Notowania

polscy przedsiębiorcy
29.12.2010 06:00

Polscy producenci petard siedzą albo nie żyją

Na początku lat 90. nikt nie przestrzegał podstawowych zasad bezpieczeństwa, a na rynku pokazów pirotechnicznych panowało kompletne bezkrólewie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Sam Ilic Photography <br/> STAGE88/CC/Flickr.com)

**

Marbo/Materiały PrasoweTak twierdzi Mariusz Rutkowski, właściciel firmy Marbo organizującej profesjonalne pokazy pirotechniczne. On sam zaczynał w 1993 roku od handlu fajerwerkami. W cztery lata później był bliski realizacji zlecenia od samego Michaela Jacksona, ale na drodze stanęła mu Telekomunikacja Polska.**

Money.pl: W Polsce nie ma producentów fajerwerków, wszystkie są sprowadzane z zagranicy. Dlaczego?

Mariusz Rutkowski, właściciel firmy Marbo: U nas to się nie opłaca. Z Chińczykami można wygrać tylko wypracowaną przez lata jakością, a w Polsce nie ma tradycji produkowania fajerwerków. Nie ma rodzinnych firm, które na bazie własnych technologii wytwarzają je od pokoleń, tak jak w Hiszpanii, czy we Włoszech.

Kiedyś w Polsce byli producenci petard. To były początki lat 90., a petardy były najłatwiejsze w produkcji i sprzedaży. Ale ci producenci wyeliminowali się sami: w większości już nie żyją albo siedzą w więzieniach. Prawie nikt nie uchronił się przed wypadkiem i albo pozabijał pracowników, albo sam zginął, bo o środkach ostrożności nie miał pojęcia. Więc to nawet dobrze, że nie ma polskich producentów. W końcu każdy taki wypadek działa na niekorzyść branży.

Właściwie nie ma Sylwestra bez doniesień o urwanych palcach czy poparzonych twarzach.

_ _

Tak, ale to głównie wypadki z użyciem zwykłych, detalicznych fajerwerków.

Profesjonalnym pirotechnikom wypadki się nie zdarzają?

fot: Marbo/Materiay Prasowe_ fot: Marbo/Materiay Prasowe _[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/pokazy;pirotechniczne;firmy;marbo,galeria,4721,0.html)Zdarzają się, ten biznes jest dość niebezpieczny. Ale teraz już znacznie rzadziej. Najgorzej było w latach 90. W pewnym stopniu wynikało to z faktu, że wtedy nie istniały praktycznie żadne przepisy koncesjonujące obrót fajerwerkami. Za pokazy brał się każdy, kto chciał. Panowało kompletne bezkrólewie, więc wypadków było sporo.

Pewna firma, która dopiero wchodziła na rynek, strzelała dużymi ładunkami na podwórku między kamienicami. Potem musiała wszystko oszklić, bo w okolicznych mieszkaniach powypadały szyby. Albo strzelano za blisko ludzi i dochodziło do podpalenia ubrań.

Zdarzały się też wypadki śmiertelne. W najgłośniejszym z nich zginął pracownik, a drugi został ciężko poparzony. Przygotowywali pokaz i nagle nastąpił wybuch. Do tej pory nie wiadomo, co poszło nie tak.

Co się od tamtych czasów zmieniło?


Dziś, żeby móc organizować pokazy fajerwerków, trzeba ukończyć szkolenie. Kurs kosztuje około trzech tysięcy złotych i starcza na pięć lat, potem należy go odnowić. Istnieją też drobiazgowe przepisy określające, jaka odległość ma dzielić widzów od miejsca, w którym rozmieszczono ładunki.

Kiedyś nie dość, że nie istniały przepisy, to wśród firm zamawiających widowiska nie było świadomości, że miejsce na pokaz musi być odpowiednio przygotowane. Wielokrotnie bywało tak, że przyjeżdżaliśmy na teren imprezy, a nad placem wisiał na przykład wielki balon reklamowy i klient nie chciał go zdjąć, bo nie widział takiej potrzeby.

*Jakie jeszcze trudności wiążą się z pracą w tej branży? *

Pracować trzeba w każdych warunkach, obojętnie, czy jest mróz, upał czy komary. Dla pirotechnika nie może być złych dni na pokazy. A dla mnie owszem, są. Niechętnie organizuję widowiska w zimie, bo raz dostałem nauczkę. Robiłem pokaz dla Liroya, kiedy otrzymał platynową płytę. Pogoda była podła, listopad, wichura. Rozchorowałem się i leczyłem to potem dwa miesiące.

Pokaz pirotechniczny jest trochę jak obraz malowany na niebie. Tymczasem istniejące na rynku firmy różnie do tego podchodzą. Są takie, które tworzą własne, nowe efekty, a ich każdy pokaz jest wielkim wydarzeniem pirotechnicznym. Inne bardzo wiernie i dobrze kopiują cudze pomysły. Ich pokazy się podobają, bo są doskonale zsynchronizowane, a publiczność na ogół nie jest w stanie rozróżnić jednych od drugich. I dlatego wkurza mnie, gdy jakiś urząd miejski czy firma organizuje przetarg na pokaz i jeszcze pisze, że najważniejsza jest cena. No to jak, chcą mieć tanio czy ładnie? Ciekawe, czy Dodzie też każą kiedyś startować w przetargu.

**

Marbo/Materiały PrasoweJak wyglądają przygotowania do pokazu?**

Mało kto wie, że jedna minuta pokazu to około 30 godzin pracy. Do komponowania widowisk służą specjalne programy komputerowe, ale wiele prac wykonuje się ręcznie.

Często klienci zamawiają pokazy pod wybraną przez siebie muzykę. Zgranie jej z efektami pirotechnicznymi zajmuje wiele godzin. A potem trzeba przenieść ładunki na miejsce imprezy (nieraz są to tony materiału), umocować je, wsadzić w rury i podłączyć pod zapalniki.

Pamięta Pan swoje najciekawsze zlecenia?

Miałem kiedyś dziwną przygodę z Michaelem Jacksonem, kiedy w 1997 roku przyleciał do Polski. Byłem bliski zorganizowania pokazu fajerwerków na jego koncercie, bo zadzwonili do mnie organizatorzy i zaczęliśmy prowadzić rozmowy. Niestety, Telekomunikacja Polska nagle przerwała połączenie. Nie wiem, co się stało. Komórek nie było, nie miałem jak oddzwonić i nie wiedziałem gdzie, bo nie istniały jeszcze aparaty, na których wyświetla się numer. Nic nie mogłem zrobić. Następnego dnia organizatorzy koncertu zadzwonili do konkurencji i podpisali umowę, a ja straciłem okazję, chociaż byłem tak blisko.

fot: Marbo/Materiay Prasowe_ fot: Marbo/Materiay Prasowe _[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/pokazy;pirotechniczne;firmy;marbo,galeria,4721,0.html)Nieraz trafiają się pomysły nie do zrealizowania. Na przykład klienci chcą, żebym wystrzelił w powietrze litery, które ułożą się w konkretny napis. Tego nie da się zrobić, bo bomby mają kształt cylindryczny i w powietrzu mogą obrócić się w każdą stronę. Nigdy nie ma pewności, czy kiedy wystrzelę literę L, nie wyświetli się ona do góry nogami i czy nie będzie powykręcana.

Ale serca potraficie wystrzelić?

Potrafimy, istnieją bomby o takim kształcie i jeśli pochodzą od dobrego producenta, to nie odkształcą się na niebie i rzeczywiście będą wyglądać jak serca. A że nie wiadomo, czy serce się nie obróci, czy będzie _ twarzą _do widzów, to dla pewności zawsze wystrzeliwujemy kilka.

Czy Sylwester to w Pana branży pełnia sezonu?

Wbrew pozorom nie. W ciągu nocy sylwestrowej duża firma jest w stanie wykonać kilka pokazów, a mała tylko jeden. Później już się nie strzela. Jest jeszcze WOŚP i zimą to właściwie tyle.

Poza tym, gdy temperatura spada do minus dwudziestu pięciu stopni, łamią się kable. **Dlatego zdecydowanie więcej dzieje się w okresie wiosennym i letnim, choć wtedy noce są krótsze. Musimy pracować tak, żeby zmieścić się miedzy dniem, kiedy jest zbyt jasno, a godziną 22, po której nie można hałasować.

Istnieje jeszcze cały rynek imprez integracyjnych i wesel. Nie ma z tego zbyt dużych przychodów, ale zawsze można sobie poćwiczyć strzelanie.

Co, oprócz ćwiczenia, jest w tej pracy najważniejsze?

Trzeba mieć kontakty z agencjami reklamowymi. Kiedyś firmy takie jak moja same organizowały pokazy, teraz jesteśmy podwykonawcami agencji. Ale przede wszystkim trzeba to lubić. Wyrobnicy nigdy nie wypłyną tu na szerokie wody. Trzeba umieć tworzyć pokazy tak piękne, że zapierają dech w piersiach. Trzeba być artystą.

Pan czuje się artystą?

Ja chyba nie, artystą trzeba się urodzić (_ śmiech _). Ale nie martwię się, w końcu nie każdy od razu musi być Janem Matejką. W pirotechnice działam od prawie dwudziestu lat, bo po prostu bardzo to lubię. Komponowanie pokazów sprawia mi wielką frajdę.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/95/t127071.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polacy;nosza;rekawiczki;z;psow,200,0,741064.html) Polacy noszą rękawiczki z psów Taką tezę stawia Marian Kuc, założyciel firmy produkującej galanterię skórzaną.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/216/t126936.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/wraz;z;konsumpcja;szampana;rosnie;optymizm;przedsiebiorcow,151,0,740503.html) Wraz z konsumpcją szampana rośnie optymizm przedsiębiorców Szczególne powody do zadowolenia ma Pierre-Emmanuel Taittinger. Firma jego dziadka to jeden z najbardziej znanych producentów szampana na świecie.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/224/t127200.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/drutex;pracuja;na;trzy;zmiany,204,0,742604.html) Drutex: Pracują na trzy zmiany Ale cała kadra zarządzająca o godz. 15 idzie do domu. _ Szef nie powinien decydować o wszystkim. _
Tagi: polscy przedsiębiorcy, ludzie, kraj, wiadmomości, gospodarka, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz