Notowania

Kompromitacja na Euro? Robert Korzeniowski: Bawią mnie dziennikarze ze stoperem w ręku

- Trzeba do tego podejść racjonalnie - mówi były sportowiec, który doradza UEFA.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Reporter)

- _ Spotkajmy się 7 czerwca, zobaczmy, co jest gotowe, a podsumowania róbmy 2 lipca _ - mówi Robert Korzeniowski, były lekkoatleta, czterokrotny złoty medalista olimpijski w chodzie sportowym. Korzeniowski, który wspiera wizerunkowo UEFA, uważa, że Mistrzostwa Europy będą sukcesem, a polskich piłkarzy nie trzeba się wstydzić. W rozmowie z Manager.Money.pl tłumaczy, skąd bierze się pęd sportowców do biznesu i zdradza, ile dostaje miesięcznie od państwa.

* Robert Korzeniowski jest doradcą UEFA ds. PR i Marketingu Corporate Hospitality. Promuje program "Club Prestige", skierowany do kibiców piłki nożnej ze świata biznesu. Korzystający z pakietów przedsiębiorcy mają możliwość oglądania meczów w kameralnej atmosferze i z najlepszych miejsc na stadionach. Na uczestników programu czeka też indywidualna obsługa i oprawa artystyczna. Money.pl: Stadiony na Euro są gotowe, ale z autostradami do mistrzostw nie zdążymy. Rozgrywki starują 8 czerwca, a wrocławski dworzec, według ostatnich doniesień, będzie gotowy dopiero w lipcu. Złośliwi mówią, że 2013 roku. Nie boi się Pan katastrofy komunikacyjnej i kompromitacji przed wymagającymi klientami, których zachęca Pan do kupna pakietów korporacyjnych kosztujących po kilkadziesiąt tysięcy euro?*

Robert Korzeniowski: Gdybym miał najmniejsze wątpliwości, nie byłoby mnie tutaj. Jestem doradcą UEFA ds. PR i marketingu Corporate Hospitality, zgodziłem się doradzać i firmować ten projekt swoim nazwiskiem, bo jest w pełni przekonany o powodzeniu przedsięwzięcia. A skąd się to przekonanie bierze? Z moich doświadczeń sportowych, zarówno w roli zawodnika, jak i redaktora naczelnego TVP Sport, kiedy to miałem do czynienia z wielkimi wydarzeniami sportowymi z Igrzyskami Olimpijskimi i Mundialem FIFA włącznie.

Jako Polacy chcielibyśmy niejednokrotnie odgrywać role prymusów, a do wszelkich procesów związanych z przygotowaniem dużej imprezy trzeba podejść po prostu racjonalnie. Bardzo mnie bawiło, kiedy w ubiegłym roku dziennikarze ze stoperem w ręku mierzyli czas jazdy pociągów albo kazali ochotnikom pytać o drogę do stadionu. Większość z tych stadionów nie była jeszcze wtedy oddana do użytku. Spotkajmy się 7 czerwca, zobaczmy, co jest gotowe, a podsumowania róbmy 2 lipca.

A czy jako byłemu lekkoatlecie, chodziarzowi, nie jest Panu żal, że inwestujemy tyle pieniędzy, czasu i emocji w dyscyplinę, w której - powiedzmy sobie szczerze - nie odnosimy żadnych sukcesów? Tymczasem sporty, w których Polacy znajdują się w światowej czołówce, sięgają po medale, nie są tak hojnie dotowane przez państwo.

Dorastałem w nimbie sukcesów polskiej piłki nożnej. Urodziłem się w 1968 roku i sukcesy drużyny Górskiego, potknięcia Gmocha, triumfy Piechniczka przeżywałem na co dzień. Dla mnie Lubański, Boniek to były wielkie gwiazdy. I dziś nadal mamy swoich reprezentantów w światowych ligach europejskich, że przypomnę tylko finał Ligii Mistrzów z Dudkiem w bramce, którego kontynuatorem wydaje się być Wojtek Szczęsny w Arsenalu, nasz reprezentacyjny pewniak. Dlatego nie mogę się z Panią zgodzić, że nie osiągamy żadnych piłkarskich sukcesów.

Poza tym popatrzymy na to realnie. Piłka nożna to wiodąca dyscyplina sportowa na świecie, mnóstwo ludzi uprawia ją amatorsko, generuje największe zainteresowanie kibiców, a co za tym idzie - mediów.

Polska może się też pochwalić światowej klasy zawodniczką w tenisie ziemnym - dyscyplinie, której nie można odmówić ani medialności, ani światowego zasięgu. Mimo to rodzinne miasto Agnieszki Radwańskiej nadal nie doczekało się porządnych kortów, bo jej ojciec, który chce je zafundować, nie może dojść do porozumienia z władzami Krakowa odnośnie lokalizacji inwestycji.

Trudno mi komentować negocjacje pomiędzy panem Radwańskim a urzędem miasta. Natomiast należy wyraźnie odróżnić sporty prestiżowe od sportów o zasięgu masowym. Do tych pierwszych zaliczam tenis, golf, Formułę 1. Ale nie są to dyscypliny, które generują masową widownię na całym świecie, w przeciwieństwie do piłki nożnej, koszykówki czy, w niektórych krajach, futbolu.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/24/m208152.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/krzysztof;holowczyc;idzie;w;biznes;supercar;club;tylko;dla;wybranych,221,0,1048541.html) *Hołowczyc idzie w biznes. Bardzo nietypowy * To pierwsza taka firma w Polsce. Wielu Polaków gra w tenisa, ale zaplanowanie transmisji tenisowych w otwartym kanale jakiejkolwiek telewizji, publicznej lub nie, to zadanie karkołomne. Mecz może się skończyć po godzinie z minutami, jak również trwać równie dobrze kilka godzin, bądź zostać przerwanym deszczem. Tymczasem piłka nożna to dyscyplina tak świetnie sformatowana, że życzyłbym sobie tego samego w lekkoatletyce. Piłka nożna to też dyscyplina prosta w odbiorze, w której spotyka się 22 gentelmanów, wiadomo, gdzie są bramki i ile trwa mecz. I nie mam żadnego żalu, wręcz cieszę się, że jako były lekkoatleta mam szansę
pracować dla biznesu sportowego, który porywa miliony.

*A czym będzie się Pan zajmował, kiedy kontrakt z UEFA wygaśnie? *

Mam pewne plany, rozważam kilka wariantów, wszystkie związane ze sportem. Na pewno nadal będę zajmował się marketingiem sportowym i doradztwem biznesowym.

Będzie Pan też doradzał sportowcom, którzy kończą karierę i muszą odnaleźć się na nowo na rynku pracy.

Program zapewne zostanie wdrożony dopiero przy okazji Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Jestem ekspertem grupy, która została powołana specjalnie do tego celu przez Komisję Europejską. Przyszłość zawodowa sportowców to bardzo fascynująca i społecznie ważna materia. Jesteśmy specjalistami od tracenia talentów. Wyciskamy sportowców jak cytryny, a potem epatujemy tym, kto skończył karierę w barze.

Wielu emerytowanych sportowców otwiera własne firmy, albo, podobnie jak Pan, doradza. Skąd ten pęd sportowców do biznesu? Tutaj nie wystarczy przecież znane nazwisko, a nie każdy jest Wojciechem Fibakiem.

Gdzieś trzeba zarabiać pieniądze, a żaden etat na byłych sportowców nie czeka.

Nie czeka też na osoby dopiero wchodzące na rynek pracy, albo kobiety po urlopie wychowawczym. A przecież emerytowani sportowcy to w większości młodzi ludzie.

Niestety często nieprzystosowani do życia po karierze sportowej. Na świecie sportowcy mają wieloletnie kontrakty z firmami, które najpierw ich sponsorują i do których przychodzą potem na etat. W Polsce nie ma programu, który pozwoliłby 32, 35-letniemu zawodnikowi wejść na rynek pracy, dlatego wielu z nich z braku innych możliwości wybiera własny biznes. A, powiedzmy sobie szczerze, tylko nieliczni sportowcy są w stanie poradzić sobie na rynku. I nie mówię tu o wielkich interesach, tylko o zarobieniu na utrzymanie.

Pan jednak doskonale odnalazł się w świecie biznesu i korporacji. To była starannie zaplanowana strategia? Stawał Pan na trasie wyścigu i zastanawiał się, co będzie robił na sportowej emeryturze?

Nie do końca. Wiedziałem tylko, że będę chciał zostać w biznesie sportowym. Ale życie składa się ze zbiegów okoliczności, które można uznać za sprzyjające, lub pominąć. 2 tygodnie po zdobyciu przeze mnie czwartego tytułu mistrza olimpijskiego dostałem zaproszenie do pracy w telewizji. Wielu uważało, że oszalałem przyjmując tę ofertę. Dziś jestem zdania, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Przeszedłem bardzo twardą szkołę korporacyjną, zrealizowałem się na nowym, niesportowym polu, stworzyłem coś, co nadal żyje pomimo mojej rezygnacji. Praca w TVP bardzo mnie ukierunkowała, dzięki niej jestem lepszym, bardziej dojrzałym managerem. Skok na głęboką wodę to coś, co rekomendowałbym każdemu sportowcowi z sukcesami na koncie. Nie ma co liczyć, że przez resztę życia będzie się odcinało kupony, że dostaniemy coś za darmo. Kończąc karierę wiele osób musi się też nauczyć, że nie wszyscy będą ich lubić. Jesteśmy przyzwyczajeni do uwielbienia na podium, ale potem przychodzi normalna praca i normalne życie.

*Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/251/m204283.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/oknoplast;sponsoruje;inter;mediolan;po;co,201,0,1027273.html) *Po co Polacy sponsorują Inter Mediolan? * Przeczytaj wywiad z Mikołajem Plackiem, prezesem firmy. Pan jednak był w nieco lepszej sytuacji niż inni sportowcy. Choćby dlatego, że jako wielokrotny mistrz olimpijski ma Pan zagwarantowaną dożywotnią wypłatę świadczeń. *

Dostaję od państwa 2 tysiące 400 złotych miesięcznie.

To niezbyt imponująca kwota jak na cztery złote medale, ale z drugiej strony prawie średnia krajowa. A co mają zrobić sportowcy bez większych osiągnięć na koncie i bez znanego nazwiska?

Nimi właśnie należy się zająć. I to nie w momencie, kiedy kończą karierę sportową, tylko odpowiednio wcześniej. Kiedy się powie _ koniec _, trzeba zacząć coś nowego. A koniec nie zawsze pojawia się, kiedy tego chcemy. Zdarzają się kontuzje, wykluczenia za doping. I chociaż jestem ogromnym przeciwnikiem dopingu, taki człowiek nie powinien być pozostawiony samemu sobie, bo mamy tu do czynienia z prawdziwymi ludźmi i prawdziwymi dramatami.

A co by Pan poradził sportowcom dopiero wkraczającym w świat show biznesu? Warto przyjmować zaproszenia do _ Tańca z gwiazdami _?

Doradzam rozsądek. Nie każdy może być etatowym urzędnikiem, nie każdy jest stworzony do pokazywania się w mediach z dowolnej strony i nie każdy ma predyspozycje do prowadzenia własnego biznesu.

Skąd w Panu ta umiejętność? Obycie z kamerą to efekt 5 lat pracy w TVP, ale niewątpliwie potrafi Pan się komunikować z mediami.

Chociaż nie mam głosu, już w wieku 3 lat występowałem na festiwalu piosenki dziecięcej. Chodziłem na wszystkie szkolne akademie, a w liceum wybrałem klasę o profilu humanistycznym. I niech to będzie odpowiedzią. Pewne cechy trzeba w sobie mieć, pytanie tylko, czy chce się je rozwijać. Zamiłowanie do języka polskiego czy historii nie musi zostać zredukowane do minimum tylko dlatego, że wybrało się karierę sportowca.

Czytaj więcej wywiadów z przedsiębiorcami w Money.pl
Przekonał Małysza, by włożył jego bieliznę _ - Mamy tyle pracy, że naszym wrogiem jest czas, nie kryzys- _ mówi Igor Klaja, prezes firmy OTCF.
Dobry rower za kilkaset złotych? Niemożliwe Taki sprzęt nie będzie spełniał podstawowych warunków technicznych - mówią Maciej Lepieszkiewicz i Zbigniew Rodziewicz.
Zdziwisz się, jak król fitness zarabia w Polsce James Balfour w maju 2008 zdobył Mount Everest. W tym samym roku otworzył też pierwszą siłownię pod marką Pure w Polsce.
Tagi: euro 2012 w polsce, euro 2012, ludzie, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz