Notowania

Przejdź na
polnord
10.04.2015 06:00

Zmiany w ustawie deweloperskiej. "Klienci zapłacą więcej za mieszkania"

Prezes dużej spółki deweloperskiej krytykuje pomysły UOKiK i mówi, czemu nie opłaca mu się wejście w program mieszkań na wynajem.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Polnord)
Piotr Wesołowski, prezes Polnordu

- Urzędnicy dążą do przeregulowania rynku. To z kolei spowoduje, że wypadnie z niego część deweloperów, których banki nie będą chciały kredytować - ostrzega Piotr Wesołowski, prezes Polnordu, jednej z największych firm deweloperskich w Polsce. W rozmowie z Money.pl krytykuje plany UOKiK, który chce zmian w ustawie deweloperskiej. Tłumaczy też, dlaczego rządowy program budowy mieszkań na wynajem okaże się "klapą".

Łukasz Pałka, Money.pl: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów chce, by deweloperzy nie mogli oferować klientom otwartych rachunków powierniczych, a jedynie zamknięte. Różnica polega na tym, że deweloper miałby dostawać pieniądze wpłacone przez klienta dopiero po zakończeniu inwestycji. To dobry pomysł?

Piotr Wesołowski, prezes Polnordu: Nie. Ani z punktu widzenia klienta ani dewelopera. Otwarte rachunki powiernicze dają możliwość budowy mieszkań z pieniędzy wpłacanych ratami przez klientów. Te środki są kontrolowane przez bank i wypłacane deweloperowi po zakończeniu kolejnych etapów inwestycji. Dzięki temu deweloper nie musi zaciągać kredytów.

Tymczasem, po zamknięciu rachunków powierniczych, deweloper będzie musiał kredytować 100 procent inwestycji. To oznacza, że poniesie dodatkowe koszty, które potem doliczy do ceny mieszkań. W rezultacie więc klient zapłaci więcej. W najkorzystniejszej sytuacji jest tutaj bank, bo nic nie ryzykuje, a zarobi na kredycie.

Klient będzie jednak lepiej zabezpieczony. Teraz jego środki na rachunku otwartym nie są w pełni chronione.

Tylko za tę ochronę zapłaci więcej. Co do bezpieczeństwa, to bym dyskutował. Czy słyszał pan o bankructwie jakiegokolwiek dewelopera po zmianie przepisów i wprowadzeniu ustawy deweloperskiej?

Nie. Ale nie znam też dewelopera, który obecnie proponowałby klientom zamknięte rachunki powiernicze.

Ja znam jednego. Ale robi to w dużej mierze ze względu na przeróżne formalności związane z inwestycją, a nie dlatego, że tego chce. Poza tym, w przypadku otwartych rachunków powierniczych, środki klientów są zabezpieczone na gruncie, kontrolowane przez bank. Nie ma możliwości, by coś złego się z nimi stało.

Moim zdaniem urzędnicy dążą do przeregulowania rynku. To z kolei spowoduje, że wypadnie z niego część deweloperów, których banki nie będą chciały kredytować. Tymczasem ja bym chciał, żeby klient po prostu miał wybór, czy idzie do dewelopera, który oferuje mu rachunek otwarty, czy do takiego, który proponuje zamknięty.

Deweloperom naprawdę jest trudno rozmawiać z bankami o finansowaniu inwestycji?

Banki coraz ostrzej weryfikują firmy, z którymi chcą współpracować. Nie każdy deweloper ma szansę na uruchomienie rachunku powierniczego, bo banki nie chcą ponosić żadnego ryzyka związanego z inwestycją.

Niedawno mówił pan, że Polnord rozważa wejście w rządowy program budowy mieszkań na wynajem. Tak się rzeczywiście stanie?

Jesteśmy po kilku spotkaniach w Banku Gospodarstwa Krajowego, który odpowiada za program, a stworzony przed BGK fundusz ma kupować mieszkania pod późniejszy wynajem. W przypadku jednej z naszych propozycji być może jest szansa na porozumienie, ale to wszystko. Problemem jest znaczna różnica pomiędzy cenami sprzedaży, które my oferujemy, a tymi, które BGK chce zapłacić.

Mam wrażenie, że BGK szuka tanich mieszkań, ale jednocześnie w najlepszych lokalizacjach miast. A tego nie da się pogodzić. Gdy proponowaliśmy dwie lokalizacje w Trójmieście, to okazało się, że są zbyt daleko od centrum. Ale z drugiej strony BGK jest gotowy zapłacić np. tylko 3,2 tysiąca złotych za metr kwadratowy. Te dwa kryteria: niska cena i bardzo dobra lokalizacja wykluczają się.

*Rozumiem, że deweloperzy raczej nie będą garnąć się do tego, by budować mieszkania w ramach rządowego programu? *

Bo to nie jest program dla deweloperów, a dla firm budowlanych. Im być może opłaci się sprzedawać po trzy tysiące złotych za metr kwadratowy. Deweloperzy, zwłaszcza ci w dobrej kondycji finansowej, nie mają takiej potrzeby.

*Jak zatem taki program powinien być zorganizowany, żeby tych mieszkań rzeczywiście powstało dużo? *

Skoro rząd mógł dopłacać młodym ludziom do kredytów na zakup mieszkania przez osiem lat, to dlaczego nie dopłacać im do czynszów za wynajem?

Wynajmowałby pan wtedy budowane mieszkania?

W jakiejś mierze na pewno tak. Przecież nikt nie powiedział, że trzeba budować całe budynki pod wynajem. Ale np. kilkanaście mieszkań w jednej inwestycji już robiłoby różnicę. Klient byłby bardziej wiarygodny, bo z rządową dopłatą.

Dobre wyniki Polnordu i innych deweloperów za 2014 rok pokazują, że na rynek mieszkaniowy powróciła hossa. Jak długo to potrwa?

Nie używałbym słowa "hossa". 2015 będzie rokiem spokojnego wzrostu. Na ten rok planujemy sprzedaż na poziomie 1500 mieszkań. Być może będzie większa, bo już pierwszy kwartał był rekordowy w historii Polnordu.

Czasy hossy, rozumianej jako okres, gdy deweloperzy sprzedawali mieszkania na etapie dziury w ziemi, już się skończył i raczej nie wróci. Mieszkań w Polsce jednak brakuje. A im więcej ludzie będą zarabiać, tym większa będzie ich skłonność do kupowania mieszkań. Już teraz widać też, że klienci coraz częściej szukają większych metraży.

*Do tej pory większość klientów szukała mieszkań dwupokojowych. *

I dalej tak jest. Ale rośnie też grupa ludzi, którzy chcą trzy pokoje. Niższe stopy procentowe sprawiają, że ich zdolność kredytowa rośnie i mogą pozwolić sobie na więcej. Ale klienci są też coraz bardziej wybredni. Nie spieszą się zakupem.

W 2013 roku mówił pan, że Polnord aż do 2016 roku nie podzieli się zyskiem z akcjonariuszami. Nie zmienił pan zdania?

Jako akcjonariusz sam bym chciał, żeby dywidenda była płacona. Ale prawda jest taka, że na podział zysków jest jeszcze zbyt wcześnie. Wyemitowaliśmy obligacje, w których jest zastrzeżenie, że nie możemy wypłacić dywidendy do czasu ich spłacenia. Jeżeli oddłużenie spółki będzie szło sprawnie, to oczywiście chcę, by w przyszłości dzieliła ona zysk między posiadaczy akcji. Wcześniej dywidenda byłaby możliwa tylko w przypadku jakiegoś większego zastrzyku gotówki.

Na przykład odszkodowania od warszawskiego ratusza, z którym od kilku lat walczy pan o pieniądze.

To już nie walka. Raczej rozmowa, choć pozwów z sądów na razie nie wycofaliśmy. Ale liczę na ugodę.

O jaką sumę chodzi?

Prawie 400 milionów złotych. Są w tym m.in. koszty, które ponieśliśmy przy okazji budowy inwestycji w miasteczku Wilanów. Zbudowaliśmy całą kanalizację, oczyszczalnię ścieków. Teraz stołeczne MPWiK czerpie z tego zyski, ale do tej pory nie przejęło od nas tej infrastruktury. Ale gdy pojawiały się awarie, to odpowiedzialność spadała na nas. Sytuacja jest kuriozalna, bo dodatkowo miasto budując drogę wywłaszczyło nas z części niektórych działek i za to też nie dostaliśmy odszkodowań. W sprawie drogi mamy już nawet wyroki sądów administracyjnych, ale miasto do tej pory nie zapłaciło.

Czy zatem istnieje ryzyko, że mieszkańcom tej dzielnicy Warszawy zostanie odcięta woda?

Takiego ryzyka nigdy nie było. Przecież to nasi klienci, więc ponosimy koszty utrzymania całej infrastruktury. Chciałbym, żebyśmy w tym roku doszli z gminą do porozumienia i mam nadzieję, że to się uda.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: polnord, giełda, kraj, raport, manager, czołówki, marketing i zarządzanie, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, raporty giełdowe, najważniejsze, wywiady
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz