Notowania

empik
12.09.2011 07:13

Empik postawi na wózki dla dzieci

Maciej Szymański, prezes Empik Media & Fashion zapowiada, że do należących do koncernu sklepów Smyk wkroczy wkrótce dziecięcy hardware.

Podziel się
Dodaj komentarz
(EM&F)

Do sklepów Smyk wkroczy wkrótce _ dziecięcy hardware _, a na rynku czytników pojawi się nowa konkurencja w postaci udoskonalonej wersji OYO. A jaka przyszłość czeka same e-booki? - _ Nie jestem wróżką _ - mówi Maciej Szymański, prezes grupy Empik Media & Fashion. Money.pl: Wydaliście ostatnio 25 mln złotych na trzy nowe wydawnictwa. To prawdziwa ofensywa. Planujecie kolejne takie przejęcia?

Maciej Szymański: Na razie nie przewidujemy kolejnych takich ruchów, to wyczerpuje nasze zamiary w tym zakresie. W najbliższym czasie skupimy się raczej na konsolidacji ostatnich nabytków.

*Empik Media & Fashion to nie tylko sieć sprzedaży prasy, książek i wydawnictw muzycznych. Obok sygnowanych logo Empik kawiarni, salonów fotograficznych i szkół językowych, grupę tworzą także sklepy z zabawkami i artykułami dziecięcymi Smyk oraz marki modowe i kosmetyczne, m.in. Aldo, Esprit, Hugo Boss, Mexx, New Look, Orsay, River Island, Dior, Chanel, Kenzo, Prada, Bulgari, Converse i JanSport. *

Czy będziecie wprowadzać jakieś modyfikacje w profilu działalności tych wydawnictw?

Nie po to kupowaliśmy firmy, żeby je teraz przerabiać. Spośród wielu działających na rynku wydawnictw wybraliśmy te, które nam najbardziej odpowiadają. To wydawnictwa z doskonałym portfolio, z zespołami doświadczonych pracowników, z których kompetencji nadal zamierzamy korzystać. Co więcej, nie żegnamy się wcale z założycielami tych firm. Pozostaną oni udziałowcami mniejszościowymi i będą w dalszym ciągu zarządzać rozwojem wydawnictw.

Dla nas najważniejsze jest, że przejęliśmy wydawnictwa, które nawzajem się uzupełniają. Każde z nich specjalizuje się w innej tematyce: Wilga to książki dla dzieci, W.A.B. wydaje literaturę, a Buchmann tzw. książkę kolorową. Nie ma więc żadnej potrzeby, by zmieniać ich profil działalności. Bez tego jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom rynku.

Rozumiem jednak, że chcecie zwiększać ich udział w ogólnej sprzedaży książek. Jaki procent rynku chcielibyście w przyszłości zająć?

Nie orientujemy naszych celów na konkretne liczby. Chcemy po prostu stworzyć wiodącą w Polsce grupę wydawniczą. Chodzi nam o tzw. książkę konsumencką, bo w wydawnictwa techniczne czy podręcznikowe na razie nie wchodzimy. Wzmocnimy sprzedaż książek tradycyjnych, jak również zdynamizujemy proces ich digitalizacji do formatów e-book oraz audio-book.

W sierpniu przejęliście jednak również księgarnię internetową Gandalf, która specjalizuje się przecież w sprzedaży podręczników.

Rzeczywiście, liczyła się dla nas wysoka kompetencja w handlu podręcznikami szkolnymi, choć przecież Gandalf sprzedaje też inne książki. Samą księgarnię internetową już jednak mieliśmy i to znacznie większą, bo w postaci empik.com. Nie potrafiliśmy jednak dotychczas handlować w jej ramach podręcznikami. To bardzo skomplikowane przedsięwzięcie. Nie dość, że mamy do czynienia z bardzo dużą liczbą tytułów, które ciągle się zmieniają, to dodatkowo sezon ich sprzedaży jest niezwykle krótki. W sytuacji, gdy mamy dużą liczbę sklepów, rodzi to poważne trudności logistyczne i duże ryzyko. Przejmując Gandalfa pozyskaliśmy dodatkową kompetencję, która w połączeniu z możliwością zamówienia i odbioru książek w salonach Empiku, może dać interesujące efekty. Jakiekolwiek by zresztą nie były, uzupełnią one z pewnością nasz profil, bo dotychczas nie mieliśmy praktycznie w ogóle udziału w rynku podręczników.


To wszystko plany dotyczące książek papierowych. Czy w przypadku e-booków, nadal będziecie rozwijać projekt własnego czytnika OYO? Dotychczasowe doświadczenia nie są chyba zachęcające? Klienci skarżyli się na przykład, że nie wiedzą, gdzie można go w ogóle zobaczyć.

Tam, gdzie czytnik był dostępny, czyli w kilkunastu salonach na terenie Polski, sprzedał się bardzo szybko. Przyznaję jednak, że nie docenialiśmy trochę potencjału rynku, stąd nie starczyło go dla wszystkich zainteresowanych. Dlatego jeszcze w tym roku planujemy wprowadzić do sprzedaży nową, udoskonaloną wersję czytnika OYO (tzw. OYO 2) w znacznie większej liczbie egzemplarzy.

**PRZECZYTAJ WYWIAD MONEY.PL

Skoro chcieliście sprzedać tylko 1000 egzemplarzy, to po co tak bardzo reklamowaliście ten produkt?

To nie tak. Proszę zwrócić uwagę, że naszym celem w zeszłym roku nie była wcale sprzedaż elektroniki użytkowej, tylko stymulowanie sprzedaży treści elektronicznych (poprzez dostarczenie klientom narzędzi, które pozwolą im je użytkować). Przecież w naszej grupie mamy również Virtualo, księgarnię z e-bookami, która posiada obecnie w swojej ofercie 9 tysięcy tytułów. To największy w Polsce zbiór literatury w wersji elektronicznej. Będziemy go stale powiększać i chcemy, żeby rosła też jego sprzedaż. W przypadku OYO nie zamierzaliśmy wcale zarabiać na jego sprzedaży. Chodziło nam raczej o to, by w ogóle uświadomić klientowi, że istnieje taka forma czytania literatury. To był w pewnym sensie test rynkowy - chcieliśmy wstępnie przetestować przyjęcie OYO, po to aby kolejne zamawiane partie były jak najbardziej dostosowane do oczekiwań użytkowników.

Gdybyście sprzedali więcej niż 1000 egzemplarzy, to promocja elektronicznych książek byłaby jeszcze większa.

Tak jak wskazałem powyżej - ponieważ OYO jest niejako własną inwestycją Empik – chcieliśmy zabrać opinie klientów, zanim zamówimy kolejną większą i ulepszoną partię. W naszych salonach można też kupić inne czytniki, nie tylko OYO. Co więcej, we wszystkich z nich można korzystać z książek zakupionych w Virtualo. Nie chcieliśmy tutaj konkurować z innymi markami, tylko zwrócić uwagę na nowy rynek, który jest ciągle słabo rozpoznany przez klientów, a ma ogromny potencjał.

Jak w takim razie obecnie wygląda sprzedaż e-booków w Virtualo i jak bardzo chcielibyście ją zwiększyć?

Nie chciałbym podawać konkretnych liczb, bo nie ma powodu, żebym informował o tym całą konkurencję. Ten rynek jest ciągle w bardzo początkowej fazie rozwoju i na razie nasz udział w ogólnej sprzedaży jest jeszcze niski. Liczymy jednak na jego intensywny rozwój w przyszłości i niewątpliwie jesteśmy bodaj najaktywniejszym graczem na polskim rynku w tej domenie.

Kiedy więc na rynku e-booków może nastąpić przełom? Czego brakuje, żeby już dzisiaj rozwijał się on szybciej?

Na razie blokują go dwa elementy. Przede wszystkim oferta tytułów jest ciągle zbyt mała. Bierze się to stąd, że spora część wydawnictw nie kupowała praw do wersji elektronicznych. Wydawcy książek w formie papierowej nie mogą więc produkować ich w formie elektronicznej, a wszystko dlatego, że nie przewidzieli rozwoju takiego rynku. Inna sprawa, że część z nich boi się, że e-booki mogą pogrążyć sprzedaż tradycyjnej książki. Celem EMF jest zdynamizowanie procesu digitalizacji książek i sukcesywne poszerzanie oferty naszej spółki zależnej Virtualo, która sprzedaje kontent cyfrowy zarówno do Empiku, jak i zewnętrznych dystrybutorów. W ramach swojej grupy wydawniczej i katalogu tytułów - będziemy mogli decydować o szybkiej digitalizacji kontentu, który jest pożądany przez klientów. Chcemy dać pozytywny impuls innym wydawcom, aby nie wahali się inwestować w digitalizację ich kontentu i zaprosić ich do współpracy.

Drugą poważną barierę stanowi słaba dostępność samych czytników, zarówno ze względu na ich niewystarczająco dobrą jakość, jak również w dalszym ciągu - jak na możliwości polskiego klienta - dość wysoką cenę.

Kiedy ta sytuacja może się zmienić?

Niestety, nie jestem wróżką i nie podam Panu żadnej daty. Ale ze swojej strony wnosimy na ten rynek sporą dynamikę - staramy się, żeby tych tytułów było jak najwięcej, tak jak staramy się wprowadzać na rynek czytniki w dobrej jakości i atrakcyjnej cenie. Tak jak mówiłem wcześniej - jeszcze w tym roku planujemy wprowadzić do sprzedaży nową, udoskonaloną wersję czytnika OYO.

Grupa EM&F to jednak nie tylko książki. W swej najnowszej strategii kładzie nacisk na rozwój również na innych rynkach. W przypadku Smyka chcecie otworzyć sklepy typu Megastore. Ile ich będzie i czym, poza większą powierzchnią, będą się one różnić od dotychczasowych punktów handlowych?

Myślę, że takich Megastorów na rynku polskim będziemy w stanie otworzyć dwadzieścia kilka w najbliższych 4 latach. Równolegle będziemy jednak rozwijać także sieć _ standardowych _ Smyków. Obecnie mamy w Polsce sklepy o średniej powierzchni 600-700 m2, a Megastory mają mieć około 2 tys. m2 i więcej. Poznaliśmy je już na rynku niemieckim, po przejęciu Spiele Maxa w 2008 roku. Większość sklepów tej marki stanowiły już właśnie Megastory. W ubiegłym roku taki sklep otworzyliśmy już w ramach Smyka na warszawskim Targówku. Sklep działa pod marką Smyk Megastore (tej nazwy będziemy używali w komunikacji z klientami również w odniesieniu do przyszłych formatów typu _ big box _). Wyróżnia go to, że na powierzchni 3 tys. m2 prezentujemy w nim wszystkie kategorie produktów dziecięcych. Dotychczas, w sieci handlowej Smyka, mieliśmy głównie zabawki i ubrania. Brakowało nam jednak miejsca na dla takich artykułów jak wózki, czy foteliki - tzw. hardware. Nie kupuje się ich na co dzień, więc wprowadzanie ich do każdego sklepu
nie byłoby najefektywniejszym rozwiązaniem. Stąd Megastory znajdą się w bardziej peryferyjnych lokalizacjach, gdzie metr kwadratowy jest tańszy. Ludzie przyjadą tam po prostu, gdy będą potrzebowali konkretnego towaru.

**PRZECZYTAJ WYWIAD MONEY.PL

Skąd jednak będą wiedzieć, że mają po niego jechać za miasto?

Podejmujemy intensywne działania marketingowe propagujące nowy format sklepów. Taką informację uzyskają korzystając z dotychczasowych salonów jak i ze sklepu internetowego smyk.com, który jeszcze jesienią ruszy w nowej, rozszerzonej formie. Poza tym będziemy publikować katalogi produktowe dedykowane tylko sklepom Smyk Megastore, w których największy nacisk będzie kładziony na poszerzoną ofertę hardware. Wraz z rozwojem sieci sklepów Smyk Megastore z pewnością będzie też rosła rozpoznawalność tej marki i świadomość jej unikalności w ramach całej sieci.

Skoro takich rzeczy nie sprzedaje się na co dzień, to dlaczego tak ważne jest ich wyeksponowanie w nowych sklepach?

Dzięki rozwijaniu oferty artykułów z kategorii tzw. dziecięcego hardware'u, możemy pozyskać nowych klientów. Gdy pojawia się nowe dziecko w rodzinie, to te produkty są pierwszymi, które trzeba kupić. Zamiast być tylko specjalistą od zabawek i ubranek dziecięcych, chcemy się zmienić w tzw. _ one-stop-shop _, w którym rodzice kupią wszystko, czego potrzebują dla swoich dzieci.

Czy będziecie też rozwijać sieć sprzedaży Smyka za granicą?

Nie tylko Smyka. Także nasze szkoły językowe i sklepy modowe. Na dużą skalę rozwinęliśmy już naszą działalność w Rosji i na Ukrainie. Jesteśmy też obecni w Niemczech poprzez sklepy Spiele Max, a do Rumunii zamierzamy wprowadzić Smyka poprzez joint-venture. Obecnie naszą uwagę przykuwa bardzo Turcja i to zarówno jeśli idzie o artykuły dla dzieci, jak i nauczanie języków. Będziemy tam intensywnie rozwijać naszą działalność, bo jest to rynek o bardzo dużej populacji dzieci i młodzieży, sięgającej 20 milionów osób.

Jest Pan prezesem EM&F od kwietnia 2010 roku. Wcześniej pracował Pan w grupie Sephora, pełniąc funkcje w zarządzie między innymi we Francji i na Dalekim Wschodzie. Co Pana skłoniło do zmiany firmy i powrotu do Polski?

Myślę, że w Sephorze przez 11 lat zrobiłem już swoje i w miejscach, w których dla niej pracowałem, wypełniłem dobrze powierzoną mi misję. Zajmowanie się jednym i tym samym przez całe życie nie pozwala nam na maksymalizowanie własnego rozwoju. Człowiek powoli zaczyna się przyzwyczajać i istnieje ryzyko popadnięcia w rutynę. Tymczasem Empik Media & Fashion posiada duży potencjał rozwojowy i pozwala na zaangażowanie się w liczne nowe interesujące projekty.

W jakich nowych miejscach widziałby się Pan jeszcze w przyszłości?

Zawsze chciałem pracować w Stanach Zjednoczonych i pewnie któregoś dnia to zrobię. Mam na to jednak jeszcze sporo czasu, a moje plany na najbliższe kilka dobrych lat wiążą się wyłącznie z Grupą EM&F.

Czytaj wywiady Money.pl
Pół godziny rozmowy i kierujesz Grouponem Marcin Szałek stanął na czele jednej z najdynamiczniej rozwijających się firm z branży IT, jak sam twierdzi, trochę za sprawą przypadku.
Wuefista na czele Nokii nie boi się Androida Robert Siewierski przyznaje, że stosowany w smartfonach Nokii system operacyjny był przestarzały.
Irytuje cię "Granie na czekanie"? To przez nich W zamian za wyemitowanie kilkusekundowych spotów, użytkownicy telefonów komórkowych dostaną darmowe minuty - mówi Igor Bokun.
Tagi: empik, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz