Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Był już politykiem, pisarzem, wydawcą, aktorem i detektywem. Teraz węszy niezłe zyski w produkcji i imporcie ubranek dla dzieci oraz ... paintballu. O tym, na którym *z tych biznesów zarobić można najwięcej opowiada dziennikarce Money.pl.*

Dzwonię do biura Rutkowskiego. Sekretarka z tonem oczywistości dyktuje mi numer komórkowy detektywa. Łatwo przyszło - myślę. Wybieram podane cyfry, przedstawiam siebie, propozycję i cel spotkania. Rutkowski, sprawiający wrażenie roztargnionego, zgadza się od razu i proponuje miejsce spotkania, którego nie pozwala mi nikomu zdradzać.

Dojeżdżam do Łodzi i dzwonię w celu potwierdzenia tegoż tajemniczego miejsca. Detetyw zdaje się mnie nie pamiętać, jest całkowicie zaskoczony. Przekładamy spotkanie na inną godzinę i umawiamy się w jego biurze.

Ukryte w jednym z wąskich podwórek przy reprezentacyjnej Piotrkowskiej biuro prezentuje się kiepsko. Żadnego splendoru. To niepodobne do ulubieńca mediów, Rutkowskiego - myślę. Drzwi otwiera mi przesympatyczna pani, która zauważając zapewne moje zdziwienie ascetycznym wystrojem wnętrza, niemal natychmiast tłumaczy, że już wkrótce przeprowadzka do nowoczesnej siedziby.

Wówczas też dowiaduję się, że na rozmówcę będę zmuszona poczekać kolejne 2 godziny. Nad biurkami, a więc i pracą biura detektywistycznego króluje dumnie orzeł biały. Z kuchni „żołnierze Rutkowskiego" telefonicznie nadzorują jakąś nieszczególnie sensacyjną akcję, krzyczą, przeklinają, dyskutują. Sekretarka układa pasjansa na komputerze.

Dzwoni domofon. Wchodzą dwaj panowie. Jeden z nich pod pachą ściska sporą teczkę wypchaną dokumentami. Byli umówieni. Podobnie jak ja, zmuszeni są jednak czekać. Jeden z nich sięga po telefon i dzwoni do detektywa. Uprzejmie, acz dość zdecydowanie deklaruje, że nie będzie czekał na niego dłużej niż 2 godziny. Rutkowski odpowiada mu, że gdyby nie udało mu się zdążyć w wyznaczonym terminie, przyjedzie do Poznania, do domu klienta jeszcze dzisiaj.

Jaki szlachetny - za moje pieniądze! - mówi klient wyłączając telefon. Po chwili dowiaduję się, że temu człowiekowi porwano córkę i wnuków, a teczka zawiera wszystkie dokumenty związane z tą sprawą. Są też zdjęcia zaginionych. Trudno powstrzymać drżenie rąk. Mężczyzna - dotąd szczęśliwy ojciec i dziadek, wyznaje mi, że od momentu rozpoczęcia sprawy, detektyw Rutkowski nie pomógł mu w niczym. Kazał zapłacić sobie z góry. Ile? - pytam. Nie powiem Pani, ale - proszę mi wierzyć - tu obowiązują kosmiczne stawki. A klienci Rutkowskiego zapłacą wiele za nadzieję. Idą va banque.

Do biura wpada jeden z żołnierzy i prosi mężczyzn do samochodu. Zawiezie ich na miejsce spotkania. Konfrontacja nie trwała długo. Po 15 minutach do biura szybkim krokiem wchodzi detektyw. Witamy się i natychmiast rozpoczynamy wywiad. - Bez wstępów, proszę. Jedziemy - wydaje mi pierwszy rozkaz .

*Katarzyna Ogórek, Money.pl: Uderzyła Panu sława do głowy? *

Krzysztof Rutkowski: Nie, ale tak się wszystko układa, że człowiek czasami czegoś nie chce, a jest. Chodzę po ziemi, choć może zbyt szeroko idę w tej chwili. Nie wiem, czy to jest dobre. Swobodny styl poruszania się może faktycznie w jakiś sposób drażnić. W ostatnim czasie media zwracają szczególną uwagę na Rutkowskiego. Moim kosztem podbijają sobie popularność. Po prostu lubię swoją pracę, bo lubię ryzyko.Wkalkulowałem w moje życie to, że mogą mnie odstrzelić na ulicy. Spodziewam się śmierci.

Money.pl: Spisał Pan testament?

*K. R.: *Jasne.

Money.pl: Kiedy?

*K. R.: *Pierwszy? (śmieje się) spisałem dawno temu dlatego, żeby uniknąć pewnych konfliktów. Takie ryzyko jest wpisane w ten zawód. W życiu prywatnym też są różne propozycje, jak na przykład wyścig, który zaproponował poseł Misztal, za pośrednictwem Super Expressu. Nie mówię nie.

Money.pl: Gdzie będzie wyścig?

*K. R.: *Poseł zaproponował autostradę w okolicy Łodzi. Powiedziałem ok., zobaczymy, kto będzie szybszy. W tej chwili to już od maszyn zależy. Pan poseł wyjedzie dyliżansem - Maybachem. Jak to zobaczyłem, to się uśmiałem. Wielkie na małych kółkach.

Ja jeżdżę samochodami bawarskiej produkcji. Na tę okoliczność będzie zakupiony nowy egzemplarz BMW serii 6. Zastanawiam się właśnie, czy nie zrobić tak, żeby wystartować, przed metą zatrzymać się i przepuścić z honorem kolegę posła. Tak, żeby pokazać mu, jak się śmiga dobrą maszyną.

Money.pl: Jeździ Pan samochodem za 550 tysięcy złotych i planuje zakup na potrzeby wyścigu jeszcze jednego BMW. Ile Pan zarabia miesięcznie?

*K. R.: *Jest to ciężka, ale opłacalna praca. Muszą być jakieś z tego pieniądze. Prowadzę biuro detektywistyczne i biuro doradcze.

Money.pl: Jakie były zyski w minionym roku?

*K. R.: *Około miliona złotych.

Money.pl: Odczuwa Pan konkurencję na rynku?

*K. R.: *Ja mam monopol. Konkurencji nie odczuwam.

*Money.pl: Ile osób Pan zatrudnia? *

*K. R.: *Pracuje u mnie około 20 osób na umowę o pracę. Średnia pensja wynosi 2500 netto.

*Money.pl: Ile jest zleceń w miesiącu? K. R.: *Około 30.
* Money.pl: Jak wygląda rozliczenie ze zleceniodawcą? Wymagana jest zaliczka? *

*K. R.: *Wysokość stawki jest za każdym razem ustalana ze zleceniodawcą przed rozpoczęciem działania. A reszta zależy od sytuacji. Od skutku i przebiegu sprawy. Czasami zleceniodawcy dają nam premię, a często pracujemy za darmo.

Money.pl: Jakich zleceń Pan nie przyjmuje?

*K. R.: *Spraw beznadziejnych. Ktoś zaginął cztery lata temu i ślad po nim zaginął. Nie interesuje mnie to. Skreślamy go. Nie przyjmujemy również zleceń, które nie były zgłoszone na policję.

Money.pl: Co wtedy mówi Pan takim ludziom, którzy właśnie u Pana szukają pomocy?

K. R.: *Nie interesuje mnie to. Sorry. Ja nic nie muszę. Oczywiście, czasami ludzie mają do mnie pretensje. Dlaczego Pan tego nie chce? - pytają. Nie liczę tylko na zysk, ale patrzę na skutek.
*
Money.pl: Jaka jest skuteczność Pańskich działań?

*K. R.: *Ok. 90%.

Money.pl: Jakie zlecenia wykonuje Pan najczęściej?

*K. R.: *Porwania dla okupu, lokalizacja miejsca pobytu zaginionych dzieci, windykacja, negocjacje.

Ludzie dzwonią w różnych sprawach. W sprawie skradzionego psa, czy kota.
* Money.pl: I co wtedy?*

*K. R.: *W jednym przypadku pomogłem. Kiedy zginął samochód razem z psem i kobiecie - paradoksalnie - nie zależało na samochodzie, ale na tym psie. Spowodowałem, że oddali sami.

Money.pl: Psa czy samochód?

*K. R.: *Psa. Przynieśli go w umówione miejsce. Zadzwoniłem, nagrałem wiadomość w poczcie głosowej. Przedstawiłem się, zostawiłem swój numer telefonu i powiedziałem, że samochód będzie ścigany przeze mnie, jeśli pies nie wróci do właścicielki. Auto jest ubezpieczone, więc wówczas skończę zlecenie i nic mnie więcej nie będzie interesować. Akcja udała się po jednym telefonie.

Money.pl: Ile kosztowała taka interwencja?

*K. R.: *Nic. Mam teraz dobre wejście na labradory (śmieje się).

Są jeszcze dziwniejsze zlecenia, różnego rodzaju. Są sprawy, które dotyczą dramatów ludzkich. Praktycznie każda nasza interwencja kończy się zatrzymaniem osób. Policja jest o to wielokrotnie...

Money.pl: ...zazdrosna?

*K. R.: *Tak i nie jest to miłe. Robi się trudna atmosfera.

Money.pl: A czy w swojej pracy rozwiązuje Pan niejasności pomiędzy małżonkami?

*K. R.: *Ja nie, ale moi ludzie - tak. Klient płaci, klient ma. Śledzimy na zlecenie zazdrosnych partnerów.

Money.pl: A podejmuje się Pan spraw związanych z przestępstwami internetowej?

*K. R.: *Trzeba mieć absolutnie dobrą technologię. We Wrocławiu mamy zewnętrzną firmę, która nam odzyskuje dane.

Money.pl: Korzystał Pan z pomocy wróżki?

*K. R.: *Nie, nigdy. Mamy swoich informatorów. Dajemy ogłoszenia. Sami ludzie wiedzą, że my szukamy. Można zresztą na tym nieźle zarobić.

Money.pl: Jak układa się współpraca prywatnego detektywa z policją?

*K. R.: *Bardzo różnie. Kraków - rewelacja. Olsztyn, Gdańsk - bardzo dobrze. Śląsk - absolutna katastrofa. We Wrocławiu nawet mnie drogówka zatrzymała - też fajna sprawa - z podejrzeniem, że jestem pijany.

*Money.pl: Policja ma obowiązek wspierać Pana w jakiś sposób? K. R.: *Nie ma prawa przeszkadzać. Ja im pomagam. Ale jeżeli mamy informacje i doprowadzamy do zatrzymania bandyty, policja musi współpracować.

Policja nie żąda od nas żadnych wpłat, zaliczek, ani łapówek. Nie ma żadnej stawki za informacje. Dzwonię i mówię, że jestem na ich terenie i załatwiam taką robotę. Jeśli potrzeba - na przykład - dwóch radiowozów, zgłaszam to. Krótko. To jest bardzo eleganckie. I później my dostajemy od policji podziękowania i my wysyłamy do niej podziękowania.

Money.pl: Co do mijania się z prawem, wspomnę akcję w Czechach...

K. R.: *Nie, to było legalne. Współpracowaliśmy z policją. Klient nie był poszukiwany w Czechach, czyli mógł ze mną swobodnie wsiąść do auta. Towarzyszyły nam dwa radiowozy. Okazałem paszport dyplomatyczny, bo innego nie miałem. Zaprosiłem Pana do przejażdżki 300 metrów do granicy. Ja go nie zabierałem siłą. Powiedziałem mu - zapraszam Pana. Za zniszczenie drzwi w hotelu zapłaciłem. Nagle zrobił się z tego skandal międzynarodowy. Zrobiliśmy to w piętnaście minut, a nie w 55 dni i . No, sorry. Zaoszczędziliśmy wielu urzędnikom kupę pracy.
*
Money.pl: Zostawmy to, skoro jest to dla Pana trudny temat.

*K. R.: *Nie, to jest proste.

Money.pl: Więc skąd szum wokół tej sprawy?

*K. R.: *Paszport dyplomatyczny (uśmiecha się).

*Money.pl: Dlaczego użył Pan go bezprawnie? Dla dobra sprawy, a więc i Pana zysku, można łamać prawo? K. R.: *Paszport został oddany. Nie miałem wtedy innego dokumentu. Wynik się liczy, strzał w dziesiątkę, zatrzymany bandyta.

Money.pl: Ile osób Pan zatrzymał?

*K. R.: *Setki. Bardzo dużo.

Money.pl: Czy w gangsterze, którego Pan zakuwa w kajdanki widzi Pan człowieka?

*K. R.: *Nie biję ludzi. Nie biję kogoś, kto daje mi sukces. To on właśnie daje nam sukces, sławę, reklamę dla firmy i pieniądze. My mamy go bić? Złapię, szarpnę, każę skuć, ale się jego nie dotykam.

Money.pl: Ale nie ma Pan czasem ochoty uderzyć kogoś, kto porwał dzieci, albo kogoś zamordował?

*K. R.: *Trzeba się hamować, bo inaczej poskarżą mnie do prokuratury. Poza tym ja nie chcę dotykać się do gówna, bo śmierdzi.

Przerywamy rozmowę na rozkaz detektywa. Tłumaczy, że musi przeprowadzić krótką rekrutację pracowników do nowej firmy.

Jest piątek, godzina 20.30. Mam zostać w biurze i przyglądać się kolejnym rozmowom. Wszyscy kandydaci onieśmieleni perspektywą współpracy z polskim Mc Gaywerem w każdym zdaniu przemycają uznanie wobec niekwestionowalnych zasług prywatnego wymiaru sprawiedliwości. Główny bohater spektaklu uśmiecha się dumnie i lekceważąco.

Powracamy do rozmowy, którą jeszcze kilkakrotnie zakłóci nieustannie dzwoniący telefon. Zdesperowany człowiek dzwoni z prośbą o pomoc. Nie zgłosił jednak swojej sprawy na policję, a takich zleceń Rutkowski nie przyjmuje. Odmawia więc grzecznie instruując natrętnego desperata co do dalszego postępowania.

Money.pl: Nie czuli się skrępowani ci kandydaci?

*K. R.: *To ma krępować. W skrępowaniu widać od razu merytoryczne podstawy w przygotowaniu. Patrząc na tych ludzi jedna dziewczyna była najbardziej sensowna. Uśmiechnięta, konkretna i widać u niej pasję, a to jest najważniejsze.
* Money.pl: A co ma Pan wspólnego z branżą odzieżową? *

K. R.: * Przygotowujemy kolekcję ubrań dla dzieci pod marką _ Rutkowski _. Poza tym miałem.. narzeczoną, która skończyła ASP, ale to już jest nieaktualne. To już są sprawy prywatne, zostawmy to. Ubrania były pomysłem narzeczonej. Ale zrealizuję ten pomysł bez względu na to, z kim będę. *

Money.pl: Prowadzi Pan jeszcze inny biznes? K. R.: *Mamy działkę pod Łodzią - 108 hektarów. Fantastyczne warunki do paintballa. 10 sztuk wyposażenia już zamówiliśmy. Kolejny, niezły biznes. I nazwisko, które może przyciągnąć. *

Money.pl: Ale ma Pan też inne źródła dochodów? Nie sposób pominąć działalności wydawniczej. Miesięcznie z taśmy drukarskiej schodzi 250 000 egzemplarzy pisma markowanego Pana nazwiskiem.

*K. R.: *Myślałem, ze będzie gorzej. Miesięcznie zarabiam na tym na czysto12 tysięcy złotych. Nie jest źle, jak na dodatek. Mam 40% udziału w zysku. To jest bardzo dużo.

Money.pl: A sprzedaż militariów?

K. R.: *W zasadzie to my je tylko reklamujemy, to jest kurtuazyjna pomoc. Sami tego nie sprzedajemy.
*
Money.pl: Przewiduje Pan kosztowne inwestycje w tym roku?

*K. R.: *Nasza działalność to ciągłe inwestycje. W nowe samochody, sprzęt, telefony, paliwo. Każdy miesiąc przynosi nam w sumie około 30 000 złotychW biblioteczce podręcznej znajdują się ulubione lektury detektywa: Kodeks drogowy, Kodeks przedsiębiorcy i podręcznik „O marce”. kosztów. W tej chwili jest budowany dom, w którym będę mieszkał, a jego część będzie miała przeznaczenie firmowe.

Money.pl: Jest też nowe biuro. Finansuje Pan firmę z innych środków? Jakieś kredyty?

*K. R.: *Nie. Żadnych kredytów. Nic. (śmieje się) Nie korzystałem nigdy z żadnych dotacji. Ja sobie nie mogę pozwolić na kredyty, bo gdyby mi się coś stało, to wszystko zabiera bank. Kredytujemy tylko samochody. Robiłem głupio kiedyś, bo kupowałem samochody za gotówkę. Płaciłem sto tysięcy euro, a po dwóch latach traciłem 40 tysięcy. A tak się fajnie spłaca, potem się dopłaca i ma się praktycznie samochód, a odchodzi to wszystko od podatku.

Mamy coś jeszcze?

Money.pl: Przejdźmy do polityki. Nie angażuje się Pan już w życie polityczne? Zbyt kosztowne hobby?

*K. R.: *Pomału z tego wychodzę. To, co się teraz dzieje jest bardziej żenujące, śmieszne, walka o władzę, pomijając interes wyborców.

Money.pl: Ile kosztuje miejsce na liście wyborczej Samoobrony?

*K. R.: *Ja nie płaciłem nic.

Money.pl: Ale ja pytam, ile kosztuje. K. R.: *Kosztowało 12 000 złotych. Teraz na pewno są zupełnie inne stawki. Money.pl: Nie żałuje Pan, że zrezygnował z polityki?*
* K. R.: * Nie chcę być jednym z kuglarzy w cyrku objazdowym, który obiecuje cuda.
* Money.pl: Nie pragnie Pan władzy?*

*K. R.: *Nie. Ja mam swoją władzę. I uważam, że więcej znaczę jako detektyw niż jako poseł.

Money.pl: W życiu prywatnym jest Pan wrażliwy?

*K. R.: *Oczywiście. Ostatnio oglądałem „Wyznania gejszy". Nawet mi się łzy zakręciły w oczach.
Są we mnie dwie osobowości. To jest w ogóle coś nieprawdopodobnego. Po strzelaninie, która podnosi mi adrenalinę. Nie budzi strachu, a wręcz przeciwnie - wzbudza agresję.

Money.pl: Kiedy się Pan przełącza?

*K. R.: *Kiedy jest odpowiednia chwila. Automat. I to jest właśnie piękne. Przy tej grubej skórze i sercu z kamienia nagle - wrażliwość.

Money.pl: Nie jest Panu głupio, kiedy zrzuca Pan maskę I twardziela RP?

*K. R.: *Trochę jest.

Money.pl: Korzystał Pan kiedyś z pomocy psychologa czy psychiatry?

*K. R.: *Nie.

Tagi: krzysztof rutkowski, ludzie, manager, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz