysł, żeby modę na nie zaszczepić również w Polsce?

To nie był do końca mój pomysł. Ten biznes wymyślili przyjaciele, z którymi wcześniej pracowałem. Akurat byłem na etapie, kiedy chciałem zacząć coś swojego. Znam od kilkunastu lat Julie Hybel, która pochodzi ze Stanów i jest specjalistką od cupcakes. Z Julie i innymi przyjaciółmi zaczęliśmy się spotykać i tworzyć koncept Cupcake Corner Bakery. Pierwszego cupcake zjadłem jakieś dwa tygodnie przed otwarciem.

Zainwestował Pan pieniądze w coś, czego nawet wcześniej nie spróbował?

Oczywiście. Jak powszechnie wiadomo, biznes to ludzie, a ci wokoło mnie to wspaniała grupa specjalistów. Numerycznie, w naszym modelu biznesowym też wszystko miało sens a ryzyko było - powiedzmy - do przełknięcia. W końcu nie jestem alfą i omegą cukiernictwa i na takiego się nie chcę kreować, więc świadomy tego, nie opierałem tej decyzji na swoich własnych odczuciach, pomimo że te oczywiście były pozytywne.


fot. Cupcake Corner Bakery

Biznes ruszył w lipcu 2010 roku. Ile trwały przygotowania?

Niedługo, ponieważ Julie miała już przepisy i bardzo duże doświadczenie. Całe przygotowania trwały kilka miesięcy. Nad wszystkim pracował spory zespół ludzi, w większości z USA. Ja byłem jedynym Polakiem, więc jest to typowo amerykański produkt.

Wcześniej pracował Pan w branży finansowej w Polsce oraz w USA. Dlaczego zamienił Pan świat finansów na babeczki?

Bardziej zamieniłem świat pracownika na świat przedsiębiorcy. Zamiast babeczek, na początku miała być dystrybucja ekskluzywnych drzwi. Świat cupcakes pojawił się dlatego, że znaleźli się ludzie. A zamieniłem dlatego, że już nie byłem w stanie siedzieć przed dwoma monitorami i przeprowadzać skomplikowanych analiz. Moja pasja do przedsiębiorczości zwyciężyła nad spokojem pracy w korporacji. Chciałem prowadzić swój własny biznes.


fot. Cupcake Corner Bakery
Ile zainwestowali Państwo na początek?

Zaczęliśmy z kapitałem trochę wyższym niż potrzebowaliśmy. Było to 207 tys. zl. Chcieliśmy mieć bezpieczne podejście. Byliśmy pierwsi na rynku i dlatego robiliśmy tzw. proof of koncept. Niektórzy dziwili się, że pierwszy Cupcake Corner powstaje w Krakowie i to w tak mało turystycznej lokalizacji. My jednak wiedzieliśmy, że jeżeli lokalny konsument to przyjmie, to znaczy, że mamy dobry produkt. Szczególnie zależało nam, aby zdobyć klienta, który przychodzi specjalnie na to. Na podstawie tego wystartowaliśmy.

Jedna babeczka kosztuje 6 zł. W składzie francuskie kakao, belgijska czekolada, wanilia z Madagaskaru. Czy nie lepiej byłoby zrezygnować z wymyślnych składników na rzecz bardziej przystępnej ceny?

Kiedy zaczynaliśmy, Julie dostawała próbki składników bez znajomości ceny. Nie widziała, co ile kosztuje. Założenie było takie, żeby stworzyć produkt najwyższej klasy. Jakość była i nadal jest dla nas najważniejsza. Przykładowo robimy swój własny likier waniliowy. Laski wanilii z Madagaskaru zalewamy na trzy miesiące wódką. Jest to więc oddzielny, kosztowny i czasochłonny proces. Oczywiście, można zrobić cupcake za 1 zł, ale to nie będzie ten smak. Obecnie bardzo dużo cen składników idzie w górę.

Cupcake też zdrożeje?

W tym momencie utrzymujemy ceny. Ale jasne jest, że tak. Myślę, że to klasyczne case study każdego biznesu. Zadajemy sobie tylko pytanie, co dać klientowi w zamian. Pracujemy nad tym, żeby mimo podwyżek klient był ostatecznie do przodu.

Czytaj więcej 1000 euro za jeden dzień pracy? To możliwe Tyle zarabiają najlepsi artyści cyrkowi. Może podwyżki nie byłyby konieczne, gdybyście zdecydowali się Państwo na używanie mrożonego ciasta, zamiast piec babeczki codziennie.

Mamy politykę świeżości 24 godzin, więc jeżeli coś zostało wypieczone po południu, to może być sprzedane np. do godz. 13 następnego dnia. Oczywiście każdy wie, że gdy w domu piecze ciasto, to nie wyrzuca go po 24 godzinach czy nawet 48 godzinach. My jednak nie oferujemy starszych produktów. Trzymamy się tej zasady bardzo twardo. Nie używamy również do produkcji żadnej chemii, utwardzaczy, utrwalaczy, więc musimy babeczki właściwie przechowywać.

A co się dzieje z niesprzedanymi produktami? Wyrzucacie je?

Tak, są dni, gdy niesprzedane cupcakes lądują w koszu. Robimy to dlatego, aby utrzymywać najwyższy standard wypieków. Reputacja jest dla nas bardzo ważna. Trzymamy się tej zasady, ale faktycznie czasami serce boli, gdy musimy produkty wyrzucić.

Na drugiej stronie przeczytasz, dlaczego oryginalny przepis na cupcakes trzeba było zmodyfikować

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Zofia Wożniak
76.64.116.* 2015-01-26 05:36
biznes babeczkowy
JUJU
178.36.238.* 2012-05-18 00:37
SMACZNEGO!!!
POLONIO WRACAJ ,BO WAS POTRZEBUJEMY A NIE POmyj
TGV
174.77.127.* 2012-05-17 16:38
Ale te niesprzedane mogliby dawac do domow dziecka, domow staruszkow itp.
A jaka reklama by byla!
Zobacz więcej komentarzy (11)