Notowania

polscy przedsiębiorcy
06.12.2010 06:00

Rotomat: Kto kradnie znaki drogowe?

Najczęściej firmy, których nie stać na oznakowanie swoich prac, uważa Robert Kazubowski, właściciel Rotomatu.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Rotomat sp.zo.o./Materiały prasowe)

*Każdy znak jest inny._ - Swoje __ rozpoznaję po sposobie zagięcia blachy, po rodzaju folii, sposobie nadruku _ - tłumaczy Robert Kazubowski, właściciel firmy Rotomat. W rozmowie z Money.pl opowiada, kto stoi za znikającymi znakami drogowymi i krytykuje umiejętności polskich kierowców. *

Rotomat powstał w 1992 roku, z inicjatywy dwóch kolegów z liceum: Roberta Kazubowskiego i Tomasza Kasprzykowskiego. Montuje oświetlenie, ekrany akustyczne i znaki drogowe własnej produkcji. Ma dwa oddziały: we Wrocławiu i w Poznaniu, w których zatrudnia łącznie 140 osób.

Money.pl: Zaczynał Pan w branży telekomunikacyjnej. Skąd pomysł na firmę produkującą oznakowanie drogowe?

*Robert Kazubowski, właściciel spółki Rotomat: *Na przełomie lat 80. i 90., kiedy kładliśmy okablowanie telefoniczne, wiele prac wykonywaliśmy na drogach. Te roboty trzeba było oznakowywać we własnym zakresie, a wtedy istniała tylko wypożyczalnia: znaki wydawano na dowód osobisty i kaucję, potem trzeba było je odwieźć na miejsce. Nie było firmy, która zajmowałaby się oznakowaniem od początku do końca.

fot: Rotomat sp. z o.o./Materiały prasowefot: Rotomat sp. z o.o./Materiały prasowe[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/firma;rotomat;i;jej;wlasciciele,galeria,4624,0.html)Po kilku latach oznakowywania własnych robót mieliśmy już pewien zapas sprzętu. W czerwcu 1992 roku podjęliśmy z Tomkiem (Tomaszem Kasprzykowskim, współwłaścicielem Rotomatu – red.) decyzję, że skupimy się na branży oznakowania drogowego. Nasz pomysł polegał na tym, żeby zapewnić klientowi obsługę kompleksową: zaprojektować oznakowanie robót, ustawić znaki i zabezpieczenia w postaci barierek i kładek dla pieszych, zakonserwować je, a potem ściągnąć. W ten sposób klient nie musiał się o nic martwić.

W ofercie Rotomatu są również ekrany dźwiękochłonne.

Tak, tym tematem zainteresowałem się kilka lat temu. Przewidywałem, że ekrany będą miały przyszłość w Polsce ze względu na normy unijne. Do dziś pamiętam słowa wspólnika, który mówił, że to dla nas za duża inwestycja. Że jesteśmy za małą firmą, żeby to opanować.

Rzeczywiście, montaż ekranu jest nieco trudniejszy, niż wbicie w ziemię słupka ze znakiem. Jest też bardziej kosztowny. Ale obecnie jesteśmy jednym z najlepszych specjalistów od ekranów akustycznych w Polsce, a ich montażem zajmuje się nie kto inny, tylko mój wspólnik _ (śmiech) _.

A skąd Panowie się znają?


Z przedszkola _ (śmiech) _. Potem chodziliśmy do innych podstawówek, ale w liceum znów byliśmy razem, siedzieliśmy w jednej ławce. Na studiach mieszkaliśmy razem na stancjach, jesteśmy więc duetem od samego początku. Ale wykształcenie mamy różne: mój wspólnik jest geodetą, ja zaś najpierw ukończyłem AWF, a potem psychologię na Uniwersytecie Wrocławskim. Dostałem dyplom ze wskazaniem, żebym raczej nie wykonywał zawodu _ (śmiech) _. No i rzeczywiście nie wykonuję.

Klientami Rotomatu są głównie samorządy i firmy państwowe. Nie mają Panowie problemów ze ściąganiem od nich należności?

Nie, to są dobrzy płatnicy. Co prawda okres zwrotu pieniędzy jest dość długi - terminy płatności liczą 60, 90 dni, więc poniekąd musimy swoje budowy kredytować. Ale to są pewne pieniądze. Inwestorzy, którzy wygrają przetarg, nie podejmują się robót, jeśli nie mają zapewnionego budżetowania. Czasem zdarzały się opóźnione wypłaty, ale niewypłacalność jeszcze ani razu. **

Jakie było najdziwniejsze zamówienie, jakie zrealizowaliście?

Zdarza się, że klienci zamawiają u nas znaki okazjonalne, np. na okrągłe urodziny życzą sobie takich z ograniczeniem prędkości do 40 lub 50 kilometrów na godzinę. Szczególnie w naszej branży takie prezenty są bardzo mile widziane_ (śmiech) _. Zdarzają się też zamówienia ślubne – znaki, na których wycinamy sylwetki młodej pary. A oprócz znaków zdarzyło nam się produkować kontenery na odzież używaną dla niemieckich firm.

Do Niemiec eksportowaliśmy kiedyś sporo naszych produktów. Ale później Czesi zaczęli się dynamicznie rozwijać, dostawać dotacje na stal i wyparli nas z rynku. Na szczęście nie przeszkodziło nam to w rozwoju. Teraz mamy już dwa oddziały: jeden we Wrocławiu, a drugi w Poznaniu. Firma składa się z 140 pracowników, a w sezonie zatrudnienie wzrasta o 20 – 30 procent. Chciałbym podkreślić, że Rotomat to cały zespół, nie tylko my. Mamy wykwalifikowaną kadrę, wielu pracowników jest z nami od początku. Rozwój firmy to w dużej mierze ich zasługa.

Często mówi się o fatalnym oznakowaniu polskich dróg. Jak Pan to widzi? Czy rzeczywiście jest aż tak źle?

Jeśli chodzi o drogi krajowe, to uważam, że oznakowanie jest w dobrym, światowym standardzie.

*Naprawdę nie uważa Pan, że łatwo się u nas zgubić? *

Nie uważam i będę się przy tym upierał. Może akurat na Śląsku łatwo jest się zgubić? Ale tak samo jest na przykład w Wiedniu. Tam jest tyle jednokierunkowych uliczek, że w pewnym momencie człowiek już nie wie, gdzie jest.

Polska jest bardzo biednym państwem, więc uważam, że jak na nasz skromny budżet, drogi są oznakowane w najlepszym standardzie. Czasem nawet myślę, że wydawanie pieniędzy na niektóre elementy jest nieuzasadnione. Przykład: kładzie się na jezdni strzałki i linie o podwyższonej odblaskowości, a nie jest to odniesione do prędkości, jaką można w danym miejscu rozwinąć. W Niemczech, tam, gdzie nie ma ograniczeń prędkości i można jechać nawet 200 kilometrów na godzinę, takie oznakowanie rzeczywiście jest istotne. Przy naszych ograniczeniach w wielu przypadkach nie ma potrzeby instalowania aż tak drogich materiałów, o tak wysokim standardzie.

Skąd więc bierze się powszechne przekonanie o słabym oznakowaniu polskich dróg i prac na nich wykonywanych?

Wiele osób ma do tej pracy podejście rodem z poprzedniego systemu, kiedy uważano, że to, co jest na drodze, należy do wszystkich. Więc nieraz zdarza się, że firmy przestawiają do siebie cudze oznakowanie. Wygrywają przetargi na roboty drogowe dzięki bardzo niskim cenom. Potem nie stać ich na zakup albo wypożyczenie znaków i barierek, więc zabezpieczają wykopy znakami zabranymi z innej budowy. Niestety, to jest bardzo powszechne.

Jest Pan w stanie odróżnić znak z Rotomatu od innych?


Tak. Widzę to po sposobie zagięcia blachy, po rodzaju folii, sposobie nadruku. Oczywiście musiałbym do niego podejść, ale spokojnie jestem w stanie rozpoznać nasz znak. A jeśli nie będzie nasz, to na pewno rozpoznam producenta.

Co jeszcze, oprócz kradzieży znaków, przeszkadza w tej pracy najbardziej?

Powszechnie utarło się, że pracownik drogowy to wróg kierowcy. Często mamy z nimi scysje i awantury. Niedawno, na drodze numer 5, kierowca, który czekał na przejazd w ruchu wahadłowym, groził bronią pracownikowi kierującemu ruchem. Uważam, że dzieje się tak głównie za sprawą dziennikarzy, którzy podają, że _ znowu gdzieś są korki, znowu pomarańczowi utrudniają nam przejazd, _ itp. Nikt nie stara się pokazać, że firmy drogowe i oznakowujące służą nam, kierowcom. Przecież biorą udział w budowie infrastruktury drogowej, która jest potrzebna wszystkim.

*A jak Pan ocenia samych kierowców? *


Moim zdaniem poprzeczka teoretyczna i praktyczna egzaminów na prawo jazdy jest bardzo niska. Tak niska, że prawo jazdy zdają osoby, u których nie da się wytworzyć zbyt dużego poczucia świadomości drogowej. Których iloraz inteligencji jest niższy, niż przeciętny.

Kilka miesięcy temu wspólnik zdawał egzamin na motocykl i spotkał się z tym, że wiele osób uczyło się testów na pamięć, bez zrozumienia. Z drugiej strony wszyscy mamy tę przywarę, że jeździmy na pamięć.

A Pan przestrzega znaków drogowych?

Staram się przestrzegać. Ale przyznaję, że parę razy zdarzyło mi się wjechać gdzieś pod prąd, bo na czas remontu oznakowanie zostało zmienione i, co najlepsze, zmieniła je moja własna firma.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/130/t117378.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/kiedy;biznes;sie;rozrasta;trzeba;wypuscic;sznurki;z;reki,173,0,715949.html) Kiedy biznes się rozrasta, trzeba wypuścic sznurki z ręki Tak twierdzą Sławomir Lange i Bogdan Łukaszuk, założyciele i właściciele firm Lange Łukaszuk i Termolan.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/239/t123887.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/am;zabawki;marchewka;dla;psa;krowa;dla;dziecka,144,0,727440.html) AM Zabawki: marchewka dla psa, krowa dla dziecka Firma AM Zabawki produkuje piszczki dla dzieci i zwierząt od 1959 roku.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/11/t122891.jpg ) ] (http://manager.money.pl/strategie/case_study/artykul/bakalland;-;biznes;pod;zastaw;domu;babci,77,0,725069.html) Bakalland - biznes pod zastaw domu babci Lider na rynku zdrowej żywności zaczynał w 37-metrowej kawalerce na warszawskiej Ochocie.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, rotomat, ludzie, wiadmomości, gospodarka, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz