Notowania

PolskiBus, czyli Ryanair na drogach

Nowy przewoźnik autobusowy oferuje bilety na wybrane trasy nawet za złotówkę. Za swoją konkurencję uważa nie PKS, a pociągi Intercity.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PolskiBus.com)

Wystarczyły trzy miesiące działalności, by nowy przewoźnik autobusowy PolskiBus.com obsłużył w Polsce dwieście tysięcy pasażerów. Jego szef w rozmowie z Manager.Money.pl deklaruje, że konkurencji PKS się nie boi, a także, że chętnie przejedzie się pociągiem Intercity. Zapowiada również uruchomienie nowych tras.

Money.pl: Sprzedajecie Państwo bilety na przejazdy swoimi autobusami po cenach, które zwykle są kilkakrotnie niższe niż w pociągu czy innych autobusach na podobnych trasach. To w ogóle może się opłacać?

Piotr Bezulski, dyrektor zarządzający Polskibus.com: Oczywiście zawsze możemy powiedzieć, że bilety są zbyt tanie, bo chcielibyśmy zarabiać więcej. Podobnie jak żaden biznesmen nie powie, że jego produkty czy usługi są już wystarczająco drogie. Ale nasza strategia zakłada, że nawet przy cenach biletów na poziomie tych 20 złotych, biznes się opłaci.

Dlaczego?

Nasze autokary są zdecydowanie większe od standardowych, które jeżdżą po polskich drogach. To 15-metrowe pojazdy, które mają 70 miejsc. Tymczasem inni przewoźnicy mają maksymalnie 57 miejsc. To sprawia, że koszty paliwa rozkładają się na więcej pasażerów i już przy wypełnieniu pojazdu na poziomie 80 procent wychodzimy na swoje.

Na każdej trasie jest ono tak wysokie?

Bardzo dobra pod tym względem jest na przykład trasa z Warszawy do Gdańska, gdzie wypełnienie autokarów przekracza 90 procent. Bardzo dobrze sprzedają się również bilety na trasie z Warszawy do Pragi przez Wrocław. Widzimy również, że coraz bardziej przekonują się do nas pasażerowie z Lubelszczyzny. Wszystkim trasom się przyglądamy i oczywiście te, na których nie będzie zainteresowania, będziemy z czasem likwidować bądź zmieniać.

Na pewno pamięta Pan firmę Polski Express. Również chciała zrewolucjonizować rynek autobusowy w Polsce i w końcu upadła. Nie boi się Pan, że z tak niskimi cenami biletów podzielicie ich los?

Działam w transporcie publicznym od ponad dziesięciu lat. Doskonale znam historię tego przewoźnika i nie wnikając w szczegóły mogę powiedzieć tyle, że nasz pomysł na biznes jest zupełnie inny. Ograniczamy koszty, co widać chociażby w tym, że bilety można u nas kupić tylko przez internet. Do tego nasze autobusy po drodze zatrzymują się bardzo rzadko, bo każdy przystanek wiąże się z dodatkowymi opłatami.

Z drugiej strony dajemy niskie ceny, gwarantując jednocześnie wysoki komfort podróży. Nikt do tej pory nie oferował pasażerom autobusów skórzanych siedzeń, czystej toalety i darmowego dostępu do internetu na pokładzie każdego autobusu.

Reklamujecie się możliwością kupna biletu nawet za złotówkę. Ile ich tak naprawdę oferujecie?

Co najmniej jeden w każdym autobusie. Wszystko zależy od tego, jak popularna jest trasa, czy chcemy zdobyć nowych pasażerów i przyzwyczaić ich do naszych usług. Generalnie, podobnie jak w przypadku samolotów, im wcześniejsza rezerwacja, tym tańszy bilet. Na pewno, gdy już mocniej zaistniejemy na rynku, nie zamierzamy podnosić cen biletów.

**Przeczytaj wywiad Money.pl

*Ale jednocześnie Państwa infolinia jest bardzo droga. To się zmieni? *

Nie. To jeden z elementów strategii naszej firmy. Chcemy przekonać w ten sposób klientów, że nie muszą do nas dzwonić, bo wszystko jest na stronie internetowej. Im więcej konsultantów telefonicznych, tym wyższe koszty i tym droższe bilety.

*Podobnie jak częste zatrzymywanie się na przystankach. To duże koszty? *

Zwykle od kilkunastu złotych za każdorazowy postój w Polsce do około 30 euro za granicą. Ale w częstym zatrzymywaniu się nie chodzi tylko o koszty. Nasza usługa do trasy dalekobieżne. Jeżeli ktoś chce jechać z Warszawy do Lublina, to nie chce po drodze odwiedzić kilkunastu innych miejscowości. To dla pasażera strata czasu i przez to nikt dotychczas nie chciał podróżować do innych dużych miast autobusami. Wybierał pozostałe środki transportu.

Czyli małe miasta nie mają co liczyć na to, że PolskiBus będzie się w nich zatrzymywał?

Idea jest taka, by stworzyć ekspresowe połączenia z możliwie najmniejszą liczbą przystanków. Na przykład na trasie z Warszawy do Gdańska zatrzymujemy się w Ostródzie, choć najchętniej jechalibyśmy bez zatrzymywania. Tam jednak zmieniają się kierowcy. **

Ale pociągi Intercity zatrzymują się na przykład we Włoszczowej.

_ (Śmiech). _Nie chciałbym tego komentować. Powiedzmy, że to wyjątek od reguły. Nasz model biznesowy tego nie zakłada.

Konkurencja ze strony PKS jest duża?

I tak, i nie. W Polsce jest co prawda ponad sto spółek PKS i kilka tysięcy innych przewoźników, ale nikt do tej pory nie sprzedawał takiej usługi jak my, czyli przejazdów dalekobieżnych bez przystanków. Dlatego za większą konkurencję uważam pociągi PKP Intercity.

*Nawet jeżeli ich bilety są kilkakrotnie droższe od oferowanych przez Państwa? *

Tak. Bo dla pasażerów poza ceną liczy się także czas podróży. Kolej, przynajmniej teoretycznie, zawsze będzie od nas szybsza. Porównując rozkłady jazdy, to obecnie jedziemy tyle samo co Intercity tylko na trasie z Warszawy do Gdańska.

Jestem zaskoczony, że tak dobrze wypowiada się Pan o konkurencji.

Zdajemy sobie sprawę, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Ja naprawdę kibicuję kolei i chciałbym przejechać się kiedyś pociągiem w Polsce z prędkością 220 km/h. My nawet najlepszą autostradą nie pojedziemy szybciej niż 100 km/h. A skoro nie przefruniemy i nie przyspieszymy, to musimy konkurować ceną i komfortem jazdy. Pokazujemy ludziom, że także autobusem można jechać w cywilizowanych warunkach.

I stan polskich dróg nie zahamuje Waszego rozwoju?

Cóż. Liczymy na to, że pozytywne zmiany w tym zakresie będą następować szybciej. Być może kiedyś ktoś zbuduje porządną drogę z Warszawy do Wrocławia. Zauważyliśmy też, że ludzie bardzo lubią połączenia nocne. Na nich czas podróży nie gra tak dużej roli. Pasażerowie mogą się przespać, a gdy się obudzą, to są już na miejscu.

Wróćmy do konkurencji z PKS. Zwykle to właśnie spółki PKS są jednocześnie właścicielami dworców autobusowych. Czy chętnie wpuszczają Was na swoje przystanki?

No z tym czasem rzeczywiście jest problem. W Polsce rynek nie jest zderegulowany, a co za tym idzie, uruchomienie każdej nowej trasy jest dosyć trudne. Musimy bowiem mieć odpowiednie pozwolenia od urzędów marszałkowskich. A żeby je pozyskać, to potrzebujemy deklaracji właściciela np. dworca autobusowego, że będziemy mogli zorganizować tam przystanek. I tu zaczynają się schody.

**Przeczytaj wywiad Money.pl

Jak w praktyce wygląda uzyskanie takiej zgody?

Negocjacje nie są łatwe, bo w zasadzie wnioskujemy o to, by PKS wpuścił na swój dworzec konkurencję. Tak więc zwykle musimy się dostosować na przykład w zakresie proponowanych godzin odjazdów. Do tego dochodzą już wspomniane wcześniej opłaty za przystanki. Pod tym względem cała procedura za granicą jest znacznie prostsza.

Ale już z internetem tak chyba nie jest, skoro ciągle nie zaoferowaliście Państwo darmowego dostępu do sieci poza granicami Polski.

To kwestia regulacji rynku za granicą. Generalnie firma zarejestrowana w Polsce nie może kupić abonamentu na przykład w Austrii, a roaming by nas zrujnował. Pracujemy nad tym. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będziemy mogli zaoferować tę usługę również poza granicami Polski.

Niedawno ogłosiliście Państwo inwestycję w kolejnych 50 autobusów, które wyjadą na polskie drogi. Jakie miasta połączą?

Jest zdecydowanie zbyt wcześnie, bym mówił o szczegółach, nad którymi właśnie pracujemy. W pierwszej kolejności będziemy chcieli zwiększyć liczbę połączeń na dotychczasowych trasach. Potem, najprawdopodobniej wiosną przyszłego roku, będziemy uruchamiać połączenia między dużymi miastami, ale z pominięciem Warszawy. Obecnie bowiem wszystkie trasy zbiegają się w stolicy. Tu też jest baza dla aktualnie 18 pojazdów naszej floty. Każdy co najmniej raz na dobę jest w Warszawie, gdzie, jest sprzątany, tankowany i rusza dalej w drogę. Coś na wzór tanich linii lotniczych.

Ryanair na drogach.

Można tak powiedzieć. Być może w przyszłym roku nasza baza powstanie również w innym polskim mieście.

Takie inwestycje nie byłyby możliwe bez zagranicznego właściciela spółki PolskiBus.com. Kto za nią stoi?

To inicjatywa szkockiego przedsiębiorcy, sir Briana Soutera, który przed laty zaczynał jako kierowca autobusu, a dziś jest potentatem na brytyjskim rynku transportowym. Jego firma Stagecoach Group zatrudnia 30 tysięcy pracowników. Do tego ma on swój fundusz inwestycyjny i wyszukuje ciekawe okazje do zrobienia biznesu. Zdecydował się wejść do Polski, bo jego zdaniem to bardzo obiecujący rynek. Tym bardziej, że model tanich, komfortowych autobusów doskonale sprawdził się w Wielkiej Brytanii i USA. Dlaczego nie miałoby się tak stać w Polsce.

Ilu pasażerów chcecie przewieźć w ciągu roku?

Liczymy na okrągły milion. To realne, zważywszy na fakt, że po ponad 3 miesiącach działalności i 18 autokarach, z naszych usług skorzystało już ponad 200 tysięcy osób. A przypominam, że w ciągu najbliższych miesięcy nasza flota urośnie trzykrotnie.

Czytaj więcej wywiadów z przedsiębiorcami w Money.pl
Baltona bez marynarza. Zobacz, co robi dziś Legendarna marka PRL-u jest dziś liderem handlu w strefach wolnocłowych w polskich portach lotniczych.
Michalczewski i Gortat w jednej drużynie. Czyjej? Zatrudnienie pięściarza to marketing, nie przytyk w stronę byłego pracodawcy - mówi jeden z właścicieli firmy.
Czerpią z Misia i Świerszczyka. I idą na wojnę _ - Nie można sprowadzać ich tylko do roli odbiorców showbiznesu _ - podkreśla Krzysztof Ziomek, wydawca i redaktor naczelny nowego pisma dla najmłodszych.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, polskibus, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz