Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

InDreams wyślą twojego najlepszego klienta pod Everest. Koszt - 9 tysięcy złotych

Na co dzień Michał Czerwiński nosi garnitur i organizuje wyjazdy biznesowe. Może cię zabrać na off-road do Omenu albo za 80 tysięcy złotych do Tajlandii.

Podziel się
Dodaj komentarz
(materiały prasowe)

- _ Są pewne kierunki, w których się specjalizujemy, czyli Azja, Stany, Nepal, czy Dubaj _ - mówi Michał Czerwiński, prezes firmy InDreams. Specjalnie dla Manager.Money.pl zdradza, ile takich wypraw trzeba zorganizować, że zarobić 16,5 miliona złotych. Opowiada także o tym, jakie sporty ekstremalne uprawiają panowie w garniturach.

Money.pl: Podobno uprawiał Pan większość sportów ekstremalnych, jakie istnieją?

Michał Czerwiński, prezes InDreams: Większość, to może za dużo powiedziane, ale na pewno wiele. Skakałem ze spadochronem, jeździłem na deskorolce, do tej pory jeżdżę na nartach poza trasami. Ale to tylko kilka z rzeczy, które robiłem w życiu.

I wszystko bez strachu?

Byłem wtedy młody. Może dlatego (śmiech). Odkąd mam swoją pracę i rodzinę, to pewnie trochę mniej, ale zawsze lubię wyzwania i szukam ich w życiu.

Dla klientów też organizuje Pan tak ekstremalne wyprawy?

Nie! Zdecydowanie nie. Wszystko przede wszystkim musi być bezpieczne. Przecież zabieramy ze sobą osoby, które są bardzo ważne dla naszych klientów. Często gościmy na wyjazdach 80 procent ich przychodów, czyli ludzi, którzy odpowiadają za te przychody, na przykład dystrybutorów. Oczywiście przygotowany program musi być unikalny, interesujący i pokazujący piękne miejsca, ale przede wszystkim bezpieczny, bo jeśli coś się stanie, firma może odnotować wielką stratę.

Firmy same się do was zgłaszają i mówią, że chcą jechać np. do Kaszmiru, czy mają Państwo stałe kierunki podróży?

Zwykle jest tak, że klient określa region świata, do którego chce się wybrać. Czasem wybiera także kilka regionów, żeby móc porównać oferty, które mu zaproponujemy. Należy jednak pamiętać, że nasze wyprawy mają jeden ważny cel, poza ciekawym wyjazdem, mają przynieść klientowi wzrost sprzedaży. Dlatego nazywamy je _ incentive travels _, czyli podróże zachęcające. Pokazujemy ludziom wirtualnie, co mogą robić w rzeczywistości, jeśli osiągną najlepsze wyniki w firmie. Poprzez emocje, które taki wyjazd zapewnia, budujemy motywację. Z kolei dzięki motywacji, budujemy rywalizację wśród dystrybutorów, którzy walczą o najlepszy wynik sprzedażowy.

[ ( http://static1.money.pl/i/h/224/m216800.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/western;union;zarabia;na;imigrantach;z;wietnamu,49,0,1095729.html) *Tak zarabiają na imigrantach * _ - Wietnamczycy mówią po polsku, ale w interesach o tym zapominają - _ mówi Konrad Olszaniecki.Czyli, wyprawa, jako próba _ pogłaskania _ pracowników lub kopniak, który da im energię do pracy.

Głaskanie, jak pan to określił, to już jest sam wyjazd. Natomiast wcześniej trzeba uzyskać wzrost sprzedaży i bardzo często wyprawa jest uzależniona od niego.

Na zasadzie: źle pracujesz, fajny wyjazd przejdzie ci koło nosa.

Można to tak ująć. Wyjazd się po prostu się nie odbywa, kiedy cele nie zostaną osiągnięte. Ale to nie jedyna możliwość. Często firmy zamawiają u nas wyprawę, żeby na przykład podziękować swojemu klientowi za dobrą współpracę, powiedzieć: _ dzięki, że jesteś z nami _. Zdarza się także, że podczas takich wyjazdów ktoś wprowadza produkt na rynek. Wtedy zarząd firmy zaprasza na _ incentiv travel _, grupę swoich dystrybutorów i komunikuje im taki krok.

Kiedy chcę _ pogłaskać _ klienta, to zabieram go na przykład do Afryki, czy do Azji, a kiedy chcę wprowadzić produkt na rynek, jedziemy do Dubaju?

_ _

Na przykład tak. Wtedy elementem programu musi być konferencja, czy nawet dwa albo trzy dni konferencyjne i warsztaty na temat danego produktu, gdzie prezentuje się go w szczegółach. Wszystko oczywiście okraszone odpowiednimi atrakcjami.

A skąd pomysły na te atrakcje?

Głównie z wyjazdów inspekcyjnych i studyjnych, na które zapraszają nas ambasady różnych krajów. Wtedy pokazują nam nowo otwarte miejsca. Jako członkowie Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel uczestniczymy w targach, konferencjach. Staramy się pozyskiwać informacje z całego świata.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/115/m215667.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/chcesz;zamieszkac;w;igloo;lub;tipi;dla;airbnb;to;zaden;problem,84,0,1087572.html) *Nietypowe mieszkania. Tylko dla wymagających * Do Polski wchodzi serwis Airbnb. Pozwala zamieszkać np. w tipi i igloo. Jesteście organizatorem całości takich wyjazdów, czy macie podwykonawców, którzy sprawy techniczne załatwiają za was?

Są pewne kierunki, w których się specjalizujemy, czyli Azja, Stany, Nepal, czy Dubaj, ale wprowadzamy też nowe miejsca. Zawsze wybieramy takie, które najpierw sami dobrze poznamy. Później oczywiście korzystamy z pewnych dostawców na miejscu. Są na przykład hotele, transport, lub firmy dostarczające sprzęt konferencyjny. Podwykonawców mamy zawsze.

Zawsze są jacyś lokalni partnerzy?

Są kierunki, gdzi_ e __ destination manager _ jest wręcz ustawowo nakazany. Trzeba mieć chociażby przewodników lokalnych w Paryżu, w Wietnamie, czy Chinach. Bez nich przecież najzwyczajniej w świecie, nie dałoby się z porozumieć z ludźmi dookoła.

InDreams działa też na zasadzie agenta? Na przykład jakaś firma organizuje wyjazd, a Wy jako pośrednik, odsprzedajecie to dalej?

Nie. Wszystko, co robimy to program ułożony zgodnie z oczekiwaniami klientów. Większość wyjazdów zatem musimy opracowywać całkiem od nowa.

Czasem pewnie ktoś nie chce zbyt wielu wrażeń, a raczej odpoczynku. Jaki wyjazd wtedy by Pan zaproponował?

Hmmm... Najbardziej spokojna wyprawa... Nigdy nie organizowaliśmy wyprawy, na której leżeliśmy pięć dni na plaży.

W takim razie poproszę o najbardziej emocjonujący wyjazd.

Mieliśmy okazję organizować wyjazd-konferencję w Nepalu, dla jednego z producentów samochodów. Pojechała z nami Kinga Baranowska, która opowiadała, w jaki sposób organizuje swoje wyprawy. Wszystko działo się na wysokości 4 tysięcy metrów, z widokiem na Mount Everest. Najpierw musieliśmy wlecieć, odpowiednim typem samolotów kilkunastoosobowych, na 2600 metrów. Później na 3900 już czteroosobowymi awionetkami.

W marcu tego roku organizowaliśmy wyjazd do Emiratów Arabskich, właśnie do Dubaju, gdzie odbywała się konferencja. Po konferencji zabraliśmy wszystkich na off-road do Omanu. Połączyliśmy dzięki temu luksusowy rynek w Dubaju z Omanem, gdzie wokół niemal tylko natura, góry i tak zwany self drive. Jeździliśmy po górach, a później spaliśmy pod gołym niebem na plaży. Temat podróży jest zazwyczaj powiązany z tym, z czym biznesowo jest powiązany klient.

Zdarzyło się kiedyś, że wyjazd nie wyszedł? Tylko szczerze proszę.

Nie może być mowy, że coś nie wyjdzie. Oczywiście, czasem pogoda pokrzyżuje plany i musimy zorganizować jakiś plan B.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/130/m214146.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/cyrk;korona;biznes;bez;sentymentow,217,0,1075161.html) *1000 euro za jeden dzień pracy? To możliwe * Tyle zarabiają najlepsi artyści cyrkowi. Domyślam się, że to trudny biznes i jego prowadzenie zajmuje Panu większość czasu. Jak długo jeszcze Pan zostanie w tej branży?

Mam nadzieję, że jak najdłużej, bo po prostu to lubię. Fakt, że spędzam 80 procent mojego czasu w pracy, ale zawsze 20 procent zostawiam dla rodziny.

Himalaje, spadochron, off-road... To rzeczy, które nie kojarzą się z Polską Radą Biznesu, której jest Pan członkiem. Przed oczami mam samych panów w garniturach.

Znam wiele osób z Polskiej Rady Biznesu, które uprawiają sporty bardziej ekstremalne niż ja.

A kto na przykład?

Nie no, tego już Panu nie mogę powiedzieć, bo nie wiem, czy by chcieli. W każdym razie prowadzenie własnego biznesu również jest trochę sportem ekstremalnym. To są nieustanne wyzwania i emocje. Moim zdaniem ludzie, którzy mieli dobre wyniki w sportach, którzy uprawiają jakiś sport, są też dobrymi przedsiębiorcami. Nie poddają się i nie boją podejmować dobrze ocenionego ryzyka.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/214/m218838.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/warynski;trade;o;wspolpracy;z;chinczykami;covec;to;nie;wszystko;,148,0,1098900.html) *Chińczycy budują fabryki w pół roku! * _ - Zaskoczyły nas bardzo dobre warunki pracy w fabrykach - _mówi prezes Robert Kędzierski. Tylko że w biznesie musi się to przekładać na realne zyski. Panu się udało i w 2010 roku został Pan wybrany Osobowością Roku branży MICE za zwiększenie o 25 procent obrotów firmy. Nadal udaje się utrzymać wzrost?

Muszę przyznać, że tak. W 2011 obroty zwiększyliśmy nawet o 70 procent. W 2010 mieliśmy około 9 milionów złotych obrotu, a kolejny rok zamknęliśmy na poziomie 16,5 miliona. Na ten rok prognozujemy wzrost o około 25-30 procent. Chcemy także za jakiś czas zadebiutować na giełdzie.

Ile trzeba sprzedać wypraw, żeby zarobić tyle pieniędzy?

W zeszłym roku zorganizowaliśmy 47 projektów na całym świecie.

Jaki jest w takim razie orientacyjny koszt takiego wyjazdu?

Średnio jest to około 8-9 tysięcy złotych na osobę.

Gdzie byłoby najtaniej? Gdzieś w Europie?

Naprawdę fantastyczne wyjazdy można zorganizować w Pradze. Wszystko zależy od opracowania koncepcji wyjazdu. To samo można zrobić na Litwie. Oczywiście budżet jest ważny, nie ma co się oszukiwać. Pewnie z punktu widzenia motywacji, Nepal czy Tanzania będą lepsze niż Czechy albo Berlin.

Czyli najdroższy będzie Nepal?

Nawet nie. Sam przelot i koszty pobytu na miejscu nie są zbyt wysokie. Znacznie droższa będzie Południowa Afryka, gdzie samoloty są kosztowniejsze. Także, gdyby chcieć zrobić naprawdę fajny program, potrzeba by około 15 tysięcy złotych na osobę. Z kolei najdroższy wyjazd, jaki organizowaliśmy, to Tajlandia. Wyjazd przygotowywaliśmy dla jednej osoby, z budżetem około 80 tysięcy.

A Pan gdzie najchętniej wraca?

Mam takie trzy kierunki. Południowa Afryka, Nepal i Wietnam, szczególnie w połączeniu z Kambodżą. Wietnam można naprawdę odkrywać wielokrotnie. Południowy jest inny niż północny, a te dwa razem z kolei są całkiem inne niż Wietnam Środkowy. Generalnie - uwielbiam Azję.

Czytaj więcej w Money.pl
Grecki przedsiębiorca dla Money.pl: Kryzys czy nie, trzeba produkować Przełamał monopol koncernu Heineken na produkcję piwa w Grecji i przeforsował zmianę prawa. Demetri Politopoulos zdradza sposób na wyprowadzenie kraju z recesji.
Popularny fastfood nadal niszczy środowisko? Dlaczego Starbucks marnuje dziennie 20 mln litrów wody oraz co się stało z ponad dwoma miliardami kubków, które nie nadawały się do utylizacji?
Kiełbasa i chleb to ich sposób na sukces Marek Feruga twierdzi, że nadeszły złote czasy dla supermarketów i będzie ich coraz więcej.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, michał czerwiński, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz