Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Polscy siatkarze wygrywali z nim jako trenerem. Zobacz, jakie rady ma dla przedsiębiorców

Polscy siatkarze wygrywali z nim jako trenerem. Zobacz, jakie rady ma dla przedsiębiorców

- Większość z nas nie wykorzystuje nawet połowy swojego potencjału, dlatego, że nie ma wizji. Ludzie, którzy nie wyobrażają sobie sukcesu nigdy go nie osiągną - mówi Jakub B. Bączek, przedsiębiorca i złoty medalista Mistrzostw Świata - jako trener mentalny naszych siatkarzy. W rozmowie z money.pl znany mówca motywacyjny przekonuje, że polscy przedsiębiorcy zbyt łatwo narzekają na urzędników, nie zauważając sukcesów innych biznesmenów, działających przecież w tych samych warunkach.

Krzysztof Janoś: Jak to się stało, że z biznesu trafił pan do reprezentacji polskich siatkarzy?

Jakub B. Bączek: Sam byłem siatkarzem. Udało mi się nawet z drużyną juniorów zdobyć tytuł mistrza Polski w 1999 roku. Po długim rozbracie z tym sportem i latach w biznesie, dostałem od trenera Antigi zaproszenie do reprezentacji jako trenera mentalnego.

Puchar Świata po raz kolejny dał okazję do zachwycania się grą naszych siatkarzy. Przegrana z Włochami w ostatnim meczu trochę nas rozczarowała. Zawiodła psychika?

Na pewno nie zawiodła kondycja, technika ani taktyka. Podczas całej imprezy graliśmy świetnie. Nie ma powodu, żeby sądzić, że nasi zawodnicy z dnia na dzień zapomnieli jak się gra w siatkówkę. Rzeczywiście, problem był mentalny. Siatkarze nie byli tu i teraz, tylko ciągle jeszcze przy meczu z Amerykanami, na który tak się zbroiliśmy. Tymczasem okazało się, że najważniejszy mecz to jednak ten z Włochami, który przegraliśmy. Nie było mnie w Japonii, moja praca zakończyła się na mistrzostwach świata. Trudno powiedzieć czy bym im pomógł, bo to jednak jest sport. Nie zawsze wygrywa ten najlepiej przygotowany.

Nie mógłbym na stałe zajmować się treningiem mentalnym i traktować to jako pracę i główne źródło przychodu. To zbyt wyczerpujące, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Choć nadal lubię to robić i obecnie pomagam Uli Radwańskiej.

Na pasje można sobie pozwolić kiedy są pieniądze. Wolność finansowa, o której tak często pan mówi, oznacza miliony na koncie?

Nie, nie chodzi o to, żeby zgromadzić kasę i już nic nie robić. Udało mi się stworzyć w moich firmach zespoły, które potrafią pracować bez mojej obecności bardzo skutecznie i potrafią też podejmować strategiczne decyzje. W związku z tym ciągle na papierze jestem prezesem tych firm, ale pracuję w nich jeden czy dwa dni w miesiącu. Przez lata wszystkie pieniądze, które udało mi się zarobić, inwestowałem w zakup kawalerek. Teraz mam ich już trochę i co miesiąc mam z tego całkiem fajne pieniądze, które pozwalają mi żyć na dobrym poziomie bez dodatkowej pracy.

Chce jednak podkreślić, że wolność finansowa wcale nie polega na tym, że w ogóle nie pracuję. Rzecz w tym, że już nie muszę pracować dla pieniędzy, dlatego mogę się zająć rzeczami, które mnie interesują, jak na przykład siatkówka.

Ale jak to osiągnąć? Tylko już niech pan nie mówi, że i to jest w zasięgu większości z nas.

To pięknie brzmi i pewnie wielu myśli sobie, że też by tak chciało, ale niewielu wie o tym, że mnie to kosztowało bardzo wiele ciężkiej pracy. Właściwie parę lat poświęciłem, żeby rozwinąć firmę STAGEMAN, która zajmuje się animacją czasu wolnego. Wszystkie sfery życia poświeciłem na to, żeby ten biznes dobrze funkcjonował. Wszystko poszło w odstawkę: zdrowie, relacje, związek. Wszystko było na marginesie przez 3-4 lata. Pracowałem od poniedziałku do niedzieli po 16 godzin dziennie. Harowałem jak robot, ale teraz już nie chcę tak pracować. To bardzo niebezpieczne uzależnienie i przestrzegam wszystkich, że jest równie groźne jak alkoholizm na przykład.

Ale nie tylko pan ciężko pracuje. Jak to się dzieje, że nie wszystkim się udaje? Od czego to zależy?

Oprócz ciężkiej pracy potrzebne są jeszcze dwa mocne filary. Po pierwsze trzeba mieć długofalową wizję tego, co chcemy osiągnąć. Najczęściej skupiamy się tylko na krótkim terminie, jednym projekcie kilkumiesięcznym, ewentualnie jednym roku rozliczeniowym. Tymczasem trzeba mieć wizję nawet na 5, 10 lat do przodu. Po drugie - coś, co może być jeszcze mniej przyjemne, to założenie, że nie wydajemy zarabianych pieniędzy, tylko je inwestujemy. Jak ktoś zarabia po 20 tysięcy miesięcznie to pewnie w pierwszym odruchu jego ego będzie chciało nowego samochodu i drogiej wycieczki. Tymczasem ja przez parę lat oszczędzałem i kupowałem mieszkania za gotówkę

Nigdy się pan nie złamał?

Oj, oczywiście, że tak, ale może w jakichś 10 procentach, a to naprawdę niedużo. Poza tym dla mnie naprawdę olbrzymią nagrodą za wysiłek jest sam fakt kupowania kolejnego mieszkania, będącego inwestycją.

Na czym polega trening mentalny i co daje w biznesie, co daje menedżerom i innym członkom różnych zespołów?

Najkrócej rzecz ujmując - to praca z umysłem człowieka, która sprawia, że umysł jest bardziej efektywny, otwarty i odważny.

A nie możemy sami sobie potrenować? Książek samopomocowych jest teraz bardzo dużo.

Może pana zaskoczę, bo w pewnym sensie podcinam gałąź na której siedzę, ale wydaje mi się, że większość treningu mentalnego można wykonać samemu. Sam jestem na to najlepszym przykładem. Nigdy w życiu nie miałem żadnego trenera. Sam podniosłem samoocenę i pewność siebie. Dzięki temu motywowałem się wewnętrznie i osiągałem sukcesy. Większość ludzi naprawdę może sobie z tym sama poradzić.

Warto to zrobić, bo większość z nas nie wykorzystuje nawet połowy swojego potencjału, właśnie dlatego, że nie ma wizji. Dopóki sportowiec nie zacznie sobie wyobrażać, że on może być mistrzem, że może być w czołówce, to to się nigdy nie uda. Samo się nie stanie, ważna jest gotowość na sukces. Ludzie, którzy go sobie nie wyobrażają, nigdy go nie osiągną.

Czytanie dużej liczby książek motywujących może być niebezpieczne? Jak zaczniemy wdrażać na raz pomysły z różnych 10 poradników...

Niebezpieczne nie, ale istotne jest tu coś innego. Najważniejsze, żeby nie tylko je przeczytać, ale stosować rozwiązania i narzędzia, które tam są. My jednak zbyt często czytamy i na tym się wszystko kończy. Nie wracamy do ćwiczeń. Tu jest przewaga pracy z trenerem, który może - niczym na siłowni - nas docisnąć w niektórych kwestiach. Książkę łatwo oszukać. Można nie odpowiedzieć sobie na zadane tam pytanie i czytać dalej, a trenerowi już jednak coś trzeba odpowiedzieć.

Ma pan wrażenie, że wystarczająco dużo miejsca poświęca się emocjom w biznesie? Ilu menadżerów i biznesmenów zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest chociażby empatia? Mam wrażenie, że pokutuje opinia, że lepiej być bezwzględnym niż empatycznym szefem.

Dużo za mało. Oczywiście, jeżeli to jest czysto sprzedażowa firma oferująca na przykład garnki za kilka tysięcy złotych, to o empatii nie będzie tu mowy, bo to czysty handel. Ja chcę jednak budować takie interesy, które przeżyją mnie samego. Kiedy buduje się biznes, który ma mieć trwałe podstawy, to emocje są kluczowe. Bez posiadania rozwiniętej inteligencji emocjonalnej nie uda nam się nic takiego zbudować.

Jak przekuć inspiracje po spotkaniu z trenerem mentalnym w realny sukces biznesowy? Sam wiem po sobie, że motywacja jest na szalenie wysokim poziomie zaraz po, ale dość szybko topnieje.

Mam takie powiedzenie, które bardzo lubię: "Jutro równa się nigdy". Chodzi o to, żeby pierwsze kroki wykonać już dziś. Przymuszam swoich słuchaczy do tego. Mam świadomość, że po wszystkich wystąpieniach motywacyjnych energia stopniowo opada. Jeśli wykład jest w sobotę, to do wtorku te emocje będą jeszcze dość silne, ale w środę to będzie już tylko 50 procent, a do czwartku zapomni pan jak się nazywam.

Pierwszy krok pozwala na siebie samego zastawić taką sprytną pułapkę, która sprawi, że nie będziemy chcieli przed sobą samym robić z gęby cholewy. Będzie nam zależało na tym, żeby to poszło dalej. Jeżeli jednak przez pierwsze trzy dni nie wykona się żadnego działania, to nic ten wykład nie da.

Może też nie dać, bo okoliczności nie sprzyjają. Nasze narzekania na absurdy związane z prowadzeniem interesów w Polsce to wygodna wymówka czy realna przeszkoda?

Narzekamy, żeby ściągnąć z siebie odpowiedzialność za własne życie. Jeżeli coś nam nie wychodzi albo zarabiamy mniejsze pieniądze niż byśmy chcieli, to dobrze jest oskarżyć panią Kopacz, ZUS czy inne instytucje. Tymczasem jest kilka dowodów na to, że można odnieść sukces.

Rafał Brzoska stworzył Inpost działając w takich samych warunkach, jak my wszyscy. Ma tę samą panią premier i płaci takie same podatki, jak my wszyscy. Jeżeli on potrafi, to oznacza, że przesadzamy z tym narzekaniem i zamiast wziąć odpowiedzialność w swoje ręce, wolimy znaleźć winnego.

A co w pańskim przypadku zadecydowało, że od zera udało się zbudować firmę animacyjną STAGEMAN, która działa już w 8 krajach?

Po pierwsze stworzyłem branżę, a nie podczepiłem się do już istniejącej i wysoko konkurencyjnej. Stworzyłem ją, bo w 2009 roku jeszcze nie było w Polsce żadnej firmy, która zajmowałby się animacją hotelową. Znalazłem sobie tak zwany błękitny ocean i trafiłem w trendy rynkowe. Ta nisza niedługo będzie generowała spore przychody. Przekonuje mnie o tym demografia. Starzejemy się, ale też bogacimy. Jeżeli to połączymy, to okaże się, że rynek turystyczny potrzebuje animatorów.

Nietrudno zrobić papiery coachowe. Rynek pełen jest ofert, pomagają trochę fundusze unijne, które również można spożytkować w ten sposób. W powodzi ogłoszeń jak znaleźć właściwego dla siebie i swojego biznesu trenera i motywatora?

Szukałbym praktyka. Nie zwracałbym uwagi na jego umiejętności komunikacyjne, tylko na to, jaki biznes sam zbudował i żeby nie był to interes związany z trenowaniem ludzi biznesu. Nie można uczyć o czymś o czym się nie ma pojęcia. Certyfikowany coach może nie wiedzieć nic o realnym tworzeniu biznesu. Będzie dobrze o tym opowiadał, ale to wszystko.

A czym pan będzie nas próbował zainspirować podczas konferencji Giganci Życia?

Będę prezentował koncepcję business and pleasure. Pokażę konkretne, proste narzędzia, które mogą sprawić, że pewną cześć swoich przychodów można zautomatyzować. Jeżeli chodzi o przyjemności, to chce pokazać, że warto podróżować co najmniej przez miesiąc w roku i że nie musi to być drogie.

W Tajlandii zrobiłem eksperyment, który potwierdził, że miesiąc życia tam jest dużo tańszy niż utrzymanie w Chorzowie i to po uwzględnieniu biletów w obie strony. Oczywiście najłatwiej jest powiedzieć, że nie stać nas i nie mamy czasu. Na "Gigantach" udowodnię, że jest zupełnie inaczej.

Zobacz także: Blisko połowa Polaków ubarwia swoje CV


praca, kariera, szkolenia. gigants of life
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
waikikik
94.254.198.* 2015-10-06 23:41
Swoją drogą to ciekawe jak pójdzie siatkarzom na Mistrzostwach Europy
JanekDzbanek_2000
37.248.87.* 2015-10-06 17:46
i poczytać o wynikach finansowych tego specjalisty od pijaru samego siebie, "milionera". Bo określenie autora: "Zobacz, jakie rady ma dla przedsiębiorców", to jakieś nieporozumienie.
noocio
91.225.135.* 2015-10-06 08:36
dzięki za fajny wywiad
Zobacz więcej komentarzy (8)