Notowania

ludzie
26.02.2013 06:00

Indonezja - nowy partner handlowy dla polskich przedsiębiorstw?

Mari Pangestu, faworytka w wyścigu do stanowiska szefa Światowej Organizacji Handlu, przekonuje do robienia biznesu z Azjatami.

Podziel się
Dodaj komentarz
(arch.pryw.)

Ponad 200 milionów potencjalnych klientów i 6-procentowy wzrost gospodarczy. Dla polskich eksporterów, którzy w okresie europejskiego kryzysu szukają nowych rynków zbytu, ten jeden z największych azjatyckich krajów może okazać się bardzo obiecujący. Są jednak warunki powodzenia.

W tym roku nastąpi zmiana na stanowisku szefa Światowej Organizacji Handlu (WTO). Faworytką w wyścigu do tego fotela jest znana azjatycka ekonomistka Mari Pangestu. Od 2004 roku jest ona członkiem rządu Indonezji: przed siedem lat była ministrem handlu, obecnie pracuje jako minister turystyki i kreatywnej przedsiębiorczości. Zdecydowana zwolenniczka otwartego i wolnego handlu. Money.pl rozmawia z nią m.in. o szansach, które czekają na polskie firmy na tym wciąż bardzo egzotycznym dla nich rynku.

Money.pl: Przez siedem lat była Pani ministrem handlu w Indonezji. Dlaczego, pomimo tego że Indonezja jest tak ogromnym rynkiem, polskie firmy wciąż dość ostrożnie podchodzą do wymiany handlowej z tym krajem?

Mari Pangestu: Zapewniam, że Polska jest bardzo ważnym partnerem handlowym dla Indonezji.

To prawda, że importujemy sporo towarów z Indonezji, ale w eksporcie ten kraj jest dopiero na 61. miejscu. Bardzo daleko jak na potencjał Waszego rynku.

Myślę, że w ogromnej mierze jest to kwestia wciąż niewielkiej wiedzy przedsiębiorców po obu stronach. Nasi biznesmeni są bardziej zaznajomieni z naszymi tradycyjnymi partnerami handlowymi z Europy, jak chociażby Holandią, Niemcami, Francją czy Anglią. Dążymy jednak do tego, by zwiększać poziom wiedzy naszych przedsiębiorców na temat potencjalnych produktów, które można uzyskać z Polski.

Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Gospodarki. *Porównanie pierwszych trzech kwartałów 2011 i 2012 roku.

Waszymi czołowymi produktami są chociażby maszyny, ciężki sprzęt wykorzystywany na przykład w górnictwie. Rozwój innych gałęzi eksportu w dużej mierze będzie zależał od tego, czy polskie firmy będą decydować się na inwestycje w Indonezji. Wówczas, naturalną koleją rzeczy, będzie rósł również handel.

Gdyby miała Pani zachęcić polskich przedsiębiorców do prowadzenia biznesu w Indonezji, to na jakie inne produkty eksportowe by Pani wskazała?

Indonezja jest gospodarką rozwijającą się. Bardzo duży nacisk kładziemy obecnie na rozwój infrastruktury. To ogromna szansa dla wszystkich firm, które chciałyby współpracować w zakresie budowy dróg, portów lotniczych czy morskich. W grę wchodzi więc eksport z Polski na przykład ciężkiego sprzętu budowlanego.

Ale to nie wszystko. Proszę zwrócić uwagę na szybko rosnącą klasę średnią. Jej potrzebne są wszelkiego rodzaju dobra konsumpcyjne, co widać w mocnym wzroście ich sprzedaży. Eksplozję popularności przeżywa też teraz telefonia komórkowa, z pewnością szybko będzie rozwijał się też cały sektor usług elektronicznych i cyfrowych.

Czyli potencjał do współpracy z polskimi firmami jest całkiem spory.

Zdecydowanie. Chociaż liczby może nie wyglądają teraz imponująco, to trzeba pamiętać o tym, że nasza kooperacja jest dopiero we wczesnej fazie rozwoju. Z powodów politycznych funkcjonuje dopiero od lat 90., co jest okresem bardzo krótkim w porównaniu na przykład do Holandii czy Niemiec.

Drugim powodem jest polityka wewnętrzna Polski. Jako członek Unii Europejskiej koncentrujecie się głównie na rynkach tego kontynentu, przede wszystkim Niemczech. To nie pomaga w patrzeniu poza Europę.

A może kluczem do zwiększenia współpracy gospodarczej są ułatwienia do prowadzenia biznesu w Indonezji. W raporcie Banku Światowego _ Doing Business _ Indonezja plasuje się pod tym względem dopiero na 128. miejscu. Być może zatem biznesmeni po prostu obawiają się inwestowania w tym kraju ze względu na czekające na nich bariery?

W ostatnich latach zrobiliśmy w tym zakresie bardzo duży postęp. Częścią reform, w których sama uczestniczyłam, było na przykład uchwalenie ustawy inwestycyjnej z 2007 roku. Znieśliśmy różnicowanie firm ze względu na narodowość. Wprowadziliśmy również wiele ułatwień w zakresie obsługi firm. W izbach inwestycyjnych przedsiębiorcy mogą dowiedzieć się wszystkiego, co dla nich istotne, urzędnicy pomagają też przebrnąć przez formalności i wypełnianie niezbędnych dokumentów. Mamy wreszcie nowy system śledzenia dokumentów, który pozwala sprawdzić, gdzie obecnie jest konkretna aplikacja.

Czyli przedsiębiorcy nie powinni obawiać się nadmiernej biurokracji?

Wszystko wymaga czasu. Gdy zaczynałam pracę w resorcie handlu, przykładowo - żeby dostać licencję importową - trzeba było udać się do dwunastu różnych biurek i uzyskać dwanaście podpisów. Od tamtej pory jednak wiele się zmieniło. Plan jest taki, by do 2014 roku cały proces na linii przedsiębiorca-urząd można było śledzić w internecie.

Nie ma co ukrywać, że problemem wciąż jest decentralizacja wielu decyzji i przedsiębiorcom może być trudno się w tym odnaleźć. Niektóre licencje są wystawiane przez samorządy konkretnych prowincji. Tak więc, podczas gdy na przykład w Dżakarcie proces przebiega bardzo sprawnie, to w innych dystryktach urzędnicy mogą mieć problem z dostępem do komputera. Jak więc można porównywać na przykład Singapur, który jest tylko jedną wyspą, z krajem który około czterystu dystryktów. To oczywiście uciążliwe zwłaszcza dla małych i średnich firm, ale staramy się, by było znacznie lepiej.

Po latach pracy w rządzie Indonezji kandyduje Pani teraz na szefa Światowej Organizacji Handlu (WTO). Jaką realną władzę ma teraz ta instytucja, w sytuacji gdy w obawie przed kryzysem pojawiają się głosy o coraz większej izolacji i obronie wewnętrznych rynków?

Proszę wyobrazić sobie, co by było, gdyby WTO nie istniało. Dopiero wówczas doświadczylibyśmy prawdziwych wojen handlowych z powodu braku zasad regulujących to, co w handlu jest dopuszczalne, a co nie. Regulacje stworzone i pilnowane przez WTO są właśnie po to, by minimalizować tego typu niewłaściwe zachowania. Pamiętam jak w 2008 roku, po wybuchu kryzysu, wszyscy obawiali się, że doświadczymy wojen handlowych. Tak się jednak nie stało. Kraje co prawda poczyniły kroki w celu ochrony swoich rynków, ale nie były to radykalne rozwiązania.

Jako minister handlu dużego rozwijającego się kraju i jednocześnie zwolenniczka reform mogłam dokładnie zaobserwować, jak handel pomógł się temu krajowi urosnąć. Dlatego WTO trzeba wzmacniać jako instytucję, tak by żaden mały kraj nie czuł się pokrzywdzony w transakcjach handlowych. Przecież w końcu chodzi w tym wszystkim o miejsca pracy dla wszystkich ludzi, który czerpią korzyści z handlu, a teraz boją się zagrożeń związanych z kryzysem czy globalizacją.

Czytaj więcej w Money.pl
Oto jak prezes BMW zrobił karierę w Polsce Andreas Biehler pochodzi z Niemiec, ma żonę Koreankę, a pracuje w Polsce. Przeczytaj, jak zrobił karierę.
Werbowali na stołówce. Dziś zarabiają miliony - _ Giełda nam niepotrzebna. Radzimy sobie sami _ - mówi Paweł Marchewka, prezes największego polskiego producenta gier.
To Holendrzy zarobili na Euro 2012 Dorrie Eilers, współwłaścicielka firmy opowiada, że na początku firma zarabiała na wypożyczaniu starego namiotu.
Tagi: ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz