Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

*Popularny piosenkarz zamierza zrewolucjonizować polski rynek fonograficzny. Będzie sprzedawał płyty w niższych cenach w ramach projektu "Ruch i Muzyka". Tańsze albumy już wkrótce pojawią się we wszystkich kioskach. *

Biznesplan jest już opracowany, umowa podpisana, a Wiśniewski po raz kolejny zamierza zarobić na pionierskim pomyśle. Po raz kolejny, bo showman może się już pochwalić sukcesami w biznesie. Jako pierwszy wprowadził na polski rynek karty lojalnościowe, a teraz – równolegle z karierą sceniczną - z powodzeniem prowadzi firmę odzieżową. O tych i innych sposobach na na zarabianie pieniędzy opowiada dziennikarce Money.pl.* Money.pl: Droga do sukcesu jest podobnie wyboista, jak ta, prowadząca do Pana domu?*

*Michał Wiśniewski: *Nie. Zamiast błota jest konsekwencja działania. Ja, tak naprawdę, głupio się przyznać, nie odniosłem sukcesu.

Money.pl: Fałszywa skromność. A co znaczą te wyróżnienia na ścianach Pańskiego biura? *
*
M.W.:
To są dowody sympatii moich fanów. Nie jest dla mnie biznesem to, co tworzę. Biznes jest gdzie indziej. Gdybym był managerem, byłbym biznesmenem.

*Money.pl: Ale zarabia Pan właśnie na twórczości. *

M.W.: Pewnie w jakiejś części tak. Jestem jak dr Jackyll i mr Hyde.

Money.pl: Próbuje mnie Pan przekonać, że showiznes to bardziej show niż biznes? *
*
M.W.:
Według mnie show to jedno, a biznes to drugie. Oczywiście, że to się łączy. Żeby zrobić show, trzeba mieć pieniądze, a pieniądze to już biznes. W moim przypadku można powiedzieć, że zrobiłem pieniądze na tym show, ale nie określiłbym tego mianem sukcesu.

Money.pl: Co to jest sukces w takim razie? *
*
M.W.:
Sukces jest wtedy, kiedy pieniądze pracują same na siebie. Bogatym jest ten, który nie musi pracować na pieniądze, bo to one pracują na niego. A ja muszę stale pracować.

Money.pl: Pierwsze kroki w biznesie stawiał Pan w hurtowni cebuli... *
*
M.W.:
Tak, to był mój pierwszy _ job _. Polegał na pakowaniu różnych warzyw w kontenery i wysyłaniu ich na rynki zagraniczne. Miałem wtedy 20 lat, koordynowałem sprzedaż.

Money.pl: Zaczęło się od cebuli, a później były karty lojalnościowe. Skąd ta zmiana? *
*
M.W.:
Byłem dzieckiem bez domu, mieszkałem w internacie, nie miałem rodziny. Nikt do mnie nie pisał. Codziennie przychodził listonosz i zostawiał na komodzie pocztę dla wszystkich. A że było nas 25 osób, to i poczty było zawsze dużo. Ja, żeby cokolwiek dostawać, wysyłałem z czasopism prośby o różne próbki. Dostawałem bezpłatne katalogi, próbne prenumeraty gazet, m.in. Manager Magazin.

Miałem 10 marek kieszonkowego na tydzień, co nie wystarczało na wyjście do kina - bilet kosztował wtedy około 12 marek. Więc chłopczyk, który nie miał nic, kombinował, jak zaimponować. W tym piśmie biznesowym wyczytałem, że można dostać kartę, na którą otrzymuje się zniżki w hotelach i na bilety lotnicze. Chciałem wypełnić portfel kartami. Przy zamówieniu abonamentu przysłali mi kartę, a ja wtedy odmówiłem abonament. Wykorzystałem ten pomysł i stworzyłem ogólnopolską kartę rabatową Seven Card.

Money.pl: *Działał Pan samodzielnie? *

M.W.: Z cebuli wyciągnął mnie Marek Galewski, który do dzisiaj prowadzi firmę Cardco. Zaczęliśmy wspólnie pośredniczyć w produkcji, sprzedaży i konsultacji przy wdrażaniu systemów kart lojalnościowych.

Stworzyliśmy - o ile dobrze pamiętam - pierwszą kartę, która miała prestiżowy, ale czysto marketingowy charakter, dla biura podróży Fly Away. Wyszła w bardzo małym nakładzie 100 sztuk. Nikt nam nie chciał tego zrobić, ale było to na tyle opłacalne zamówienie, że zrobiliśmy ich w rzeczywistości tysiąc. Najpiękniejszą kartę zrobiliśmy do programu LOT Voyager.

Money.pl: Byliście pionierami na rynku, zarabialiście, a jednak zrezygnował Pan z perspektywy sukcesu.

M.W.: Zrobiliśmy pierwszą kredytową kartę i pięliśmy się w górę. W tym momencie poczułem, że możemy tylko produkować coraz więcej kart. Proces Wkrótce w 170 hurtowniach i 36 000 kiosków - w myśl umowy Wiśniewskiego z RUCHEM SA - pojawią się tanie płyty z muzyką. twórczy się wyczerpał.
Mogliśmy jeszcze robić systemy identyfikacji w postaci plomby. Mnie interesowała artystyczna strona oraz konsulting, który miał przywiązać ich klientów do moich klientów.

Money.pl: A jak Pan wspomina współpracę ze wspólnikiem?

M.W: Marka Galewskiego, przedsiębiorcę poznałem, kiedy przyszedł do mnie po kartę Manager Magazin. Zaczęliśmy rozmawiać i udało mi się tym pomysłem go zarazić. On prowadzi to do dziś.

Money.pl: Żadnej wpadki Pan nie popełnił w biznesie?

*M.W.: *Zainwestowałem w studio nagrań w Łodzi. Wszedłem w spółkę z niemieckim inwestorem i do dnia dzisiejszego za to pokutuję. Związałem się z człowiekiem, który wykończył też innego niemieckiego artystę. Byłem wiceprezes zarządu. Urząd skarbowy teraz mnie się czepia, nie szuka wspólników - Niemców. Za błędy trzeba płacić i ja zapłacę. Nie jestem pierwszą ani ostatnią osobą, którą oszukali. To są najgłupiej stracone przeze mnie pieniądze. No cóż, nie był to interes mojego życia.

Money.pl: A który był?

M.W.: Mam nadzieję, że on jeszcze przede mną. Gdyby był za mną, mógłbym powiedzieć, że nie musiałbym więcej pracować.

*Money.pl: Pominął Pan wątek związany z tłumaczeniem filmów. *

M.W.: To nie było ITI Studio, więc nie ma o czym rozmawiać. Tłumaczyłem katalog samochodowy i wiele innych rzeczy. Robiłem to, co pozwalało mi się utrzymać na powierzchni. Nie jestem malkontentem.

Money.pl: Teraz, żeby się utrzymać, uczepił się Pan showbiznesu i branży odzieżowej.

M.W.: Przepraszam, ale wątpię w to, czy w showbiznesie można zarobić. Najwięcej zarabia pośrednik. Płyta w hurcie kosztuje 20 złotych, z czego około 4 złote dostaje artysta. Dajmy na to, że sprzeda się 100 tys. nośników, to jest 400 tys. złotych do podziału. Ponad rok pracy, albo dwa. Gdzie jest ten biznes?

Money.pl: A koncerty?

M.W.: Za koncert inkasuję 60 tys. złotych, ale ja dużo w to inwestuję. Zostaje mi może 5 tys.
* Money.pl: Z czego więc utrzymuje Pan rodzinę? Gwiazdor bieduje?*

M. W.: Ze sprzedaży płyt i koncertów, kontraktów reklamowych, projektów specjalnych. Sprzedaję też prawa do piosenki dla partii politycznej. Regularnych płyt sprzedałem około 2,5 mln, a specjalnych 8 mln.

Money.pl: Co to są projekty specjalne?

M.W.: To jednorazowe wydawnictwa, płyty dołączane do gazet.

*Money.pl: Uzbierało się tego trochę... *

M.W.: Tak, ale to nie są pieniądze, żebyśmy mogli powiedzieć: ta gwiazda lśni. Można wykorzystać popularność, żeby zarabiać, ale to już wchodzimy na inny temat. Na przykład: ubrania. Śmieję się, że skończyłem w damskich butach.

Potrzebowałem kostiumów na scenę: na miarę i w dobrym wykonaniu, które przetrwałyby 50, 100 koncertów.

*Money.pl: Od tego są profesjonalne pracownie krawieckie. Nie trzeba być projektantem. *

M.W.: Są, ale nikt takich kostiumów jak ja nie szyje. Znów wyjdzie na to, że się przechwalam. Znalazłem do tego ludzi, którzy nie są znani, ale są genialni. Żeby zrealizować ich pomysły trzeba mieć pieniądze. Nie chcę nachodzić na kolegę Zienia, ale jego kolekcje są po prostu tanie. My robimy dzieła sztuki.

*Money.pl: Czy te dzieła sztuki się sprzedają? *

M.W.: Tak. Nie trzeba jechać do Prady do Mediolanu, żeby dostać coś wyjątkowego.

Money.pl: Odważne porównanie.

M.W.: Głupio to zabrzmi, ale jestem bardzo skromnym człowiekiem. Takie rzeczy, jakie my stworzyliśmy w Polsce, nie znajdzie Pani w sklepach. Sukces jest wówczas, jeśli mogę tworzyć dla wyjątkowych ludzi wyjątkowe rzeczy. I to się udaje.

Money.pl: Dla kogo przeznaczone są ubrania Xavier Fabienne?

M.W.: Zaopatrujemy polski rynek. Ubieram Dodę, Marylę Rodowicz, siebie. To nie jest śmieszne, bo to są wyjątkowi ludzie.

Pewnie, chciałbym zrobić coś dla Madonny, bo w końcu na tym polega wielkość projektanta, dla kogo on tworzy. "Obok mnie nie mieszka Robert de Niro, nie mogę więc mu zrobić butów. Moje możliwości są ograniczone." - mówi Wiśniewski.

Money.pl: Czyli grupę docelową tworzą celebrities?

M.W.: Nie, pieniądze mają zwykli ludzie. Jest ich 90% wśród naszych klientów.
* Money.pl: I ceny są dla nich dostępny? *
M.W.: Ostatnio kupiłem Ani w swoim sklepie bezrękawnik za 550 złotych. Nie wiem, czy to jest drogo.
* Money.pl: Kto się zajmuje tym biznesem?*

M.W.: Grzegorz Kasperek opiekuje się kolekcją butów i ubrań z linii centurion. Sonia Malinowska - linią remixed i butami.

Money.pl: A jaka jest Pana rola?

*M.W.: *Ja wszystko koordynuję. Nie otwieram butiku i nie czekam, ale szukam go bezpośrednio. Byłoby lepiej, gdybym pokazywał się na bankietach z różowym pudlem na ręce, ale przecież nie muszę tego robić.

Money.pl: Pan każdy projekt akceptuje?

M.W.: Projekt zatwierdza klient. Nie należy dawać więcej, niż klient chce.
* Money.pl: Myśli Pan o tym, żeby zrobić z tego biznes sieciowy? *
M.W.: Zgłaszają się chętni, którzy chcą otworzyć butik z naszymi rzeczami. Ja jednak raczej nie jestem jednak zainteresowany. Prowadzimy kolekcję z firmą New Yorker. Po co więc mam budować sklepy, jeśli oni mają ich ponad 400?

Money.pl: Wśród gwiazd showbiznesu panuje moda na posiadanie własnych lokali. Podda się jej i Pan?

M.W.: Kupuję klub, ale chyba bardziej dla siebie. Chciałbym się tam czuć dobrze. Nie traktuję tego jako biznes.

Poważniej myślę o innym biznesie. Chcemy zrewolucjonizować rynek muzyczny w Polsce. Płyty są drogie, dzięki dostępowi do internetu kwitnie kradzież utworów, a artyści wpadli w pułapkę wielkich koncernów, które zgarniają całą kasę. Ja chciałbym obniżyć cenę tych nośników.

Money.pl: W jaki sposób?

M.W.: Odpowiedź jest prosta. Ja przy okazji pewnego eventu w moim życiu, wydałem premierową płytę, która była wraz z gazetą sprzedawana tanio. Po 5 złotych. Miałem złotówkę z każdej. Teraz 1,3 mln osób ma ją w domu.

Money.pl: Ideę rozumiem, ale co z realizacją? M.W.: Zrobimy dystrybucję nośników wraz z Ruchem pod hasłem „Ruch i Muzyka". Oni mają sieć dystrybucyjną, ja dostarczę płyty. Nie muszę inwestować w duże sklepy muzyczne. W 170 hurtowniach i każdym kiosku, których jest w Polsce 36 000, będą płyty. Produkcja płyty to bardzo mały procent ceny. Za 9,99 złotych jest ok.?

Money.pl: Pewnie, że ok. Zajmie się Pan też produkcją?

M.W.: Nie, pozostawiam to firmie zewnętrznej. Zapłacę za to 30 groszy za nośnik. Nie opłaca się inwestować.

Money.pl: Jasne. Ale gdzie zarobek? *
*
M.W.:
Ja nie będę miał z każdej 5 złotych, ale i wytwórni nie oddam 5. Stworzymy wspólny dział, który zajmie się logistyką i promocją konkretnych produktów.
* Money.pl: Przygrywał Pan politykom, a nie chciałby Pan stanąć na scenie politycznej jako bohater? *
M.W.: Nigdy nie mówię nigdy. Miałem takie propozycje, ale to większe bagienko niż warszawka i showbiznes. Nie jest mi to potrzebne.

Money.pl: A pociąg do władzy? M.W.: Nie posiadam. Wcale.

Tagi: michał wiśniewski, ludzie, manager, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz