Red8 Group: Losowali prezesa, nikt nie chciał zarządzać

Red8 Group: Losowali prezesa, nikt nie chciał zarządzać

Fot. Red8 Group

Kiedy w 2001 roku Adam Niesłuchowski odchodził z pracy, razem z nim zwolniło się 10 innych osób. Trzy znalazły zatrudnienie w konkurencyjnych firmach, reszta postanowiła pójść na swoje. I chociaż nie mieli funduszy na start, własnej siedziby, a prezesa musieli losować, Red8 Advertising to dziś jedna z najprężniej rozwijających się agencji reklamowych na polskim rynku.

Money.pl: Na swojej stronie piszecie: doświadczenie zdobywaliśmy w agencjach sieciowych, poznając ich ograniczenia. Co kryje się za tym określeniem? I dlaczego duże koncerny miałyby być gorsze od małych, lokalnych agencji reklamowych?

Adam Niesłuchowski, współwłaściciel i CEO Red8 Group: Ograniczenia, o jakich piszemy, są głównie natury strukturalnej. W dużych sieciówkach zazwyczaj nie mamy wpływu na dobór ludzi, z którymi pracujemy. Agencje takie jak nasza, zarządzane lokalnie i nieodpowiadające przed nikim z zewnątrz za swoje ruchy, zatrudniają pracowników wtedy, kiedy ich potrzebują. Sami dobieramy sobie współpracowników, wynajdujemy specjalistów.

A co z innymi stereotypami na temat agencji reklamowych? Pracujecie po 16 godzin na dobę? Wypalenie artystyczne dopada was po 3 latach pracy?

To mit. Praca po 16 godzin na dobę się zdarza, ale bardzo rzadko. Najintensywniej jest na dzień, dwa dni przed startem jakiejś dużej kampanii. Nocne montaże w studiu czy przeciągające się sesje zdjęciowe należą jednak do rzadkości. Staramy się pracować 8 godzin na dobę.

Jeśli chodzi o wypalenie, dotyczy ono przede wszystkim działu kreacji. Jednak istnieją agencje, w których teamy kreatywne pracują razem po kilkanaście lat. Nasza firma w przyszłym roku będzie świętować 10-lecie i mamy zespoły, które są z nami od samego początku. Nadal potrafią zrobić kreatywną, a przede wszystkim efektywną kampanię. Ciężko więc mówić o wypaleniu w tej branży, można być jednak nią zmęczonym. Praca w agencji reklamowej jest rzeczywiście bardzo intensywna i stresująca.

I to było dla Pana i Pańskich kolegów impulsem do odejścia z poprzedniej firmy i założenia własnego biznesu? I jak to się stało, że 8 pracowników jednej korporacji zapragnęło nagle odmiany losu?

To był rok 2001. Nasza poprzednia agencja - Ogilvy & Mather - rozpoczęła proces fuzji z Gruppą 66. Nie do końca zgadzaliśmy się z kierunkiem zmian, jakie zachodziły wtedy w firmie, więc postanowiliśmy podziękować i zmienić pracodawcę.

I jak Wasz szef zareagował na masowe odejście pracowników?

Ponieważ był to moment fuzji dwóch agencji, w połączonej organizacji panował nadmiar siły roboczej. Szef zadał nam oczywiście pytanie o powody rezygnacji, ale zrozumiał naszą decyzję. Rozstaliśmy się w pokoju.

Nie był to jednak moment powstania Red8. Zwolniło nas się więcej, bo 11 osób i każda miała już różne propozycje pracy. To właśnie nasz były szef - Krzysztof Czupryna - zachęcił nas do otworzenia własnego biznesu. Ostatecznie zdecydowało się na to 8 z 11 osób i w maju 2002 roku powstało Red8.

Kapitał ludzki to jedno, drugie to środki finansowe. Skąd mieliście fundusze na start?

W przypadku agencji reklamowej, jeżeli nie musi ona wynajmować biura, środki finansowe są potrzebne tylko i wyłącznie na kapitał ludzki. Zespół, który stworzył Red8, wypełniał w zasadzie całą strukturę agencyjną - od client service'u, poprzez kreację, na DTP kończąc. Pierwsze biuro powstało u mnie w domu. Codziennie przyjeżdżały do mnie 2, 3 osoby i tak pracowaliśmy.

Przeczytaj wywiad Money.pl



Michalczewski w drużynie Oshee. Zdeklasują przeciwników?

Co na to Pana rodzina?

Przyjęła to z entuzjazmem.

Przyjęła z entuzjazmem 7 obcych osób kręcących się po mieszkaniu?

Rodzina zawsze wspierała mnie w 100 procentach. Z perspektywy czasu wydaje się to śmieszne, ale wtedy był to dla nas najbardziej racjonalny i dość oczywisty ruch. Poza tym biuro w moim domu funkcjonowało tylko jakieś 2, 3 miesiące. Później wynajęliśmy lokal na Bemowie, a następnie znaleźliśmy budynek, w którym pracujemy do dziś.

A kiedy wypłaciliście sobie pierwsze pensje?

To ciężkie pytanie, powiem szczerze, że nie pamiętam (śmiech). Szybko ruszyliśmy z kopyta, bo pamiętali o nas klienci z dawnych lat. Na szczęście nie ziściły się obawy, że będziemy siedzieć i brandować długopisy. Wygraliśmy przetarg, do którego zaprosił nas AmRest i tym samym zdobyliśmy klienta, który potrafił wykorzystać nasz potencjał.

Rozumiem, że każdy z założycieli firmy zajął się tym, na czym znał się najlepiej. A jak wyłoniliście dyrektora?

Zrobiliśmy losowanie. Nikt nie chciał zarządzać tą organizacją, każdy bał się oczywistych problemów. Jesteśmy grupą kolegów, a teraz trzeba z tego zrobić biznes, nawzajem się rozliczać i challengować. Ostatecznie uzgodniliśmy, że największe kompetencje do kierowania firmą ma Jarek Król, dobrze obeznany w kwestiach finansów. Do dziś jest dyrektorem zarządzającym Red8 Advertising.

Czyli to on rozstrzyga wszelkie kwestie sporne?

Kwestie sporne w zasadzie nie występują. Wszyscy się dziwią, jak organizacja, w której tyle osób ma coś do powiedzenia, może sprawnie funkcjonować. Jak my się dogadujemy. Przetrwaliśmy jednak próbę czasu i w zasadzie nie dochodzi między nami do żadnych większych konfliktów, które trzeba by jakoś poważnie rozstrzygać.

Ktoś jednak musi decydować, czy wchodzić w dany projekt, czy nie.

Takie decyzje podejmuje zarząd, a raczej coś na kształt zarządu. Dyrektor zarządzający, jedna osoba z działu kreacji i jedna od client service'u. Ale dopóki byliśmy małą organizacją, zarządzanie spółką było w rękach wszystkich. To była spółdzielnia, prawie socjalizm, gdzie wszyscy walczą o jedno (śmiech).

W przeciągu tych 10 lat z 8-osobowej spółki przekształciliśmy się jednak w grupę reklamową, która zatrudnia ponad 100 osób. W samym Red8 Advertising, czyli pierwotnej agencji Red8, pracuje ponad 30 osób. Dwa lata temu kupiliśmy spółkę internetową - obecne Red8 Digital, która zatrudnia także ponad 30 pracowników oraz spółkę btl-ową, (btl - below the line - działania marketingowe wymierzone w konkretnego klienta, które nie są reklamą w środkach masowego przekazu - red.) w której pracuje 20 osób. Na początku przyszłego roku szykuje się nowa akwizycja, tym razem firmy eventowej. Myślę, że to niezły wynik, jak na nasze polskie podwórko i dynamikę tej branży.

Zajrzyj na fanpage autorki na Facebooku. Kliknij Lubię to!

czytaj więcej wywiadów z polskimi przedsiębiorcami w Money.pl
Płacisz więcej do Play? Sprawdź dlaczego
- Obecnie każdy z dużych operatorów zarabia więcej za połączenie do P4 niż samo P4 - mówi Jakub Jacek Niewęgłowski, wiceprezes do spraw strategii operatora sieci Play.
Baltona bez marynarza. Zobacz, co robi dziś
Legendarna marka PRL-u jest dziś liderem handlu w strefach wolnocłowych w polskich portach lotniczych.
Chcesz kupić książkę? Zrób jej zdjęcie
Nowatorska aplikacja to efekt 1,5 rocznej pracy polskich programistów z iTraff Technology.
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
reformator
77.254.252.* 2011-11-25 21:13

Kiedy w 2001 roku Adam Niesłuchowski odchodził z pracy, razem z nim zwolniło się 10 innych osób. Dwie znalazły zatrudnienie w konkurencyjnych firmach, reszta postanowiła pójść na swoje.


Zatem powinna byc CEO Red9 Group,
a nie CEO Red8 Group.
makowski
89.77.145.* 2011-11-25 08:37
ja tylko pytam, gdzie w tym zdaniu jest podmiot...
„…Kiedy […] odchodził z pracy, razem z nim zwolniło się 10 innych osób. Dwie znalazły zatrudnienie w konkurencyjnych firmach, reszta postanowiła pójść na swoje. I chociaż nie mieli funduszy…"
bowiem nie rozumiem, KTO „nie miał funduszy…"? Ci, co poszli na swoje -- czy ci, co zostali?
(tak, czepiam się ;–)