Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
kryzys
27.07.2009 15:54

EBOR: Polska i Czechy liderami regionu

Thomas Mirow mówi o koniunkturalnym ochłodzeniu w Europie Wschodniej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(autor/CC/Flickr)

*Thomas Mirow, szef Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) mówi o koniunkturalnym ochłodzeniu w krajach Europy Wschodniej, poszukiwaniu średniej przedsiębiorczości oraz możliwych stratach EBOR. *
Thomas Mirow, lat 56, od 2008 r. prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w Londynie. Utworzony w 1991 r. przez 63 państwa i instytucje bank ma na celu wpieranie procesu przemian w Europie Wschodniej.

Handelsblatt: Panie Mirow, dlaczego globalny kryzys dotknął Europę Wschodnią bardziej niż inne regiony?

Thomas Mirow: Kryzys dotknął państwa Europy Wschodniej w nieodpowiednim momencie - mianowicie w trakcie odrabiania strat gospodarczych do państw Europy Zachodniej. Wschodnioeuropejskie państwa odnotowywały w ostatnich latach wysoki wzrost, deficyty dotyczyły jedynie systemów nadzorczych. W niektórych państwach załamał się ponadto sektor budowlany, w innych krajach pojawił się wysoki deficyt rachunku obrotów bieżących. W wielu krajach wzrost był w dużej mierze napędzany kredytami.

Kto przysparza w tej chwili najwięcej zmartwień?

Najwięcej zmartwień wśród państw unijnych przysparzają nam państwa nadbałtyckie, Łotwa, Estonia oraz Litwa. Kolejne państwo to Węgry. Poza UE najbardziej krytyczna sytuacja jest na Ukrainie. Oczywiście, z powodu wielkości, musimy mieć na oku także Rosję.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy opowiada się za szybkim włączeniem nowych członków UE do strefy euro, co ma pomóc w stabilizacji tych państw. Czy to ma sens?

Nie jest to realistyczne, ponieważ nawet takie obszary walutowe jak strefa euro muszą zwracać uwagę na stabilność - kryteria traktatu z Maastricht dotyczące deficytu budżetowego oraz maksymalnego pułapu inflacji nie mogą być ignorowane. Jednak jestem za tym, by sześć wschodnioeuropejskich państw UE, które nie są jeszcze członkami unii walutowej, ustaliły z komisją UE i Europejskim Bankiem Centralnym harmonogram przyjęcia wspólnej waluty.

Czy podziela pan optymizm niektórych ekonomistów, którzy mówią o globalnym odbiciu w 2010 r.?

Nie, kryzys się nie skończył. Wprawdzie w trakcie roku odnotujemy małą poprawę, a w 2010 może być to nawet faza słabego wzrostu. Jednak na odwoływanie alarmu jest jeszcze za wcześnie - przede wszystkim z powodu rosnących problemów przedsiębiorstw w związku z udzielaniem kredytów na inwestycje.

Czy w całej Europie Wschodniej - za wyjątkiem rosyjskich producentów surowców - nie brakuje silnych lokalnych przedsiębiorstw? Dlaczego od czasu upadku komunizmu nie powstały żadne wydajne firmy?

Trudno jest stworzyć w ciągu dwóch dziesięcioleci duże przedsiębiorstwa, jeżeli brak jest sieci wydajnych przedsiębiorstw średniej wielkości oraz kooperantów, na których można liczyć. Weźmy na przykład przemysł motoryzacyjny, który w wielu krajach Europy Środkowej i Wschodniej odgrywa dużą rolę. EBOR mógłby stawać na głowie: Nie było szansy, by beż żadnych powiązań zagranicznych utworzyć, przykładowo ze Skody, konkurencyjną firmę. Zachód miał miażdżącą przewagę technologiczną. Jestem jednak optymistą i uważam, że w Europie Wschodniej powstanie lokalna średnia przedsiębiorczość.

Gdzie?

Przede wszystkim w Polsce i w Republice Czeskiej. Ale do czasu, aż powstanie średnia przedsiębiorczość, minie jeszcze trochę czasu. To nie jest wyłącznie problem ekonomiczny, ale także kulturowy.

Krajom Europy Wschodniej zagraża także niestabilny system bankowy. Czy w późnej fazie globalnego kryzysu finansowego w regionie może dojść do załamania bankowego?

Sytuacja jest jeszcze krytyczna. Większość z krajów Europy Wschodniej nie jest w stanie wesprzeć swoich banków narodowymi programami ratunkowymi. Teraz musimy zadbać o to, by nie pociągnęły za sobą zachodnich banków. Naszym zadaniem będzie wzmacnianie istotnych dla systemu banków lokalnych oraz stabilizacja oddziałów i filii banków zachodnich. Kolejnym pytaniem jest, czy będzie możliwa redukcja wysokiej zależność od kredytów w walutach obcych. Jest to problemem, ponieważ wiele państw Europy Wschodniej nie jest w stanie wygenerować prawie żadnych środków finansowych na własnym rynku kapitałowym.

W ostatnim czasie EBOR przyznał włoskiemu gigantowi UniCredit 432 mln euro na potrzeby wschodnioeuropejskich filii banku. Czy podobne działania planowane są także w przypadku banków niemieckich?

Nie. Negocjujemy wprawdzie dwa lub trzy pakiety podobnej wielkości, ale nie dotyczy to banków niemieckich. W lipcu podejmiemy też decyzję o przyznaniu 80 mln dolarów ukraińskiemu bankowi Forum, w którym udziały ma także Commerzbank.

*? propos Ukrainy, która poprosiła UE o kredyt wysokości 4 mld dolarów na modernizację swoich gazociągów. Czy EBOR będzie w tym partycypował? *

Ukraina odgrywa istotną rolę dla stabilności Europy Wschodniej. Nie dysponuje jednak wystarczającymi środkami finansowymi, by płacić uzgodnione ceny za własny import gazu, a ukraiński sektor energetyczny nie przeszedł odpowiedniej restrukturyzacji i modernizacji. Ponad 80 procent rosyjskiego gazu dla Europy Zachodniej płynie przez Ukrainę. Komisja UE poprosiła wszystkich uczestników na stół, aby wspólnie znaleźć rozwiązanie. Jesteśmy gotowi pomóc, jednak Ukraina musi wykazać gotowość do przeprowadzenia reform.

Rosja przygotowuje podobno obszerny pakiet ratunkowy dla systemu bankowego. EBOR ma udziały w rosyjskich bankach, co oznacza to dla pana?

Bierzemy udziału w negocjacjach. Pod względem makroekonomicznym można pochwalić plany. Od miesięcy ostrzegamy już, że rosyjski sektor bankowy może otrzymać kolejny cios spowodowany toksycznymi kredytami.

Toksyczne kredyty? Ile takich jest w pańskim banku?

Wiele mniej niż się obawialiśmy.

Myśli pan, że w porównaniu do 2008 r. wzrosną odpisy od takich kredytów?

Tak.

W 2008 r., po korekcie wartości, EBOR odnotował stratę wysokości 602 mln euro. Czy w tym roku strata będzie większa?

Odnotujemy stratę - więcej nie mogę jeszcze powiedzieć.

Kryzys powstrzymał wstępnie debatę dotyczącą racji bytu EBOR po upadku żelaznej kurtyny. Teraz jest nawet mowa o podniesieniu kapitału zakładowego, który wynosi obecnie 20 miliardów euro.

Sprawdzamy, czy podniesienie kapitału jest konieczne. Przy naszych obecnych zasobach jesteśmy w stanie udźwignąć wielkość transakcji do 7 mld euro rocznie. Ale jeśli udziałowcy są zdania, że bank powinien zwiększyć wyraźnie swoją aktywność, potrzebujemy większego kapitału zakładowego.

Tagi: kryzys, mirow, thomas, ebor, europa, wschodnia, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, manager, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
Handelsblatt
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz