Notowania

Dyrektor Hays: Co w Indiach zajmuje 4 dni, Polak zrobi w 10 minut

Zagranicznym koncernom opłaca się inwestować nad Wisłą - przekonuje Michał Młynarczyk, dyrektor agencji rekrutacyjnej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(HAYS)

- _ Mam już za sobą setki, jeśli nie tysiące rozmów kwalifikacyjnych. Jedni kandydaci z nerwów przestawiają wszystkie znajdujące się na stole przedmioty, drudzy rozsypują cukier i zbierają go w kupkę, jeszcze inni zaczynają nagle śpiewać _- opowiada Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający agencji rekrutacyjnej Hays. W rozmowie z Manager.Money.pl tłumaczy, dlaczego światowym koncernom wciąż opłaca się inwestować w Polsce, zdradza, kto może liczyć na pół roku wakacji oraz wspomina swoje początki na rynku.

Money.pl: Pamięta Pan jeszcze, jak to jest po drugiej stronie? Jak wyglądała Pana pierwsza rozmowa kwalifikacyjna?

Michał Młynarczyk: Pracy zacząłem szukać już na pierwszym roku studiów, żeby zdobyć doświadczenie. Najczęściej kończyło się na praktykach. Ze wszystkich rozmów kwalifikacyjnych najbardziej ceniłem te, po których dostawałem szczery feedback i wskazówki. Często słyszało się po prostu _ nie _ i to było najgorsze. Ale niektórzy tłumaczyli: nie odpowiadał Pan bezpośrednio na pytania, nie patrzył się w oczy.

HAYS Poland jest firmą doradztwa personalnego, należącą do międzynarodowej grupy HAYS plc, notowanej na giełdzie w Londynie. Grupa Hays posiada 245 biur w 33 krajach, w których łącznie pracuje ponad 7800 specjalistów. Polski oddział firmy istnieje od 2002 roku. Biura HAYS znajdują się w Warszawie, Katowicach, Wrocławiu, Krakowie, Gdyni, Łodzi, Poznaniu oraz Szczecinie.

A teraz to Pan analizuje, czy patrzę się prosto w oczy?

Nie, teraz to Pani prowadzi _ interview _. Ale zasada jest taka, że jeśli przez dłużej niż 50 procent rozmowy ktoś unika kontaktu wzrokowego, jest duże prawdopodobieństwo, że nie jest nami szczery i koloryzuje swoje doświadczenia. Na szczęście sprawdzenie referencji zawsze rozwiewa te wątpliwości.

Pamięta Pan jakieś pytanie rekrutera, które wytrąciło Pana z równowagi?

Mam już za sobą setki, jeśli nie tysiące rozmów kwalifikacyjnych, właśnie po tej drugiej stronie biurka. Najbardziej zapadły mi w pamięć dziwne, nerwowe zachowania kandydatów. Jedni przestawiają wszystkie znajdujące się na stole przedmioty, drudzy rozsypują cukier i zbierają go w kupkę, jeszcze inni zaczynają nagle śpiewać.

Może wynika to z faktu, że rozmowy kwalifikacyjne coraz częściej przebiegają w nerwowej atmosferze, a rekruterzy starają się wytrącić kandydatów z równowagi, zaskoczyć ich. Przyszli pracownicy dostają zadanie oszacowania liczby źdźbeł trawy na boisku piłkarskim albo mają określić, jakim instrumentem muzycznym chcieliby być. Czemu to ma służyć?

To wynika z coraz częstszego przepsychologizowania rozmów kwalifikacyjnych. Dużo pracujących w HR osób ma wykształcenie psychologiczne i w odpowiedziach na tak zadane pytania szukają odzwierciedlenia cech osobowości kandydata. W części przypadków takie podejście się sprawdza, w części nie. Podobnie jest z testami czy Assesment Centre (metoda rekrutacji na podstawie licznych ćwiczeń i symulacji – red.). Te narzędzia trzeba stosować wybiórczo i odpowiednio dobierać do poziomu stanowiska i unikalności danego typu kandydatów.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/240/m154864.jpg ) ] (http://manager.money.pl/strategie/zarzadzanie/artykul/antal;international;praca;w;warszawie;lepiej;platna;niz;w;berlinie,78,0,894798.html) *Jesteś wart tyle, co dwie twoje pensje * Artur Skiba o polskim rynku pracy. My zakładamy, że to tylko narzędzia pomocnicze i stawiamy na wywiad behawioralny. Interesują nas konkretne sytuacje, problemy, sukcesy z wcześniejszego życia zawodowego kandydata. Pytamy, jak sobie z nimi poradził, co zrobił, czego się nauczył. Zwykle rozmówcy uciekają się do generalizacji, ale kiedy uda się z nich wyciągnąć konkrety, odpowiadają szczerze. Na podstawie byłych zachowań można najlepiej prognozować, jak dana osoba będzie się zachowywała w nowej pracy. Oczywiście ewentualne wątpliwości najlepiej zweryfikować poprzez sprawdzenie telefoniczne referencji w byłych miejscach
pracy.

Coraz bardziej popularna w rekrutacji jest też metoda złego i dobrego policjanta. Po pierwszej, sympatycznej rozmowie kwalifikacyjnej, kandydat jest zapraszany na drugą, podczas której rozmawia z kimś określanym mianem przełożonego. Taki wywiad przebiega już w zdecydowanie mniej przyjemnej atmosferze.

Nie sądzę żeby była to jakaś celowa, wyrafinowana metoda przesłuchiwania kandydatów. Bo czemu miałoby to służyć? Zbiciu oczekiwań finansowych pracownika? Czy temu, żeby poczuł się niepewnie? To bardzo krótkoterminowe myślenie, bo kiedy taka osoba dołączy do firmy, od razu będzie źle nastawiona do jednego z przełożonych.

My specjalizujemy się w rekrutacji wysoko wykwalifikowanych ekspertów i menedżerów w branżach w których jest duże zapotrzebowanie na kandydatów. Mają już pewną pozycję zawodową, są ekspertami w swoich dziedzinach i w dużej mierze to firma musi im się sprzedać, a nie odwrotnie.

Po branży IT widać, że rynek się zmienia. Coraz więcej osób pracuje na samozatrudnieniu lub umowach czasowych. Zamiast szukać pracy za pośrednictwem agencji rekrutacyjnych, zakładają konto na GoldenLine. Czy za kilkadziesiąt lat będzie dla Was jeszcze miejsce na rynku?

Świat mógłby sobie poradzić bez agencji rekrutacyjnych, ale wzrost PKB w poszczególnych krajach byłby dużo niższy. Brakowałoby właściwych osób na właściwych stanowiskach. Fakt, że ktoś próbuje to układać w jak najbardziej optymalny sposób sprawia, że gospodarka szybciej się kręci.

Zgadzam się, że za 100 lat klasyczne CV będzie już przeżytkiem i zostanie zastąpione portfolio projektów. W branży IT - jako tzw. kontraktor czy freelancer - już teraz pracuje się przez pół roku i zarabia 2 czy 3 razy więcej, niż w normalnej pracy, żeby przez kolejne pół roku odpoczywać. To efektywny model, wszyscy mamy piki i momenty zwolnienia. Dla pracodawcy to też dość wygony układ gdyż obniża poziom ryzyka i płaci de facto tylko za wykonaną pracę.

A czy kończy się czas rekruterów? Faktycznie, serwisy takie jak LinkedIn czy GoldenLine zabierają coraz większą część rynku. To ogromna baza kandydatów, w dodatku dostępna za darmo. Jednak nie zastąpi wiedzy i doświadczenia związanych z poszczególnymi branżami, rozmowy twarzą w twarz ze specjalistą. Gdybym szukał pracy chciałbym spotkać kogoś, kto mi powie, co powinienem zmienić w CV, w jakie kursy i szkolenia mógłbym zainwestować, w jakim kierunku warto się rozwijać.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/62/m244798.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/prezes;lot;przyznaje;nie;przyszedlem;tu;dla;pieniedzy,26,0,1153306.html) *Prezes LOT przyznaje: Nie przyszedłem tu dla pieniędzy * Marcin Piróg o prywatyzacji LOT-u i wynikach spółki. Studiował Pan i pracował w Australii. Kto Pana przekonał do powrotu?

Studia za granicą polecam każdemu. Inny system edukacji, nastawiony na praktykę, zdobywanie doświadczenia, rozwiązywanie problemów i pracę w grupie znacznie lepiej przygotowuje do wejścia na rynek pracy. Jednak w Australii fakt, że skończyłem tam studia i znam biegle angielski nie robił na nikim wrażenia.

Jednym słowem nie doceniano Pana?

To bardziej kwestia oceny możliwości rozwoju kariery w obu scenariuszach. W Australii pracowałem w niewielkiej firmie rekrutacyjnej. Po upływie 2 lat za granicą trzeba było podjąć decyzję, czy wracam, czy zostaję. W tej branży Polska była i jest dużo bardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem. W australijskim biurze Haysa na open space pracuje 300 osób. Kiedy zaczynałem w polskim oddziale firmy, było nas 5. Po ośmiu latach jest 120.

A może pracując w rekrutacji można być dobrym tylko w swoim kraju? Ta branża wymaga znajomości specyfiki lokalnego rynku, kultury, ludzi, ich sposobu myślenia. Czy Polak pracujący w Australii będzie kiedykolwiek tak dobry, jak jego miejscowy kolega?

Może być nawet lepszy. Zarządzam obecnie naszymi oddziałami w Polsce, Czechach i na Węgrzech i widzę olbrzymią różnicę w podejściu do pracy poszczególnych nacji. Polacy mają w Czechach bardzo duże perspektywy, są głodni sukcesu. Tymczasem statystyczny Czech jest usatysfakcjonowany z tego co ma i często dominuje podejście: _ Po co próbować nowego. Jeśli nie spróbuję to nie będzie szans na porażkę. _ Wyobrażam więc sobie Polaków jadących na wschód – ma Ukrainę, do Rosji, Indii – którzy robią zawrotne kariery.

Byłem też świadkiem porażek jeśli chodzi o międzynarodowe kariery w naszej branży. Nasi kandydaci wyjeżdżali do Stanów czy Japonii z myślą, że skoro tutaj im świetnie idzie, tam też będą gwiazdami. Wystarczyło pół roku za granicą, żeby los utarł im nosa. Zakładając międzynarodową karierę w rekrutacji trzeba mieć wiele pokory i być przygotowanym na o wiele cięższą pracę niż w lokalnej kulturze.

Obecnie trend jest jednak odwrotny, coraz więcej obcokrajowców szuka pracy w Polsce.

Nasz firma ściąga do kraju kilkaset osób rocznie. Zazwyczaj dostają pracę w tzw. Centrach Usług Wspólnych (Shared Service Centers) w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, czy centrach rozwoju oprogramowania. Według danych ABSL (Association of Business Service Leaders) w najbliższych 3 latach ten sektor urośnie do 100 tysięcy zatrudnionych. Powoli wyczerpuje się zasób polskich informatyków i księgowych którzy mówią po francusku czy niemiecku czy duńsku. Dlatego coraz większa jest liczba migracji w tym sektorze.

Praca w takich miejscach nie jest jednak zbyt przyszłościowa. Nie jest tajemnicą, że shared service'y podążają za tanią siłą roboczą i że firmy, które przeniosły się do nas z Hiszpanii, za kilka lat będą się mieścić w Indiach.

Absolutnie nie. Jest to jeden z mitów z którym sektor stara się walczyć. Kiedy rozmawiam z inwestorami, Wrocław jest stawiany w jednym szeregu z Bombajem czy Shen Zhang. Oczywiście, w Chinach i Indiach jest cztery razy taniej i jeśli patrzeć tylko przez pryzmat kosztów, na pewno będziemy przegrywać. Ale nie wiem, czy miała Pani kiedykolwiek do czynienia z IT support z Indii. Ten sam problem, który Polak jest w stanie rozwiązać w 10 minut, tam zajmuje 3 czy 4 dni. Dlatego firmy, które spróbowały outsourcowania do Polski, przenoszą kolejne usługi, pomimo że jest tutaj drożej. Jeśli już to tracimy raczej na rzecz krajów takich jak Bułgaria czy Rumunia, gdzie ceny są niskie, a ciągle jest to Unia Europejska.

Na szczęście pozostaje jeszcze aspekt infrastruktury, znajomości języków obcych i liczby studentów w danym kraju. Polska jest tutaj niekwestionowanym liderem. Czy wiedziała Pani, że co dziesiąty europejski student jest Polakiem? Wreszcie shared service'y działające w Polsce zmieniają swój profil z tzw. BPO (Business Process Outsourcing) na KPO (Knowledge Process Outsourcing) czyli poszerzają przenoszone do polski kompetencje na coraz bardziej kluczowe dla działalności firmy. Są to zakupy strategiczne, marketing czy HR. Zatrudniają też wysoko wykwalifikowane osoby z doświadczeniem i stwarzają olbrzymie możliwości rozwoju dla już zatrudnionych pracowników.

Co składnia obcokrajowców do pracy w Polsce? Przecież nie mogą tutaj liczyć na atrakcyjne wynagrodzenie.

W 90 procentach przypadków to druga połowa. Ewentualnie jakieś polskie korzenie, studia, znajomi czy czysta ciekawość. Jeśli chodzi o zarobki, to często stawki są niższe niż za granicą. To problem, kiedy trzeba ściągnąć specjalistów. Ale jeśli mają inną motywację, to się przeniosą. Szczególnie, kiedy widzą, że w swoim kraju są zablokowani na przykład na szczeblu kontrolera finansowego. Tutaj mogą zostać liderem działu, a w perspektywie 3 lat - managerem.

Wysyłacie Polaków do pracy za granicą?

Sporadycznie. W 2004 i 2005 roku sporo osób wyjechało do Anglii, teraz trend jest zupełnie odwrotny. Ci, którzy wyjechali, zrobili to ze względów finansowych. W niektórych specjalizacjach za granicą nadal można zarobić dwukrotnie więcej niż w Polsce. Jednak w wielu różnica w zarobkach nie kompensuje już kosztów rozłąki z domem.

Widział Pan film _ W chmurach _? George Clooney gra managera, który żyje ze zwalniania ludzi.

Widziałem, co więcej, mamy tożsamą usługę w portfelu, nazywa się outplacement. Choć decyzja o redukcji etatów jest zazwyczaj komunikowana przez firmę, to my mamy później osłodzić cały proces. Naszą rolą jest pokazanie zwolnionym, że to jeszcze nie koniec świata, że zwolnienie może być początkiem czegoś nowego. Pomagamy im odnaleźć się na rynku, pokazujemy, jak zachować się na rozmowie kwalifikacyjnej, wysyłamy CV.

Przedsiębiorstwa zatrudniają też interim managerów, którzy przychodzą na kilka miesięcy, w ciągu których mają zrobić porządek w firmie. Biorą na siebie niewdzięczne zadanie zwolnienia pracowników, żeby prezesi mieli czyste konto.

Interim management to szybko rosnąca działka i będzie coraz bardziej popularny. Rynek jest bardzo niestabilny, szybko pojawiają się górki i dołki. W przeciągu ostatnich 2 lat sytuacja zmieniała się praktycznie co kwartał. Kiedy wszyscy już myśleli, że najgorsze minęło i można zatrudniać, zaraz wybuchała wielka panika i trzeba było zwalniać, ciąć koszty.

Państwo redukujecie koszty?

Teraz nie. W czerwcu odnotowaliśmy wręcz rekordowe zyski co pozwala o myśleniu o inwestycjach. Jak każda firma staramy się jednak utrzymywać jak najniższy poziom kosztów stałych.

Czyli agencjom rekrutacyjnym w kryzysie wiedzie się dobrze.

Moim zdaniem w Polsce nie ma kryzysu. Zarządzam też Czechami i Węgrami, gdzie jest zerowy wzrost PKB. Tam się dopiero ciężko pracuje. Trzeba kombinować, znaleźć sobie niszę. W Polsce gospodarka rośnie 3-4 procent, tworzą się nowe miejsca pracy. Przynajmniej w naszej branży jest duże zapotrzebowanie na specjalistów i ich pensje rosną. Może przy 12-procentowym bezrobociu brzmi to jak herezja, ale agencje rekrutacyjne mają coraz więcej pracy.

Czytaj więcej w Money.pl
Amber Gold sprawił, że prawie umarł ze śmiechu Wojciech Rabiej tłumaczy, dlaczego klienci gdańskiej spółki także są winni całemu zamieszaniu.
Kupujesz w Biedronce? To musisz wiedzieć _ - Dobra jakość kosztuje. Nie można za parę złotych kupić czegoś znakomitego, to się nie bilansuje - _mówi Bernard Węgierek.
Zamienił samolot na komórkę. Z nudów Praca dla armii go nudziła i nie mógł się w niej odnaleźć. Dzięki tej decyzji został specem od start-upów.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, praca, ludzie, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz