Notowania

Starcom
26.07.2011 06:20

Prezes Starcom: Pilot odrzutowców, który nie lubi ryzyka

O tym, kim są właściciele odrzutowców, którymi lata i co było najtrudniejsze w rebrandingu Ery, opowiada Money.pl Jakub Benke, prezes domu mediowego Starcom i dyrektor Blue Jet.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Starcom)

*Związany z reklamą od 1994 roku. Od ośmiu lat kieruje najbardziej znanym, polskim domem mediowym. Odpowiada za kampanie takich tuzów, jak: T-Mobile, Coca-Cola, Avon, TVN, Levi Strauss, Kompania Piwowarska, Kraft Foods, Kredyt Bank, Samsung, Orlen i Allegro. W reklamie zdobył praktycznie wszystko. Na Starcom co roku spada deszcz branżowych nagród. On sam był wiele razy nominowany do tytułu Człowiek Roku Impactora. *

Gdy odkrył w sobie lotniczą pasję, nie wiedział, że pochłonie go do tego stopnia. Dziś kieruje szkołą pilotów i firmą wynajmującą odrzutowce jako biznesowe taksówki. O tym, kim są właściciele odrzutowców, którymi lata, co było najtrudniejsze w rebrandingu Ery, biznesie i pasji Money.pl rozmawia z Jakubem Benke, prezesem zarządu domu mediowego Starcom i dyrektorem zarządzającym Blue Jet.

Money.pl: Ile samolotów stoi w Pańskim hangarze?

*Jakub Benke, prezes domu mediowego Starcom i dyrektor zarządzający firmy Blue Jet: *Nie mam hangaru.

[ ( http://static1.money.pl/i/h/250/m152826.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/szefem;groupona;zostalem;w;pol;godziny,51,0,876851.html) Pół godziny rozmowy i kierujesz Grouponem Ale samolot Pan ma?

Nie mam. Jestem współwłaścicielem niedużej szkoły lotniczej, która ma trzy dosyć wiekowe samoloty. Każdy z nich jest warty mniej niż samochód przeciętnego prezesa polskiej firmy, więc jakkolwiek dumnie by to nie brzmiało, posiadanie samolotów nie jest dowodem mojej majętności.

Bardzo rzadko latam tymi _ swoimi samolotami _ - ostatnio w małym lotnictwie nie udzielam się już tak bardzo, bo zajmuje się tym nieco większym. Ono mnie wciągnęło. Zarządzam firmą Blue Jet, która zajmuje się wynajmem biznesowych samolotów odrzutowych. Latam też w tej firmie jako zawodowy pilot. Spędzam w powietrzu około 30 godzin miesięcznie. To jest w tej chwili moją największą pasją.

Łączenie pilotażu z zarządzaniem jest trochę jak próba łączenia ognia z wodą. Ale to miłość, którą postanowiłem realizować bez względu na koszty czasowe. Latanie w kokpicie samolotu odrzutowego najwyższej światowej klasy jest niezwykłym przywilejem. A mnie osobiście po prostu uszczęśliwia.

Blue Jet rozwija Pan od trzech lat. Jest Pan zadowolony z efektów?

Lotnictwo jako biznes nie jest łatwym kawałkiem chleba. Ale przez te trzy lata firma zrobiła ogromny postęp, który widać w rachunku wyników. Spółka też bardzo się rozrosła. W tej chwili w naszej flocie jest osiem samolotów. Większość to prywatne odrzutowce osób, które potrzebują firmy do kompleksowego zarządzania tymi maszynami. Zapewniamy im obsługę techniczną, operacyjną, załogi oraz klientów na czartery komercyjne. Tak by, gdy właściciele sami nie latają, mogli zarabiać na swoich samolotach.

Aby świadczyć usługi przewozu pasażerskiego, nawet czarteru samolotów biznesowych, trzeba mieć certyfikat przewoźnika, taki sam jak PLL LOT czy Wizzair. Dlatego, by móc zarabiać na wynajmie, właściciel samolotu musi zwrócić się do kogoś, kto ma taki certyfikat poparty odpowiednią infrastrukturą i do tego jeszcze potrafi zdobyć klientów. Kimś takim jest właśnie Blue Jet.

**

fot: StarcomKto udostępnił Wam swoje maszyny?**

To są ludzie bardzo zamożni. Właściciele dużych firm z różnych branż. W uproszczeniu można powiedzieć, że to nazwiska z pierwszej setki najbogatszych ludzi w Polsce. Choć wcale niekoniecznie chodzi tu o zestawienia z _ Wprost _ czy też _ Forbesa _, bo te są po prostu niekompletne.

Klientami są firmy, które wynajmują maszyny dla swoich najważniejszych pracowników oraz bardzo zamożne osoby, także spoza Polski.

Czym różni się zarządzanie w biznesie lotniczym od kierowania domem mediowym?

Wiele rzeczy jest wspólnych. Każdy menedżer ma jakieś przekonania co do czynników wpływających na sukces firmy i w różnych branżach stosowałby pewnie podobne rozwiązania. Dla mnie podstawą jest zespół. Sposób, w który on współpracuje i kultura organizacyjna, która go spaja.

To w dużej mierze legło u podstaw sukcesu Starcomu i na to samo stawiam w Blue Jet – firma to kompetentni, zaangażowani ludzie. Choć Blue Jet działa w dużo cięższej branży. Trudniej tu wygenerować zysk, a to wiąże ręce. Ale jest olbrzymi progres i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w tej niezwykle prestiżowej branży oferujemy usługi na najwyższym światowym poziomie.

Niektóre nasze samoloty mają zasięg międzykontynentalny i zdarza się, że lecimy do Nowego Jorku, tam bierzemy pasażera, który leci do Moskwy, a stamtąd ktoś inny leci do Hong Kongu. Konkurujemy więc na rynku globalnym. Obsługujemy najbardziej wymagających ludzi na świecie, niejednokrotnie osoby z pierwszych stron gazet i oni są naprawdę zadowoleni. Jakością usług możemy spokojnie równać się z najlepszymi firmami z Zachodu. To ogromne źródło satysfakcji.

Coś takiego osiąga się dzięki świetnemu zespołowi, który jest dostępny tak naprawdę 24 godziny na dobę i działa niezwykle sprawnie. Nasi klienci są wymagający, a równocześnie ograniczenia lotnictwa są podobne, jak w zwykłych liniach. W grę wchodzi pogoda, usterki techniczne, ograniczenia przepustowości przestrzeni powietrznej i lotnisk. W krajach trzeciego świata, do których też zdarza nam się czasami latać, jest na przykład problem jakości cateringu. Wieziemy kogoś do Kongo i wylatując stamtąd dwa dni później chcemy podać na pokładzie pyszny, świeży posiłek godny prywatnego odrzutowca. Gdzie go zdobyć? Trzeba być elastycznym, kreatywnym i niezwykle sprawnym, by zachować poziom usług wbrew wszystkiemu.

[ ( http://static1.money.pl/i/h/232/m124392.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/kto;stoi;za;liberty;direct,250,0,730362.html) Kto stoi za Liberty Direct? A czy widok ziemi z lotu ptaka może inspirować do tworzenia kampanii marketingowych?

Sam fakt fizycznego oddalenia od ziemi nie powoduje oczywiście nadzwyczajnego przypływu inspiracji. Ale rozumiem, że to metafora. Na pewno dystans i szersze horyzonty, które zapobiegają zamknięciu się ze swoim biznesem w jakiejś puszce, są zawsze dobre. Gdy człowiek biegnie jak szczur labiryncie – byle do przodu - i nie ma czasu zastanowić się nawet dokąd i po co biegnie, to posiadanie odskoczni i innej perspektywy daje bardzo dużo.

Na pewno także mogę przerzucać doświadczenia między branżami. Choć struktura firm i stopień formalizacji działań są zupełnie inne. W lotnictwie chodzi o życie ludzkie i o niezawodność, dlatego dziedziną tą rządzą niezwykle szczegółowe przepisy i procedury. A taka agencja jak Starcom jest skrajnie zdeformalizowana, jedną z wartości nadrzędnych jest kreatywność nieodzownie związana ze swobodą. A może właśnie ta odmienność branż jest źródłem inspiracji.

Takie połączenie musi być też bardzo absorbujące.

Gdyby nie to, że żyjemy w epoce cyfrowych mediów, maila dostępnego w każdym momencie i komórki, to logistycznie nie byłbym w stanie tego ogarnąć. Pogodzenie tego wszystkiego jest trudne i wymaga pewnej mądrości i umiejętności skupiania się na rzeczach najważniejszych.

Jak Starcom zdobywa klientów? Czytaj na drugiej stronie

Wspomniał Pan o cyfryzacji naszego życia. Reklama musi za tym nadążać. W jednym z wywiadów mówił Pan, że reklama musi odejść od form niechcianych - takich, jak spoty przerywające programy, czy też pop up'y - na rzecz dialogu z konsumentem. Jak sobie Pan wyobraża tę rewolucję?

Stare formy reklamy nie znikną. I to powoduje, że świat coraz bardziej się komplikuje. Nowe formy i nowe media są coraz bardziej różnorodne. A stare media zyskują nową twarz. Zmienia się telewizja, wchodzi VOD. Ale te procesy nie są zero-jedynkowe. Wciąż będą ludzie, którzy będą preferować bierny odbiór telewizji linearnej, ale będą też tacy, którzy przejdą w stu procentach na świadomy wybór tego, co i kiedy chcą oglądać.

Z tego powodu domy mediowe znajdują się obecnie w okresie rewolucyjnych zmian. Od tego, jak firma teraz jest w stanie się zmieniać i w jakim stopniu będzie otwarta na zmiany, będzie zależeć jej egzystencja i pozycja w przyszłości.

Klienci też mają z tym problemy. Bo są tacy, którzy odnosili sukces w oparciu o pewien model reklamy, a on teraz się wyczerpuje i firma nie ma pomysłu na nowy. Tak naprawdę nikt nie ma w tej chwili monopolu na wiedzę i wszyscy - my i klienci - uczymy się nawzajem od siebie cały czas nowej rzeczywistości.

Dla agencji kluczowe jest to, by szybko wyciągać wnioski z popełnionych błędów i wprowadzać niezbędne zmiany w swojej strukturze i kompetencjach w obszarach, w których nigdy ich nie mieliśmy. Zwłaszcza w obszarze mediów cyfrowych.

Tu wychodzi Wam nieźle. W tym roku Starcom dostał Grand Prix Media Trendy za kampanię _ Milka razem dla Tatr _. Była realizowana z dużym rozmachem i przyniosła robiące wrażenie efekty. 500 tys. osób odwiedziło stronę razemdlatatr.pl, oddano 600 tys. głosów w plebiscycie. Ta interaktywność była chyba kluczowa dla sukcesu tej kampanii?

To rzeczywiście chyba najlepsza kampania, którą dotychczas zrobiliśmy. Ten pomysł świetnie łączył: potrzeby marki, która jest związana z Alpami i góry ma w swojej definicji oraz prawdziwy, wartościowy społecznie cel, czyli ratowanie tatrzańskiej przyrody, która jest ważna dla Polaków. Do tego dodaliśmy interaktywność, czyli zaoferowaliśmy konsumentom możliwość partycypacji.

To zostało obudowane wieloma działaniami edukacyjnymi, do których chętnie włączyły się media. Dzięki faktycznej wartości społecznej akcji, zaangażowanie w nią nie kłóciło się z polityką redakcyjną takich mediów, jak np. _ Gazeta Wyborcza _, które bardzo mocno bronią swojej niezależności. W efekcie po kampanii okazało się, że Tatry są na pierwszym miejscu, w gronie obszarów kraju, które według Polaków powinny być chronione. Gdy czytałem te wyniki, miałem niemal wyrzuty sumienia względem innych rejonów, które straciły swoją pozycję.

**

fot: StarcomWspominał Pan _ Gazetę Wyborczą _, która, jak Pan to określił, broni niezależności redakcyjnej. Coraz częściej jednak przekaz reklamowy w prasie miesza się z tym redakcyjnym. To zamazuje granice reklamy i może prowadzić do efektu odwrotnego od planowanego. Osobiście często czuję zażenowanie, czytając takie publikacje.**

Tu w grę wchodzą dwie kwestie. Jedna to postępujący efekt złotego cielca, czyli smutny fakt, że dla pieniędzy na koncie ludzie i firmy są w stanie zrobić wszystko. A takie wartości jak prawda czy jakość sama w sobie, stopniowo tracą w biznesie na znaczeniu.

Z drugiej strony odporność na naciski reklamodawców związane z treścią redakcyjną jest wprost proporcjonalna do kondycji finansowej danego medium. Im mocniejsza pozycja rynkowa firmy, tym mniejsza elastyczność na wpływ treści reklamowych na treści redakcyjne. A ponieważ media drukowane znajdują się obecnie w kryzysie, robią czasami rzeczy desperackie – trudno jest tego nie rozumieć.

W gronie klientów Starcom jest wiele potężnych międzynarodowych marek: Levi's, Coca-Cola, Real, Avon. Dziś pewnie sami się garną. Ale na początku? Musieliście uciekać się do niekonwencjonalnych metod, by zdobyć zaufanie wielkich koncernów?

Nawet teraz nie jest łatwo zdobyć zaufanie klientów. Zaufanie nie jest dobrem powszechnym na rynku. Udaje nam się je zdobyć, ale nigdy nie dostajemy go za darmo. Rzadko pojawia się ono już na poziomie przetargu. Rynek jest niezwykle konkurencyjny i Starcom w całej historii miał może dwóch klientów, których udało się pozyskać tak po prostu – dzięki naszej reputacji. Zawsze walka jest bardzo ostra, czasami wręcz bezpardonowa. Jesteśmy liderem, ale nasze życie nie jest sielanką. Może właśnie dlatego wciąż jesteśmy na topie.

[ ( http://static1.money.pl/i/h/245/m148469.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/rage;age;louis;vuitton;to;obciach,199,0,860103.html) Rage Age: Louis Vuitton to obciach Ostatnio pracowaliście przy rebrandingu Ery. To jedna z najbardziej spektakularnych kampanii ostatnich miesięcy. Co było w niej najtrudniejsze?

Wyzwaniem przy tym rebrandingu były kwestie logistyczne. Bo w historii polskiego rynku reklamowego żadna kampania o tak wielkiej skali nie była przygotowana w tak krótkim czasie. A to ze względu na kalendarz klienta. Starcom ma ponad 20-osobowy, niezwykle sprawny i zgrany zespół pracujący na potrzeby T-Mobile od kilku lat, więc nie miałem wątpliwości, że podołamy. Nie było u nas z tego powodu żadnej sytuacji kryzysowej, choć wysiłek zespołu był gigantyczny.

Mówi Pan, że bliskie są Panu takie wartości jak: wiedza, odpowiedzialność i umiejętność podejmowania decyzji. To idealnie pasuje do pilota. Ale z biznesem wiąże się jeszcze ryzyko. Nie lubi Pan go podejmować?

Nie jestem osobą skłonną do ryzyka i w biznesie także staram się je ograniczać. Starcom nie został zbudowany w oparciu o ryzykowne ruchy. Moją domeną jest organiczny wzrost i budowa organizacji cegiełka po cegiełce. Ryzykowanie nie jest też wpisane w zawód pilota. Tu wręcz celem nadrzędnym jest unikanie ryzyka i zapewnianie bezpieczeństwa.

Czyli raczej nie powinienem spodziewać się, że z dnia na dzień rzuci Pan Starcom i Blue Jet, by zająć się czymś zupełnie innym?

Ja nie mam tendencji do porzucania swoich zajęć. Nie rzuciłem Starcomu, po to by zostać pilotem. Rozwijam się świadomie i stopniowo, starając się robić ciągle rzeczy ciekawe. Nie wiem, co czeka mnie za 10 lat i nawet cieszę się z tego, że tego nie wiem. Gdyby 10 lat temu ktoś mi powiedział, że będę zawodowym pilotem puknąłbym się w głowę. Dlatego między innymi życie jest piękne.

Czytaj w Money.pl
Prezes Pekaes: Skóra, łańcuch i tomik poezji Harley Davidson to tylko jedna z pasji Jacka Machockiego, który jest też miłośnikiem gór i Rilkego.
Prezes EFL: Mógłbym być rockmanem Andrzej Krzemiński gra na gitarze, jeździ motorem BMW enduro GS 800 i fotografuje.
Chcesz pobiegać? Kup samochód! Każdy, kto kupi Volvo może trenować w naszym klubie biegacza. Sam biegam z klientami - mówi Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Auto Polska.
Tagi: Starcom, ludzie, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz