Notowania

SmartMedia zrobiły szkolny dziennik chroniony jak w banku

Elektroniczny dziennik uczniów kosztuje szkołę od 3 do 10 tys. zł rocznie. Mimo że z programu korzysta zaledwie 40 placówek, Bartosz Sobolewski jest przekonany, że Dziennikus.pl to przyszłość edukacji.

Podziel się
Dodaj komentarz
(SmartMedia)

- _ Szkoły będą się cyfryzować, od tego nie ma odwrotu. Elektroniczny dziennik lekcyjny zastąpi wersję papierową _- mówi Bartosz Sobolewski, prezes SmartMedia. Jego firma tworzy oprogramowanie do zarządzania majątkiem i należnościami, a wśród jej klientów znajdują się zarówno instytucje państwowe, jak i prywatne przedsiębiorstwa. W rozmowie z Manager.Money.pl Bartosz Sobolewski zdradza, kiedy był ostatnio w urzędzie pracy i tłumaczy, jak chronione są dane uczniów.

Money.pl: Był Pan kiedyś w urzędzie pracy w roli petenta?

Bartosz Sobolewski: Byłem, zanim rozpocząłem własną działalność.

*W takim razie doskonale Pan wie, że informatyzacja tych instytucji idzie bardzo opornie. Jakim więc sposobem urzędy pracy to jedni z Państwa głównych klientów? *

Faktycznie, wiele PUP-ów korzysta z naszego oprogramowania do zarządzania majątkiem - STOCK oraz do zarządzania teczkami osób bezrobotnych - SmartCase. Mimo to kontakt z petentem nadal odbywa się w formie papierowej. Bezrobotny wypełnia dokumenty, które są następnie wprowadzane do systemu, czyli przepisywane w odpowiednie rubryczki. Dokument w wersji papierowej jest załączany do teczki danej osoby, a w tych urzędach, które chcą iść z duchem czasu, skanowany i załączany w formie elektronicznej.

I Państwo jako dostawcy usług nie dostrzegacie absurdu tej sytuacji? Nie macie poczucia, że Wasza praca się marnuje? Nie mówiąc już o marnowaniu pieniędzy podatników.

Tam, gdzie to możliwe, wprowadzamy elektroniczny odczyt informacji i obieg dokumentów. Jednak regulaminy wewnętrzne urzędów ciągle jeszcze wymagają odręcznego podpisu obu stron. Często więc ostatnim etapem pracy z naszym systemem jest wydruk papierowej wersji dokumentu.

Najwyraźniej polskie instytucje państwowe nie są gotowe na nowoczesne rozwiązania. Dlatego trudno mi uwierzyć w sukces kolejnego Państwa projektu - Dziennikusa. Leciwe panie nauczycielki korzystające z elektronicznej wersji dziennika uczniów to chyba melodia dalekiej przyszłości.

Szkoły będą się cyfryzować, od tego nie ma odwrotu. Dziennikus.pl ma docelowo zastąpić papierowy dziennik lekcyjny. Jednak początkowo szkoły bardzo często prowadzą dwa jednocześnie i dopiero po jakimś czasie, gdy się z dziennikiem elektronicznym zżyją, rezygnują z wersji papierowej. Nasz program umożliwia też wydruk z elektronicznej wersji dokumentu i wielu nauczycieli korzysta z tej opcji.

Jakie są koszty wprowadzenia takiego dziennika do szkoły?

Systemy rozliczania są różne, każda szkoła wybiera optymalny dla siebie. Jeśli za aplikację płaci w całości placówka, a rodzice mają do niej dostęp za darmo, to ceny oscylują między 3 a 10 tysiącami złotych rocznie. Wszystko zależy od wielkości szkoły i liczby jej uczniów, bo to przekłada się na koszty generowanego ruchu. W drugim modelu rozliczania szkoła dostaje darmowy dostęp do aplikacji. Rodzice, którzy chcą mieć wgląd w dane dziecka, płacą po 20 złotych za ucznia rocznie, za oba semestry.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/74/m209482.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/prezes;skyfleet;aviation;prywatny;samolot;sie;oplaca,254,0,1055998.html) *Prezes skacze ze skrzydła samolotu. Zobacz * Maja Ważniewicz pośredniczy w zakupie i wynajmie maszyn. To niewiele. Ile szkół skorzystało już z Państwa oferty?

Obecnie obsługujemy 40 szkół, taką liczbę klientów zdobyliśmy przez rok obecności programu na rynku. Jedak Dziennikus to produkt sezonowy, największy popyt jest przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Liczymy, że w tym roku zainteresujemy naszą ofertą kolejne placówki.

Dziś dzieci są bardziej biegłe w obsłudze komputera niż ich rodzice. Nie boicie się, że umieszczanie danych uczniów w sieci nie jest do końca bezpieczne?

Dbamy o bezpieczeństwo dziennika, zachowujemy standardy takie, jak w bankowości elektronicznej. Cała komunikacja jest szyfrowana, kładziemy też nacisk na złożoność haseł, edukujemy nauczycieli i rodziców. Rejestrujemy też ruch i nawet, jeśli dojdzie do nadużyć, jesteśmy w stanie powiedzieć, kiedy i z jakiego komputera nastąpiło włamanie.

Dlaczego zdecydowaliście się iść w tak niszowy, mało popularny produkt? Państwa podstawowa oferta, skierowana do przedsiębiorców i usprawniająca zarządzanie firmą, radzi sobie bardzo dobrze.

Staramy się patrzeć w przyszłość, szukamy perspektywicznych kierunków rozwoju. W 2009 roku zmieniono ustawę i dziś szkoły mogą korzystać wyłącznie z dziennika elektronicznego. Uważamy, że to kierunek, w jakim będzie szła edukacja. Nasza firma zajmuje się optymalizacją pracy w organizacjach, a szkoła niewątpliwie taką organizacją jest.

Jednak wprowadziliście na rynek także aplikację dla pojedynczych użytkowników - Drobee.

W tym przypadku mieliśmy po prostu dobry pomysł. Chcieliśmy przenieść mechanizmy zarządzania majątkiem w organizacjach na grunt prywatny. Wykorzystaliśmy wsparcie Unii Europejskiej i stworzyliśmy produkt, który umożliwia katalogowanie i ewidencjonowanie prywatnych zbiorów.

Drobee nie odniosła jednak spektakularnego sukcesu. Istnieje na rynku już prawie dwa lata i nie może pochwalić się znaczącą liczbą użytkowników.

Niestety, nie wszystkie aplikacje odnoszą spektakularny sukces. Drobee.com skierowany jest do specyficznej grupy użytkowników. Osób, które lubią mieć wszystko poukładane i zewidencjonowane i chcą się pochwalić swoimi zbiorami. Nasi użytkownicy to na przykład kolekcjonerzy płyt, książek.

Do katalogowania zbiorów wystarczyłby im Excel.

Prawdopodobnie tak, ale Excel nie jest dostępny online, poza tym to rozwiązanie płatne. Drobee umożliwia też interakcję z innymi użytkownikami aplikacji, wypożyczanie i prezentowanie zbiorów. System jest ponadto zintegrowany z mediami społecznościowymi.

Będziecie dalej rozwijać ofertę pod kątem użytkowników indywidualnych, czy też małe zainteresowanie Drobee Was zniechęciło?

Skupimy się na firmach i organizacjach. To wystarczająco duży rynek i ma zupełnie inna specyfikę, niż obsługa osób prywatnych. Niedawno nawiązaliśmy współpracę z firmą Comarch i wchodzimy na rynek oprogramowania ERP, które służy do zarządzania całością firmy. Tego nam w ofercie brakowało, bo do tej pory koncentrowaliśmy się przede wszystkim na średnich i dużych przedsiębiorstwach, którym dostarczamy systemy do zarządzania majątkiem, czy zarządzania należnościami.

Partnerstwo z Comarchem pozwoli nam poszerzyć zakres klientów, dotrzeć do małych i średnich firm. A jako przedsiębiorstwo, które do tej pory wytwarzało oprogramowanie, możemy zaoferować klientom dostosowanie programów do ich potrzeb wychodzących poza możliwości podstawowego systemu.

Czytaj więcej wywiadów z przedsiębiorcami w Money.pl
Sprawdź, jaki biznes dziś się opłaca Magdalena Dulczewska na kredytach dla małych firm tylko w tym roku zamierza zarobić milion złotych.
Dowódca GROM-u przebrał się za Napoleona Były dowódca GROM-u doradza teraz managerom. W rozmowie z Money.pl tłumaczy, dlaczego nie warto zwalniać pracowników oraz zdradza, kiedy jemu samemu zabrakło motywacji do pracy.
Książki nie mogą być tanie. Zobacz, dlaczego _ - Chcieliśmy wydawać ambitną literaturę. Po czterech latach zaczynamy na tym zarabiać - _ mówi Magdalena Hajduk-Dębowska.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz