Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
polscy przedsiębiorcy
25.01.2011 07:09

Żółty Cesarz: Nie stosują leków, zarabiają na zdrowiu

Agnieszka Olędzka prowadzi sieć sklepów ze zdrową żywnością.

Podziel się
Dodaj komentarz
(sieć sklepów Żółty Cesarz)

*- _ Wiele osób myśli, że wegetarianie to słabeusze, którzy bujają w obłokach i nie potrafią chwycić worka z pszenicą _ - mówi Agnieszka Olędzka, właścicielka sieci sklepów ze zdrową żywnością Żółty Cesarz. Ona sama nie je mięsa, nie używa większości kosmetyków i nie przyjmuje tradycyjnych leków, a jednocześnie prowadzi dobrze prosperujący biznes, który zyskuje w Polsce coraz więcej naśladowców. *

Money.pl: Kim właściwie był Żółty Cesarz?

Agnieszka Olędzka, właścicielka sieci sklepów Żółty Cesarz: Ta nazwa to pamiątka z czasów, kiedy fascynowałam się filozofią taoistyczną. Żółty Cesarz to legendarna postać starożytnych Chin. Stworzył medycynę pięciu elementów opierającą się na jin i jang, pisał piękne poezje, przypisuje mu się wynalezienie koła. Dał też wolność niewolnikom, a kobiety traktował, jak na tamte czasy, bardzo nowocześnie.

Podobała mi się ta niesamowita postać. Akurat otwierałam swój pierwszy sklep, więc nadałam mu właśnie taką nazwę. Później staliśmy się znani i już nie chciałam jej zmieniać.

fot: sieć sklepów Żółty Cesarzfot: sieć sklepów Żółty Cesarz[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/siec;sklepow;zolty;cesarz,galeria,4902,0.html)Czym zajmowała się Pani wcześniej?

Z zawodu jestem dziennikarką i od kilkunastu lat piszę artykuły o zdrowym żywieniu. Początkowo wysyłałam je do różnych niszowych gazet, bo z przyjmowaniem takich tekstów do druku nie było łatwo. Tematy związane z wegetarianizmem nie były jeszcze zbyt popularne, ale, jako że sama nie jem mięsa, wiele osób pytało mnie o ciekawe przepisy i porady.

W końcu założyłam własną firmę i zaczęłam wydawać gazetę _ Wegetariański Świat _. A potem pomyślałam, że od teorii, czyli od pisania o zdrowym jedzeniu, mogłabym przejść do praktyki. Zwłaszcza, że w międzyczasie zaczęli się pojawiać producenci zdrowej żywności i ekologiczni rolnicy, więc było już czym handlować.

Pierwszy sklep powstał w Warszawie?

Tak, jadąc ulicą zobaczyłam lokal do wynajęcia. Miałam trochę oszczędności, trochę pożyczyłam i tak otworzyłam sklep z naturalną żywnością i książkami na ten temat. Pierwszy mieścił się na piętrze, w lokalu bardziej klubowym, niż sklepowym. Trzy lata później, już w innym miejscu, otworzyłam prawdziwy sklep. Wtedy zaczęło pojawiać się wiele przedsięwzięć franczyzowych, różnych restauracji itd. Spodobał mi się ten model prowadzenia biznesu i właśnie na zasadach franczyzy powstały kolejne oddziały Żółtego Cesarza – w Warszawie, Krakowie, Gdyni i w Grudziądzu.

Nie miała Pani oporów przed dzieleniem się swoim pomysłem i marką?

Nie, ja się bardzo cieszę, że ta idea idzie dalej w świat. To dobrze, że angażuje się w nią coraz więcej osób. Podobnie te teksty, które pisałam kiedyś, bez przerwy widzę dziś w internecie, na różnych forach o zdrowym żywieniu. Ludzie zadają sobie trud, żeby przepisać je ze starych numerów, chociaż oczywiście nie podpisują ich moim imieniem i nazwiskiem. Ale mnie to nie złości. Cieszę się, że moje teksty żyją.

Poza tym franczyza daje dużo wolności. Sklepy mają ten sam wystrój i taką samą pulę towarów, ale z tej puli właściciele mogą samodzielnie wybierać produkty, którymi będą handlować. A swój sklep franczyzobiorcy mogą otworzyć już za 50 tysięcy złotych, więc nie jest to bardzo kosztowne.

Jak dobiera Pani współpracowników?

Sami się do mnie zgłaszają. Znajdują informację w prasie lub internecie i pytają, czy mogliby otworzyć sklep pod szyldem Żółtego Cesarza w swojej miejscowości. Jeśli jest to większe miasto, które rokuje, że biznes będzie dobrze prosperował, to otwieramy sklep. Jeśli lokalizacja nie jest najlepsza, sporządzamy biznesplan z kalkulacją wszelkich możliwych rozwiązań. Jeśli ktoś jest dużym entuzjastą i do tego ma niskie koszty utrzymania, bo na przykład posiada własny lokal, to przedsięwzięcie ma szanse powodzenia.

Teraz mam prawie stu kandydatów. Na naszej stronie internetowej chętni wypełniają ankietę, w której pytamy między innymi o to, czy ktoś miał już własną firmę i czy odróżnia tofu od miso. Wielu z kandydatów nie prowadziło jeszcze własnej działalności, ale nie jest to dla mnie przeszkodą. Jeśli widzę, że kandydat ma dużo zapału, zgadzam się. Za to z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś kompletnie nie interesuje się tą dziedziną i myśli głównie o zarobkach, po pewnym czasie i tak przeniesie się na następny _ modny _ biznes.

Załóżmy, że kandydat wypełnił już ankietę. Co dalej?

Przyjeżdża do nas, żeby zobaczyć, jak taki sklep wygląda. Chcemy, żeby poczuł atmosferę i zdecydował, czy odpowiada mu współpraca z nami. Bo Żółty Cesarz to sklep wegetariański i wiele osób ma obawy, czy bez sprzedaży mięsa ma szansę się utrzymać.

Następnym krokiem jest znalezienie lokalu. Wielu z tych, którzy nigdy nie mieli własnej firmy, ma z tym problemy. Czasem, kiedy już znajdą odpowiednie miejsce, zaczynają się bać, czy aby na pewno sobie poradzą. Na tym etapie też trochę chętnych odpada, ale jeśli lokal zostanie już znaleziony, to możemy podpisać umowę.

A Pani nie miała wątpliwości, czy taki biznes się utrzyma?

Wiele osób postrzega żywność naturalną jako żywność luksusową. Ale to nieprawda. Jeśli chodzi o surowce, to różnice cenowe nie są zbyt duże. Np. jabłka mamy w tej samej cenie, co nie-ekologiczny sklepik obok. Tylko ekologiczne wyroby garmażeryjne są nieco droższe.

fot: sieć sklepów Żółty Cesarzfot: sieć sklepów Żółty Cesarz[ ( http://static1.money.pl/i/glass.gif ) ] zobacz całą galerię(http://galerie.money.pl/siec;sklepow;zolty;cesarz,galeria,4902,0.html)Na temat jedzenia mięsa krąży wiele stereotypów. Niektórzy są przekonani, że mięso daje siłę, że bez niego nie można przeżyć, a wegetarianie to słabeusze, którzy bujają w obłokach i nie potrafią chwycić worka z pszenicą. Ale to zaczyna się powoli zmieniać. Do ludzi dociera, że wegetarianizm to wybór, który nie musi być tragiczny w skutkach. Tak jak wszędzie - są wegetarianie słabsi i silniejsi, grubsi i chudsi, chorowici i niechorujący wcale. Natomiast na pewno są bardziej empatyczni, bardziej skłonni do pomocy innym.

Nie ma Pani wrażenia, że w ostatnich latach zapanowała pewna moda na wegetarianizm?

Tak, i to jest bardzo budujące. Kilkanaście lat temu wszyscy ci, którzy próbowali się zdrowo odżywiać, byli postrzegani jako dziwacy, a nawet odszczepieńcy religijni. Świat fascynował się szybkim leczeniem chorób i nowymi, chemicznymi kuracjami. Teraz wegetarianizm przeszedł do głównego nurtu. Osoby z pierwszych stron gazet publicznie opowiadają, że nie jedzą mięsa albo, że leczą się ziołami. I można się z tym zgadzać lub nie, ale wegetarianie przestali być spychani na margines. Bardzo mnie to cieszy.

A czy Pani podejście do żywienia przekłada się na inne dziedziny życia? Sprawdza Pani na przykład, czy kupowane przez Panią kosmetyki nie były testowane na zwierzętach?

Nie używam kosmetyków i nie leczę się chemicznymi lekami. W ogóle rzadko choruję. Używam jedynie mydła, szamponu do włosów i czasem kremu _ carite. _Jest wyciskany na zimno z orzeszków carite, ma walory lecznicze i odżywia skórę. To mój jedyny kosmetyk.

Podobne podejście ma moja rodzina. Moja 25-letnia córka też jest wegetarianką, nie choruje i nie używa leków.

Jakich jeszcze wyrzeczeń_ _ wymaga od Pani ekologiczny tryb życia?

Wyrzeczenia są wyrzeczeniami tylko wtedy, gdy rezygnacja z pewnych nawyków jest dla nas trudna i nieprzyjemna. Ja nie palę, nie piję alkoholu, nie uprawiam sportów ekstremalnych, nie łykam suplementów, nie trzymam w czterech ścianach zwierząt.

Staram się ponadto nie kupować żywności w plastikowych opakowaniach, jak najmniej śmiecić, jeżdżę na bliskie dystanse rowerem lub idę piechotą, nie leję wody bez potrzeby i nie trzymam urządzeń elektrycznych włączonych przez cały dzień. Nie używam też żrącej chemii do szorowania i proszków, które dostając się do wód niszczą w nich życie biologiczne. Staram się swoją osobą jak najmniej obciążać środowisko.

Czytaj w Money.pl
[ ( http://static1.money.pl/i/h/95/t127071.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/polacy;nosza;rekawiczki;z;psow,200,0,741064.html) Polacy noszą rękawiczki z psów Taką tezę stawia Marian Kuc, założyciel firmy produkującej galanterię skórzaną.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/7/t129287.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/wierza;w;elfy;i;sprzedaja;kosci;drogo,228,0,754916.html) Wierzą w elfy i sprzedają kości. Drogo Firma Q-workshop produkuje ozdobne kości do gier RPG. Kosztują do kilkudziesięciu złotych.
[ ( http://static1.money.pl/i/h/117/t128629.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/karnawal;2011;kaczor;donald;popularniejszy;niz;tusk,76,0,752716.html) Karnawał 2011: Kaczor Donald popularniejszy niż Tusk Polacy nie lubią przebierać się za premiera, bo w jego twarzy brakuje charakterystycznych cech.
Tagi: polscy przedsiębiorcy, odżywianie, ludzie, kraj, wiadmomości, gospodarka, manager, czołówki, wywiady, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz