Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Carlos Juan Finlay. 180 rocznica urodzin w Google doodle

0
Podziel się:

Carlos Juan Finlay to lekarz, któremu zawdzięczamy setki tysięcy ocalonych ludzi. 180 rocznica jego urodzin w dzisiejszym doodle.

Carlos Juan Finlay. 180 rocznica urodzin w Google doodle
(Google)

W Polsce jest prawie nieznany, a tymczasem Carlos Juan Finlay to lekarz, któremu zawdzięczamy setki tysięcy ocalonych ludzi. Jego osobie poświęcony jest dzisiejszy doodle.

Carlos Juan Finlay był kubańskim lekarzem i naukowcem, który urodził się dokładnie 180 lat temu. To właśnie jego urodziny honoruje dzisiejszy Google doodle. Finlay prowadził badania nad żółtą febrą - chorobą, którą większość Polaków może kojarzyć co najwyżej z książek podróżniczych.

Jednak Carlos Juan Finlay żył na przełomie XIX i XX wieku w Hawanie, a w tamtych czasach żółta febra zwana też żółtą gorączką pozostawała tajemniczą chorobą zabijającą tysiące ludzi. Wówczas większość lekarzy uważała, że żółta febra przenosi się między ludźmi w wyniku bezpośrednich kontaktów, tak jak ma to miejsce np. w przypadku ospy.

Carlos Juan Finlay jako pierwszy wysunął przypuszczenie, że w rozprzestrzenianiu się choroby udział bierze jakiś dodatkowy czynnik. W 1881 roku stwierdził, że musi chodzić o komary, które po ugryzieniu chorej osoby przenoszą wirusa na zdrową . Jego teoria nie spotkała się ze zrozumieniem środowisk naukowych - uznano, że to zbytnie komplikowanie prostego zjawiska.

Dopiero Komisja do Spraw Żółtej Febry Armii Amerykańskiej, która przybyła do Hawany w 1900 roku doceniła i potwierdziła badania, jakie od lat prowadził Carlos Juan Finlay. Szef tej komisji, major Walter Reed podjął badania Finlay'a i we współpracy z nim opracował m.in. sposoby ochrony przed komarami. Umożliwiło to prace nad budową Kanału Panamskiego.

Carlos Juan Finlay zmarł w Hawanie 20 sierpnia 1915 roku w wieku 81 lat.

Czytaj więcej w Money.pl

business news
wiadmomości
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)