Notowania

10.06.2009 10:29

Na krawędzi, czy już za nią?

Z mediów prawie codziennie napływają informacje o kryzysowej sytuacji gospodarczej w jakiej znalazł się nasz sąsiad – Ukraina. Warto usystematyzować te informacje i przyjrzeć się temu, jak ona rzeczywiście wygląda.

Podziel się
Dodaj komentarz

Z mediów prawie codziennie napływają informacje o kryzysowej sytuacji gospodarczejw jakiej znalazł się nasz sąsiad - Ukraina. Warto usystematyzować te informacje i przyjrzeć się temu, jak ona rzeczywiście wygląda.

Cztery lata temu Ukraina stanęła przed wielką szansą na wejście do elitarnego kręgu tygrysów Europy Wschodniej. W wyjątkowe możliwości uwierzyli wszyscy - od polityków i biznesmenów z całego świata, po zwykłych ludzi z ukraińskich wsi i miast. I wszyscy, jak jeden mąż, przeliczyli się. Ukraina pechowo trafiła okresem swojego rozwoju na największy globalny kryzys gospodarzy od lat 30-tych ubiegłego wieku i nie miała dość siły, by się przed nim obronić. W tej chwili leci w przepaść.

Fatalne statystyki

Najbardziej dramatyczną wiadomością ostatniego czasu, jaka dotarła do nas z Kijowa, był 20-procentowy spadek produktu krajowego brutto. Według szefa doradców prezesa Narodowego Banku Ukrainy (NBU) Wałerija Łytwyckiego kryzys najbardziej dotknął budownictwo i przemysł. Wskaźniki tego ostatniego spadają już od ponad pół roku, a wynik -16,1 proc. w styczniu 2009 r. jest drugim najgorszym w historii (niechlubny rekord -18,6 proc. pochodzi ze stycznia 1994 roku). W sumie, porównując ze styczniem ubiegłego roku, produkcja przemysłowa na Ukrainie spadła o 34 procent. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w budownictwie, którego spadek wyniósł w ciągu roku ponad 57 procent.

Ale problemy mają także inne sektory gospodarki, na plusie (choć tak minimalnym, że może być on błędem statystycznym) jest tylko rolnictwo - +0,5 proc. wzrostu (według oficjalnej prognozy Ministerstwa Polityki Rolnej Ukrainy, zbiory zbóż w 2009 r. wyniosą 45 mln ton, o 18 proc. mniej niż w rekordowym ubiegłym roku). Całość składa się na 80 proc. poziomu ubiegłorocznego PKB.

Żyje się drogo

Ukraińcy zarabiają mniej, a ceny nieruchomości nadal jednak utrzymują się na dość wysokim poziomie, co na pewno nie ułatwia im życia. Średnia cena mieszkania dwupokojowego na rynku wtórnym w Kijowie to prawie 2,3 tys. dol. za metr kwadratowy. W rankingu najdroższych miast świata pod względem cen nieruchomości w centralnych dzielnicach portal Global Property Guide ustawił Kijów na 46. miejscu (3,5 tys. dol. za metr kwadratowy). W 2008 r. na Ukrainie zawarto ponad 303 tys. umów kupna-sprzedaży nieruchomości, co oznaczało spadek o 18 procent w stosunku do roku poprzedniego.
Pomimo spadków cen wynajmu nieruchomości komercyjnych (w styczniu 2009 r., w stosunku do grudnia 2008 r., o 28,2 proc. w przypadku nieruchomości klasy A, o 32,3 proc. dla klasy B i o 36,7 proc. w biurach klasy C), wynajęcie biura w Kijowie wciąż nie kosztuje mało. W corocznym rankingu najdroższych miast świata firmy Cushman & Wakefield Kijów znalazł się na 13. miejscu. Wynika z niego, że średnia cena wynajęciabiura na poziomie 686 euro daje Kijowowi 13. miejsce, o osiem wyżej niż Warszawa(494 euro).
Podobnie jak na całym świecie, kłopotów nie są też w stanie uniknąć ukraińskie banki. Już w siedmiu bankach wprowadzono tymczasowe zarządy komisaryczne, które przejęły władzę m.in. w Odessabank, Prominwestbank i Ukrprombank. Takie kroki nie pozostają niezauważone na zachodzie. Agencja ratingowa Standard & Poor's (S&P) uważa, że świadczą one o poważnych zaburzeniach w działaniu systemu bankowego, a ucierpią na tym także dobrze działające instytucje. Na dodatek kuratora otrzymał Bank Rozwoju Regionalnego, bo w Narodowym Banku Ukrainy twierdzą, że były nieprawidłowości w wykorzystaniu środków kredytowych przekazanych mu przez NBU (chodzi o kwotę 80 mln hrywien, czyli około 35-40 mln zł). Według ukraińskich analityków, zagrożonych wprowadzeniem komisarza jest kilkanaście kolejnych banków komercyjnych.

Za niestabilnością systemu bankowego idą ogromne wahania kursu hrywny. Jeszcze latem ubiegłego roku za jednego dolara amerykańskiego trzeba było na Ukrainie zapłacić około 4,5-5 hrywien, po pół roku, mimo starań ze strony Narodowego Banku Ukrainy, kurs bił rekordy na poziomach przekraczających 8,5 hrywien, a kurs sprzedaży dochodził w niektórych miejscach do 10 hrywien. Oprócz problemów z gospodarką wpływ na osłabianie się waluty ma popyt wewnętrzny generowany przez osoby zadłużone w walucie obcej. Narodowy Bank Ukrainy chce spróbować zapobiec temu poprzez sprzedawanie obywatelom walut po obniżonym kursie interwencyjnym. Poziom zadłużenia osób fizycznych z tytułu kredytów walutowych wynosi już ponad 25 mld dol., tylko o trzy mld dol. mniej niż poziom rezerw Narodowego Banku Ukrainy.

Napięte finanse

Ale wśród natłoku dramatycznych wiadomości jest i pozytywna: gwałtownie osłabiająca się hrywna jest bezpośrednim powodem spadku deficytu w obrotach handlowych z zagranicą. W styczniu wartość importu spadła do 3,07 mld dolarów (o 33,7 proc.) i choć spadek eksportu był równie wysoki (33,4 proc. do 2,43 mld dolarów), to - dzięki dewaluacji waluty - deficyt obrotów również obniżył się - o 34,6 proc. w stosunku do stycznia 2008 roku. Należy oczekiwać dalszego obniżania deficytu, a dodatkowym stymulatorem tego będą podniesione cła. Prezydent Wiktor Juszczenko podpisał 20 lutego br. ustawę, na mocy której na najbliższych sześć miesięcy (ustawa weszła w życie 6 marca br.) wprowadzono dodatkowe cła na importowane na Ukrainę towary. Takie działania mają na celu nie ochronę konkretnej gałęzi gospodarki Ukrainy, a zrównoważenie bilansu płatniczego.

Gorzej niż deficyt handlowy wygląda rozszerzająca się dziura budżetowa. Ukraina zadłuża się, bo to jedyny sposób na uratowanie się przez niewypłacalnością. Gdyby deficyt osiągnął 10 proc. (co jest przecież możliwe), Ukraina miałaby problem z przyjęciem pomocy MFW, bo ten wymaga równowagi budżetowej. Z tym będzie ogromny problem, bo w ustawie budżetowej na rok 2009 przyjęto wzrost PKB na poziomie 0,4 proc., a Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju prognozuje, że PKB Ukrainy spadnie w tym roku o osiem procent.

Efektem kilku miesięcy słabej koniunktury jest obniżenie ratingów tego kraju. Agencja Standard & Poor's zmieniła ostatnio krótkoterminowy i długoterminowy rating Ukrainy w walutach obcych z poziomu B/B do CCC+/C, a w walucie narodowej z B+/B na B-/C. Co więcej, wg analityków S&P prognoza dla tych ratingów jest negatywna.

Takie wiadomości niepokoją nie tylko Ukraińców i inwestorów lokujących tam swój kapitał. Istnieje bowiem zagrożenie, że zapaść na Ukrainie pociągnie za sobą problemy w krajach Unii Europejskiej, która w ostatnich latach znacznie zacieśniła kontakty z tym krajem. Nic więc dziwnego, że coraz częściej pojawiają się apele o pomoc dla naszego wschodniego sąsiada. Na razie jednak za słowami nie poszły czyny. Najbardziej konkretne były na razie zapowiedzi komisarza ds. stosunków zewnętrznych i europejskiej polityki sąsiedztwa Benita Ferrero-Waldner, który zasugerował przeznaczenie na pomoc Ukrainie kwoty 2 mld euro. Wcześniej Ukraina otrzymała (podobnie jak Łotwa i Węgry) kredyt pomocowy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale i to nie przyszło bezboleśnie, bo ze względu na problemy ze stabilnością hrywny część wypłat została zawieszona.

Problemy z dostępem do nieruchomości, rosnące bezrobocie i inflacja oraz szereg innych czynników powodują pogarszanie się nastrojów społecznych. Władze miast (m.in. Kijowa) podnoszą opłaty komunalne, by uratować jakoś sypiące się budżety, a to stymuluje protesty na ulicach. Ukraińców po kieszeniach uderzyły także wysokie podwyżki cen energii. Narodowa Komisja Ukrainy ds Elektroenergetyki zdecydowała w lutym o podwyższeniu opłat za wytwarzanie ciepła dla podmiotów gospodarczych i instytucji budżetowych. W przypadku niektórych producentów ciepła (tych najważniejszych jest w kraju 17) ceny wzrosły o ponad 30 procent. Wielu pracodawców ma problemy z wypłatą pensji pracownikom. Zadłużenie z tego tytułu wzrosło w styczniu 2009 r. do 1,5 mld hrywien (o 35,7 proc. w ciągu roku). Najwięcej zaległości mają firmy z Obwody Donieckiego (362,6 mln hrywien), a w ujęciu sektorowym są to przedsiębiorstwa zajmujące się przemysłem przetwórczym (607,6 mln hrywien).

Cięcia i problemy z Euro2012

Pomysłów na ratowanie ukraińskiej gospodarki jest wiele, ale żaden nie przynosi narazie oczekiwanego rezultatu. Choć z drugiej strony każda oszczędność pomaga zmniejszyć straty, więc ukraiński parlament zmniejszył o połowę zarobki deputowanych, prezydenta i premiera oraz sporej grupy wysokich urzędników państwowych. Posłowie wykazali się wyjątkową zgodnością, bo za uchwałą było 374 osoby z 450-osobowej izby.

Szereg problemów nie może pozostać bez wpływu na dane makro. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych w styczniu wzrosły o 2,9 proc., a przemysłowych - o 2,3 proc. Ministerstwo Gospodarki Ukrainy nadal podtrzymuje jednak prognozę na rok 2009 - według niego inflacja wyniesie 9,5 proc. Mniej optymistycznie wyglądają przewidywania Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który uważa, że wzrost cen na Ukrainie wyniesie 15,7 procent.

W świetle nieszczęść, jakie spotkały Ukrainę w ostatnich miesiącach, coś co jeszcze rok - dwa lata temu wydawało się dla kraju wielką szansą, teraz jest na jego barkach wielkim ciężarem. Mowa o organizacji, wspólnie z Polską, mistrzostw Europy w piłce nożnej. Problemy z budową stadionów i przygotowaniem infrastruktury niepokoją władze UEFA (Union of European Football Associations - Unia Europejskich Związków Piłkarskich), federacja niemiecka coraz częściej zgłasza chęć do przejęcia turnieju, a i w Polsce nie brakuje głosów, że więcej spotkań powinno zostać rozegranych nad Wisłą. W celu ratowania sytuacji władze Lwowa planują emisję papierów wartościowych o wartości 400 mln hrywien. Pozyskane pieniądze mają pomóc sfinansować budowę 40-tysięcznego stadionu miejskiego. Jej koszt szacowany jest na 610 mln hrywien. W maju Ukrainę ma odwiedzić komisja UEFA, której celem będzie ocena zaawansowania przygotowań do turnieju. Gdyby ta ocena wypadła słabo, Ukraina może stracić organizację mistrzostw.

Walkę z kryzysem dodatkowo utrudnia niestabilność polityczna. Dopiero pod koniec lutego doszło do roboczego spotkania, w którym udział wzięli prezydent Wiktor Juszczenko, premier Julia Tymoszenko, przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Włodzimierz Lytwyn, szef Narodowego Banku Ukrainy Włodzimierz Stelmach, sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Ochrony Rasula Bogatyriowa i przedstawiciel opozycyjnej Partii Regionów Mykoła Azarow. Kluczowym efektem tej rozmowy było ustalenie wspólnego stanowiska w sprawie wznowienia negocjacji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym dotyczących wypłacenia drugiej transzy kredytu. Zapowiedziano także wspólne działania antykryzysowe, lecz na razie nie wiadomo do końca, na czym mają one polegać.

Problem w tym, że prawdopodobnie na uratowanie spadającej w przepaść ukraińskiej gospodarki może być już za późno.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz