Neptunus zarobił miliony na Euro 2012 i igrzyskach olimpijskich

Neptunus zarobił miliony na Euro 2012 i igrzyskach olimpijskich

Fot. mat.pras.

Neptun, stara skrzynia i holenderskie wybrzeże. Historia ich firmy zaczyna się niemal jak bajka. Dzięki własnej przedsiębiorczości z rodzinnego interesu uczynili dochodowy biznes, który przyniósł im już miliony euro zysku. Wszystko dzięki Euro 2012 i olimpiadzie.

Money.pl: Firmę odziedziczyła Pani po dziadku. Zaczynał od wynajmowania namiotu na plaży.

Dorrie Eilers, współwłaścicielka firmy Neptunus: To dość zabawna historia, ale i piękna zarazem. Mój dziadek mieszkał na północy Holandii. Pewnego dnia znalazł w morzu dziwną skrzynię. Zabrał ją do domu i w środku znalazł stary, wojskowy namiot. Zaprosił kilka osób z wioski na przyjęcie i okazało się, że taka zabawa bardzo im się spodobała. Część z gości chciała namiot pożyczać. Dziadek pomyślał: może być z tego dobry biznes i zaczął go wynajmować. Skrzynia, w której znalazł namiot, była ozdobiona pięknym trójzębem. Swoją firmę postanowił więc nazwać właśnie Neptunus, od imienia rzymskiego boga mórz, burz i deszczów.

Dobra marketingowa historia.

Wielu ludzi sądzi, że to tylko bajka. A to naprawdę się wydarzyło.

Trudno w to uwierzyć, skoro firma ma siedzibę na południu kraju.

Stamtąd pochodzi moja babka. Poza tym dziadek wiedział, że większe szanse na rozwój firmy są właśnie na południu gdzie znajdowało się wiele firm transportowych, a nie na północy. Dlatego zdecydował się przenieść do Venlo, niedaleko niemieckiej granicy.

Kiedy staliście się firmą międzynarodową?

Pierwsze kroki podjął mój ojciec. Kiedy przejął firmę w 1970 roku, zaczął stosować bardziej nowoczesne rozwiązania, inne materiały. Tylko on widział jakieś perspektywy. Miał sześcioro rodzeństwa, ale jakoś nikt inny nie był zainteresowany objęciem sterów biznesu.

I firma nadal pozostaje w rodzinie. Jak udało się Pani porozumieć z rodzeństwem?

Mam brata i siostrę. Każde z nas jest w firmie odpowiedzialne za inne rzeczy, bo każde z nas zna się na czymś innym. Brat jest umysłem technicznym, więc zajmuje się głównie wdrażaniem nowych technologii i rozwiązań. Siostra zna się na transporcie, więc tym się zajmuje, a ja jestem dobra w zarządzaniu i handlu, więc zostałam dyrektorem sprzedaży.

Gigant branży IT zatrudnia filozofów David Yang jest pół Ormianinem, pół Chińczykiem. W Rosji stworzył biznes.

O firmie zrobiło się głośno niedawno. Zaistnieliście dzięki sportowi?

Zdecydowanie tak. Ten rok był dla nas nad wyraz szczęśliwy. Udało nam się zdobyć kontrakty na Euro 2012 w Polsce i na Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Poza tym uczestniczyliśmy też w Tour de France.

Jak udało Wam się dostać kontrakty w Gdańsku i w Poznaniu?

Budowaliśmy między innymi namioty dla prasy. Wybrano akurat Neptunus, ponieważ nasze namioty wcale nie wyglądają jak budowle tymczasowe, ale po prostu jak prawdziwe budynki.

Euro się skończyło, a Wy zostaliście z namiotami?

Absolutnie nie. Przecież wynajmujemy namioty. Musimy mieć pomysł, co z nimi zrobić, żeby każdy klient dostał to, czego chce, a żebyśmy my z kolei nie musieli niczego niszczyć. Możemy w każdej chwili użyć ich ponownie i przebudować na coś innego. Nie ma z tym najmniejszego problemu.

Euro 2012 i Olimpiada w Londynie były największym zastrzykiem gotówki w historii firmy?

Tak. Nie mogę niestety zdradzić, ile dokładnie zarobiliśmy. Mogę tylko powiedzieć, że zyski liczyliśmy w milionach euro.

Czytaj więcej Znaleźli sposób na kryzys Edward Laufer wyjaśnia czy z rynku zniknie część deweloperów. Oprócz imprez sportowych pracujecie też dla Audi, Volkswagena, BMW i Philipsa. Kto jest waszym największym klientem?

Podobnie było na olimpiadzie. Tam też nie pracowaliśmy tylko dla jednego klienta, a dla dziesięciu indywidualnych klientów. Czasami budujemy budynki naprawdę ogromne, czasami mamy wiele mniejszych do skonstruowania. Trudno powiedzieć, który kontrakt przynosi nam najwięcej pieniędzy. Mamy wielu klientów. Dla niektórych pracujemy od 40 lat.

Budujecie dla nich budynki tzw. tymczasowe. Co to znaczy? Wytrzymają na przykład tylko miesiąc?

Mogą funkcjonować wiele lat. Stosujemy w nich materiały, których używa się przy budowie prawdziwych budowli. Jeśli nasz budynek jest już komuś niepotrzebny, to po prostu go zabieramy. Wszystkie materiały nadają się w pełni do ponownego użycia.

To znaczy, że w tym samym budynku może funkcjonować najpierw supermarket, a później teatr?

Jest to możliwe. Może stać się między innymi halą sportową, showroomem, tymczasowym terminalem, halą wystawienniczą. Czym tylko zechcemy.

Jak radzicie sobie z pozwoleniami na użytkowanie budynków?

Jeśli buduje się prawdziwy budynek, faktycznie potrzeba pozwoleń. Jednak jeśli są to tylko budowle tymczasowe, to procedury trwają dużo krócej i nie ma z nimi najmniejszego problemu. W każdym kraju wygląda to inaczej, ale nauczyliśmy się sobie radzić. Poza tym wszystkie nasze budowle posiadają specjalne niemieckie certyfikaty, które pozwalają nam stawiać namioty w całej Europie.

Czytaj więcej Zamienił samolot na komórkę. Z nudów Dzięki tej decyzji został specem od start-upów. Firma holenderska, z niemieckimi pozwoleniami, produkuje namioty we Wrocławiu.

Rzeczywiście. Jesteśmy tu już od 11 lat. Mamy swoich specjalistów, architektów, designerów. We Wrocławiu zatrudniamy 40 pracowników produkcyjnych, ale w ciągu najbliższych trzech lat chcemy poszerzyć naszą działalność w Polsce - dla branży eventowej i półtrwałych konstrukcji do wynajęcia.

Dlaczego akurat Wrocław?

W Holandii zatrudnialiśmy wielu naprawdę dobrych pracowników z Polski. Wiedzieliśmy, że chcą wrócić do domów, a znali się na swojej pracy jak mało kto. Między innymi dlatego zdecydowaliśmy się wystartować w Polsce. Poza tym ci ludzie, o których mówię, pochodzą właśnie z Wrocławia. No i oczywiście, gdy uruchamialiśmy produkcję w Polsce, Wrocław był jedynym miastem, do którego dało się bez problemu dojechać samochodem.

I koszty zatrudnienia również zmalały. Polscy pracownicy są tańsi niż Holendrzy.

Jeśli chodzi o menadżerów, płacimy im takie same pieniądze, jak w Holandii. Ale pracownicy produkcji faktycznie zarabiają trochę mniej. Ale naprawdę niewiele.

Czytaj więcej w Money.pl
Znaleźli sposób na drogie paliwo. Oto on
Markus Barnikel zdradza kulisy umowy z Daimlerem.
Prezes trafił za kraty, teraz rządzi Polmosem
Dzięki niemu firmie udało się podpisać intratne kontakty z Orlenem i Lotosem.
Nawet nie wiesz, co wąchasz w sklepie
- Atmosfera w tradycyjnych salonach z butami często nie jest przyjazna. Po pewnym czasie zapachy skóry, plastiku i kleju się mieszają i zaczyna po prostu śmierdzieć - mówi Michał Kornacki, prezes IMS. Jak to zmienić?
holandia, euro 2012, neptunus, dorrie eilers
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
tanie mięso
93.175.120.* 2012-12-04 14:14
"naprawdę niewiele" to tzn zarabiają 3000pln zamiast 3300 eur