Notowania

polscy przedsiębiorcy
11.11.2011 06:30

Tak pracują domy maklerskie w recesji

- Najgorzej dla nas, kiedy na rynku nie dzieje się nic - mówi Dariusz Stasiak z KBC.

Podziel się
Dodaj komentarz
(KBC)

Gorsza od kryzysu jest dla nas stagnacja, okres, kiedy na rynku nie dzieje się nic, a obroty są małe - mówi Dariusz Stasiak, dyrektor wykonawczy sprzedaży detalicznej KBC Securities. W rozmowie z Manager.Money.pl tłumaczy, na ile można polegać na rekomendacjach domów maklerskich i podpowiada, jak inwestować, by nie stracić w recesji.

Money.pl: Czy Polacy w erze kryzysu zamykają rachunki maklerskie, czy wręcz przeciwnie - zostają inwestorami długoterminowymi mimo woli, wiążąc się z domem maklerskim na lata?

Dariusz Stasiak**: **W zdecydowanej większości inwestorzy nie potrafią akceptować małych strat. Wskutek czego w okresach dekoniunktury trzymają akcje, z przymusu stając się inwestorami długoterminowymi. Części z nich, w czasie lokalnych dołków, puszczają nerwy i faktycznie sprzedają aktywa. Zniechęceni zamykają rachunki. Generalnie jednak nie ma takiego trendu, że ludzie się odwracają od inwestowania.

Prawdą jest natomiast, że w czasie dekoniunktury więcej rachunków zamyka się niż otwiera. W okresach boomu wręcz przeciwnie. Ludziom łatwiej jest kupować, kiedy rynek rośnie, szczególnie gdy hossa trwa długo. Łatwiej też pozbywają się akcji, kiedy rynki są mocno niedoszacowanie, gdy już nie widać nadziei. Brzmi to paradoksalnie, ale potwierdza to praktyka.

Cykliczność nie jest zdrowa dla biznesu. Jak bronicie się przed takimi falami? Klienci mogą liczyć na niższe prowizje?

Taka broń jest obosieczna. Gdy zaoferujemy inwestorom niższe prowizje w okresie dekoniunktury, to potem, w czasie prosperity, nie można wrócić do poprzednich stawek. Oferujemy więc konkurencyjne prowizje, ale nie staramy się pozycjonować jako broker dyskontowy.

Są jednak instrumenty, na które chcemy zwrócić szczególną uwagę inwestorów i zachęcić ich do lokowania w nie swojego kapitału. Obecnie są to obligacje. Pół roku temu ustaliliśmy prowizje od nich na poziomie 0,08 procenta dla transakcji internetowych i 0,1 procenta dla nieinternetowych, co stanowi stawki najniższe na rynku. Tak, by nasi klienci nieangażujący środków w akcje, mogli skorzystać z bardzo przyzwoicie oprocentowanych obligacji notowanych na naszym rynku.

Ale pożyczacie też kapitał na zakup akcji. To produkt skrojony na czas recesji?

Pożyczamy środki naszym klientom, niezależnie od koniunktury. Jakkolwiek korzystają z tego głównie inwestorzy bardziej doświadczeni, żeby, parafrazując hasło z lat 90.: _ wzmóc siłę swoich pieniędzy _. Dodatkowo ten instrument bardziej sprawdza się na rynku rosnącym. Bo kiedy rynki spadają, straty potęgowane są środkami pochodzącymi z kredytu.

**Przeczytaj wywiad Money.pl

*Na dekoniunkturze też można zarobić. Jaka jest według Pana metoda na inwestowanie w trakcie recesji? *

Jest sporo instrumentów, które pozwalają nam obronić swoje pozycje, a nawet zarobić. W tej chwili najpopularniejsze w kraju są kontrakty terminowe. Oczywiście jest to instrument podwyższonego ryzyka, mocno lewarowany. Przykładowo, żeby otworzyć kontrakt terminowy na WIG20 wystarczy depozyt zabezpieczający w wysokości 8 procent jego wartości. Czyli przy kontrakcie o wartości około 24 tysięcy złotych, wystarczy około 2 tysiące złotych.

Zatem, jeśli ktoś potrafi dostrzec różnicę pomiędzy wartością kontraktu a wnoszonym depozytem zabezpieczającym i jest w stanie oprzeć się pokusie inwestowania całością swojego kapitału, może przy pomocy niewielkich środków, efektywnie się zabezpieczyć.

Ale tak jak sam Pan mówi, instrumenty pochodne wiążą się z wysokim ryzykiem. Polacy są skłonni je podjąć w niepewnym okresie?

Jak najbardziej. Akcje też są, co do zasady, obarczone ryzykiem. A instrumenty pochodne są po prostu kolejnym takim instrumentem. Jeśli ktoś chce potencjalnie więcej zyskać, to musi się liczyć z potencjalnie zwiększonym ryzykiem.

To jak to jest, zawierucha na rynku sprzyja domom maklerskim? Obroty na rachunkach rosną, gracze tracą, ale dalej płacą prowizje.

Z punktu widzenia domu maklerskiego, najgorszą sytuacją na rynku jest długotrwała, powolna dekoniunktura czy trend horyzontalny z bardzo ograniczeniami wahaniami. Kiedy na rynku praktycznie nic się nie dzieje, a obroty są małe.

Natomiast w okresach, kiedy można dużo zarobić na krótkoterminowych inwestycjach - podczas hossy lub w czasie dużych zmienności cen, niezależnie czy rynki spadają czy rosną, biznes maklerski przeżywa swoje dobre dni. Wówczas są wysokie obroty, klienci zawierają dużo transakcji, a my zyskujemy prowizje.

Dom maklerski KBC wydaje rekomendacje. Jaki ich procent jest trafiony? Na ile klient może na nich polegać?

To jest dobre pytanie. Jednak nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Trzeba doprecyzować, w jakim okresie były wydane i w jakim horyzoncie czasowym były trafione.

Bo rekomendacje to nic innego jak opinie analityków, którzy na podstawie przyjętej metody, założeń i projekcji zdarzeń, dokonują wyceny danej akcji. W końcowym efekcie, w zależności od stosunku oszacowanej ceny do tej rynkowej, powstaje rekomendacja, czy daną akcję kupić czy też sprzedać. Dzielimy się takimi analizami z naszymi klientami, jednak to oni podejmują ostateczną decyzję, za którą postawią swoje środki.

A jest jeszcze baza do wzrostu liczby rachunków maklerskich, czy raczej domy maklerskie konkurują, podbierając sobie klientów?

Wydaje mi się, że od pewnego czasu mamy stan, w którym domy maklerskie konkurują ze sobą o tych samych klientów. Na razie minął okres kilku większych wzrostów zainteresowania tematyką giełdową, a co za tym idzie rachunkami maklerskimi. Takimi momentami były wielkie oferty prywatyzacyjne, chociażby w tamtym roku PZU, Tauron czy GPW. Przy okazji każdej prywatyzacji mieliśmy około 200 - 300 tysięcy zapisów indywidualnych klientów. Wtedy też powstał program Akcjonariatu Obywatelskiego. Od tego czasu liczba otwieranych rachunków wzrasta tylko nieznacznie.

Ale domy maklerskie zarabiają na klientach instytucjonalnych. Jaką część waszego pośrednictwa obrotami stanowią klienci indywidualni?

Klienci instytucjonalni dają przede wszystkim obroty. Natomiast w przychodach z prowizji w KBC Securities takich dysproporcji już nie ma. To dlatego, że stawiamy mocno na obie nogi naszego biznesu. Do tego dochodzi fakt, że klienci instytucjonalni, z racji wielkości transakcji, uzyskują niższe stawki prowizyjne.

Instytut Badania Opinii Homo Homini w marcu tego roku zapytał Polaków, na co przeznaczyliby 5 tysięcy złotych, które nagle pojawiłoby się w ich portfelu. Okazało się, że tylko co setny badany pomyślałby o funduszu inwestycyjnym lub akcjach na giełdzie. Ponad połowa z nas szybko by je wydała. Jak zmienić świadomość Polaków, by zaczęli odważniej korzystać z dostępnych na rynku produktów finansowych?

Na pewno złym momentem na zmienianie takiej świadomości jest dekoniunktura. Także, jeśli chodzi o czas, wiemy kiedy tego nie robić. Problematyczne jednak dalej pozostaje, co zrobić, żeby zachęcić ludzi do inwestowania, kiedy przychodzi prosperita. Na pewno dużą rolę pełni edukacja. Warto czerpać z dotychczasowych doświadczeń, z historii. Jakkolwiek nikt nikomu nie może zagwarantować, że zainwestowana kwota przyniesie w przyszłości zysk.

Czytaj więcej wywiadów w Money.pl
Kruk: Taka jest prawda o pracy windykatora _ - U nas nie spotkasz facetów o dużych karkach - _ mówi Piotr Krupa, prezes i założyciel firmy. W rozmowie z Manager.Money.pl wyjaśnia, dlaczego wysyłał pocztówki do dłużników i czemu od długu nie da się uciec.
"Z biednymi też można robić rentowny biznes" Darmowe rachunki osobiste i dostarczanie gotówki przez listonosza mają przekonać do bankowości najuboższych Polaków.
"Politycy mają banki za kasyna" Jeden z najbardziej znanych polskich bankierów może zaakceptować pomysł ograniczenia spreadów, ale pod pewnym warunkiem.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, kbc, ludzie, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz