Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

PlastBox ma nowego prezesa. Zobacz, kim jest

- Już kiedy byłem współwłaścicielem małej firmy consultingowej, interesowało mnie zarządzanie na dużą skalę - mówi Krzysztof Pióro.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Plast-Box S.A.)

*- _ Już kiedy byłem współwłaścicielem małej firmy consultingowej, interesowało mnie zarządzanie na dużą skalę. Kiedy wchodzę do organizacji, umiem ją szybko zrozumieć, przejąć sznurki, a po paru latach rozstać się z firmą bez bólu _ - mówi Krzysztof Pióro, prezes firmy PlastBox, produkującej opakowania z tworzyw sztucznych. W rozmowie z Manager.Money.pl opowiada o studiowaniu biznesu w latach 80. i zdradza, jak zostaje się prezesem w spółkach skarbu państwa. *

*Money.pl: Już blisko 20 lat zarządza Pan spółkami produkcyjnymi z branży budowlanej, meblarskiej, AGD. Jednocześnie interesuje się Pan muzyką klasyczną i literaturą. Wybrał Pan taką ścieżkę kariery z rozsądku? A może zdecydował przypadek? *

Krzysztof Pióro: To był świadomy wybór. Od 3 roku studiów wykonywałem już zlecenia dla państwowej firmy doradczej Metekon, która, zarządzana przez pana Rajmunda Szarego, późniejszego założyciela i wieloletniego prezesa firmy Consorg, działała w branży metali nieżelaznych. Już wtedy podjąłem decyzję, że chcę się zająć profesjonalnie biznesem.

Studiował Pan w latach 80. Taka ścieżka kariery nie była wtedy oczywistym wyborem.

Rzeczywiście, to była rzadkość. Ale, jak mawiał Kisiel, byliśmy najweselszym więzieniem w Układzie Warszawskim. Dochodziły do nas pewne informacje, publikacje, niektórzy jeździli na Zachód i było się od kogo uczyć. Do dziś pamiętam przedzieranie się przez książkę Petersa i Watermana _ In Search of Exellence, _ czy klasyczne pozycje Druckera. Metekon współpracował z wieloma wybitnymi ludźmi, którzy już wtedy dysponowali doświadczeniami międzynarodowymi i wiedzą płynącą z Zachodu. Mogę chociażby wymienić prof.dr.hab Mariusza Bratnickiego, prof.dr.hab Janusza Stróżynę, czy psychologa biznesu dr Antoniego Spyrę.

Pan wyjeżdżał na Zachód?

Byłem raz turystycznie w Grecji w 1985 roku z zamiarem wejścia na najwyższy szczyt Olimpu, co się udało. Ale ponieważ angażowałem się trochę w sprawy opozycyjne, byłem między innymi redaktorem nielegalnego pisma dotyczącego ekologii – _ Martwa Natura _, to wiedziałem, że póki w Polsce będą rządzić komuniści, nigdzie kolejny raz nie wyjadę.

Wobec tego skąd przekonanie, że w państwie, które blokuje prywatną inicjatywę, warto studiować biznes?

Mówiliśmy sobie, że skoro upadło Cesarstwo Rzymskie, to upadnie i radzieckie. Mieliśmy nadzieję, bo widzieliśmy, że ten system się rozpada. W 1988 roku, kiedy kończyłem studia, sądziłem jednak, że będzie to trwało dłużej. Z drugiej strony byłem bardzo młody i nie wszystkie moje wybory były racjonalne - jak wiadomo młodością często władają emocje. Interesowało mnie zarządzanie, chciałem to robić i szedłem w tym kierunku zapewne nie zdając sobie sprawy z wielu zagrożeń, przeszkód i trudów.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/247/m199671.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/interim;manager;prezes;do;zadan;specjalnych,106,0,994922.html) *Musisz zwolnić ludzi? On zrobi to za ciebie * Interim manager jest także specjalistą od fuzji i przejęć. Zaraz po studiach zostałem zatrudniony w firmie doradczej, o której już wspomniałem. Ze zjednoczenia metali nieżelaznych, dla którego pracowaliśmy, wyłoniły się między innymi KGHM i Huta Szopienice, kontrolowana później przez pana Karkosika. W kilka lat przerobiliśmy w Polsce cały wiek doświadczeń consultingowych, przechodziliśmy na przykład przez fotografie dnia roboczego, atestację stanowisk, wartościowanie pracy.

A gdy premier Rakowski ułatwił zakładanie spółek w myśl zasady _ co nie jest zabronione, jest dozwolone _, uruchomiłem z kilkoma przyjaciółmi prywatną firmę consultingową, w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Wspólniczką w tej spółce była między innymi późniejsza wiceprezes ds. finansowych w Hucie Katowice, a następnie prezes spółki Towarzystwo Finansowe Silesia Jadwiga Dyktus.

*W latach 90. został Pan zarządcą komisarycznym w Zakładach Metalurgicznych Trzebinia. Zarządzał Pan też spółkami skarbu państwa – firmami Apollo i * *Elektronarzędzia Celma, oraz spółkami w portfelu NFI: Tapety Gnaszyn i Foton. Nie da się ukryć, że to w dużej mierze stanowiska polityczne. Panuje opina, że nie sposób dostać takiej posady bez znajomości. Jak Panu się udało? *

Zapewne w latach 90. w pewnych sytuacjach było zauważane to, że nie miałem przeszłości komunistycznej, ale nie sądzę, aby to miało decydujące znaczenie. Nie wydaje mi się też, aby jakiejkolwiek kryteria polityczne wpływały na decyzje o powołaniu prezesa do spółki parterowej, jak się wtedy mówiło, w strukturach NFI.

Na przykład jeśli chodzi o Zakłady Metalurgiczne Trzebinia, pamiętam dobrze dzień, gdy zadzwonił do mnie wiceminister przemysłu pan Stanisław Padykuła, który niestety zginął wiele lat temu w wypadku lotniczym w Ameryce Południowej. Czytał ekspertyzę na temat Zakładów Trzebinia, pod którą byłem podpisany, a którą przygotowałem bodaj trzy lata wcześniej.

Stwierdził, że skoro moje prognozy się sprawdziły, to muszę coś z tego biznesu rozumieć. Dodam, że była to niestety prognoza dosyć prosta, pokazująca trendy prowadzące do katastrofy. Zaproponował mi stanowisko zarządcy komisarycznego Zakładów Metalurgicznych Trzebinia, które przyjąłem z entuzjazmem, bo było to dla mnie duże wyzwanie i szansa. Udało się uratować firmę poprzez zawarcie układu z wierzycielami, w dużej mierze dzięki przychylności głównego wierzyciela - Polskiej Miedzi, a w szczególności pani Katarzyny Muszkat, która pełniła funkcję wiceprezesa ds. finansowych. Po tym sukcesie z pewnością było mi łatwiej o kolejną propozycję ze strony skarbu państwa.

Aż pojawił się fundusz Enterprise Investors.

To był rok 1987, byłem wtedy prezesem firmy Elektronarzędzia Celma S.A., wówczas jedynego producenta elektronarzędzi w Polsce. Postanowiłem go sprywatyzować, więc pojechałem po poradę do pana Jana Kryjaka, prezesa Grupy Kęty, która została sprywatyzowana właśnie przez Enterprise Investors. Pana Kryjaka miałem zaszczyt znać z czasów mojej pracy dla branży metali nieżelaznych. Skontaktował mnie z panem Jackiem Siwickim, który kilka lat później objął funkcję partnera zarządzającego, a następnie prezesa Enterprise Investors.

Prywatyzacja Elektronarzędzi Celma nie doszła niestety do skutku. Minister Skarbu Państwa odrzucił proponowaną przez EI strukturę finansową transakcji, a ja po jakimś czasie, po odejściu z Celmy, otrzymałem od prezesa Siwickiego propozycję zarządzania holdingiem meblowym Haste International.

Po wyjściu z tej inwestycji firma Enterpsie Investors zaproponowała mi zarządzanie spółką z branży ozdobnych akcesoriów meblowych i klamek do drzwi Gamet S.A., którą prowadziłem przez ponad sześć lat. Równolegle, od 2006 roku byłem i jestem zaangażowany w sprawy spółki giełdowej Zelmer S.A., gdzie do tej pory zasiadam w radzie nadzorczej. A niedawno pojawiła się propozycja od pana Krzysztofa Moski i zostałem prezesem innej giełdowej spółki, producenta opakowań z tworzyw sztucznych Plast-Box S.A. Doceniam to, że znów miałem szczęście otrzymać bardzo interesującą propozycję.

Czym, na obecnym etapie kariery, kieruje się Pan przy wyborze pracodawcy? Pieniądze są dla Pana ważne?

Dziś już nie jest wstydem mówić, że pracuje się po to, żeby zarabiać. Pieniądze są dobre i służą dobrym celom, więc oczywiście mają znaczenie przy wyborze pracodawcy. Ale to nie jedyne kryterium. Przede wszystkim muszę pasować do spółki.

W ostatnich miesiącach miałem propozycję pracy w dużej firmie dystrybucyjnej. Spotkałem się z właścicielem, porozmawialiśmy, ale ja od razu powiedziałem, że bardzo dziękuję za propozycję, jest super atrakcyjna, ale myślę, że znajdzie lepszych ode mnie. Tam był potrzebny manager, który od lat zarządza dużymi firmami dystrybucyjnymi. Mój background jest inny - mam doświadczenia w zarządzaniu przedsiębiorstwami produkcyjnymi. I mimo że oferta była dla mnie finansowo i prestiżowo ponętna, po prostu nie mogłem jej przyjąć.

Drugi kluczowy warunek to zaufanie i dobre zdanie o właścicielach firmy, z którymi będzie się współpracowało. Propozycję pana Krzysztofa Moski przyjąłem, bo znamy się od kilku lat i z podziwem obserwuję jego działania na rynku. Po prostu chciałem z tym człowiekiem współpracować.

A co z Pana firmą consultingową? Położył Pan na niej krzyżyk?

Ta spółka funkcjonowała tylko przez kilka lat. Została zamknięta przez wspólników, dawno temu, kiedy zdecydowaliśmy się robić coś innego. Poszedłem drogą zarządzania firmami produkcyjnymi.

I nie ciągnie Pana do własnego biznesu? Lepiej się Pan czuje w roli osoby, która wchodzi do cudzej firmy i przejmuje odpowiedzialność za bieżące zarządzanie?

Już kiedy byłem współwłaścicielem małej firmy consultingowej interesowało mnie wejście w dużą skalę, zarządzanie dużą spółką. Stwierdziłem, że osobowościowo bardziej nadaję się do tej roli, niż do roli konsultanta. Kiedy wchodzę do organizacji umiem ją szybko zrozumieć, dostosować się do panującej sytuacji, przejąć _ sznurki _, a po paru latach rozstać się z firmą bez bólu. Dla wielu osób to rozstanie jest bardzo trudne, często przedsiębiorcy mają z tym kłopot. Manager natomiast ma świadomość, że po osiągnięciu pewnych celów odejdzie z firmy. Mnie taka sytuacja bardzo odpowiada, bo po odejściu pojawią się nowe szanse, nowe wyzwania w nowej firmie, a to jest niezwykle ekscytujące i daje radość z pracy.

Czytaj więcej wywiadów w Money.pl
Zobacz, komu płaci polska prokuratura _ Wiele zleceń pochodzi od organów ścigania, a nie od firm. _
Korzeniowski: Wyciskają nas jak cytryny _ - Trzeba do tego podejść racjonalnie - _ mówi były sportowiec, który doradza UEFA.
Strajkowali i stracili pracę. Sami tego chcieli? - _ Gdybym nie miała świadomości, że mam pewne zadanie do wykonania, to nie byłabym tu, gdzie jestem _ - mówi Karina Wściubiak-Hankó, prezes Alchemii SA.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, krzysztof pióro, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz