Notowania

ludzie
02.07.2012 06:30

Easy Times zorganizuje ci wyjazd na bezludną wyspę

Żeby wezwać obsługę, musisz machać chorągiewkami. Wszystko za 15 tysięcy złotych za każdy tydzień.

Podziel się
Dodaj komentarz
(materiały prasowe)

- _ Jeśli klient sobie zażyczy, to zorganizujemy mu nawet jaskinię _ - żartuje Wiktor Stachurski, wiceprezes biura podróży Easy Times. W rozmowie z Manager.Money.pl zdradza, ile trzeba było zainwestować, żeby wysyłać turystów na bezludne wyspy. Opowiada także o lekarzu księcia Karola i tłumaczy, dlaczego Robinson Crusoe źle czuł się w odosobnieniu.

Money.pl: Robinson Crusoe próbował się wydostać z bezludnej wyspy przez 28 lat, a Państwo w takie miejsca wysyłają turystów. Po co?

Wiktor Stachurski, wiceprezes biura podróży Easy Times: Żeby naładowali akumulatory. W Polsce jest wiele biur podróży, które oferują tak zwane wakacje przygodowe. Natomiast wcześniej nie było takiego, które proponowałoby czysty i niczym niezakłócony wypoczynek.

Ja nadal twierdzę, że Robinson Crusoe nie za bardzo cieszył się z takich warunków.

Może dlatego, że nie miał zapewnionej opcji bardzo wygodnego przelotu na tę wyspę i rzecz jasna możliwości powrotu z niej. Nasi klienci nie dostają od nas tylko jaskini i tratwy. Nie muszą sobie też sami radzić z tubylcami. Jedyną wycieczką w stylu Robinsona Crusoe, jaką możemy zaproponować jest podróż na wyspę Tsarabanjina, niedaleko Madagaskaru. Mamy tam na samej plaży 20 domków z drzewa różanego. Jest również restauracja więc samemu nie trzeba szukać pożywienia.

Czyli prawie Robinson Crusoe i prawie bezludna wyspa.

Są też wyspy, na których jesteśmy całkiem sami i obsługę hotelu wzywamy za pomocą chorągiewek. Przeważnie te malutkie wysepki znajdują się na Karaibach. Zazwyczaj należą do prywatnych osób, ale ponieważ właściciele nie spędzają tam całego swojego czasu, to okresowo wynajmują swoje posiadłości turystom. Każdy może sobie zażyczyć, że chce mieszkać tam sam. Wtedy otrzymują tylko transporty pożywienia. Oczywiście jest też możliwość zatrudnienia kamerdynera, prywatnego kucharza, pokojówki.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/216/m220888.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/indreams;wysla;twojego;najlepszego;klienta;pod;everest;koszt;-;9;tysiecy;zlotych,15,0,1110799.html) *Za 9 tysięcy na Mount Everest? On to załatwi * Zobacz, jakie sporty ekstremalne uprawiają panowie w garniturach. Ile kosztuje taki wyjazd?

Tygodniowy wyjazd na przykład na Tsarabanjinę, to koszt 15 tysięcy złotych dla jednej osoby. W tym mamy już przelot, zakwaterowanie i pełne wyżywienie.

To nie tanio. Już za 10 tysięcy można pojechać na tydzień na Bora Bora, a to jedne z najdroższych wycieczek.

Wszystko zależy od hotelu jaki wybierzemy na Bora Bora. Można mieszkać w trzygwiazdkowym hotelu przy plaży, a można mieszkać w prywatnej willi. Wtedy na pewno taki wyjazd będzie droższy. Śmiem twierdzić, że u nas klienci na pewno mają też większą prywatność.

W takim razie, ile w Easy Times może kosztować najdroższa wycieczka?

Najdroższy tygodniowy wyjazd kosztował 24 tysiące złotych od osoby. Był to pobyt na Malediwach. Cena była taka wysoka, bo i hotel jest nieprzeciętny. W cenie pobytu w hotelu mamy pełne wyżywienie oraz francuskie wina, whisky single malt i cygara, które podaje się z humidora aby zachowały odpowiednią wilgotność.

Kto jeździ na takie wycieczki?

Na pewno właściciele i prezesi dużych firm, przedstawiciele wolnych zawodów.

Czyli, jeśli nie jestem prezesem, to lepiej żebym poszukał innego biura podróży?

Mamy też tańsze wycieczki. A gwarantuję, że miejsca są równie piękne. Organizujemy wyjazdy na przykład do starych klasztorów w Langwedocji, Prowansji oraz w Toskanii, w których urządzone są butikowe hotele. Ten w Toskanii to taki _ creme de la creme _, klasztor Kamedułów z XI wieku. Gotuje tam znany z telewizyjnych show, szkocki szef kuchni Gordon Ramsay. Natomiast w SPA można się umówić na konsultacje z byłym prywatnym lekarzem księcia Karola - doktorem Musharafem Alim.

Nie brzmi, jak wycieczka na przeciętną kieszeń. Ile takich wycieczek udało się Państwu zorganizować do tej pory?

Na pewno kilkadziesiąt. Liczba może nie jest ogromna, ale to dlatego, że nie zajmujemy się turystyką masową.

Na czymś jednak trzeba zarabiać. Udaje się zarobić, czy na razie przynosi to straty?

Może i jest to trochę niszowy produkt, ale oczywiście udaje nam się zarobić pieniądze. Trudny był pierwszy okres i start-up. Sporo musieliśmy wydać na marketing, żeby pokazać polskim turystom, że jest w ogóle możliwość takich wyjazdów, ponieważ niektórzy widząc zdjęcia w naszym katalogu nie chcieli wierzyć, że te miejsca naprawdę tak wyglądają. Zdajemy sobie sprawę, że początek działalności wiąże się z tym, że do interesu trzeba więcej dołożyć.

Ile dokładnie?

Wolałbym tego nie zdradzać. Mogę powiedzieć, że nie są to miliony, a raczej setki tysięcy.

Potrzeba dużo pieniędzy, żeby w ogóle rozkręcić taki biznes?

Myślę, że problem nie leży w pieniądzach. Trzeba mieć po prostu pasję i zaangażowanie.

Ja mam pasję i zaangażowanie...

Wszystko zależy od skali na jaką się chce działać. Spore koszty stanowią na przykład przeloty między wszystkimi wyspami, które musimy przecież sami sprawdzić przed wysłaniem tam naszych klientów. Hotele to już nie tak wielki wydatek, bo spędzamy tam maksymalnie dwie doby.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/159/m221087.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/balthazar;szyje;garnitury;tam;gdzie;giorgio;armani,132,0,1112196.html) *Polska firma szyje tam, gdzie Giorgio Armani * Szyją we Włoszech, bo nie ufają polskim rzemieślnikom. Jakiego w takim razie potrzeba kapitału na początek, żeby firma w ogóle ruszyła?

Sądzę, że 200 tysięcy złotych to kwota całkowicie wystarczająca, żeby zacząć.

20-30 wycieczek i inwestycja się zwraca.

Chyba jednak więcej. Zależy oczywiście jakich wycieczek. My nie dokładamy żadnej marży do biletów lotniczych. Jedyne na czym mamy zysk, to hotel.

Jaki mają Państwo sposób na konkurencję? Bo przecież są w Polsce biura podróży, które organizują też wycieczki na przykład na Malediwy.

Przede wszystkim zamierzamy konkurować uczciwie - jakością oferty i ceną.

A konkretnie?

Na pewno będziemy poszerzać naszą ofertę. Zaczynaliśmy od oferowania egzotycznych destynacji, a nie wszyscy lubią na przykład długie loty. Chcemy mieć więcej ofert na poziomie, który uznajemy za najwyższy, ale w bliższych lokalizacjach, typu wspomniana już Toskania. Tam w Sienie, odbywa się przepiękne święto nazywane Palio. Nie jest to komercyjny pokaz dla turystów, ale lokalny festyn, który ma korzenie w średniowieczu. Jego kulminacją jest gonitwa konna, która odbywa się na głównym placu w mieście. Co ciekawe - każdy koń reprezentuje inną dzielnicę. Święto obchodzone jest dwa razy w roku - w lipcu i w sierpniu. Chcielibyśmy dać klientom więcej okazji uczestniczenia w tego typu autentycznych atrakcjach.

Czyli bosy luksus, bezludne wyspy, to w głównej mierze taki zabieg, żeby się wyróżnić, pokazać?

Zupełnie nie. Przecież to nadal pozostanie w naszej ofercie. Kolejnych miejsc również będziemy szukać na nie niższym poziomie. W Polsce jest dużo osób zainteresowanych takimi wyjazdami, ale ich potrzeby się różnią. Jedni chcą dużego hotelu, a inni wolą wynająć dom albo zamieszkać w małym butikowym hotelu.

A gdyby zgłosił się do Państwa taki Robinson Crusoe z zamiłowania i chciał zamieszkać w jaskini?

Jak najbardziej możemy to zorganizować. Pod warunkiem, że wcześniej sprawdzilibyśmy, czy jaskinia spełnia nasze kryteria. Gdyby sobie zażyczył, to dostałby i tratwę.

Czytaj więcej w Money.pl
"Te kraje powinny wyleciec z Eurolandu" _ Na gruzach starej Europy wyłoni się bardzo elitarny klub. _
Kiełbasa i chleb to ich sposób na sukces Marek Feruga twierdzi, że nadeszły złote czasy dla supermarketów i będzie ich coraz więcej.
Chińczycy budują fabryki w pół roku! _ - Zaskoczyły nas bardzo dobre warunki pracy w fabrykach - _mówi prezes Robert Kędzierski.
Tagi: ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz