Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Piotr Lengiewicz, prezes Domu Aukcyjnego Rempex opowiada, kto nie powinien inwestować w sztukę.

Money.pl: Lepiej inwestować w sztukę czy w akcje spółek notowanych na giełdzie?

Piotr Lengiewicz: Zdecydowanie w akcje, ponieważ mają pewien parametr bezpieczeństwa. Niezależnie od różnych wydarzeń na świecie, można zawsze oszacować wartość posiadanych walorów. Zwłaszcza w krótkiej perspektywie czasu akcje dają większy i pewniejszy zysk. Poza tym znacznie większa jest płynność tej formy inwestowania.
* Money.pl: Dlaczego? Przecież na wysokiej klasy obraz też łatwo znajdzie się klient. *

*P.L.: *Ale koszty okołotransakcyjne są tak wysokie, że wartość dzieła musiałaby sporo i szybko wzrosnąć, żeby je pokryć.

Money.pl: Czyli inwestowanie w sztukę się nie opłaca?

*P.L: *Opłaca się, ale trzeba liczyć się z większą liczbą niewiadomych. Ale także ze znacznie większą przyjemnością inwestowania.

*Money.pl: Kiedy należy się spodziewać zysków z obrotu dziełami sztuki? P.L.: *Uśredniając - w perspektywie dziesięciu, kilkunastu lat.

*Money.pl: Ile aukcji rocznie przeprowadza Rempex? P.L.: *Ponad 20. Oprócz tego organizujemy też aukcje specjalne oraz aukcje internetowe. Przy czym nie jest to aukcja typu „Allegro”, ale raczej kopia tradycyjnej aukcji „młotkowej” przeniesionej na ekran komputera. Użytkownik dostaje numer, zgłasza zainteresowanie konkretnymi przedmiotami i licytuje daną kwotę akceptując ją naciśnięciem jednego klawisza.
* Money.pl: Trudniej jest licytować sztukę w internecie? *

*P.L.: *Tak. To nie jest płyta, ani książka, kiedy wiemy dokładnie, co kupujemy. My dajemy – jako dom aukcyjny – gwarancję autentyczności, ale nie gwarancję tego, że wylicytowane dzieło spodoba się nowemu właścicielowi w świecie rzeczywistym.

*Money.pl: Jaka jest wartość dzieł sztuki sprzedanych w ciągu miesiąca za pośrednictwem Pańskiego domu aukcyjnego? P.L.: *Uśredniając, wartość sprzedanych dzieł sztuki w ciągu miesiąca sięga miliona złotych. Po warunkiem, że nie ma w danym miesiącu takich obrazów, że sam jeden tylko kosztuje około miliona.

Money.pl: Czy rynek art investingu w Polsce jest według Pana obiecujący?

*P.L.: *Nie chciałbym porównywać polskiego rynku z jakimkolwiek zagranicznym, ponieważ wówczas na pewno wypadlibyśmy bardzo mizernie. Z drugiej jednak strony można powiedzieć, że będąc wciąż daleko za innymi krajami, mamy duży potencjał wzrostu. Jest więc szansa, że dogonimy rynek światowy. Póki co, u nas dobrej klasy malarstwo kosztuje tyle, ile średniej klasy samochód.

Myślę jednak, że coraz więcej Polaków przekona się do większych wydatków na sztukę, którą będą mogli ozdobić sobie mieszkanie, zwłaszcza, że wartość takich dekoracji może tak szybko wzrosnąć. Przecież za równowartość plakatów z Ikei można kupić całkiem ładny rysunek albo grafikę na aukcji.

*Money.pl: Tak, ale to dotyczy klientów domu aukcyjnego, którym kupowanie dzieł sztuki sprawia przyjemność. A co z tymi, którzy kupują wyłącznie z uwagi na perspektywę zysku? W środowisku inwestorów mówi się, że nie powinno się przedmiotami inwestycji ozdabiać mieszkania. P.L.: *Jestem zdania, że nie można inwestować w sztukę bez zamiłowania do piękna. Inwestycja taka byłaby bardzo trudna do przeprowadzenia. Bez odpowiedniej znajomości materii oraz zaangażowania, trudno byłoby ocenić, co jest większą okazją: zakup obrazu Malczewskiego za 200 tysięcy, czy innego dzieła tego samego malarza za 1,2 mln złotych. Wyłącznie *ZOBACZ TAKŻE: *Art investing - bezcenny czy zbyt ryzykowny?rachunkowa ocena mogłaby z inwestora szybko uczynić bankruta. Jeżeli ktoś nie będzie czuł, że zakup oryginału sprawia mu dużą radość, plakat Matisse’a mu wystarczy. Lepiej, żeby dał sobie spokój ze sztuką, sam nawet
nie umiałbym takiemu człowiekowi doradzić.

*Money.pl: Co powoduje więc kupującymi, że decydują się na zakup dzieł sztuki? *

P.L.: *Wyobrażam sobie to w ten sposób, że w umyśle niektórych – czasem nawet szalonych – pasjonatów powstaje chęć posiadania na wyłączność niepowtarzalnego egzemplarza. W przypadku sztuki można być właścicielem czegoś, czego w danym momencie nie posiada nikt inny na świecie. Akcje KGHM ma tysiące osób. Poza tym jedynym dowodem na ich posiadanie jest kilka cyfr zapisanych na komputerze.
*
Money.pl: Zawsze można jednak cieszyć oczy certyfikatem. P.L.: *W większości nie ma jednak certyfikatów. Poza tym sztuka – jak świat światem – nigdy nie była masowa. Jeżeli chcemy należeć do elitarnego środowiska, to powinniśmy wejść do niego ze wszystkim, z: mercedesem, willą, tenisem, drogim obrazem i Montblanc’iem na piersi.
*
*
Money.pl: Czyli najbogatsi Polacy pojawiają się w domu aukcyjnym dość często? P.L.: *Myślę, że bywają oni tak samo często, jak przedstawiciele klasy średniej, którzy kupują u nas warte kilkaset złotych rysunki lub fotografie. Albo znaczki, które w przyszłości mogą być warte wiele więcej niż obecnie.

Money.pl: A czy wypracował sobie Pan jakikolwiek wskaźnik, który opisywałby wahania cen na tym rynku? Czy w ogóle jest możliwe prognozowanie w art investingu?

*P.L.: *W domu aukcyjnym mieliśmy niedawno praktykantkę, która łącząc swoje zainteresowania – historię sztuki i nauki ścisłe, opracowała modele matematyczne mające służyć analizie tego rynku. Z kolei w Stanach Zjednoczonych powstają skomplikowane wykresy oparte na wynikach sprzedaży z minionych lat. Amerykanie, kontrolując prawie połowę światowego rynku, zgromadzili na tyle obszerną próbę, że na jej podstawie określają obowiązujące lub przyszłe tendencje .Nie jestem jednak przekonany, czy dokładne prognozowanie jest możliwe.

*Money.pl: Jakie są aktualne tendencje na rynku art investingu? Co poradziłby Pan potencjalnemu inwestorowi? P.L.: *Zakładając, za potencjalny inwestor zaraził się już miłością do sztuki i wybrał sobie najbliższy jemu nurt, powinien kupić najlepsze pozycje, na jakie go stać. Takie egzemplarze najłatwiej zawsze upłynnić. Dzisiaj można zauważyć, że sztuka lat 70. i 80. wykazuje tendencję do dużego wzrostu. To widać po obrazach z lat 50. i 60, których ceny ostatnio poszybowały w górę.

Poza tym trzeba obserwować modę i podpatrywać, co się sprzedaje. Warto też zaufać swojemu instynktowi. Bardzo stabilnie, jeśli chodzi o cenę, można poruszać się wśród dzieł z przełomu XIX i XX wieku. Na tych obrazach z pewnością się nie straci.

Na polskim rynku wciąż też jest niedoszacowana rzeźba – szczególnie stara, XVIII, XIX – wieczna. Nie doczekała się ona jeszcze szczytu swojej popularności, podobnie zresztą jak obrazy z XVII wieku, które zdarza się kupić za kilkanaście tysięcy złotych, co patrząc chociażby na sam czas ich powstania - nie jest zbyt wygórowaną ceną. Tutaj jednak tematyka – często sakralna i trudna w odbiorze – hamuje wzrost cen.

Money.pl: Jakie najstarsze dzieło zostało sprzedane w Pana domu aukcyjnym? P.L.: Kiedyś sprzedaliśmy meble z XVII wieku.

*Money.pl: A najdroższe? P.L.: *Dzieło o największej wartości, jakie pojawiło się w naszym domu aukcyjnym, kosztowało powyżej miliona dolarów. Zwykle te najdroższe egzemplarze to są dzieła galeryjne, które nie przechodzą przez aukcje. Takich rzeczy poszukuje się dla konkretnego klienta.

*Money.pl: A przedmioty codziennego użytku są częstymi przedmiotami aukcji? P.L.: *Oczywiście. Meble są tego doskonałym przykładem. Od nich często zaczyna się w ogóle myślenie o inwestowaniu w sztukę.

*Money.pl: Czyli krzesła też mogą być produktem inwestycyjnym? P.L.: *Jedno może nie, ale już sześć z pewnością. Krzesła mają to do siebie, że stosunkowo szybko się niszczą, dlatego też wartość pełnego kompletu może być naprawdę wysoka. Ale już pojedynczy fotel – jak najbardziej. Meble art deco w ostatnim czasie cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Kto wie, być może kiedyś będziemy mówili w kontekście aukcji dzieł sztuki o stylu Ikea?

Money.pl: Czy decydując się na zakup dzieła sztuki na aukcji można liczyć na wsparcie doradcy? Czy jest to osoba pracująca w domu aukcyjnym czy w banku? P.L.: Bankowi doradcy pokazują klientowi jedynie możliwości inwestycyjne. Przy zakupie klient może liczyć na wsparcie ze strony pracowników galerii i domów aukcyjnych. Najlepiej korzystać z oferty dominujących na rynku podmiotów, bo tylko one dają maksimum gwarancji na prawdziwość sprzedawanych dzieł.

*Money.pl: Czy zdarza się, że klient kredytuje zakup dzieł sztuki? P.L.: *Raczej nie. Najczęściej taki zakup finansowany jest z środków własnych.

*Money.pl: Czy spotkał się Pan z wykorzystywaniem dzieł sztuki jako zastawu do kredytu? *

*P.L.: *Tak. Zdarza się, że koneserzy, którzy zgromadzili już kolekcję, zaciągają kredyt pod jej zastaw i pożyczone środki inwestują w inne produkty. Jednak te pieniądze nie trafiają już na rynek sztuki, a raczej służą jako wsparcie innych przedsięwzięć. Banki trochę się boją takich rozwiązań, bo za mało znają ten rynek, żeby odpowiednio zabezpieczyć swoje interesy przed ewentualnym spadkiem cen.

*Money.pl: Czy mają się czego obawiać? Kiedy ostatnio miało miejsce większe załamanie rynku art investingu? P.L.: *Był taki dołek, z którego sprzedającym ciężko było wyjść. Działo się to na początku lat 90., kiedy dużym graczem w tej branży była spółka ART-B. Płytkość rynku spowodowała, że jedna firma mogła naprawdę dużo zamieszać. Lata 1992-93, to czas, kiedy ludzie sprzedawali dzieła sztuki z musu, a nie z zachęty satysfakcjonującym zyskiem.

*Money.pl: Czy inwestowanie w sztukę to sztuka? *

P.L.: Na pewno, i to wyrafinowana sztuka. Nie ma tu prostych teorii, które można przełożyć na pewność inwestycyjną. Ale jedno jest pewne: jest to najprzyjemniejsza ze sztuk inwestowania i dlatego nie może być powodowana czysto finansowymi pobudkami. Zresztą, zwykle zaledwie 8, 10 do12 proc. oszczędności inwestuje się w dzieła sztuki, więc nie może być wyłącznie źródłem utrzymania.

| |
| --- |
| Piotr Lengiewicz – prezes zarządu warszawskiego Domu Aukcyjnego Rempex. Jest absolwentem Wydziału Technologii Drewna, ukończył też studia MBA. Sztukę traktuje nie tylko jako biznes, ale także jako swoją pasję. Rempex Sp. z o. o. to firma rodzinna. Założył ją ojciec i syn – Marek i Piotr Lengiewiczowie, w roku 1989. Kapitał początkowy sięgał zaledwie 50 000 dolarów, firma rozpoczynała swoją działalność od handlu starymi meblami. Obecnie Rempex zatrudnia ponad 60 osób na stałe i kilkadziesiąt na zasadzie współpracy. Jest też wydawcą pisma branżowego Art & Business. |

Tagi: inwestowanie, ludzie, manager, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz