Notowania

polscy przedsiębiorcy
27.07.2011 06:00

Grendowicz: Politycy mają banki za kasyna

Jeden z najbardziej znanych polskich bankierów może zaakceptować pomysł ograniczenia spreadów, ale pod pewnym warunkiem.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Leszek Szymański)

Pracuje w bankowości prawie trzydzieści lat i był między innymi prezesem BRE Banku. W rozmowie z Money.pl opowiada, jakie projekty go dzisiaj interesują i dlaczego współpraca polskich menedżerów z zagranicznymi inwestorami bywa bardzo trudna.

Zdaniem Mariusza Grendowicza nowi gracze na polskim rynku bankowym wciąż mają szansę, by odnieść spektakularny sukces. Powinni jednak uzbroić się w cierpliwość, bo konkurencja jest niezwykle duża i na zdobycie odpowiedniej pozycji trzeba poświęcić co najmniej pięć lat. Przyznaje też, że jako bankowiec byłby w stanie zaakceptować pomysł ograniczenia spreadów na kredytach w walutach obcych.

Money.pl: Mija rok od pańskiego odejścia z BRE Banku. Znalazł Pan już nową pracę czy postanowił zostać rentierem?

Mariusz Grendowicz, były prezes BRE Banku: Na rentiera jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Wciąż mam zbyt dużo adrenaliny. Dlatego wrócę najprawdopodobniej do bankowości, w której do tej pory spędziłem 27 lat. Zależy mi na tym, by właściwie spożytkować energię i wejść w projekt, który będzie dużym wyzwaniem.

Co to będzie?

Wydaje mi się, że lada dzień w Polsce może pojawić się kilku inwestorów, którzy potrafią patrzeć na rynek bankowy w dłuższym horyzoncie czasowym niż jeden rok. By odnieść sukces, będą gotowi realizować ustalony plan strategiczny przez pięć, być może trudniejszych, lat. Z takimi inwestorami na pewno warto rozmawiać.

**

Jacy to inwestorzy?**

Jest kilku wielkich nieobecnych w Polsce, którym nasz kraj bardzo pasowałby do swojej międzynarodowej układanki. Nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy mówiąc, że o wejściu do Polski myślą austriacki Erste Bank czy włoska Intesa. Są wreszcie inwestorzy, którzy chociaż obecni w Polsce, nigdy nie odnieśli tu dużego sukcesu. Chcąc to naprawić, to – tak jak na spowiedzi – muszą żałować za biznesowe grzechy i obiecać poprawę.

A Pan chce im w tym pomóc?

Oczywiście (_ śmiech _). Wielu inwestorów chce dokonać w Polsce czegoś spektakularnego. A ja... cóż, być może inna osoba na moim miejscu wolałaby zostać na obrzeżach bankowości. Ale w moim przypadku jest trochę tak, że ciągnie wilka
do lasu.

Na zdjęciu Mariusz Grendowicz

Czy polski rynek bankowy, na którym jest już tylu graczy, naprawdę może być jeszcze dla kogokolwiek atrakcyjny?

Tak, ale – jak już Panu wspomniałem – tylko dla kogoś, kto patrzy na niego w co najmniej pięcioletnim horyzoncie czasowym. Jeżeli jest gotów wytrwać tych pięć lat, a do tego słucha potrzeb lokalnego rynku i ślepo nie powiela zagranicznych schematów, to szanse na sukces znacznie rosną.

*Zatem czym Pana zdaniem ten polski rynek tak się różni od innych? *

Jest znacznie bardziej konkurencyjny niż w jakimkolwiek innym kraju Europy. Gdybyśmy zsumowali wszystkie banki, które mają ponad pięć procent rynku, bądź aspirują, by sięgnąć tego progu, to okaże się, że wychodzi nam nie sto, a dwieście procent, co jest rzecz jasna niemożliwe. I do tego wszystkie banki chcą być uniwersalne, obsługiwać wszystkich klientów.

Taka nadkonkurencyjność sprawia, że każdy nowy gracz powinien być niezwykle szybki z nowymi pomysłami, produktami. A jeżeli gracz globalny chce wszystkim zarządzać centralnie, to w Polsce od razu skazuje się na niepowodzenie.

To znaczy, że powinien dać polskim menedżerom wolną rękę?

To warunek niezbędny. I mówię to w oparciu o własne doświadczenia z banku BPH. Tam inwestor strategiczny z jednej strony zaufał polskim menedżerom, a z drugiej zapewnił sobie wszystko co potrzebne, by być spokojnym o swój biznes. Bo jeżeli ktoś inwestuje miliardy złotych w bank, to ma pełne prawo kontrolować ryzyko i akceptować największe ekspozycje kredytowe. Ma też prawo wiedzieć, gdzie będzie dokładnie robiona wartość i zyski, a potem z tego rozliczać według wcześniej ustalonych kryteriów.

[ ( http://static1.money.pl/i/h/196/m139204.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/citi;bank;polacy;pojada;jak;w;singapurze,232,0,826600.html) Klinkij i zobacz wywiad z wicepresez Citi Banku To gdzie ta wolna ręka?

Wszędzie indziej. To zatrudnianie i zwalnianie ludzi, wynagrodzenia, wdrażanie nowych produktów, systemy informatyczne dostosowane do potrzeb lokalnych klientów. To wszystko z powodzeniem może być robione _ polskimi rękami, _gwarantując jednocześnie inwestorowi światowe standardy.

Wnioskuję, że rozstał się Pan z BRE Bankiem, bo główny inwestor nie rozumiał podejścia, o którym Pan teraz mówi. Dwa i pół roku to bardzo krótki okres na stanowisku prezesa banku.

Ale cały czas powyżej średniej europejskiej, która wynosi 2,3 roku (_ śmiech _). Poważnie mówiąc, rzeczywiście nie jest to zbyt długi okres, ale nie mnie tłumaczyć powody, dla których zostałem odwołany.

Zapytam więc inaczej. Czy polskim menedżerom w bankach z zagranicznym kapitałem trudno współpracuje się z inwestorami strategicznymi?

Można powiedzieć, że im trudniejsza sytuacja inwestora za granicą, tym ta współpraca trudniejsza. Widać to było zwłaszcza w okresie kryzysu. Nawet jeżeli w Polsce nie dzieje się nic złego, to służby kontrolne na poziomie globalnym często prześcigają się w wymyślaniu dodatkowych obostrzeń, które w niewielkim stopniu przystają do polskiego rynku. Od kolegów z innych banków słyszę, że zagraniczne grupy czasami bardziej niż na obserwowaniu rynku i odniesieniu sukcesu skupiają się na kontrolowaniu, by _ polska córka nie urwała im się z postronka _.

To błąd?

Ktoś, kto przeniósłby uwagę z ciągłej kontroli na sukces, odniesie go szybciej niż ci, którzy patrzą tylko na _ własny pępek _i chcą wszystkim sterować centralnie.

Na następnej stronie przeczytasz, jak Mariusz Grendowicz wspomina konflikt z klientami starego portfela i co myśli o pomysłach na pomoc zadłużonym we frankach szwajcarskich.

Za czasów pańskiej prezesury w BRE Banku głośno było o klientach tzw. starego portfela i ich sporze z bankiem. Z perspektywy czasu nie uważa Pan, że bank więcej na tym sporze stracił niż zyskał?

Dla mnie najważniejsze jest to, że nigdy nie zamknęliśmy drogi do porozumienia z klientami starego portfela. Uczestniczyliśmy w rozmowach, staraliśmy się wyjść im naprzeciw. Pracowaliśmy nad kompromisem. Natomiast trudno obwiniać się za to, że oni sami często nie potrafili wyznaczyć osób odpowiedzialnych za rozmowy z bankiem i potem zaakceptować wspólnych ustaleń. Zawsze pojawiały się nowe pomysły na rozwiązanie problemu.

Dlaczego bank nie mógł po prostu zgodzić się na ich warunki dotyczące obliczania oprocentowania kredytów?

Bo kompromis nie polega na zgodzie na poniesienie straty. W momencie, gdy oni zawierali umowy, wszystko było w porządku, bo realny koszt pieniądza na rynku nie różnił się od stawek międzybankowych. Kryzys wywrócił jednak wszystko do góry nogami. A w takiej sytuacji nie mogliśmy pójść na tak daleko idące ustępstwa. Chociaż jeszcze raz powtarzam, nikt nie może nam zarzucić złej woli, ani tego, że nie dążyliśmy do dialogu. I przecież w końcu doprowadziliśmy do kompromisu.

Czy podobnymi bataliami pomiędzy klientami a bankami skończą się pomysły partii politycznych na pomoc zadłużonym we frankach?

Wiele z nich świadczy tylko o kompletnym braku zrozumienia, czym jest bank. To nie jest kasyno, tylko biznes, który musi zabezpieczać ogromną liczbę rodzajów ryzyka. Nie może wejść w biznes, gdzie na przykład sprzedaje walutę po kursie rynkowym, a nagle ktoś narzuca mu, by otrzymywał ją od klientów przeliczoną po kursie NBP. To podwyższy ryzyko banku, bo kurs NBP nijak się ma do kursu rynkowego.

[ ( http://static1.money.pl/i/h/34/m46882.jpg ) ] (http://manager.money.pl/strategie/zarzadzanie/artykul/polskie;banki;slabo;zabiegaja;o;klienta,254,0,817918.html)Kliknij i przeczytaj, czy polskie banki umieją zabiegać o klienta Ale jak się to ma do często wygórowanych spreadów w bankach?

Być może źle się zrozumieliśmy. Jestem w stanie wyobrazić sobie rozwiązania, które ograniczą spready, ale pod warunkiem, że będzie się to odbywać w oparciu o kryteria uwzględniające interesy obu stron. A kurs NBP takim kryterium nie jest. Zawsze trzeba bowiem brać pod uwagę cenę, po jakiej sam bank kupuje walutę. A już pomysły jak ustalanie sztywnego kursu czy jakiegoś korytarza walutowego, przypominają administracyjne sterowanie, które zawsze kończy się fiaskiem.

To zależy, jak będą wyglądały szczegółowe rozwiązania. Generalnie zasada jest taka, że nie powinno się przestawiać bramek w trakcie meczu. Rozumiem obawy bankowców, którzy mówią, że dzisiaj spready, a jutro kto wie... może marże, oprocentowanie, prowizje. Jeżeli więc ustawodawca rezerwuje sobie prawo do przestawiania bramek, to banki zaczną się bardziej zabezpieczać, co i tak może poskutkować wyższymi kosztami dla klientów. Dlatego, jeszcze raz powtórzę, mam nadzieję, że nowe rozwiązania uwzględnią również interesy banków.

Rząd natomiast na razie zrezygnował z pomysłu wprowadzenia podatku bankowego. To chyba dobra wiadomość?

Dobra, bo taki podatek w Polsce nie znajdował żadnego uzasadnienia. Nasze banki nigdy nie korzystały z pomocy publicznej, więc w przeciwieństwie do innych krajów nie mają się za co odpłacać. Oczywiście inną sprawą jest konieczność łatania dziury budżetowej. Najprostsza logika nakazuje – tak jak to było na przykład na Węgrzech – sięgnąć po środki do branż, które przysłowiowo śpią na pieniądzach, czyli do banków i telekomów. Proszę zauważyć, że jednym z pomysłów na pomoc Grecji było obciążenie dodatkowymi daninami europejskich banków. Temat na razie się gdzieś ukrył, ale już sam fakt, że ktoś pomyślał o tym bez głębszego zastanowienia sprawia, że trudno z takim podejściem racjonalnie polemizować.

Czytaj w Money.pl
Getin Noble Bank: Banki będą jak markety Klienci mogą spodziewać się wielu innowacyjnych ofert, ale żadna nie utrzyma się długo, prognozuje prezes Krzysztof Rosiński.
Prezes Nordei wykonuje 86 telefonów dziennie Poznaj receptę na sukces Włodzimierza Kicińskiego.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, mariusz grendowicz, ludzie, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz