Notowania

28.09.2010 14:40

Kolekcjonerzy niechętnie otwierają portfele

Na ostatnich przedwakacyjnych aukcjach było w czym wybierać. Pojawił się Siemiradzki, Czachórski, Malczewski, Zamoyski, Kleinmann, Witkacy, Łempicka, Zak. Chętnych jednak brakowało, zwłaszcza w przypadku dzieł z górnej półki.

Podziel się
Dodaj komentarz

Przed wakacjami nawet uznane nazwiska nie budziły zainteresowania kupujących

Podczas majowej aukcji w Rempeksie sprzedano tylko 52 prace, w tym 32 po cenach niższych od katalogowych. Spod młotka spadały najdroższe obiekty, mimo uznanych nazwisk autorów. Właściciela nie zmieniła m.in. „Modelka (Kobieta na tle morza) ” Jacka Malczewskiego wystawiona za 390 tys. zł. Kolekcjonerzy zawsze preferowali najbardziej charakterystyczne autoportrety artysty. Brak chętnych na melancholijny portret utrzymany w błękitnych tonacjach zatem nie zaskakuje.

* Mity i hity*

Malczewski, nawet ten charakterystyczny, też już się nie sprzedaje. Rynek się nasycił. Rzadko zdarza się bowiem aukcja bez jego nazwiska, a ceny są coraz wyższe. W Desie Unicum nie było chętnych na „Autoportret” za 250 tys. zł, a w DA Agra Art na „Autoportret – życie i śmierć” za 380 tys. zł. Mitem stało się przekonanie o atrakcyjności inwestycyjnej Malczewskiego. Nie dość, że drogi, to jeszcze mało płynny.

Nie dziwi natomiast zdecydowana determinacja kolekcjonerów w zdobyciu niewielkiego, radosnego i bardzo dekoracyjnego oleju Jana Stanisławskiego „Maj w parku”. Prace mistrza akwareli coraz częściej trafiają na rynek i cieszą się coraz większym zainteresowaniem, a wiele z nich kupowanych jest z dużym przebiciem. W tym przypadku więcej niż dwukrotnym – za 62 tys. zł.

Nie zawiódł też Roman Kramsztyk – hit tegorocznych aukcji.

W Rempeksie była okazja kupienia jego pejzażu „Staw” w charakterystycznych dla twórcy tonacjach zgaszonych błękitów i zieleni oraz widoczku „Przed domem”. Wprawdzie za pierwszy zaoferowano 29 tys. zł, o tysiąc złotych mniej od ceny katalogowej, ale drugi licytowano od 30 do 52 tys. zł. W maju pojawił się też Kramsztyk w Polswissarcie. „Akt kobiety” wystawiony za 100 tys. zł, zmienił właściciela za 130 tys. zł. Wcześniej ten sam obraz pojawił się na rynku w kwietniu. Wówczas nabywca wyłożył za niego „zaledwie” 95 tys. zł.

Niedoceniony Czachórski

Ciekawie zapowiadała się czerwcowa oferta Rempeksu. Pod młotek szła m.in. magiczna „Noc św. Andrzeja – Wróżbita” z 1867 roku Henryka Siemiradzkiego z ceną katalogową 800 tys. zł i „Dama w salonie” Władysława Czachórskiego z ceną 470 tys. zł. Obie prace nie zmieniły jednak właścicieli.

„Wróżbitę” Siemiradzki malował jeszcze w czasach studenckich. Obraz odbiega więc od późniejszych charakterystycznych prac artysty, zwłaszcza historycznych. Tematyka – pogańskie święto – jest również rzadka. Autorzy katalogu jako analogię podają jedynie przykład „Nocy świętojańskiej”, która znajduje się we Lwowskiej Galerii Sztuki. Brak zainteresowania może więc dziwić, zwłaszcza że artysta rzadko gości w domach aukcyjnych, a na rynek trafiają najczęściej jego portrety. Do wyjątków należy „Rozbitek” z 1878 roku, który jest najdrożej sprzedanym obrazem aukcyjnym (w 2002 roku zapłacono za niego 2,13 mln zł) i „Kuszenie św. Hieronima”, które w ubiegłym roku wystawił na sprzedaż łódzki Rynek Sztuki za 1,9 mln zł.

Niedoceniony przez kolekcjonerów został również Czachórski, mimo że „Dama w salonie” jest jedną z wariacji tak szeroko znanych i podziwianych scen buduarowych artysty. W 2002 roku jedną z nich – „Damę z kwiatami” sprzedano w DA Agra Art za 840 tys. zł.

Desowskie rarytasy

Czerwcowa aukcja w Desie Unicum przebiegła trochę lepiej. Wprawdzie tu również niewiele dzieł zmieniło właścicieli, ale nie obyło się bez emocji. Hitem aukcji była „Babunia” („Niania”) Jana Zamoyskiego, która została sprzedana za 200 tys. zł, 80 tys. powyżej ceny wywoławczej. To debiut artysty na salonach aukcyjnych. Większość jego prac znajduje się bowiem w zbiorach muzealnych. „Babunia” namalowana jest w sposób charakterystyczny dla malarza – pocięta zmarszczkami twarz i zniszczone ręce to częsty motyw portretów Zamoyskiego, z których najbardziej znana jest „Głowa Żyda”.

Walka rozgorzała również przy rysunku Bruno Schulza. Tym razem do kupienia był „Frontyspis Xięgi Bałwochwalczej V” – jedna z pięciu znanych stron tytułowych do teki grafik „Xięga Bałwochwalcza” z ceną katalogową 45 tys. zł. Młotek przybił 66 tys. zł. I nie jest to najwyższa cena za rysunki Schulza. W ubiegłym roku za jego malutki autoportret trzeba było zapłacić 88 tys. zł. Tyle samo wylicytowano za szkic ilustracji do opowiadania „Dodo”.

Przecenieni klasycy

Pozostałe prace nie cieszyły się już takim wzięciem. Niezauważony został nie tylko „Autoportret” Malczewskiego, ale również „Don Kichot i Sancho Pansa” Fryderyka Kleinmanna wystawiony za 340 tys. zł. To wysoka wycena. Dotychczas najdrożej sprzedanym obrazem artysty był „Kataryniarz”. W 2008 roku licytowano go w Desie Unicum ze 130 do 310 tys. zł.

Nie było też amatora na „Dziewczynę w różowym kapeluszu” Eugeniusza Zaka za 180 tys. zł. Sprzedający musiał być zdeterminowany, ponieważ ten sam portret kilka miesięcy temu został kupiony w DA Okna Sztuki za 190 tys. zł. Teraz mimo niższej ceny (która i tak jest wysoka) nie znalazł amatora.

Cieszy natomiast wzrost zainteresowania pracami na papierze. Klienci Desy Unicum docenili nie tylko Schulza. Amatorów znalazły m.in. kamienioryty Leona Wyczółkowskiego, rysunek Jacka Malczewskiego, akwarele Alfonsa Karpińskiego i Juliana Fałata oraz pastel Zygmunta Józefa Menkesa.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz