Notowania

Stać cię na mieszkanie, więc na loft też

Zygmunt Stępiński zaczynał od pisania o architekturze, dziś jest dyrektorem firmy, która przerabia stare, pofabryczne budynki na luksusowe apartamenty.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Green Development)

**

fot: Karolina Kramer, Serwis prasowy Green Development Kiedy stworzył program _ Dom Dostępny, _ Polacy pokochali niewielkie, dwupiętrowe domki jednorodzinne, które wpisały się trwale w krajobraz naszych miast. Dziś Zygmunt Stępiński nadal wierzy, że dom powinien być przede wszystkim ekonomiczny i funkcjonalny, ale znalazł dla niego nową, atrakcyjną formę. W pofabrycznych w budynkach w podwarszawskim Żyrardowie powstaje kompleks loftów na miarę i kieszeń przeciętnie zamożnego Polaka. Money.pl: Pana ojciec, Zygmunt Stępiński senior, był znanym architektem, autorem urbanistycznej koncepcji powojennej Warszawy. Jak duży wpływ miał na Pana i Pana drogę zawodową? Zygmunt Stępiński, dyrektor generalny Green Development:** Byłem bardzo zapatrzony w karierę ojca i poprzez jego profesję miałem styczność z budownictwem i architekturą od najmłodszych lat. Z wykształcenia jestem historykiem, ale na temat pracy magisterskiej wybrałem rozwój urbanistyczny Warszawy
w XIX wieku, a później pracowałem w dwóch pismach związanych z architekturą.

Kiedy wprowadzono w Polsce stan wojenny, jako zwolennik i członek Solidarności zostałem bez pracy. 14 grudnia zamknięto mi gabinet i wysłano na przymusowy urlop. Wtedy skorzystałem z propozycji kolegów, którzy zakładali nowe pismo o budownictwie jednorodzinnym, a właściwie o domach. Było nas 10 osób, ja zostałem zastępcą redaktora naczelnego i osobą, która przez kilkanaście lat odpowiadała w Muratorze za architekturę.

Od teorii, czyli pisania o architekturze, przeszedł Pan to praktyki, czyli projektowania i budowania. To dość nietypowa droga. Dobra?

Bardzo dobra. Jako dziennikarz i krytyk architektury obserwowałem wszystko, co działo się w branży i wyrabiałem sobie opinię. Miałem przyjemność pracować z wybitnymi inżynierami, naukowcami z Politechniki Warszawskiej, a po 1990 roku z całą grupą młodych, zdolnych architektów, którzy dołączyli do znanych światowych firm, jakie otworzyły w Polsce swoje oddziały. Bardzo dużo się wtedy nauczyłem, a teraz z tej wiedzy korzystam.
* fot: Hanna Długosz, Serwis prasowy Green Developmentfot: Hanna Długosz, Serwis prasowy Green Development [ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/lofty;od;green;development,galeria,5219,0.html)Czym zajmował się Pan po odejściu z Muratora?*

Byłem i nadal jestem doradcą medialnym; po odejściu z Muratora pracowałem też przy kilku nowych projektach wydawniczych, na zlecenie dużych zagranicznych koncernów. Zostałem także doradcą Edipresse Ukraina, które chciało utworzyć pismo na wzór Muratora. Kiedyś poprzysiągłem sobie, że nie będę się ścigał z własnymi osiągnięciami, robił w Polsce Muratora bis, choć miałem wiele takich propozycji. Kijów jest jednak daleko, więc podjąłem wyzwanie i doradzam na Ukrainie już prawie 5 lat.

A jak trafił Pan do Green Development?

Właściciele dużej firmy produkującej materiały budowlane, których znam jeszcze z czasów Muratora, zaprosili mnie do Żyrardowa, żebym ocenił ich projekt developerski. Po początkowych obiekcjach doszedłem do wniosku, że to wymarzony projekt dla mnie, łączący się z historią, marketingiem i o silnym wątku społecznym. A moim zawodowym konikiem jest wymyślanie i prowadzenie właśnie takich programów.
* _ Dom dostępny _ był skierowany do przeciętnie zamożnego Polaka, lofty to propozycja dla bogatej części społeczeństwa. Nie przeszkadzało to Panu?*

To tak naprawdę nie ma znaczenia, w całej ten inwestycji to nie klient jest najważniejszy. Liczy się znalezienie odpowiedniej funkcji dla budynku, który w przeciwnym razie skazany jest na zagładę.

Inwestor myśli chyba inaczej.

Dla inwestora wątek kulturalno-społeczny też jest szalenie ważny. Obaj właściciele Green Development mieszkają niedaleko Żyrardowa i zależy im, żeby miasto odzyskało wszystkie walory, jakie w naturalny sposób oferuje mu historia. Może trudno uwierzyć w to, że biznesmen, który powszechnie kojarzy się z chłodnym kalkulowaniem i zarabianiem pieniędzy, bierze się za przedsięwzięcia, w które wpisany jest pewien aspekt społeczny. W przypadku tej inwestycji to jednak prawda. Oczywiście, jeśli nasza wizja się ziści, w Żyrardowie będzie łatwiej inwestować, a te obecne inwestycje będą bardziej dochodowe.

Ile już zainwestowano?

Bardzo dużo, przede wszystkim w zakup Nowej Przędzalni, przebudowywanej teraz na Lofty de Girarda. Green Development jest też właścicielem kilku innych nieczynnych fabryk oraz terenów w dawnej dzielnicy przemysłowej, których rewitalizacją zajmiemy się, jak tylko skończymy pierwszy projekt. Powinno to nastąpić jeszcze w tym roku.

**

fot: Karolina Kramer, Serwis prasowy Green Development A skąd środki na tę inwestycję?**

Pochodzą z trzech źródeł, pierwsze to wkład własny właścicieli, drugie kredyt bankowy. Są też wpłaty klientów, rozłożone na kilka rat. Okres spłaty zależy od tego, kto w jakim momencie dołączył do projektu.
* Czy wszystkie lofty zostały już sprzedane?*

35 procent lokali jest jeszcze na sprzedaż. W zależności od kondygnacji, strony świata i położenia w budynku kosztują od 5 do 7,5 tysiąca złotych za metr kwadratowy. Najtańsze są mieszkania na I piętrze, które zamierzamy sprzedawać na metry. Jeśli ktoś chce mieć na przykład 100-metrowy lub większy loft to nasza w tym głowa, żeby wygospodarować go w dostępnej przestrzeni.
* Jednak większość Państwa loftów ma od 35 do 60 metrów kwadratowych. Jaki jest sens przeprowadzać się z ciasnego mieszkania w bloku do niewiele większego loftu?*

Nasi klienci mogą kupić tak duży lokal, na jaki ich stać. Bazą jest oczywiście pierwotny podział budynku na małe mieszkania. Te o powierzchni 35 metrów zostały sprzedane najszybciej, bo były po prostu najtańsze. Mamy też ponad 100-metrowe lofty, ale te sprzedają się najtrudniej, bo na końcu i tak decyduje zasobność portfela i możliwość uzyskania kredytu.

Na czym więc polega idea mieszkania w loftach, jeśli nie na otwartej przestrzeni i industrialnym klimacie, jakie oferują?

Industrialny klimat został w pełni zachowany, mówimy przecież o budynku przemysłowym z początku XX wieku. Poza tym nawet, jeśli mieszkanie jest małe, to nadal ma prawie 5 metrów wysokości. Do tego ogromne okna i przestrzeń pojawia się nawet przy niewielkiej powierzchni.

Dodatkowo w każdym lofcie jest antresola i z pierwotnych 35 metrów robi się 50. Trzy lata temu, kiedy zaczynaliśmy inwestycję, takie mieszkanie kosztowało 200 tysięcy złotych, czyli po 4, 5 tysiąca złotych za metr kwadratowy, oczywiście po wliczeniu metrażu antresoli. To cena, jakiej nie było i nie będzie na rynku mieszkaniowym w Polsce, w takim budynku, standardzie i lokalizacji.
* fot: Hanna Długosz, Serwis prasowy Green Development fot: Hanna Długosz, Serwis prasowy Green Development [ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/lofty;od;green;development,galeria,5219,0.html)A wykończenie mieszkania?*

Lofty oddajemy w stanie developerskim, ale jest on mocno zaawansowany. Wymaga tylko ułożenia posadzki na parterze i na antresoli oraz wstawienia drzwi. Wszystkie pozostałe instalacje: wodne, elektryczne, schody i ściany są wykończone. Pozostają kuchnia i łazienka, ale to już standard. Klienci niechętnie godzą się na unifikację, przy tak znaczącym wydatku chcą mieć ostatnie zdanie i wykończyć mieszkanie wedle własnych marzeń.

A czy mają wpływ na to, jak będzie wyglądała przestrzeń wspólna?

Nie, przestrzeń wspólną projektujemy i wykańczamy my, w bardzo wysokim standardzie. Ogromna część ścian w budynku jest wykonana z cegły. Po prawie 100 latach eksploatacji przemysłowej było w niej wiele ubytków, nalotów itp. Każdą cegłę musieliśmy czyścić osobno, mechanicznie i chemicznie, by nadać ścianom odpowiedni charakter.

Wszystkie posadzki w budynku są z polerowanego i promieniowanego granitu, a poręcze schodów wykonano z mahoniu brazylijskiego, według starego wzoru. Kupujemy też stare lampy, które przerabiamy w jednym z naszych zakładów, dodając całkowicie nowe wyposażenie elektryczne. O jakość przestrzeni publicznej dbamy niezwykle, bo dla wielu klientów był to jeden z decydujących argumentów za kupnem loftu de Girarda.

Czy poza korytarzem i klatką schodową istnieje jakaś przestrzeń wspólna, która sprzyjałaby integracji mieszkańców?

Całe przyziemie loftów de Girarda zajmie galeria handlowa. Staramy się, żeby przynajmniej część sklepów była dobrana pod kątem mieszkańców, żeby mogli robić zakupy nie wychodząc z domu i żeby ruch mieszkańców nie mieszał się z ruchem ludzi z zewnątrz.

**

fot: Karolina Kramer, Serwis prasowy Green Development Czy takie izolowanie mieszkańców loftów od społeczności Żyrardowa jest dobre?**

Mniej więcej 30 procent naszych klientów to byli lub obecni mieszkańcy Żyrardowa. Większość z nich pracuje w Warszawie, ale nie chce żyć w wielkim, anonimowym mieście. Nie przepadają za nocnymi imprezami, hałasem, kurzem i szukają alternatywy. A Żyrardów jest miastem zdrowym, zielonym, którego granice przylegają do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego.

Poza tym jest miastem tanim. Porównaliśmy ceny podstawowych artykułów spożywczych w Warszawie i Żyrardowie i wyszło nam, że dla 4-osobowej rodziny koszt życia w Żyrardowie jest o 1200- 1500 złotych niższy niż w Warszawie.

Waszą grupą docelową nie są najbogatsi Polacy?

Nie, uderzamy do klasy średniej, osób związanych z mediami, światem reklamy, architektów, prawników. Bogaci ludzie, jeśli chcą, to i tak się znajdą. Kupują penthousey po 300 metrów kwadratowych, albo pytają o możliwość połączenia kilku loftów.

Podobno jedną z Państwa klientek jest piosenkarka Justyna Steczkowska. *Tak, pani Steczkowska *mieszka niedaleko Żyrardowa, często tu przyjeżdża i zdecydowała się na zakup dwóch loftów. W jednym urządzi studio fotograficzne, drugie pewnie przekaże dzieciom. Ma dwóch synów, więc gdy dorosną, będą mieli mieszkanie w pobliżu rodzinnego domu.

Ma Pan więcej znanych klientów?

Nie są to osoby z pierwszych stron gazet, poza tym nie mam upoważnienia do ujawniania ich nazwisk. Natomiast kiedy tworzyliśmy linię marketingową dla Loftów de Girarda, od razu odrzuciłem możliwość zatrudnienia do kampanii reklamowej celebryty. Celebryci nie są od tego, żeby promować inwestycje mieszkaniowe, poza tym może im się przydarzyć poważna wpadka wizerunkowa, mogą potrącić po pijanemu staruszkę na pasach, trafić na pierwsze strony tabloidów, a to przekłada się od razu na reputację reklamowanych przez nich firm.

fot: Hanna Długosz, Serwis prasowy Green Development fot: Hanna Długosz, Serwis prasowy Green Development[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/lofty;od;green;development,galeria,5219,0.html)To dlaczego współpracujecie z Magdą Gessler?

Tutaj sprawa wygląda inaczej. Mamy normalny kontrakt biznesowy, podpisaliśmy umowę na wykonanie projektu serii obrusów, które można kupić w naszym sklepie. Na tym Magda Gessler zna się jak mało kto! Magda nie jest jednak twarzą Fabryki Lnu, tak jak Justyna Steczkowska nie jest twarzą loftów de Girarda.

Z Justyną Steczkowską zrealizowaliśmy natomiast projekt sięgający do historycznych zakamarków Żyrardowa. Pod koniec XIX wieku zrobiono tutaj słynne zdjęcie robotników z fabryk lniarskich, idących rano do pracy. Po ponad 100 latach Justyna sfotografowała kilkadziesiąt osób, które zostały wyłonione przez lokalne media. One nam podpowiedziały, kim są ludzie, którzy tworzą współczesny portret Żyrardowian.

To także forma angażowania lokalnych mieszkańców w nasze projekty. Chcemy pokazać, że rewitalizowana przez nas część miasta jest przeznaczona dla wszystkich, i nowych i starych mieszkańców Żyrardowa. W sklepach, które się tutaj otworzą, zakupy będą przecież robić wszyscy. A są to butiki popularnych marek: EMPIK, Cropp, Reserved...

Żadnych salonów Armaniego?

To nie ta półka, to Żyrardów – miasto, które 20 lat temu, kiedy skończyła się komuna, zbankrutowało. I na które przez kolejnych 25 lat nikt nie miał żadnego pomysłu. To tylko dobra wola kilku biznesmenów, którzy, oczywiście licząc, że będzie z tego jakiś zysk, pochylili się nad nim i podali mu rękę. Od wielu lat władze miasta realizują bardzo dobry program rewitalizacji starego miasta. Pierwsze efekty już widać.

Staramy się pokazać, że pieniądze można zarobić na rewitalizacji starych zabudowań, na turystyce przemysłowej. Gdyby Żyrardów był wcześniej odpowiednio promowany, dziś przyjeżdżałyby tutaj rzesze turystów. Tym miastem trzeba było się zainteresować dużo wcześniej, pomyśleć nad tym, jak stworzyć nowe miejsca pracy, zmniejszyć poziom zagrożeń, poprawić stopę życiową mieszkańców. To długi proces i mam wrażenie, że nie doczekam jego finału. Codziennie widzę jednak przez okno, jak Żyrardów się zmienia, i jest to powód do dumy i wielkiej satysfakcji.

Nie mogę nie zapytać, jak Pan mieszka.

Zawsze uważałem, że gdyby Marks sprawdził swoje pomysły na sobie, udałoby się nam uniknąć paru nieszczęść. Kiedy wymyśliłem program _ Dom Dostępny _ i zaproponowałem Polakom, żeby zamieszkali w skromnych, niewielkich domach jednorodzinnych, zbudowałem podobny dla siebie. To dom szeregowy, o powierzchni 116 metrów kwadratowych, w technologii kanadyjskiej, drewnianej, odnawialnej. Loft też na pewno kupię i będę w nim pomieszkiwał, ale pozostanę wierny swoim założeniom, że domy trzeba budować według własnych możliwości i na własną skalę.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/31/t131103.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polskie;wino;lepsze;od;francuskiego;i;tak;wolimy;wodke,101,0,766821.html) Polskie wino lepsze od francuskiego? I tak wolimy wódkę W Polsce można uprawiać winorośl i produkować wysokiej klasy wino. Na przeszkodzie stoją tylko przepisy.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/114/t134258.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polacy;w;pracy;spiesza;sie;do;domu;francuzi;plotkuja,187,0,787899.html) Polacy w pracy spieszą się do domu, Francuzi plotkują W Paryżu wolą zrobić przerwę na kawę i lunch i zostać w firmie do 20, mówi prezes Carefleet S.A.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/32/t134944.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/przyszlosc;opakowan;to;folia;z;kukurydzy,192,0,793280.html) Przyszłość opakowań to folia z kukurydzy Na rynku jest już ponad 30 rodzajów folii, także ekologicznych, które wkrótce zastąpią papier, uważa Michał Kolmasiak, prezes firmy Pragma Trade.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, lofty, ludzie, kraj, wiadmomości, gospodarka, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz