Notowania

10.02.2010 12:52

Kolekcje nie tylko dla milionerów

Na ostatniej w ubiegłym roku aukcji Desy Unicum na 28 licytowanych dzieł aż w16 przypadkach padały kwoty niższe od katalogowych. Kupujący już nie tylko nie płacą za same nazwiska, ale starają się negocjować ze sprzedającymi.

Podziel się
Dodaj komentarz

_ Młoda sztuka znajduje coraz szersze grono wielbicieli _
* Na ostatniej w ubiegłym roku aukcji Desy Unicum na 28 licytowanych dzieł aż w16 przypadkach padały kwoty niższe od katalogowych. Kupujący już nie tylko nie płacą za same nazwiska, ale starają się negocjować ze sprzedającymi. *

Taka gra może jednak dotyczyć tylko dzieł, na które nie ma wielu chętnych. Możliwości takich nie dają prace z górnej półki, na które wciąż utrzymuje się popyt.

Wysokie przebicia w 2009 r.

Na ostatniej aukcji w Desie Unicum „Lutnista” Leona Wyczółkowskiego został sprzedany za 450 tys. zł, a „Autoportret z zamkiem w tle” Jacka Malczewskiego za 430 tys. zł, a więc po cenach wywoławczych. Ale za klasyczną „Czwórkę” Józefa Chełmońskiego trzeba było już zalicytować więcej. Obraz został sprzedany za 370 tys. zł, o 20 tys. drożej od początkowej wyceny. Wielu chętnych było również na „Kobietę upinającą włosy” Zygmunta Menkesa. Cena katalogowa, 35 tys. zł, w szybkim tempie wzrosła do 62 tys. zł. Pozostałe prace Menkesa również zmieniły właściciela, ale licytacje nie były już tak emocjonujące. Zainteresowaniu pracami artysty najwidoczniej służy sprzedaż jego „Kobiety w różowym kapeluszu” podczas grudniowej aukcji „Ecole de Paris – Pologne – Russie – Europe Centrale” w paryskim Domu Aukcyjnym Drouot za 51 tys. euro (214 tys. zł) przy estymacji wynoszącej 74,2 82,4 tys. zł. W ubiegłym roku tak dużego zainteresowania obrazami Menkesa nie było, mimo że okazji do kupna nie brakowało.

W Desie Unicum skutecznie też walczono o „Słodki ciężar” Antoniego Kozakiewicza, ucznia Józefa Brandta. Cena oleju przedstawiającego scenę rodzajową wzrosła z 26 do 51 tys. zł. Ponad dwukrotne przebicie – z 8 do 18 tys. zł – uzyskała pastelowa „Dziewczyna z opałką” Apoloniusza Kędzierskiego. Inna jego akwarela „Dzieci przy ognisku” została sprzedana za 5,5 tys. zł, 4 tys. zł powyżej wyceny katalogowej.

Po ubiegłorocznych aukcjach wyraźnie widać, że rośnie coraz większe zapotrzebowanie na prace tańsze. Zwłaszcza, że ich urok może być równie duży jak tych wycenianych w setkach tysięcy złotych. Wystarczy spojrzeć na „Pont Neuf w Paryżu” Jakuba Zuckera, który licytowano z wywoławczych 15 tys. zł do 31 tys. zł. Prace Zuckera powoli zaczynają drożeć i znajdują coraz więcej amatorów.

Powrót Stryjeńskiej

Na ostatnich aukcjach coraz częściej pojawiają się dzieła wielkiego mistrza niewielkich, nastrojowych pejzaży – Jana Stanisławskiego. W Desie Unicum była okazja kupienia jego „Domu w ogrodzie” za 48 tys. zł i za tyle obraz zmienił właściciela. Na grudniowej aukcji w Rempeksie wystawiono „Jesień” za 15 tys. zł, ale licytacja przebiegała mniej spokojnie, młotek przybił dopiero 46 tys. zł. Minęły już czasy, w których na dzieła Stanisławskiego wystarczało kilkanaście tysięcy złotych, a po tyle sprzedawane były zaledwie pięć lat temu.

Ostatnie ceny nie są też najwyższe. W ubiegłym roku na wspólnej aukcji Desy Unicum i Polswissartu za „Wisłę pod Tyńcem” o rozmiarach 22,5x17 cm zaoferowano 76 tys. zł – niemal dwukrotnie więcej od ceny wywoławczej, która wynosiła 40 tys. zł, a „Pejzaż ze stawem i wioską”, sprzedano za 70 tys. zł.

Coraz częściej trafia na aukcje Zofia Stryjeńska, która kilka lat temu była prawie nieobecna na rynku. W Rempeksie zaoferowano za jej „Górala z książką” 25 tys. zł, 7 tys. zł poniżej ceny wywoławczej. W Desie Unicum jej „Poloneza” sprzedano po cenie wywoławczej 28 tys. zł. Obraz ten pojawił się kilka miesięcy wcześniej w Rempeksie za 32 tys. zł, a wylicytowano za niego warunkowo 22 tys. zł. Wysoko ceniono wówczas także „Górala z książką”. Cena katalogowa – 40 tys. zł została zbita do 32 tys. zł. Wielobarwne i dekoracyjne prace Stryjeńskiej, mimo niezwykłych walorów, nie są jeszcze doceniane przez kolekcjonerów. Większość niestety nie znajduje amatorów.

Doceniony prymitywista

W domu Aukcyjnym PolswissArt powodzeniem cieszyły się morskie pejzaże Ferdynanda Ruszczyca. „Skały nad brzegiem” zostały kupione za 65 tys. zł, 10 tys. zł powyżej ceny wywoławczej, a „Morze i skały” za 75 tys. zł, 20 tys. powyżej ceny katalogowej. Pod młotek poszły też trzy prace Eugeniusza Zaka. Sprzedano jednak tylko dwie: „Głowę kobiety” za 105 tys. zł i „Pejzaż z żeglarzami” za 580 tys. zł.

Duże wzięcie miał Teofil Ociepka. Obraz „Wstąpił do piekieł” z 1929 roku licytowano z 15 do 50 tys. zł, „Raj” z 1950 roku z 18 do 27 tys. zł, a „Narodziny Boga Człowieka” z 1949 roku z 18 do 30 tys. zł. Prace Ociepki, jednego z najsłynniejszych polskich prymitywistów, coraz częściej trafiają na aukcje i nareszcie są doceniane.

Artysta-samouk i natchniony teozof nie miał lekkiego życia. Po ukończeniu szkoły podstawowej musiał zabezpieczyć byt rodzinie. Wkrótce trafił do kopalni. Za namową Filipa Hohmanna, wyznawcy idei różokrzyżowców zaczął malować. Natchnienie czerpał ze śląskich podań, baśni i legend oraz literatury okultystycznej. Jego baśniowe wizje lasów, dżungli, czy raju przypominają prace Henri Rousseau, zwanego celnikiem – pierwszego malarza naiwnego, który zyskał światowe uznanie. U Ociepki również pojawiają symboliczne zwierzęta – rajskie ptaki, smoki lwy i węże. Kolory są intensywne, kontury wyraźne. Najbardziej cenione są jego wczesne prace, a te trafiają na rynek niezwykle rzadko. Licytacja obrazu „Wstąpił do piekieł” z 15 do 50 tys. zł nie powinna więc dziwić.

Niegroźny kryzys

Rok 2009 nie był najgorszy dla rynku sztuki, zwłaszcza jego druga połowa. Jedni obawiali się zastoju, inni liczyli na wysyp perełek ze strony dużych kolekcjonerów, którzy będą potrzebowali gotówki. Nic takiego nie nastąpiło. Wprawdzie pierwsza połowa roku nie zachwycała obrotami na rynku aukcyjnym, ale nie można było mówić o jego załamaniu, a po okresie urlopowym sytuacja zdecydowanie wróciła do normy.

Jeżeli próbować wskazać wygranych i przegranych, to do pierwszych zdecydowanie należy rosnący w siłę rynek bibliofilski, a do drugich sztuka współczesna, a przede wszystkim jej klasycy. Niewiele prac nawet najwybitniejszych artystów tego okresu znajdowało chętnych, zwłaszcza że ceny były bardzo wysokie. Znacznie większe zainteresowanie budziła sztuka najnowsza. Na jej aukcjach bywały tłumy, a niskie ceny wywoławcze zachęcały do kupna.

W tym roku rynek powinien się ustabilizować a trendy, które się zarysowały – utrzymać. Oznacza to, że antykwariusze będą nadal narzekali na małą podaż prac wybitnych, a wyrafinowani kolekcjonerzy i tak będą mieli szanse wyłowić coś dla siebie.

Wszystko też wskazuje na to, że sztuka najmłodsza zyskała swoje grono wielbicieli, którzy za niewielkie pieniądze mogą cieszyć oko. Powoli amatorów zaczynają znajdować też prace na papierze, które dotychczas nie cieszyły się popularnością. Warto pamiętać, że kolekcje można zacząć budować nie tylko zaczynając od dzieł, na które trzeba wydawać miliony. Akwarele i grafika też zachwycają.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz