Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

"Frugo? Wystarczy nic nie zepsuć"

- Porażka z Tigerem postawiła przed nami wyzwania, ale także podsunęła nam nowe pomysły - mówi Wiesław Włodarski, twórca koncernu FoodCare. Do portfolio firmy dołączył niedawno popularny w latach 90. napój.

Podziel się
Dodaj komentarz
(FoodCare)

*W tegorocznym rankingu najbogatszych Polaków magazynu Forbes Wiesław Włodarski zajmuje 47 miejsce. Do majątku dochodził stopniowo, zaczynając prawie 30 lat temu, od pomagania w lodziarni należącej do rodziców kolegi. Potem stworzył markę Gellwe, specjalizującą się w deserach i proszkach do pieczenia. Postać proszku miał też początkowo flagowy produkt firmy - napój energetyczny Tiger, do którego w szczytowym okresie należało 38 procent rynku. *

Głośny spór z bokserem Dariuszem Michalczewskim zmusił przedsiębiorcę do wycofania się z produkcji Tigera. Firma, już pod logo FoodCare, wykreowała więc konkurencyjny napój Black, który Wiesław Włodarski planuje wypromować przez własny team w Formule1. Oczkiem w głowie przedsiębiorcy jest dziś jednak inny produkt - kultowy napój lat 90. - Frugo.* Money.pl: Dlaczego kupił Pan markę Frugo? Pozostałe produkty z portfolio FoodCare wykreowaliście sami.*

Wiesław Włodarski: Frugo zdecydowałem się kupić już 6 lat temu. Przez kilka lat moja asystentka miała nawet obowiązek dzwonić co tydzień do pana Bizonia, który przejął markę od firmy Gerber i pytać, czy przypadkiem nie zmienił zdania i nie zamierza sprzedać praw do produktu. Był jednak nieugięty i umowę sfinalizowałem dopiero z nowym właścicielem Frugo, który kupił markę od komornika. Tym razem obyło się bez większych negocjacji. Zawsze we Frugo wierzyłem, miałem intuicję, nos biznesowy i wiedziałem, że to będzie wielka marka. Nie tylko w Polsce, bo mam ambicję zrobić z niej brand międzynarodowy.

Skąd ten optymizm, skoro Frugo nie poradziło sobie na polskim rynku? Kilka lat nieobecności o czymś przecież świadczy.

Produkty nie znikają z rynku tylko dlatego, że są złe, o tym decyduje wiele czynników. Podobnie jak Frugo, zniknął kiedyś Wprost, ale te marki nie zostały w żaden sposób skrzywdzone i nadal znajdują uznanie w oczach klientów. Co więcej, oni stale Frugo szukali, bo nikt nie podał oficjalnie powodu, dla którego marka zniknęła.

Nie kusiło Pana, żeby wykorzystać okazję i wykreować własny, konkurencyjny dla Frugo produkt?

Należę do ludzi wyjątkowo ambitnych, ale wymyślenie tego typu napoju, który miałby równie fantastyczną nazwę, byłoby bardzo trudne. W tym brandzie jest siła, jest dynamika, jest młodość. Frugo jest cool, jest marką bardzo energiczną, a przy tym kojarzącą się zdrowo. Nie widziałem dla niej alternatywy na naszym rynku.

*Ma Pan na oku inne, istniejące już marki, które chciałby Pan dołączyć do swojego portfolio? *

Oczywiście, w Polsce jest kilka atrakcyjnych firm. Zazwyczaj są jednak dobrze prowadzone, w znakomitej kondycji finansowej i szansa ich przejęcia jest bliska zeru. Natomiast marką, która ma olbrzymi i niewykorzystany potencjał jest moim zdaniem Hortex. Można by z niego zrobić nr 1 w Polsce, nie tylko w kategorii napojów, ale i mrożonek oraz wielu innych produktów.

**CZYTAJ WYWIADY W MANAGER.MONEY.PL

Henry McGovern, założyciel AmRestu, nie ma własnego gabinetu A w jaki sposób zamierza Pan wypromować Frugo?**

W Polsce Frugo jest marką bardzo silną, chyba nawet nikt nie przypuszczał, do jakiego stopnia. Myślę, że grubo ponad 90 procent Polaków ma świadomość produktu. Tutaj trzeba tylko uważać, żeby niczego nie popsuć. Poprzedni właściciele zaczęli malować na opakowaniach jakieś usta, wypuścili Frugo o smaku rumowym i klient przestał rozumieć przekaz, a to najgorsze, co może się marce przydarzyć. Nie należy za bardzo kombinować.

Natomiast jeśli chodzi o rynek europejski, nazwa Frugo niemal w każdym języku brzmi świetnie. Jest nowoczesna i owocowa i przemawia do naszej grupy docelowej w wieku 15-25 lat. Właśnie pod jej kątem będziemy tworzyć kampanie marketingowe.

Zatrudnicie do promocji jakieś znane twarze?

Chodzi mi po głowie kilka fajnych osób, ale na razie wolałbym nie dzielić się swoimi przemyśleniami. Na pewno musi być to ktoś, kto dotrze do młodzieży.

Wiele Państwa produktów promują sportowcy. Robert Kubica jest twarzą napoju N-Gine, a 4Move reklamuje reprezentacja Polski w piłce nożnej. Współpraca z Dariuszem Michalczewskim Pana nie zraziła? I czy drużyna, która nie odnosi żadnych sukcesów, to dobra reklama?

Jeśli chodzi o Roberta, to jest to fantastyczny, zdrowo myślący facet i nie mam najmniejszych obaw, że sytuacja taka, jak ta z bokserem się powtórzy. Natomiast pomysł promowania 4Move przez reprezentację Polski forsowałem w dziale marketingu osobiście. Przeważył argument, że kiedy nasi piłkarze wygrywają, kochają ich wszyscy Polacy. Kiedy przegrywają i tak kocha ich połowa.

*A co z Pana planami stworzenia własnego teamu w Formule 1? *

To moje wielkie marzenie. Porażka z Tigerem postawiła przed nami nowe wyzwania, ale także podsunęła nam nowe pomysły. Uważam, że Black to genialna nazwa dla teamu F1. Oceniając rozwój spółki, jej dynamikę na przestrzeni ostatnich 5 lat obliczyłem, że jeżeli nadal będzie rosnąć w takim tempie, to za 4-5 lat własna drużyna w F1 nie będzie dla nas wielkim obciążeniem finansowym.

Ten projekt to pokłosie Pana prywatnych pasji?

Zdecydowanie tak. Sport zawsze był moją pasją, a rajdy samochodowe jedną z głównych dyscyplin. Jeździłem kiedyś amatorsko, choć z pewnymi osiągnięciami. Do tej pory najlepiej wypoczywam za kółkiem.

Zaczynał Pan od małej cukierni. Co zdecydowało o wyborze branży?

Jeśli chodzi o biznes, nie mam żadnych tradycji rodzinnych. Zaczynałem od pomagania w lodziarni prowadzonej przez rodziców kolegi. Na własnej skórze przekonałem się, na czym polega ta praca i ile można na tym biznesie zarobić. Potem postanowiłem spróbować na własny rachunek.

I stworzył Pan markę Gellwe. To była znana firma na polskim rynku. Dlaczego zdecydował się Pan na rebranding?

Gellwe to przede wszystkim wypieki i desery. Marka była i jest adresowana głównie do pań domu, Tiger ma inną grupę docelową. Początkowo był produkowany pod tym samym brandem, ale z dzisiejszej perspektywy widzę, że to był błąd wynikający z mojego braku doświadczenia. Ostatecznie postanowiłem stworzyć markę, która miałaby pod sobą poszczególne brandy z różnych kategorii. Ogłosiłem konkurs na nazwę i wygrał FoodCare.

A jak narodził się Tiger?

Kiedyś wracałem z podróży służbowej i kupiłem napój energetyczny, bo słyszałem, że pobudza i pozwala nie zasnąć za kierownicą. Zapłaciłem prawie 7 złotych i zaciekawiło mnie, jakie są koszty produkcji. Odkryłem, że cena zawiera kilkaset procent marży i postanowiłem sam spróbować na tym rynku.

Wymyśliłem, że będę produkował napój energetyczny w proszku. Klient musiałby go tylko zalać wodą mineralną. Moja saszetka dotarła jednak do austriackich właścicieli Red Bulla i dział prawny firmy stwierdził, że torebka jest bardzo podobna do ich puszki. Bardzo mnie to wtedy rozwścieczyło. Papierowa torebka podobna do puszki? Pomyślałem, że tego nie odpuszczę. Ponieważ nie miałem szans procesować się z tak ogromnym koncernem, postanowiłem wyprodukować coś równie dobrego i o wiele tańszego, a w logo umieścić zwierzę silniejsze od byka. Po burzy mózgów w firmie wybraliśmy tygrysa.

**CZYTAJ WYWIADY W MANAGER.MONEY.PL

Rodzina Fusów, pierwszy w Polsce dealer BMW Napój Black ma szansę go poskromić? Wykreował Pan markę, którą musi teraz zniszczyć...**

To prawda, życie czasem komplikuje biznes. Musieliśmy stworzyć produkt, który zastąpi Tigera. Po tych 6 miesiącach obecności Blacka na półkach mogę powiedzieć, że został dobrze przyjęty przez klientów. Dowodem na to są wyniki badań AC Nielsena, według którego Black ma już 22 procent udziałów w rynku. W swoim najlepszym okresie, po 8 latach na rynku, Tiger miał 38. Jeszcze rok, dwa lata i Black dojdzie do tego samego poziomu.

Skąd Pańska umiejętność kreowania i promowania marek? Kiedy Pan zaczynał, mało kto w Polsce znał się na marketingu.

Już od dziecka chciałem tworzyć rzeczy, które po mnie zostaną. Zawsze zachwycała mnie marka, jaką jest Coca-Cola i myślałem sobie, że człowiek, który ją stworzył, był genialny. Marketingu i trade marketingu nie nauczyłem się w szkole, tylko obserwując sklepowe półki i zachowania klientów. Niejednokrotnie podchodziłem do konsumenta i pytałem, dlaczego wybiera ten produkt a nie inny, tańszy i w ładnym opakowaniu. Wtedy dostawałem informację, że_ ta torebka jest bardzo wygodna _, że _ ma zaznaczony taki mały punkt, w którym należy ją otwierać _. To drobiazgi, ale właśnie one decydują o tym, co kupujemy.

Jest Pan w branży od 27 lat, wykreował Pan wiele znanych marek, znajduje się w rankingach najbogatszych Polaków, ale nie udziela się Pan publicznie, nie dzieli swoim doświadczeniem, pozostaje w cieniu. Dlaczego?

Należę do osób, jak to się kiedyś mówiło, z dobrego domu. Zostałem nauczony, że trzeba pracować, a nie lansować się w mediach i obnosić z koszulką z napisem _ Jestem the best _. Tak już zostałem wychowany i długo broniłem się przed prasą i telewizją. Dopiero sytuacja z bokserem zmusiła mnie do tego, żeby zacząć się pokazywać. Nie ukrywam jednak, że od dawna marzę o stworzeniu prestiżowej szkoły biznesu. Zatrudniłbym tam fachowców i sam także chętnie podzieliłbym się swoim doświadczeniem.

Czytaj wywiady z przedsiębiorcami w Money.pl
Pół godziny rozmowy i kierujesz Grouponem Marcin Szałek stanął na czele jednej z najdynamiczniej rozwijających się firm z branży IT, jak sam twierdzi, trochę za sprawą przypadku.
Najbogatsi Polacy oddają mu swoje samoloty O tym, kim są właściciele odrzutowców, którymi lata i co było najtrudniejsze w rebrandingu Ery, opowiada Money.pl Jakub Benke, prezes domu mediowego Starcom i dyrektor Blue Jet.
Wuefista na czele Nokii nie boi się Androida Robert Siewierski przyznaje, że stosowany w smartfonach Nokii system operacyjny był przestarzały.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, frugo, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz