Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Umowy śmieciowe nie są problemem. Niskie zarobki już tak

Umowy śmieciowe nie są problemem. Niskie zarobki już tak

Bożena i Jarosław Szawlis Fot. materiały prasowe
Bożena i Jarosław Szawlis

Bożena i Jarosław Szawlis, właściciele Insertu, jednej z największych firm produkujących oprogramowanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, nie boją się niepewnych czasów i zmieniających się warunków. Mają w tym duże doświadczenie, bo swój biznes rozpoczynali na początku lat dziewięćdziesiątych, ale dzisiaj, jako trzydziestolatkowie, potrzebowaliby na to przynajmniej 10 milionów złotych. W rozmowie z Manager.Money.pl przekonują, że na umowach śmieciowych może korzystać pracownik, a chmurze można zaufać.

Manager.Money.pl: Przywłaszczenie Krymu przez Rosję może niekorzystnie odbić się na europejskich rynkach i wschodnich interesach naszych przedsiębiorców. Na ile wpłynąć to może na sprzedaż pakietu programów nexo, który miał premierę w tym miesiącu?

Jarosław Szawlis: Na świecie cały czas coś się dzieje, jednak gospodarka i biznes muszą funkcjonować i nie mogą sprawić sobie wakacji. Nie spodziewamy się wielkich zmian w związku z tymi wydarzeniami.

Bożena Szawlis: Unia, broniąc krótkoterminowych interesów, zrobi wszystko, by ocalić kontakty z Rosją, więc na razie nie mamy się czego obawiać. A skutków długoterminowych nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jeżeli coś będzie się działo, to cała gospodarka na tym ucierpi i my wtedy będziemy jedynie odpryskiem większej całości.

Jeszcze dobrze nie zakończył się kryzys z 2007 roku, a już przez wydarzenia na Wschodzie szykuje się kolejna zawierucha. Gdybyście zaczynali Państwo dzisiaj, czy założylibyście firmę pokroju Insertu?

B: Nexo miało premierę w tym miesiącu, ale prace nad nim zaczynaliśmy 6 lat temu. W projekt zaangażowanych było pięćdziesięciu programistów, a jego koszt przekroczył 10 milionów złotych. W1992 roku, kiedy zaczynaliśmy jako trzydziestolatkowie, bariera wejścia na rynek była o wiele niższa. Może gdybyśmy teraz mieli 30 lat i 10 milionów na koncie, spróbowalibyśmy zaistnieć na rynku...

J: Z 10 milionami na koncie w wieku 30 lat chyba raczej nie zakładalibyśmy firmy (śmiech). W 1992 roku w Polsce panował pod tym względem Dziki Zachód. Zaczynaliśmy przecież z jednym komputerem. Teraz byłoby to niemożliwe. Trzeba szukać niszy, żeby móc coś zacząć.

Młodzi, polscy informatycy podobno, zamiast etatu, wybierają Wielką Brytanię na miejsce zakładania swoich freelancerskich firm. Nawet fikcyjnych - ze względu na niższe podatki. W Polsce nie opłaca się zakładać firm?

J: To, o czym Pani mówi, ma sens, jeśli ktoś stawia na formalne unikanie podatków. Wydaje mi się jednak, że praca informatyka na etat, choć droższa z punktu widzenia pracodawcy, ma swoje jasne strony. Kiedy ktoś pracuje w jednym miejscu przez kilka lat, jest wdrożony w działanie firmy, to trudno z niego zrezygnować na rzecz kogoś wynajętego tylko do jednego projektu.

B: W Polsce często bardziej opłaca się być informatykiem niż właścicielem firmy z innej branży. Można, oczywiście, wyjechać do Anglii i wrócić, porównać, jak się żyje w obu miejscach. Mamy dwoje dzieci, jedno mieszka w Anglii, drugie w Polsce i obydwoje są zadowoleni. Nie opowiedziałabym się więc za wyższością któregoś z tych miejsc.

Warto więc być informatykiem na etacie. A opłaca się być programistą na umowie śmieciowej?

B: A czy opłaca się płacić ZUS? Problem nie leży w formalnej stronie umowy, ale w wysokości wynagrodzenia. Nie wydaje mi się też, że polskie ubezpieczenie zdrowotne jest argumentem na tak dla umowy o pracę. Ostatnio rozmawiałam z taksówkarzem, który opowiadał mi, że chciał się ostatnio zarejestrować na wizytę lekarską. Udało mu się ostatecznie zapisać, ale na marzec 2015 roku.

J: Inaczej to wygląda w handlu, inaczej w branży informatycznej. Tutaj można zarobić na takich umowach. Poza tym, można by zadać pytanie, czy bycie freelancerem to śmieciowa robota? Wszystko zależy od wynagrodzenia.

B: Zresztą, ludzie z IT nie dadzą się zatrudnić na prawdziwą umowę śmieciową, bo są świadomi swojej wartości i cenieni także przez zagranicznych pracodawców. Cieszylibyśmy się, gdyby w każdej branży tak to wyglądało - jesteśmy przecież rodzicami młodych ludzi i nie cieszy nas obecna sytuacja na szeroko rozumianym rynku pracy.

Zagraniczni pracodawcy cenią więc polskich informatyków. A czy Państwo cenicie zagranicznych programistów?

J: Dla nas nie ma znaczenia narodowość pracownika, o tyle, o ile jego znajomość języka jest wystarczająca. Sądzę również, że nasze wyobrażenie o tym, jak nasi informatycy są świetni w porównaniu do obcokrajowców, nie jest zgodne z rzeczywistością. Wszędzie, w każdej branży są świetni, średni i słabi pracownicy. Nie ma to żadnego związku z narodowością. Wrocław to jednak ciężki rynek dla pracodawcy.

B: Pracuje u nas jedna Białorusinka. Wymagamy od naszych pracowników znajomości języka polskiego, ponieważ, przy niewielkiej grupie pracowników obcojęzycznych, nie opłacałoby się tłumaczenie dokumentacji na angielski.

Dbacie Państwo o porządek w firmie - czy ufacie , w takim razie, chmurze? Biorąc pod uwagę niedawne potknięcie Google, który zamarł na godzinę, może z nią być różnie...

J: Chmura to, mimo wszystko, stabilne i godne zaufania narzędzie. Poza tym, potrafię sobie wyobrazić godzinę życia bez internetu (śmiech).

A co z konkurencją bezpłatnych i open sourceowych programów?

J: Nie czujemy jej. Myślę, że jest ku temu powód: kupując program, klient chce mieć gwarancję producenta, chce, żeby jego produkt był aktualny i nadążał za zmianami w prawie. Jeżeli mam bezpłatną grę, to jeśli okaże się nieciekawa albo niedziałająca, to rzucę ja w kąt. Z programem, który wspomaga działanie firmy, byłoby już trudniej. Tutaj od jakości systemu zależy powodzenie biznesu, każdy zastój to koszty.

B: Czy wybieramy bezpłatny, czy płatny program dla firmy, zależy tak naprawdę od tego, czy cenimy swój czas. Bezpłatny program musimy zainstalować sami i nie możemy oczekiwać sprawnie działającego serwisu.

Czytaj więcej w Money.pl

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
()
199.67.203.* 2014-03-25 09:40
Umowy śmieciowe to umowy śmieciowe, bo to oszukiwanie tylko i wyłącznie pracownika. Jeżeli praca jest warta 5000 to pracownik powinien dostać 5000 a składki opłacać pracodawca, bo taki jest jego obowiązek. W dzisiejszych czasach pracownik chce 5000, dostanie 5000 ale na umowe o dzieło bez składek ZUS i kto na tym zyska? pracownik? raczej nie. A co jeżeli pracownik złamie nogę i będzie musiał iść do szpitala a nie płaci składek, dostanie fv za usługi szpitala. Nie wspominając, że na starość będzie jęczał, że ma 500 PLN emerytury ablo w ogóle nie ma niej prawa. Jeżeli ktoś chwali tego typu umowy to chyba jest mało rozgarnięty. Wszystkie umowy cywilnoprawne powinny być zlikwidowane, bo są używane niezgodnie z przeznaczeniem.
2014-03-25 08:43 Bywalec forum
Jestem szefem jednej z firm informatycznych. Zarabiam w polsce grosze ale i grosze odprowadzam w zeszłym roku jakieś 1,2 mln zł(podatku 32% od pit). A to nie cały 1 procent moich dochodów ogółem. Niskie pensje w polsce biorą się z niskich dochodów ogółu i wcale nie zazdroszczę polskiemu ministrowi finansów bo ma z pitem, więcej strat niż zysku.
diauxon
194.33.72.* 2014-03-25 07:52
Pracuję na "BezZUSówce", mam 2x tyle czasu wolnego i 30% kasy więcej niż poprzednio na etacie. Słowa "Śmieciówka" używają urzędasy bo ich boli utrata każdego grosza złupionego z obywatela...
Zobacz więcej komentarzy (15)