Notowania

Przejdź na
polscy przedsiębiorcy
08.07.2011 06:41

Kwiaton: Dlaczego sprzedając kwiaty trzeba być twardym?

W powodzi z 1997 roku stracili wszystko, ale przetrwali.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Kwiaton)

Historia Kwiatonu sięga początków lat 90., kiedy Bogdan Gruca z Wrocławia handlował cebulkami tulipanów. Potem wpadł na pomysł pakowania ich w woreczki ze zdjęciem rośliny, nawiązał kontakty z producentami z Holandii i otworzył hurtownię. Dobrą passę przedsiębiorcy przerwała powódź z 1997 roku, która zalała nową siedzibę i magazyn firmy. -_ Jestem twardym zawodnikiem _- deklaruje Gruca, który zaczął od początku i dziś zaopatruje właścicieli sklepów i rolników z całego kraju.

Money.pl: Zaczynaliście od hurtowni, ale teraz Kwiaton to także sieć sklepów detalicznych. Nie boicie się, że Wasi klienci, również właściciele sklepów, poczują się zagrożeni?

Bogdan Gruca, właściciel firmy Kwiaton: Jak na razie mamy cztery punkty sprzedaży detalicznej: jeden przy hurtowni pod Wrocławiem, dwa bliżej centrum miasta i jeden w Twardogórze. Mieliśmy wiele propozycji zakupu działek budowlanych albo przejęcia sklepów, ale trzymamy się zasady, że jeśli w danym mieście mamy odbiorców hurtowych, to nie otwieramy tam oddziału. Wyjątkiem jest nasz rodzinny Wrocław, ale i tutaj staramy się nie przeszkadzać klientom.

*Kim, poza właścicielami kwiaciarni, są Wasi odbiorcy? *

Ważną grupę klientów stanowią rolnicy indywidualni. Zaopatrują się u nas w profesjonalne nawozy, nasiona, środki ochrony roślin, folie i włókniny. Produkty specjalistyczne są dużo droższe od zwykłych. Amatorska paczka nasion kosztuje około 1,5 zł, tych profesjonalnych – nawet 200. Ten dział sprzedaży to duży sukces Kwiatonu. Specjalizujemy się w nim od dłuższego czasu i dobrze się to rozwija. A rolnicy nieraz przyjeżdżają do nas aż z Górnego Śląska.

Trzecią grupą klientów są instytucje, takie jak urzędy miejskie, czy duże firmy. Wszędzie trwają teraz remonty i budowy dróg, więc sprzedajemy im dużo nasion traw.

fot: Kwiatonfot: Kwiaton[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/firma;kwiaton;i;jej;oferta,galeria,5800,0.html)A na co jest największy popyt?

Od kilku lat obserwujemy lawinowy wzrost zainteresowania środkami ochrony roślin. To niepokojąca tendencja. Kiedyś choroby roślin były rzadkim zjawiskiem. Dziś niektóre gatunki wręcz nie mogą żyć bez chemikaliów, bo ciągle atakują je szkodniki. Stare odmiany wymienia się na nowe, a te nie są przystosowane do naszych warunków i często chorują.

Ważną część naszej działalności stanowią sadzonki kwiatów i krzewów. To bardzo satysfakcjonujący dział i dobrze wpisuje się w ogólną tendencję. Klienci wolą kupować gotowe sadzonki, a nie nasiona, z którymi trzeba się męczyć od zera. Ten dział sprzedaży jest jednak podatny na gwałtowne zmiany pogody. Tegoroczna zima w maju była kompletnym zaskoczeniem i ponieśliśmy spore straty.

Największym sentymentem darzę jednak cebulki roślin. To dział, którym w firmie zajmuję się tylko ja. Nikogo do niego nie dopuszczam (_ śmiech _).

Dlaczego?

Kwiaton zaczął się od cebulek, które moja mama sprzedawała jeszcze w latach 50. Była znana we Wrocławiu i jeśli ktoś chciał wtedy kupić sadzonkę, mógł ją znaleźć właściwie tylko u niej. Przez jakiś czas pomagałem mamie, a potem, na początku lat 90. usamodzielniłem się i zacząłem handlować cebulkami kwiatów. Hitem tamtych czasów były czarne tulipany, teraz już się trochę przejadły. Popyt był ogromny, sprzedawałem wszystko, co miałem. Kolejki ustawiały się wcześnie rano i nie znikały aż do wieczora. W nocy wsiadałem w samochód i jechałem po zaopatrzenie. To były piękne czasy (_ śmiech _).

Byłem też pierwszą osobą w kraju, która wpadła na pomysł pakowania cebul w woreczki ze zdjęciem kwiatka z przodu. Nikt wcześniej tego nie robił, ale to była partyzantka, same problemy. Najpierw nie mogłem zdobyć fotografii, a potem nie było gdzie ich wydrukować. O prawach autorskich nikt wtedy jeszcze nie słyszał.

Z czasem doszedł import cebul z Holandii, a z większością producentów poznanych 20 lat temu handluję do dziś. Osobiście składam zamówienia i nawiązuję nowe kontakty. Czuję presję odnoszenia sukcesów na tym polu, bo jeśli szef sobie nie poradzi, to podwładni będą mieli kiepski przykład (_ śmiech _).

Na drugiej stronie przeczytasz, jak Kwiaton podniósł się po powodzi

Na stronie firmy można przeczytać, że rok 1997 był katastrofą dla Kwiatonu. Jak bardzo dotknęła Was powódź?

Przez jakiś czas zajmowaliśmy 4 piętro wieżowca przy dawnym placu Czerwonym we Wrocławiu. Była tam tylko jedna, osobowa winda i chociaż kolejki ustawiały się ogromne, prowadzenie hurtowni na 4 piętrze było trudne. Do tego ciągle podnoszono nam czynsz, więc postanowiliśmy przenieść się do własnej siedziby. Wprowadziliśmy się w grudniu 1996 roku.

Byliśmy pełni entuzjazmu, wszystkie pomieszczenia były nowe, wygodne i bardzo ładne. Dokładnie pół roku później przyszła powódź. Pamiętam tą feralną datę do dziś, to było 12 lipca 1997 roku. Wszystko zostało zalane. Wody było aż na dwa metry, bo nowa siedziba była nisko położona. Świat mi się zawalił. Wylądowałem w szpitalu, nie umiałem pogodzić się z tą sytuacją.

Jak udało Wam się odrobić straty?

Wyciągnęły do nas rękę zaprzyjaźnione firmy. Ktoś zadeklarował, że odnowi ściany, ktoś inny przywiózł namioty, a dostawcy wymienili zalany towar na nowy. Rozpacz nie trwała długo. Trzeba było się pozbierać, więc się pozbieraliśmy. Nie mieliśmy wyjścia.

*Miał Pan wolę walki. *

Jestem twardym zawodnikiem. Czasy się zmieniają, konkurencja rośnie, a ostatnie lata nie były sprzyjające dla przedsiębiorców. Jest coraz ciężej, ale nie przeraża mnie to. W firmie ciągle coś się dzieje, ostatnio przeprowadziliśmy dwie potężne modernizacje naszych oddziałów. Ten przy hurtowni powiększyliśmy dwukrotnie, zmieniliśmy też wystrój. Identyfikuję się z tym sklepem.

A jak Kwiaton radzi sobie zimą, kiedy w branży ogrodniczej i rolniczej nic się nie dzieje?

Staramy się tak organizować pracę, żeby cały czas było coś do zrobienia. Zatrudniam prawie 50 osób. To ogromna odpowiedzialność, nie mogę pozwolić sobie na przestoje. Teraz na przykład jest okres urlopowy i mamy lekkie spowolnienie w branży. W sierpniu się skończy, bo wtedy można już sadzić, a więc i sprzedawać moje ukochane cebulki kwiatów.

Sezon na nie będzie trwał aż do późnej jesieni, w grudniu i styczniu sprzedaż znów wyhamuje. W tym czasie zajmujemy się sprowadzaniem ogromnych ilości nasion warzyw na wiosnę. Pod koniec stycznia klienci kończą remanenty w swoich sklepach i też zaczynają przygotowania do sezonu. Przyjeżdżają do nas i Kwiaton znów zaczyna żyć pełnią życia.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/152/t87960.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polscy;producenci;petard;siedza;albo;nie;zyja,221,0,744413.html) Polscy producenci petard siedzą albo nie żyją Na początku lat 90. nikt nie przestrzegał podstawowych zasad bezpieczeństwa, a na rynku pokazów pirotechnicznych panowało kompletne bezkrólewie.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/42/t139562.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/artex;jeden;rower;dwudziestu;producentow,94,0,831070.html) Artex: Jeden rower, dwudziestu producentów Siodełko z Polski, szprychy z Czech, a przerzutki japońskie. Żadna firma na świecie nie produkuje jednośladów samodzielnie, mówi Andrzej Płonka, twórca marki Northtec.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/207/t139727.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/herbapol;ziola;sa;na;topie,123,0,832635.html) Herbapol: Zioła są na topie Chociaż klienci firmy to głównie osoby starsze, rynek leków opartych o surowce naturalne to przyszłość, podkreśla wiceprezes Dorota Santorowska.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz