Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

"Praca bez przyjemności musi być piekłem" - jeden z najbogatszych ludzi na świecie opowiada o swoich pieniądzach, biznesie, misji społecznej oraz o tym, że swój sukces zawdzięcza komunistycznej Polsce.

Założyciel szwedzkiego koncernu meblowego Ikea, Ingvar Kamprad wymieniany jest przez magazyn "Forbes" na trzecim miejscu listy najbogatszych ludzi świata. Wyprzedzają go tylko Bill Gates i na miejscu drugim Warren Buffett. W wywiadzie opowiada o odpowiedzialności socjalnej, przedsiębiorczości i sukcesie oraz dlaczego w wieku 80 lat nadal odwiedza sklepy Ikea na całym świecie.

Ingvar Kamprad urodził się w Smalandii. Samodzielny siedemnastolatek zaczął biznes sprzedając zapałki z dostawą do domu. Z czasem rozszerzył swą ofertę o dekoracje bożonarodzeniowe, nasiona, a później długopisy i ołówki i w końcu meble.

Obecnie Grupa Ikea zatrudnia 104 000 pracowników w 44 krajach. Ikea of Sweden w Älmhult w Szwecji jest odpowiedzialna za rozwój asortymentu. Jest on taki sam dla wszystkich sklepów na całym świecie i składa się z około 9 500 artykułów.

Kamieniem milowym w historii firmy była ekspansja na rynek chiński. Kiedy Ikea (Yi Jia) pojawiła się na tym rynku, w 1998 roku, była pozycjonowana jako luksusowa marka zachodnia. Szybko jednak strategię zmieniono i szwedzka firma zaczęła być postrzegana jako tani magazyn stylowych mebli. Nowy biznesplan wymagał oszczędności, dlatego ceny produktów obniżono o około 30% w stosunku do uśrednionego cennika w większości sklepów, a ponad 50% produkcji pochodzi teraz z chińskiego rynku.

Zmiana szybko się spłaciła. Mimo że ceny produktów rosły średnio 10% rocznie, to sprzedaż rosła o około 35% i ciągle rośnie. Tylko w ostatnim roku sklep w Szanghaju zwiększył obroty o 28%.

Szacuje się, że podczas weekendu jednego dnia każdy ze sklepów odwiedza tam ponad 22 000 klientów.
W związku z tym managerowie przewidują, że do 2020 roku chiński oddział szwedzkiej firmy znajdzie się w pierwszej piątce pod względem sprzedaży.

Zdobycie rynku japońskiego Ikea ma też już w zasadzie za sobą. O mocnej pozycji tam świadczy nie tylko fakt, iż na otwarcie jednego sklepu w Tokio przybyło 35 tys. klientów.

W 2006 roku grupa odnotowała wzrost sprzedaży na poziomie 17%, a wszystkie sklepy Ikea odwiedziło w sumie 458 mln klientów.

Na całym świecie otwarto 16 nowych sklepów. Na 2007 rok planuje się otwarcie 24 kolejnych, w tym jeden w Tokio. Handelsblatt: Panie Kamprad, cały świat zastanawia się ile ma Pan pieniędzy. Niektórzy utrzymują, że w roku 2006 był Pan najbogatszym człowiekiem świata. Zdradzi nam Pan tę tajemnicę? *
*
Ingvar Kamprad:
Napisałem do wydawcy Steva Forbsa list. Magazyn plasuje mnie obecnie na trzecim miejscu listy najbogatszych ludzi świata, za założycielem Microsoftu, Billem Gatsem i guru finansowym, Warrenem Buffettem. To wielki zaszczyt.

*Wartość akcji tych panów da się przeliczyć. Koncernu Ikea nie można jednak sprzedać, należy do fundacji Ingka Foundation, a nie do Pana. W rękach Pańskiej rodziny znajduje się jednak właściciel marki - Inter Ikea Systems oraz grupa Ikano, które to przedstawiają niewątpliwie pokaźny majątek. *
To zawsze nasza rezerwa na przyszłość. Nie chwalimy się tym. Jeżeli Gates i Buffett chcą mówić o tym głośno, niech to robią. Ja nie muszę.

*Ma pan na myśli ich warte miliardy dolarów fundacje? *
Tak, dla nas, jako przedsiębiorców, widzę przyczynę w misji przejęcia odpowiedzialności społęcznej.

*Co Pan przez to rozumie? *
W tym roku stworzymy 10 000 nowych miejsc pracy. Inwestujemy na potęgę w Chinach. Podniesiemy naszymi produktami poziom życia tamtejszej ludności, nie wiedząc, kiedy zrealizujemy pierwsze zyski. To jest przedsiębiorczość.

Ale to działa tylko dlatego, ponieważ nie jesteśmy przedsiębiorstwem notowanym na giełdzie i nie musimy obawiać się nacisków ze strony inwestorów ani analityków, gdy ponosimy trudne do oszacowania ryzyko.

*I to wszystko finansuje Pan ze swojej „rezerwy na przyszłość”? *
Tak. To co robimy właśnie w Chinach, zrobiliśmy w latach dziewięćdziesiątych w Rosji. To było moim marzeniem. Jadąc z żoną samochodem z Moskwy do Jekaterinburga, zobaczyłem ogromną biedę.

*Jekaterinburg leży na wschód od Uralu, prawie 2 000 kilometrów od Moskwy. Czy takie odcinki pokonuje Pan prowadząc samochód? *
Przy takich drogach odległości te wydają się być jeszcze większe. Jednak tu w głębi kraju widać, czego brakuje ludności.

Zdecydowaliśmy się na inwestycję i nie uciekliśmy także w roku 1998, kiedy Rosja przeżywała duży kryzys gospodarczy. Wybuchła panika. Prawie wszyscy inwestorzy wycofali się z dnia na dzień. Musieliśmy podjąć decyzję: wycofać się? Nigdy, musimy walczyć! Dużo nas to kosztowało. Jednak Rosjanie nie zapomną nam tego nigdy. Moja żona otworzyła właśnie nasz trzecie centrum handlowe w Moskwie i drugi sklep Ikea w St. Petersburgu.

Ikea wykorzystuje oczywiście szybki rozwój gospodarczy Rosji. Widzę w tym jednak również naszą społeczną misję, przysłużyć się możliwie największej liczbie ludzi. Może Pan wierzyć lub nie: Kiedy zdobywamy nowy rynek, stawiam sobie na pierwszym miejscu pytanie, co może być dobre dla kraju naszego gospodarza.

*Bez zamierzonych zysków? *
Z dłuższej perspektywy powinno to przynieść korzyści także dla nas. Ale nie czuliśmy presji czasu.

*I to działa, ponieważ ma pan w rezerwie miliardy. *
Jesteśmy oszczędni. Weźmy np. rynek chiński. W Chinach można tylko dzierżawić tereny budowlane, przy czym dzierżawa jest droższa od ceny kupna gruntów w Szwajcarii. Trudno jest ocenić, kiedy interes będzie rentowny.

*Dlaczego nie omija Pan takich krajów szerokim łukiem? *
To dla mnie większe wyzwanie niż zdobycie rynku japońskiego. Może dlatego, że od dawna musimy ostro walczyć. Kiedy Ikea zaczęła odnosić pierwsze sukcesy w Skandynawii, przemysł meblarski zmówił się przeciw nam.

*Wtedy jako miejsce produkcji odkrył Pan Polskę, co przyniosło koncernowi Ikea zarzuty wspierania systemu komunistycznego. *
Polski minister spraw zagranicznych odwiedził właśnie Szwecję zabiegając Szwedów zlecenia. Zleceń mieliśmy co niemiara, ale z powodu bojkotu producentów mebli nie mogliśmy znaleźć zleceniobiorców. Przypomniałem sobie wtedy, że bracia Thonet produkowali swoje legendarne krzesła kawiarniane właśnie w Polsce. Oznaczało to, że w Polsce dostępne były możliwości do produkcji mebli.

*I podjął Pan decyzję o inwestycji w Polsce. *
Z biegiem czasu wszystko wydaje się być proste. W rzeczywistości czekaliśmy długie tygodnie na pierwszą odpowiedź z ministerstwa handlu a później czekaliśmy długo w warszawskim hotelu.

Chcieliśmy obejrzeć fabrykę w Radomsku. Biurokraci odmówili nam wiz. Dopiero, gdy spakowaliśmy nasze walizki i chcieliśmy już wracać, mogliśmy opuścić Warszawę i jechać jeszcze 200 kilometrów dalej by obejrzeć zakład. I rzeczywiście, produkcja mebli w Polsce pomogła nam obsłużyć naszych klientów mimo bojkotu.

*Mówi się, że jest Pan bardzo oszczędny. Korzysta Pan ze zniżki na pociąg dla seniorów oraz karty rabatowej szwajcarskiej sieci domów handlowych Migros. *
W wieku 80 lat jestem bezsprzecznie seniorem! A zakupy robimy w sieci Migros, bo od 30 lat żyjemy w kantonie Waadt w Szwajcarii.

Proszę mi wierzyć: Ikea płaci podatki w każdym kraju zgodnie z przepisami podatkowymi. Jednak każde przedsiębiorstwo operujące na arenie międzynarodowej musi optymalizować podatki by pozostać konkurencyjnym. Czy mam Panu opowiedzieć, jak trafiłem do Szwajcarii? Nic nie miało to nic wspólnego z podatkami.

*Z czym zatem? *
Na początku lat siedemdziesiątych Ikea odnosiła już poważne sukcesy w Skandynawii. Jan Aulin, mój wówczas najlepszy współpracownik, i ja byłyśmy zdania, że warto spróbować także na kontynencie.

To powinien być jednakże mały kraj. Pojechałem do Wiednia, aby wysondować austriacki rynek. Jan Aulin udał się do Szwajcarii. Byliśmy niezdecydowani, kiedy zadzwonił do mnie Jan i powiedział, że znalazł tu świetny teren, całkiem blisko Zurychu.

*Szwajcaria posłużyła Panu do wybicia się w pozostałych krajach Europy? *
Poprzez spółki szwajcarskie rozpoczęliśmy ekspansję do Niemiec, Austrii, Holandii. Sensowne było bycie na miejscu działań. Dlatego moja żona i nasi trzej synowie przenieśli się do Szwajcarii.

*Nie ustają spekulacje, kto odziedziczy po Panu szefostwo Ikea. *
Już od 20 lat nie stoję na szczycie firmy. Szefowanie koncernowi to ciężka praca. Można to wytrzymać jakieś osiem, dziesięć lat. Dlatego sądzę, mam nadzieję, że żaden z moich synów nie zostanie szefem koncernu.

Każdy z nich ma zadania wewnątrz grupy Ikea. Co trzy lata zmieniają się na czele zarządu Ikano. Peter, najstarszy, był pierwszy, później Mathias, najmłodszy. Teraz w ramach rotacji na czele zarządu stoi Jonas.

*Więc żaden z trójki nie zostanie szefem koncernu? *
Często dyskutujemy na ten temat. Jestem przekonany, że nie było by dobrze, gdyby moi synowie robili to samo co ja. Mają przecież ciekawe zadania w rodzinie Ikea. Jonas studiował budownictwo i sztukę. Odpowiedzialny jest za design i rozwój produktów. Mathias był w Wielkiej Brytanii a teraz kieruje filią w Danii. Peter nadzoruje finanse.

*Pański najstarszy syn, Peter, jest także członkiem rady nadzorczej holdingu Ingk. Pański szwagier Han -Göran Stennert jest szefem zarządu. Pańskie stanowisko w holdinui Ingka to "senior Advisor"… *
… jeśli potrzebna jest moja rada. Jednak proszę mi uwierzyć: zdarza się, że i ja zostaje przegłosowany i akceptuję to. Jestem niezadowolony z rozwoju Habitat. Ta filia sklepów sprzedaje w Anglii, Francji i w Niemczech elementy wyposażenia wnętrz i akcesoria, po cenach wyższych niż Ikea. Nie rozwija się tak, jak sobie to wyobrażałem kiedy ją przejmowaliśmy w roku 1992. Moi synowie mają jednak odmienne zdanie niż ja. Więc pracujemy nadal nad rozwojem Habitat.

*Czy w wieku 80 lat potrzebuje Pan jeszcze stresu? *
To jest pozytywny stres. W ciągu roku odwiedzam od 25 do 30 sklepów Ikea na całym świecie. Nadal sprawia mi to przyjemność. Praca powinna sprawiać przyjemność wszystkim pracownikom. Jedna trzecia życia składa się z pracy. Praca bez przyjemności musi być piekłem.

*Pan nie musi jednak stać o szóstej nad ranem przy rampie? *
Oczywiście, że tak. Wtedy wszystko się zaczyna. Kierowcy ciężarówek powinni chętnie zajeżdżać do Ikea i dostarczać punktualnie nieuszkodzony towar. Więc dowiaduję się od nich, co z ich punktu widzenia mogłoby być lepiej. Oferujemy kierowcom śniadanie i prysznic, jeżeli mają ochotę.

*I wtedy odwiedza pan sklep Ikea? *
Przekazuję dalej to, co odebrałem pozytywnie w innych miejscach. Jeżeli np. sofy w Ikea w Toronto eksponowane są, według mnie, w ciekawszy sposób, opowiadam o tym pracownikom w Spreitenbach w Szwajcarii.

*Kładzie Pan także duży nacisk na regularny kontakt kierownictwa z klientami. *
Nazywamy to antybiurokracją – lub tygodniem frontowym. Każdy, także kierownik filii, musi w ciągu roku przepracować jeden tydzień mając bezpośredni kontakt z naszymi klientami.

*Czy jadąc na inspekcję kupuje pan nadal najtańsze bilety? *
Dlaczego nie? Pewnego razu miałem zostać wyróżniony w Niemczech raz jako przedsiębiorca roku. Byłem w Düsseldorfie, pojechałem jak zwykle autobusem kursującym z lotniska do centrum, do hali, w której odbywała się uroczystość. Ochrona nie chciała mnie wpuścić. Minister gospodarki przybył z eskortą.

*Z Pańską oszczędnością nie jest pan wymarzonym klientem dla sklepów jak Ikea. *
Ikea wspiera oszczędność. Udzielając na produkty Ikea 25 lat gwarancji, musimy liczyć z tym, że kupujący właśnie po 25 latach będzie potrzebował nowego produktu.

*Czy meble Ikea wytrzymują tak długo? *
Moje krzesełko biurowe mam od 32 lat. Moja żona jest wprawdzie zdania, że powinienem kupić nowy, ponieważ zdążył się w międzyczasie zabrudzić. Jednak krzesło jest techniczne jak nowe.

*A jaki to model? *
Fotel Poäng, zaprojektowany przez japońskiego projektanta Noboru Nakamura i w międzyczasie kopiowany przez konkurencję.

*Czy Pana prywatny dom jest urządzony całkowicie meblami Ikea? *Nie, nie, nie całkiem. Mam tu z strony matki stare krzesło i prześliczny zegar stojący. Poza tym wszystkie meble pochodzą oczywiście z Ikea.

Nie chce Pan smakować życia, zamiast narażać zdrowie podczas długich, męczących podróży? Przed laty był Pan już poważnie chory.

Zgadza się. Chociaż szpitalu kantonu w Lozannie uważał, że operacja jest niezbędna, kompetentny chirurg lekarz nie chciał jej przeprowadzić. Z moimi 75 laty jestem już za stary a stary człowiek może żyć z chorobą jeszcze długo. Wyjaśniłem lekarzowi, że z 75 laty czuje się młodo i chcę zostać bezwarunkowo zoperowany. Dziś jestem zdrowy.

Tagi: ingvar kamprad, ludzie, manager, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
Handelsblatt
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz