Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Marcin Tokarek: To nie firmy pożyczkowe tak zadłużyły Polaków

Marcin Tokarek: To nie firmy pożyczkowe tak zadłużyły Polaków

Fot. mat. press

- Klient pożycza 200 złotych i za miesiąc musi oddać 250 złotych. Jeśli do tego czasu nie uda mu się zgromadzić pieniędzy, firma żąda zwrotu jedynie 50 złotych, ale w zamian proponuje kolejny kredyt. Za miesiąc sytuacja się powtarza i tak w kółko. W efekcie firma inwestuje w klienta 200 złotych, a w zamian otrzymuje stałą rentę w wysokości 50 złotych miesięcznie. U konkurencji to chleb powszedni - mówi o realiach w sektorze pożyczek pozabakowych Marcin Tokarek, prezes notowanej na NewConnect spółki SMS Kredyt. Sam tak nigdy nie robi. Jednak RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania pożyczki - red.) jego najdroższej pożyczki wynosi niemal 30 tysięcy procent.

Money.pl: Miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia Komisja Nadzoru Finansowego we współpracy z NBP, Bankowym Funduszem Gwarancyjnym i UOKiK rozpoczęła akcję Zanim podpiszesz, przestrzegającą przed pożyczaniem pieniędzy od firm z sektora pozabankowego. Czy to atak na sektor pożyczkowy?

Marcin Tokarek, prezes SMS Kredyt: Nie odbieramy tego, jako atak na sektor pozabankowy. Nawet chętnie byśmy się do tej akcji dołączyli. Co prawda zdaję sobie sprawę, że ta kampania uderza w nasz sektor, ale my nie mamy problemu z przejrzystymi zasadami. Nowelizacja ustawy o kredycie konsumenckim już teraz nakłada na sektor pozabankowy wiele obowiązków informacyjnych wobec klienta, które po prostu realizujemy. I mimo że pożyczamy pieniądze za dużo wyższy procent niż instytucje finansowe, to klienci i tak do nas wracają.

Wobec tego nie odbiera Pan akcji Zanim podpiszesz jako atak na pańską branżę?

Nie, klienci mają prawo do rzetelnej informacji. Zresztą nigdy nie słyszałem od Wojciecha Kwaśniaka, zastępcy przewodniczącego KNF, żeby twierdził, że firmy pożyczkowe generalnie są nieuczciwe lub nierzetelne. Oczywiście są czarne owce, ale złe praktyki lub łamanie prawa przecież zdarzają się też w bankach. Dlatego konieczne jest istnienie organów, które będą kontrolować, czy prawa klientów sektora pozabankowego są przestrzegane. Wydaje mi się, że istnienie kilkuset firm pożyczkowych obecnie nie jest wielkim problemem. Czy naszą winą jest to, że kierujemy usługi do osób biedniejszych, wykluczonych ze świata bankowego i bez dostępu do gotówki? Czy te osoby nie mają prawa pożyczać pieniędzy?

Czytaj więcej Złote monety w cenie złomu. Kto je kupi? Produkty konkurencji są niestety traktowane jako złoty złom - twierdzi Mariusz Malec. Problem w tym, że większość z nich już w życiu pożyczyła bardzo dużo i teraz nie potrafi tego spłacić.

To prawda, część klientów nie reguluje swoich zobowiązań. Ale jest też 3,5 miliona Polaków, którzy pracują na umowach śmieciowych, a potrzebują kilkuset złotych, bo idą święta. Te osoby są obarczone trochę większym ryzykiem kredytowym, ale my umieszczamy tę niepewność w cenach. I wydaje mi się, że robimy to zgodnie z prawem i w sposób cywilizowany.

Czy to w dużej mierze sam KNF nie wprowadza dodatkowych obostrzeń dla banków, które pozwalają istnieć firmom kredytowym? Weźmy choćby rekomendację T z 2010 roku. Dokument zabrania pożyczania pieniędzy osobie o zarobkach poniżej średniej krajowej, jeśli jej wszystkie płacone raty przekraczają połowę pensji.

Rekomendacja T na pewno nam nie przeszkodziła, ale nie wyolbrzymiałbym jej zasług. Od jej wprowadzenia, akcja kredytowa konsekwentnie spada, rocznie nawet o 20 - 30 procent. A przecież zalecenia urzędu od początku są takie same. Spadek akceptowalności pożyczek w bankach świadczy o tym, że instytucje finansowe spodziewają się eskalacji kryzysu i wzrostu bezrobocia, wobec czego zachowują się bardzo konserwatywnie. Udzielają kredytów tylko swoim najlepszym klientom.

Maksymalna wartość oprocentowania teraz może wynieść czterokrotność kredytu lombardowego (obecnie 5,75 proc. - red.), co wynika z ustawy antylichwiarskiej. Jednak firmy pożyczkowe i banki obchodzą ten przepis, dodając marże lub dodatkowe opłaty. W sumie RRSO może być tak duże, jak sobie ustalą sami pożyczkodawcy. Czy są jakieś granice kosztu pożyczki?

Oczywiście, mamy klientów, których nie chcemy obsługiwać. To przede wszystkim tak zwani BIK-owcy, czyli osoby z negatywną historią kredytową w Biurze Informacji Kredytowej. Co prawda można skonstruować produkt i dla najbardziej ryzykownych klientów, ale koszty ryzyka byłyby na poziomie 40 procent, co spowodowałoby, że pożyczka straciłaby sens ekonomiczny.

Nie uważa Pan, że to jest źle, że prawo nie reguluje górnej granicy oprocentowania?

To by nic nie dało, natura nie znosi próżni. Wystarczy wyobrazić sobie konsekwencje wprowadzenia takiego limitu, na przykład w postaci RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania - red.) na maksymalnym poziomie dziesięciokrotności stopy lombardowej . Automatycznie kilka milionów Polaków straci dostęp do gotówki i wybierze szarą strefę. Nic się nie stanie, jeśli problemem jest zakup prezentu pod choinkę. Kłopoty zaczną się jednak wtedy, kiedy zakład energetyczny wyśle korektę do faktury za ostatni rok, na której zamiast 200 złotych, pojawi się tysiąc złotych.

Firmy, takie jak Pańska, gorzej są odbierane po aferze z Amber Gold.

Oczywiście działania Marcina P. odbiły się czkawką na nas i naszej konkurencji. Ale nie tylko. Ostatnio mój kolega, który pracuje w jednym z towarzystw funduszy inwestycyjnych, opowiadał mi o kliencie, który zarzucał mu, że skoro zarabia 15 procent rocznie, to na pewno tworzy piramidę finansową. Amber Gold popsuło wizerunek całego sektora finansowego.

Wiele głosów jest jednak głęboko niesprawiedliwych. Pożyczamy na wysoki procent, ponieważ nie mamy dostępu do taniego kapitału - jak banki - i ponosimy większe ryzyko kredytowe. Ale to bzdura, że dajemy 200 złotych, a po czasie zabieramy mieszkanie. Wystarczy spojrzeć na lojalność naszych klientów: jeśli ktoś pożyczy od nas pieniądze 1. stycznia, to do końca roku najprawdopodobniej skorzysta z naszych usług jeszcze pięć razy. Nie dopuszczamy, żeby klient SMS Kredyt się przekredytował. Może zaciągnąć pożyczkę pod warunkiem, że spłacił całość poprzedniej.

Albo pójdzie do konkurencji i tam powiększy swój dług.

Przepraszam, ale problem zbyt dużego zadłużenia naszego społeczeństwa nie jest efektem działań sektora pozabankowego. Kiedy my pożyczamy rocznie 3 miliardy złotych, świat bankowy pożycza ponad 100 miliardów. Nie jesteśmy Wielką Brytanią, gdzie do firm pożyczkowych należy ponad 20 procent rynku. Przecież w Polsce ta gałąź się dopiero rozwija.

Czytaj więcej Nawet nie wiesz, co wąchasz w sklepie Jak ukryć przykry zapach skóry, kleju i plastiku w sklepie z butami? Wątpliwości, jakie wzbudza sektor pozabankowy, nie są nieuzasadnione. Firmy często pobierają kosmiczne oprocentowanie, wprowadzają kruczki w umowach, nie informują o wszystkich kosztach pożyczki, a ich reklamy żerują na niewiedzy najczęściej starszych osób.

Konkurencja często popełnia grzechy, czym zwyczajnie sama sobie szkodzi. Do najczęstszych praktyk należy tak zwane rolowanie na chwilówki. Klient pożycza 200 złotych i za miesiąc musi oddać na przykład 250 złotych. Jeśli do tego czasu nie uda mu się zgromadzić pieniędzy, firma żąda zwrotu jedynie 50 złotych, ale w zamian proponuje kolejny kredyt. Za miesiąc sytuacja się powtarza i tak w kółko. W efekcie firma inwestuje w klienta 200 złotych, a w zamian otrzymuje stałą rentę w wysokości 50 złotych miesięcznie. My tak nie robimy. Czekamy, aż klient spłaci cały dług razem z odsetkami, a dopiero potem może wziąć następną pożyczkę.

Czy duża część rynku dopuszcza się takich praktyk?

Większość, bo to projekt wysokodochodowy, ale moim zdaniem nieetyczny. Nie pożyczamy też osobom, które nie mają żadnego źródła dochodów. Każdy klient musi pokazać, z czego dokona spłaty należności. Co prawda jesteśmy w tym zakresie dużo bardziej liberalni niż banki, ale i tak jeśli po spłacie raty w portfelu klienta nie zostanie nic na życie, to odmówimy pożyczki.

Jeśli ktoś twierdzi, że mimo tych zasad nadal działamy nieetycznie, to właściwie żadna forma pożyczania pieniędzy nie byłaby uczciwa. Czyli tak, jak w krajach islamskich, gdzie religia zabrania pożyczania pieniędzy na procent.

Co zrobić, żeby poprawić wizerunek firm pożyczkowych?

Informować klientów. O tym, czym się zajmujemy, komu pożyczamy pieniądze, w jakiej cenie i czym nasza działalność różni się od działalności banków.

Zmiany systemowe nie są potrzebne?

Działające prawo jest dobre. Nowa ustawa o kredycie konsumenckim nakazuje nam między innymi badanie zdolności kredytowej. Wydaje mi się, że wprowadzanie nowych regulacji jest mniej ważne niż przestrzeganie tych obecnych. Amber Gold jest tego najlepszym przykładem. Ostateczną decyzję podejmie sąd, ale w mojej ocenie Marcin P. łamał prawo. Winne były więc organy państwa, które zareagowały za późno i ze zbyt małą stanowczością. Gdyby prokuratura zareagowała wcześniej, afery Amber Gold nigdy by nie było. I nagonki na sektor pozabankowy również.

Do kogo celujecie swoją ofertę?

Naszym targetem są osoby pracujące na tak zwanych umowach śmieciowych, z podstawowym i średnim wykształceniem, o dochodach do dwóch tysięcy złotych brutto. Powoli staramy się też dotrzeć z ofertą do klientów, którzy jeszcze niedawno byli obsługiwani przez banki, ale przez większe rygory instytucji, dziś nie dostają kredytu. Dla nich przygotowujemy pożyczkę do 10 tysięcy złotych z poręczycielem.

Zaczynacie konkurować z bankami?

To byłoby bardzo trudne. Zazwyczaj jest tak, że najpierw bank odrzuca klienta, a potem on dopiero idzie do naszej firmy.

Czy po planowanej liberalizacji rekomendacji T, Wasze wyniki finansowe się pogorszą?

Nie potrafię odpowiedzieć w sposób miarodajny. Na pewno w pewien sposób ucierpimy, ale wpływ będzie dużo mniejszy niż wieszczą to media. Brak dostępności kredytów w bankach obecnie nie jest skutkiem działania rekomendacji T, tylko polityki ostrożnościowej samych banków.

Ale czy to nie przez plany KNF odwołaliście prognozy finansowe na 2013 rok?

Odwołaliśmy prognozy ponieważ nie wiemy, w jakiej rzeczywistości prawnej będziemy żyli w 2013 roku. Jeżeli przyjdzie nam prowadzić ten interes z maksymalnym RRSO w wysokości dziesięciokrotności stopy lombardowej, to zniknie część biznesu, który polega na pożyczaniu pieniędzy na krótki termin. Proszę mi wierzyć, nie da się pożyczać na mniej niż pół roku z jakimkolwiek limitem na RRSO.

Czytaj więcej wywiadów tego autora na Facebooku

Jednak do tej pory Wasza sprzedaż cały czas rosła. Ta branża ma się tak dobrze?

Czytaj więcej Patent na walkę z kryzysem. Z restauracji Przeczytaj wywiad z Piotrem Młynarczykiem z Mex Polska SA. Zwiększaliśmy sprzedaż znacznie szybciej niż większość firm z tego sektora. Nie mam jednak dokładnych szacunków, bo konkurencja nie musi dzielić się swoimi wynikami. Około 80 procent rynku należy tylko do jednej firmy, reszta to małe i średnie spółki. Zwłaszcza w tym roku powstało bardzo dużo lokalnych przedsiębiorstw, które działają co najwyżej na terenie województwa.

W przyszłym roku też zwiększycie sprzedaż i zyski?

Szukamy nowych kanałów sprzedaży. Teraz celujemy w sprzedaż ratalną i obsługę klienta w sklepie, jeśli bank odmówi mu kredytu na telewizor lub meble. Myślę, że 20 procent z nich chciałoby skorzystać z naszej oferty, a my będziemy skłonni zaakceptować związane z tym ryzyko. Jeśli nasza prognoza się sprawdzi, przyszły rok zapowiada się bardzo dobrze.

Czy Polacy wydadzą na te święta więcej niż w zeszłym roku?

Wydaje mi się, że nie. Dzisiaj Polacy znacznie rozsądniej gospodarują swoimi pieniędzmi. Chęć do wydawania jest dużo mniejsza niż rok temu

Co Pan poradzi osobom, które chcą na święta pożyczyć pieniądze? Jak rozpoznać rzetelną firmę pożyczkową?

Warto przede wszystkim przeczytać umowę kredytową, poświęcić na to przynajmniej godzinę. Polecam też sprawdzić, czy firma przestrzega prawa i dodaje do umowy 4-stronnicowy dokument o wszystkich kosztach pożyczki. Na koniec dobrze zapytać znajomych, czy korzystali z usług tej firmy.

Czytaj więcej o problemach wierzycieli w Money.pl
PSL chce dużych zmian w polskich finansach
Politycy PSL zapisali swoje propozycje w projekcie nowelizacji ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz o kredycie konsumenckim.
Polacy uciekają do parabanków. Oto powody
Liczba zaciągniętych pożyczek poza bankami rośnie błyskawicznie. To już pół miliona umów w ciągu pół roku.
Chcesz kredyt? Tak banki przykręciły śrubę
Od początku roku znacznie spadła liczba przyznawanych kredytów. Wiemy już jak bardzo.
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
AZZZ
62.10.87.* 2012-12-26 11:42
rząd nic ie robi bo ma z tego korzyści a wystarczyło by aby zrobć jeden przepis że nie można oddawać czy odsetek czy w opłątach więcej niż np 25% rocznie i po problemie ale ONI TEGO NIE CHCĄ I DLA TEGO TAK BĘDZIE DALEJ BO MAFIA NA TYM ZARABIA A RZĄDZĄCY SIEDZĄ CICHO !!!!
2012-12-22 23:08 Sofciarski Cyklinator Parkietów
Nie da się przy każdym postawić urzędnika, jeśli ktoś jest tak głupi, że oddał cygance oszczędności by je "pomnozyla" to zawsze będzie miał pod górkę i żadna ustawa mu nie pomoże.
--
Komentarz wysłany ze strony mobilnej
http://m.money.pl/
zazum
194.39.141.* 2012-12-20 08:28
....."To by nic nie dało, natura nie znosi próżni " ........- i moze to byc racja bo prózni nie ma sa tylko niskie cisnienia ,które między innymi w kosmosie maja sie dobrze ale co to ma wspólnego z parabankami ??
trudno wyczuć - moze autor , prezes SMS KREDYT prowadzi jakieś tajne badania majace na celu powiązanie istoty natury cisnień i systemu pożyczek o z********* oprocentowaniu
Zobacz więcej komentarzy (14)