Notowania

polscy przedsiębiorcy
25.11.2010 06:00

Kiedy biznes się rozrasta, trzeba wypuścic sznurki z ręki

Tak twierdzą Sławomir Lange i Bogdan Łukaszuk, założyciele i właściciele firm Lange Łukaszuk i Termolan.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Lange Łukaszuk sp.j.<br/>materiały prasowe)

*Firma Lange Łukaszuk zajmuje się handlem narzędziami. Jej założyciele znają się ze szkoły średniej, czyli od prawie trzydziestu pięciu lat. Ich spółka jest wyłącznym dystrybutorem kilku zagranicznych marek w Polsce, ma również przedstawicielstwa w Czechach i na Ukrainie. Nam Sławomir Lange i Bogdan Łukaszuk opowiadają o swoich początkach w branży, przyjaźni w biznesie i planach na przyszłość. *

Money.pl: Lubią Panowie majsterkować?

Sławomir Lange: My nawet nie tyle lubimy, co musieliśmy majsterkować. Zaczynaliśmy w latach 80., wtedy wszystko trzeba było robić samemu. Nasza pierwsza działalność to był zakład rzemieślniczy, z siedzibą w garażu. Instalowaliśmy systemy alarmowe i musieliśmy mieć zdolności manualne, bo wszystko robiliśmy sami. Kupowaliśmy (czy raczej: załatwialiśmy) narzędzia w składnicach harcerskich, a ogłoszenia rozwieszaliśmy na słupach.

Od początku pracowali Panowie razem?

Bogdan Łukaszuk: Tak, jesteśmy kolegami z ogólniaka. Siedzieliśmy w jednej ławce, w tej samej klasie poznaliśmy nasze małżonki. Wiedzieliśmy o sobie dużo już w momencie, gdy zaczynaliśmy wspólną działalność Jesteśmy dobrze dobrani, mamy różne charaktery, ale się uzupełniamy. Przetrwaliśmy szczęśliwie nawet te trudne czasy, gdy w natłoku pracy spędzaliśmy ze sobą więcej czasu niż z żonami.

Firma powstała w garażu, reklamą były ogłoszenia na słupach... Skąd w takim razie mieli Panowie środki na rozwój działalności?

fot: Lange Łukaszuk sp.j./materiay prasowefot: Lange Łukaszuk sp.j./materiay prasowe[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/firma;lange;lukaszuk;i;jej;wlasciciele,galeria,4570,0.html)B. Ł.: Jesteśmy typowymi self-made manami. Pierwszą wiertarkę potrzebną do instalacji alarmu kupiliśmy za zaliczkę od pierwszego klienta. To był nasz kapitał. Potem zgłaszali się kolejni i firma zaczęła się rozwijać. W gruncie rzeczy nie mieliśmy problemów z pozyskiwaniem klientów, bo od początku staraliśmy się być solidni. W latach 90. z firmy usługowej przekształciliśmy się w firmę handlową - sprzedawaliśmy to, czego w Polsce nikt nie znał, np. pistolety do klejów w sztyftach albo opalarki do
remontowania ścian i mebli. A potem powstał Termolan, bo w pewnym momencie zauważyliśmy, że rynek klejów termotopliwych dla przemysłu to osobna działka.

S.L.: Ale łatwo nie było: nie mieliśmy pojęcia, jak się handluje, wtedy nikt tego nie wiedział. Nie było żadnych doświadczeń, żadnych szkół, a my byliśmy inżynierami: jeden budowlaniec, a drugi elektronik. Uczyliśmy się na własnych błędach.

Firma Lange Łukaszuk jest wyłącznym przedstawicielem kilku zagranicznych producentów w Polsce. Jak udało się Panom pozyskać te kontakty?

*B.Ł.: *Pierwszy był Steinel, niemiecki producent narzędzi i oświetleń z czujnikami ruchu. Przypadkiem trafiliśmy na ich ogłoszenie w niemieckim magazynie dla majsterkowiczów. Poszliśmy na pocztę i wysłaliśmy do nich list (bo maili nie było), że jesteśmy zainteresowani współpracą, a oni przysłali nam próbki swoich produktów. Potem, gdy w 89 roku uwolniono handel, w Steinelu zorientowali się, że Europa Wschodnia to niezagospodarowany, wielki rynek zbytu. Odszukali korespondencję z nami sprzed kilku lat. Zaczęliśmy się odwiedzać, a oni zasugerowali, żebyśmy nie otwierali własnej produkcji, tylko sprzedawali ich wyroby.

S.L.: Polacy lat 90. potrzebowali głównie narzędzi, których na rynku przecież nie było. Znali tylko wiertarki, młotki albo szczypce. Wszystko inne było egzotyczne - gdy przywoziliśmy towar do sklepów, to musieliśmy tłumaczyć, co to jest. Trafiliśmy na dobry moment, bo cały kraj remontował postkomunistyczne starocie.

*Często mówi się, że pieniądze niszczą przyjaźń. Jak ta bliska relacja między Panami wpływa na prowadzenie biznesu? *

B.Ł.: Zawsze udawało nam się znajdować wspólny język. Nigdy nie było bardzo poważnych sporów, a przecież często mamy różne opinie. To jest właśnie kolosalna przewaga naszej spółki, że umiemy spojrzeć na problem z różnych stron. Przez lata wypracowaliśmy taki styl działania, że w każdej sprawie musimy osiągnąć konsensus. Spółka działa tak, że żaden z nas nie ma decydującego głosu, za każdym razem nasze poglądy mieszają się i ucierają, dopóki nie powstanie wspólna decyzja.

S.L.: Czasem dochodziło nawet do tego, że kiedy ja mówiłem _ białe _, a Bogdan _ czarne _, to po chwili każdy z nas dochodził do wniosku, że to jednak nie on, tylko partner ma rację. Zaczynaliśmy przekonywać siebie nawzajem do tego, czemu przed chwilą byliśmy przeciwni! _ (śmiech) _

I naprawdę nigdy nie było sytuacji na ostrzu noża?

B. Ł.: Na szczęście nie. Ale zauważyliśmy pewną regułę. Spółki o takim rodowodzie, jak nasza, zaczynają się rozsypywać najczęściej w dwóch momentach: wtedy, kiedy nie ma pieniędzy i zaczynają się wzajemne oskarżenia oraz wtedy, kiedy firma osiąga sukces. Każdy z partnerów zaczyna myśleć, że to jednak on włożył w ten sukces więcej wysiłku, więc jemu należy się więcej. Wiemy to z doświadczenia - wiele spółek naszych kolegów rozsypało się właśnie w tych sytuacjach. Między nami do dziś jest tak samo, jak na początku. Żeby cokolwiek zrobić, musimy zrobić to razem.

Nie są Panowie sobą zmęczeni?

S.L.: Faktem jest, że teraz spędzamy razem dużo mniej czasu niż kiedyś. Ale to też wynika ze wspólnie przyjętego stylu działania. Zawsze byliśmy otwarci na delegowanie kompetencji w dół. Nigdy nie uważaliśmy się za alfy i omegi i całe szczęście, bo inaczej dalej montowalibyśmy alarmy. Nie mamy złudzeń, że młodsi są lepsi od nas, potrafimy to przed sobą przyznać.

B.Ł.: To też jest pułapka, w którą wpadają takie firmy, jak nasza. Kiedy biznes się rozrasta, to w pewnym momencie trzeba wypuścić sznurki z ręki. Nie można wszystkiego kontrolować samemu, a jest to wielka pokusa. W końcu każdy założyciel chciałby niepodzielnie panować nad tym, do czego sam doszedł. My też mieliśmy taki moment, ale udało się go przezwyciężyć. Część obowiązków przenieśliśmy na młodszych od nas i teraz nasza rola w firmie jest już zupełnie inna niż kiedyś.

fot: Lange Łukaszuk sp.j./materiały prasowefot: Lange Łukaszuk sp.j./materiały prasowe[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/firma;lange;lukaszuk;i;jej;wlasciciele,galeria,4570,0.html)S.L.: Przez lata stworzyliśmy sobie zaufany management. Dzięki temu spokojnie możemy wyjechać na parę miesięcy i wiemy, że w firmie nic się nie stanie. W naszym zespole są osoby, które pracują z nami od początku. Staraliśmy się, żeby ludzie mieli przed sobą długofalową perspektywę, zapewnialiśmy im możliwość rozwoju. Niektórych kiedyś przyjęliśmy do pracy fizycznej, a teraz są informatykami albo managerami, bo w międzyczasie szli na studia i dokształcali się.

Jakie Panowie mają plany na przyszłość?

S.L.: Nasza firma rośnie od 20 lat w tempie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent rocznie, ma duże możliwości i dobre perspektywy. Mamy za sobą historię długiego, stabilnego rozwoju i uważamy, że jesteśmy znakomitym produktem na giełdę. Dlatego też jesteśmy bliscy decyzji o tym, żeby zmienić formę prawną spółki. Teraz jesteśmy spółką jawną.

B.Ł.: Dyskutujemy też, w jakiej formie wejść na rynek publiczny, bo mamy spory pakiet firm: Lange Łukaszuk, Termolan, Termolan Czechy i Megatec Ukraina - odpowiednik firmy Lange Łukaszuk na Ukrainie. Mamy pewne plany inwestycyjne, których na razie nie będziemy zdradzać i chcemy pozyskać inwestorów. Poza tym uważamy, że branża narzędziowa jest słabo reprezentowana na giełdzie. Inwestorzy nie mają możliwości inwestowania w nią, a my z kolei nie jesteśmy firmą, która wzięła się z dnia na dzień - i to jest nasza siła.

Znajdują Panowie czas na pasje niezwiązane z pracą?

*B.Ł.: *Oczywiście, liczą się tylko pasje! (_ śmiech _)

S. L.: *Lubię sport, jeżdżę na rowerze, snowboardzie i na nartach biegowych. *Ze wspólnikiem zawsze mieliśmy duży **sentyment do gór, w młodości często jeździliśmy na wycieczki szkolne w Karkonosze. Często bywam też w zagranicznych kurortach, a że jestem budowlańcem, to z zainteresowaniem obserwuję, jak tam wygląda projektowanie przestrzeni. Boli mnie, że w Polsce mało kto się tym przejmuje. Nikt się nie zastanawia, jak to wszystko będzie wyglądać za 20 lat. Dlatego angażuję się społecznie, działam w Stowarzyszeniu Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudetów.

B.Ł.: Gram w tenisa, jeżdżę na rowerze, nurkuję i pilotuję samolot. Umieliśmy tak sobie tę firmę ułożyć, że dzisiaj nie jesteśmy już niezbędni. Możemy myśleć o sobie, o tym, co nas pasjonuje i angażuje. Po 25 latach wytężonej pracy mamy na to zarówno czas, jak i pieniądze i chętnie z tego korzystamy.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/23/t116759.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/kartki;swiateczne;nie;musza;byc;lukrowana;tandeta,150,0,713366.html) Kartki świąteczne nie muszą być lukrowaną tandetą Pocztówki wrocławskiego wydawnictwa Ilustris można kupić na całym świecie.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/119/t116343.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polska;to;wielkie;wysypisko;smieci;mozna;na;nim;zarobic,55,0,710711.html) Polska to wielkie wysypisko śmieci. Można na nim zarobić Gospodarka odpadami przemysłowymi to w naszym kraju niszowy, ale dochodowy biznes.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/136/t115848.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/modelka;kosztuje;od;1500;do;10;tysiecy;zlotych,83,0,707411.html) Modelka kosztuje od 1500 do 10 tysięcy złotych Tyle trzeba zainwestować, żeby wypromować początkującą w branży dziewczynę.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, Lange Łukaszuk, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, manager, najważniejsze, wywiady, marketing i zarządzanie, gospodarka, lange łukaszuk
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz