Notowania

Polska jest za biedna na medycynę na światowym poziomie

Żeby zarobić na swoich pomysłach, zdolni naukowcy muszą uciekać za granicę.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Materiały prasowe/Medim)

Anna Janczewska-Radwan jest prezesem i założycielem Medimu - jednej z pierwszych prywatnych firm w Polsce zaopatrujących służbę zdrowia w sprzęt medyczny. Pełni też funkcję prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed oraz jest ekspertem Business Centre Club ds. ochrony zdrowia.

Po 20 latach pracy w branży na własny rachunek, uważa, że polski przemysł medyczny nadal nie ma się czym pochwalić.

Money.pl: Skończyła Pani Akademię Ekonomiczną. Dlaczego zdecydowała się Pani zainwestować akurat w branżę medyczną?

Anna Janczewska-Radawan, prezes firmy Medim: Trochę przez przypadek. Ale, jak ktoś kiedyś zabawnie powiedział, przypadek to pseudonim, który nadał sobie Bóg, chcąc występować incognito.

Do dziś nie żałuję dokonanego wyboru. Technika medyczna jest branżą bardzo wymagającą, zaliczana jest do najszybciej rozwijających się gałęzi światowego przemysłu i zapotrzebowanie na nią stale rośnie. Zatem zmusza do ciągłego uczenia się i poszerzania swojej wiedzy.


Zaczynała Pani w latach 90., złotym okresie dla polskiej przedsiębiorczości. Jakie znaczenie dla Pani późniejszych sukcesów miały ówczesne realia?


Zanim założyłam Medim, działałam w branży medycznej przez wiele lat. Firma była więc kontynuacją tego, co robiłam poprzednio, tyle, że na własny rachunek.

Nie wiem, czy na początku lat 90. było łatwiej, na pewno była mniejsza konkurencja. Dziś trudno pozyskać do współpracy renomowane firmy z branży medycznej. Wszystkie karty w tym zakresie zostały właściwie rozdane. Ale to chyba jedyna trudność. Człowiek przedsiębiorczy, który ma predyspozycje do prowadzenia biznesu, sprawdza się i w tych teoretycznie łatwiejszych warunkach, jakie panowały na początku lat 90. i teraz. Kluczem jest wiedza i umiejętność dostosowania się do panujących w danej chwili zewnętrznych warunków biznesowych.

Jak wyglądały wtedy rozmowy biznesowe z polskimi i zagranicznymi partnerami? Kiedy Pani zaczynała, branża była zdominowana przez mężczyzn.


I nadal jest. Panowie ciągle dominują, ale uważam, że sukces to nie kwestia płci, tylko określonych cech charakteru. Na początku lat 90. było stosunkowo mało firm prywatnych i znam wiele kobiet, które również rozpoczynały działalność w tym czasie. Wiele z nich nadal z powodzeniem funkcjonuje na rynku.


Na jaki sprzęt było w latach 90. największe zapotrzebowanie? Czy coś się od tego czasu zmieniło?

Od 20 lat Medim specjalizuje się w małoinwazyjnych technikach operacyjnych i higienie szpitalnej. W latach 90. polskie szpitale miały znacznie większe braki w wyposażeniu w nowoczesną aparaturę niż mają dzisiaj. Potrzebny był zarówno podstawowy sprzęt, jak nowinki w dziedzinie medycyny. I teraz jest podobnie, bo wielu szpitalom brakuje nawet podstawowego wyposażenia, co nie przeszkadza im kupować także najnowocześniejszej aparatury na rynku.

Jednak w okresie tych 20 lat definicja sprzętu podstawowego podlegała ewolucji i to, co kiedyś miało unikalny charakter, jak np. sprzęt endoskopowy, dziś staje się, lub powinno się stawać, standardem wyposażenia każdego szpitala. A tymczasem do naszych szpitali wkraczają już roboty chirurgiczne.

Na początku lat 90. nie było ustawy o zamówieniach publicznych.

Nie, ale odbywało się coś na wzór przetargów, oczywiście nie tak sformalizowanych, jak dziś. Tak samo składało się oferty, prowadziło negocjacje i wygrywała najlepsza oferta. Najlepsza, to w przypadku aparatury wysokospecjalistycznej niekoniecznie oferta najtańsza. Tam, gdzie w grę wchodzi życie ludzkie, najtańsza oferta nie powinna być celem samym w sobie.

A czy w Polsce produkowana jest aparatura, którą mogłaby Pani sprzedawać za granicą? Mamy się czym pochwalić?

Niestety, nie mamy w tym zakresie dużych sukcesów. Współczesna technika medyczna wymaga olbrzymich nakładów finansowych. Świat oferuje już tak różnorodną gamę sprzętu medycznego, dla wszystkich dziedzin medycyny i na najwyższym poziomie, że tylko wyjątkowo innowacyjna myśl naszych naukowców mogłaby wnieść coś nowego.

Jako prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed mam przyjemność być członkiem Grupy roboczej na rzecz innowacji w ochronie zdrowia. Co roku przyznajemy nagrody miedzy innymi takim polskim produktom. Niestety nie ma zbyt dużo zgłoszeń polskich, innowacyjnych produktów.

Jednym słowem, polska nauka nie przekłada się na biznes.

Istnieje bariera finansowa. Polska przeznacza na rozwój i badania naukowe tylko 0,64 procenta PKB. Jest to prawie 3 razy mniej niż średnio w krajach Unii, nie mówiąc już o USA gdzie wydaje się 2,8 procenta PKB, czy Korei, która łoży na ten cel 3,2 procenta PKB. Efekt jest często taki, że nasi naukowcy realizują się świetnie za granicą, a ich wynalazki wykorzystują producenci spoza Polski.

Czy w związku z tym nie ma Pani problemów z pozyskaniem pracowników? Ta branża wymaga przecież wykształconej i wyspecjalizowanej kadry.

Branża wyrobów medycznych wymaga znajomości zarówno zagadnień medycyny, jak i techniki oraz informatyki, w dodatku na najwyższym poziomie. Niestety, uczelnie nie przygotowują w pełni do tego zawodu i przyjmując pracowników, musimy ich długo szkolić. To dla nas spora inwestycja. Okres szkolenia, w zależności od stanowiska i rodzaju sprzętu, trwa od pół roku do kilku lat.

Kiedy firma się rozrasta nadchodzi moment, gdy założyciel musi powierzyć część swych obowiązków w ręce pracowników. Nie miała Pani problemów z oddaniem władzy?

To jest duże wyzwanie dla wszystkich właścicieli, którzy rośli razem z firmą i mnie też oczywiście dotyczy. Oddawanie przynajmniej części władzy i delegowanie uprawnień musi się dokonywać wraz z rozwojem, bo w przeciwnym razie firma nie tylko zatrzymuje się w miejscu, ale wręcz cofa.

Właściciel rozwijającej się firmy nie jest w stanie zapanować nad wszystkim, zadbać o szczegóły samodzielnie, dlatego tak ważni są odpowiedzialni, odpowiednio przygotowani współpracownicy. Nie mam wątpliwości, że to jedyna słuszna droga. Jest to jednak proces i niełatwa sztuka.

Wobec tego, czy po 20 latach pracy nadszedł okres, kiedy może Pani sobie pozwolić na trochę odpoczynku?

Ciągle nad tym pracuję _ (śmiech). _ Wszystko zależy od tego, co się dzieje w danym momencie na rynku. Obecnie jesteśmy w okresie wzmożonej aktywności: zbliża się koniec roku, szpitale intensyfikują zakupy, organizujemy sporo specjalistycznych szkoleń dla lekarzy i siłą rzeczy czuję się w obowiązku wspomóc moich współpracowników. Nie ukrywam jednak, że ciągle robię to z przyjemnością i z równą przyjemnością aktywnie odpoczywam.

Czyli nie jest tak, że wstaje Pani codziennie o 6 rano?

Wstaję, ale nie z tego powodu. Lubię aktywność fizyczną i każdy dzień zaczynam od jogi. Półtorej godziny tych ćwiczeń pozwala mi utrzymać się zarówno w dobrej kondycji fizycznej, jak i psychicznej. Poza tym, jeżeli nie muszę zbyt późno chodzić spać, przyznaję, że wczesne wstawanie daje mi dużo satysfakcji.


Na jakie jeszcze przyjemności wydaje Pani zarobione pieniądze? Podobno interesuje się Pani muzyką i malarstwem. Kolekcjonuje Pani sztukę?

Kolekcjonuję, ale to bardzo skromna kolekcja, taka, na jaką pozwalają mi ściany mojego domu. Być może w przyszłości, kiedy będę miała więcej czasu na prywatne sprawy, pomyślę o niej bardziej świadomie.

Kiedy spodziewa się go Pani mieć?

Jestem człowiekiem czynu, lubię działać. I nawet, gdybym miała bardzo komfortową sytuację i nie musiała pracować, nie wyobrażam sobie nie robienia niczego, takiego przysłowiowego _ dolce far niente . Zamierzam zostać aktywna tak długo, jak długo zdrowie będzie mi na to pozwalać. Jedyna forma _ bezczynności _ jaką uznaję, to czytanie książek. Biblioteka ciągle rośnie, a wraz z nią nadzieja na ten rodzaj bezczynności. _

Tagi: służba zdrowia, medycyna, ludzie, manager, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz