Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Jan Wójcikiewicz, polski Conrad Hilton

0
Podziel się:

Pierwszy prywatny hotelarz w Polsce nigdy nie założył spółki. Interesy lubi robić sam.

Jan Wójcikiewicz, polski Conrad Hilton
(archiwum Hilton Gdańsk)
Pierwszy prywatny hotelarz w Polsce nigdy nie założył spółki. Pod szyldem jednoosobowej działalności gospodarczej wygrał przetarg na działkę w samym centrum Gdańska i postanowił wybudować na niej swój czwarty obiekt. Następnie sporządził krótką listę najlepszych sieci w branży i zaproponował współpracę Hiltonowi. Bo Jan Wójcikiewicz nie ma kompleksów, a interesy lubi robić sam, lub w duecie z synem.

Money.pl: Został Pan hotelarzem w czasach, kiedy większość ośrodków wypoczynkowych w Polsce była państwowa. Skąd pomysł na biznes?

Jan Wójcikiewicz: Z wykształcenia jestem technologiem spożywczym, a żona skończyła AWF. Razem prowadziliśmy w Juracie pierwsze w Polsce prywatne wczasy odchudzające. Żona odpowiadała za zajęcia sportowe, ja z kolei układałem diety oraz dbałem o zaopatrzenie. W ten sposób uzupełnialiśmy się. Nasi goście mieszkali w kwaterach prywatnych, których standard był mizerny. Postanowiłem więc poszerzyć działalność i wybudować hotel. W 1989 roku Jurata została oddana do użytku.

Jak szybko zwróciła się Panu ta inwestycja?

Już po kilku latach. W tamtych czasach takie przedsięwzięcia były drogie, ale szybko przynosiły zysk. Skorzystałem z pomocy kilku instytucji finansowych, zaciągnąłem kredyt i wybudowałem najbardziej luksusowy hotel w Juracie, z łazienką, lodówką i telewizorem w każdym pokoju; to był prawdziwy hit. W latach 80., poza ośrodkami MSW, wojskowymi czy górniczymi, nie było żadnego obiektu o przyzwoitym standardzie. Tymczasem moimi gośćmi były osoby majętne, które chciały mieszkać wygodnie.

Przez pierwsze lata działalności jedyny problem polegał na tym, że codziennie musiałem odmawiać kolejnym chętnym, z powodu braku miejsc. Teraz myślę, że opatrzność nade mną czuwała, bo już wtedy goście nazywali ten hotel Hiltonem _ (śmiech). _

Dlaczego nie założył Pan nigdy spółki i prowadzi wszystkie interesy w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej? Przecież odpowiada Pan całym swoim majątkiem.

Znam wiele osób, dla których majątek nie ma aż takiego znaczenia. W razie potrzeby mogę nawet spać w namiocie. Poza tym w spółce prezes czy członek zarządu też odpowiada swoim majątkiem, a są kwestie, w których jednoosobowa działalność gospodarcza jest bardziej korzystna. Mam większą decyzyjność i mobilność, a to kluczowe dla rozwoju firmy. Spółki powstają, ponieważ ludzie boją się odpowiedzialności. Ja się nie boję, wierzę w swoje inwestycje.

fot: archiwum Hilton Gdańsk [ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/jan;wojcikiewicz;i;hotel;hilton;gdansk,galeria,5233,0.html)Czy pod szyldem spółki nie byłby Pan bardziej wiarygodny dla kontrahentów?**

Rodzaj działalności nie ma znaczenia, wszystko zależy od wiarygodności i zasobów finansowych danej firmy. Ja jestem wiarygodny dla banków ze względu na ponad 20-letnią, rzetelną historię kredytową. Zawsze spłacam swoje zobowiązania w terminie. Myślę, że jestem jedną z niewielu osób w kraju, które są w stanie otrzymać praktycznie każdej wielkości kredyt.

Ten pod hotel Hilton musiał być spory...

Może i tak. Do moich inwestycji przystępuje także syn, który prowadzi własną działalność gospodarczą. Syn specjalizuje się w doradztwie, głównie w branży hotelarskiej, i jest jedyną osobą w Polsce, którą prezes sieci Hilton uznał za wiarygodnego partnera.

Jak nawiązaliście współpracę?

Zawsze powtarzam, że najpierw trzeba znaleźć dobrą działkę. Zobaczyłem taką w Gdańsku i wręcz _ polowałem _ na moment, kiedy zostanie ogłoszony przetarg. Cena była bardzo wysoka, ale miałem swoją wizję. I mimo że jestem tylko osoba fizyczną, pokonałem 17 polskich i zagranicznych firm.

Kiedy miałem już działkę, wytypowaliśmy z synem 5 sieci, z którymi chcielibyśmy współpracować. Jestem zdania, że małe hotele, na 50, 60 pokoi można prowadzić pod własnym nazwiskiem, ale przy poważniejszym obiekcie o wyższym standardzie lepiej nawiązać współpracę z uznaną marką. Braliśmy pod uwagę sieci StarWood, Intercontinental, Marriott, Hilton...

I tak po prostu wytypowali Panowie najlepsze hotele na świecie i zaproponowali im współpracę?

Tak, nie mamy kompleksów w stosunku do zachodnich firm. Syn świetnie zna język angielski, chyba nawet lepiej niż polski, spędził wiele lat za granicą, zna mentalność Amerykanów i wie, jak z nimi rozmawiać. Trzy sieci były poważnie zainteresowane, zdecydowaliśmy się na Hiltona, ponieważ jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Poza tym oferowali franczyzę. Franczyza, w przeciwieństwie do zarządzania, wymaga pewnego wysiłku, ale też zapewnia dużo więcej swobody. Oczywiście,istnieje szereg warunków, jakie franczyzobiorca musi spełnić, żeby zostać zaakceptowanym. Ja sam zostałem gruntownie prześwietlony.

Jakie warunki trzeba spełnić, by wejść we współpracę z Hiltonem?

Najpierw przedstawiciele sieci patrzą na miasto: czy ma odpowiedni klimat, atmosferę przyjazną inwestorom, w jakiej lokalizacji będzie znajdował się hotel. Potem nadzorują jego budowę, akceptują wszystkie projekty, doglądają poziomu zabezpieczeń. A te są zdecydowane wyższe, niż europejskie.

Otrzymaliśmy też książkę z wytycznymi, które określają nawet rodzaj obrusów, jakich powinniśmy używać. Materace musieliśmy sprowadzać z Hiszpanii, pościel z Irlandii, kołdry i poduszki z Francji, a mydełka z Anglii. Wszystko spełnia najwyższe standardy i od tych wytycznych nie ma odstępstw.

Czyli nie miał Pan wielkiego wpływu na wygląd hotelu.

Standardy wyznacza marka, co nie oznacza, że nie mamy wpływu na naszą inwestycję. Jeśli uznamy, że zamiast kłaść tapety wolimy pomalować ściany, bo budynek jest świeży i jeszcze się osadza, to przedstawiciele Hiltona to rozumieją. Wnętrza hotelu to wspólne dzieło pracowni projektowej Stefana Kuryłowicza, architektów korporacji Hilton oraz wizji mojego syna; kiedy prezes Hiltona przyjechał w odwiedziny, aż otworzył oczy ze zdumienia.

Pomiędzy Hiltonem a Juratą były jeszcze dwa hotele. Jak Pan do nich doszedł?

Wędrowałem za synem. Niedługo po tym, jak otworzyliśmy hotel w Juracie, żona zginęła w wypadku. Zostałem sam z dzieckiem i zamiast pogrążyć się w żałobie zainwestowałem w jego wykształcenie i rozwój. Syn poszedł do szkoły średniej w Gdyni, a potem wyjechał do Oksfordu. Trochę się nudziłem, bo Jurata była sezonowym biznesem i wpadłem na pomysł, że otworzę coś w Gdańsku. Tak powstał hotel Hanza.

Natomiast hotel Astor w Jastrzębiej Górze kupiłem od syndyka. Był mocno zadłużony, ale czułem, że ma potencjał. To hotel wypoczynkowo-rodzinny, na 350 osób. Mamy największe na środkowym wybrzeżu sale konferencyjne, kryty basen, siłownię, korty tenisowe oraz mocno rozbudowaną część dla dzieci.

A dlaczego sprzedał Pan Juratę?

Potrzebowałem wkładu własnego na hotel w Gdańsku. Najlepszy czas dla Juraty minął, nastąpiła moda na budowę apartamentów na wynajem, które przejęły cały rynek wczasów. Drobne pensjonaty i hoteliki w Juracie wymarły.

A Hotel Hanza sprzedałem, budując kapitał pod kolejne inwestycje. Biznesy traktuję bez sentymentu i nie przywiązuję się do obiektów, kiedy jest szansa na coś nowego. Jastrzębia Góra ma potencjał rozwojowy i jeśli zacznę się nudzić, wybuduję tam apartamenty na sprzedaż. Na razie czekam na lepszy okres, ale jestem przekonany, że 2, 3 lata popyt na mieszkania nadmorskie wróci.

Czyli emerytury Pan nie planuje.

Mam już odpowiedni wiek, ale nie wystąpiłem o wypłatę. Boję się, że nie starczy nawet na kieszonkowe dla wnuka _ (śmiech). _ Mój ojciec, po 50 latach pracy, miał 400 złotych emerytury. Poza tym zrobienie się emerytem to pierwszy krok do grobu. Człowiek czuje się niepotrzebny i otoczenie go za takiego uważa. Ja do końca życia pozostanę aktywny, będę doglądał interesu i doradzał.

Dlaczego nie zadbał Pan o promocję swojego nazwiska? Jan Wójcikiewicz Hotele nie ma nawet swojej strony, nie reklamujecie się.

Na świecie jest 5, 10 liczących się sieci i żeby z nimi wygrać, potrzeba pracy kilku pokoleń. Musiałbym żyć jakieś 200 lat. Poza tym nie należę do ludzi, którzy lubią się czymkolwiek chwalić, zazwyczaj nie udzielam się medialnie i nie pcham na pierwsze strony gazet. Zrobiłem się rozpoznawalny trochę wbrew własnej woli, bo doceniają nas, dostajemy nagrody. Kilka dni temu na zjeździe w Istambule dostaliśmy pierwsze miejsce za najlepszy marketing we wszystkich Hiltonach na świecie. To przede wszystkim zasługa mojego syna, który powoli przejmuje biznes.

Ja jestem takim ojcem chrzestnym całego przedsięwzięcia, do którego reszta rodziny przychodzi po poradę lub rozgrzeszenie. Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, ale nadal jestem zdziwiony, że nastąpiło tak szybko.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/232/t124392.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/kto;stoi;za;liberty;direct,250,0,730362.html) Kto stoi za Liberty Direct? Polski oddział amerykańskiej firmy ubezpieczeniowej stworzył od zera matematyk z habilitacją.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/254/t131838.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/prezes;efl;moglbym;byc;rockmanem,76,0,772684.html) Prezes EFL: Mógłbym być rockmanem Andrzej Krzemiński gra na gitarze, jeździ motorem BMW enduro GS 800 i fotografuje.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/140/t135564.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/chcesz;pobiegac;kup;samochod,50,0,796466.html) Chcesz pobiegać? Kup samochód! Każdy, kto kupi Volvo może trenować w naszym klubie biegacza. Sam biegam z klientami - mówi Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Auto Polska.
ludzie
wiadmomości
kraj
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)