Notowania

polsce
04.11.2008 10:29

Olimpiada wydłużyłaby okres prosperity

Przyznanie Polsce organizacji olimpiady w 2020 roku pozwoliłoby wydłużyć fazę wzrostu w cyklu koniunkturalnym o kilka lat.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Przyznanie Polsce organizacji olimpiady w 2020 roku pozwoliłoby wydłużyć fazę wzrostu w cyklu koniunkturalnym o kilka lat. *
Wyobraźmy sobie lato roku 2013. Posiedzenie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w jednym z afrykańskich krajów. Zapada decyzja o przyznaniu organizacji letnich igrzysk olimpijskich w roku 2020. Po ostrej rywalizacji zwycięzcą, czyli gospodarzem igrzysk zostaje...Warszawa. W pokonanym polu zostawiliśmy Paryż (znowu miał pecha, poprzednio przegrał z Londynem), Tokio i Sao Paulo. Niejeden sceptyk od razu zaczął się zastanawiać, jakiego to wstydu najemy się 7 lat później, gdy okaże się, że zbyt optymistycznie oceniliśmy swoje siły i ,,nasza olimpiada" w żaden sposób nie będzie przypominała tej z 2008 r. w Pekinie. I po co podjęliśmy się takiego wyzwania?

Powodów do starań o organizację igrzysk olimpijskich jest mnóstwo. I to najróżniejszego rodzaju - od politycznych, społecznych, ekonomicznych aż po ambicjonalne, czy wręcz osobiste. Pomysły tego rodzaju po raz pierwszy zostały publicznie nagłośnione już w 2005 r. Ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński zasygnalizował taką ideę, ale uwypuklił głównie aspekt społeczny - potrzebę rozwoju sportu, zaspokojenie coraz większych oczekiwań w dziedzinie wypoczynku, rozwijania pozazawodowych zainteresowań, itp. Złośliwi twierdzili, że raczej chciał w kampanii wyborczej do urzędu prezydenta państwa zaprzeczyć stereotypowi polityka żyjącego przeszłością i pokazać się jako wizjoner.

*Zbieramy doświadczenie *
Temat igrzysk olimpijskich w Warszawie powrócił po tegorocznej wypowiedzi senatora Andrzeja Persona, byłego rzecznika prasowego PKOL. Argumentował on, że mistrzostwa Europy w piłce nożnej w 2012 niejako wymuszą na nas przygotowanie dużej części aren sportowych, ale przede wszystkim infrastruktury - i to w bardzo szerokim ujęciu. Warto do tego dodać organizację mistrzostw Europy w koszykówce mężczyzn, które odbędą się w naszym kraju już za rok. W ostatnich dniach doszedł jeszcze jeden ważny czynnik tego rodzaju - mistrzostwa świata w męskiej siatkówce w 2014 r. Byłoby więc gdzie i kiedy zbierać doświadczenia.

Przy wymienianiu korzyści z organizacji wielkich imprez kraje bogate mogą używać następującego argumentu: nasi obywatele mają już chleb, więc teraz do pełni szczęścia potrzebują igrzysk - jak antyczni Rzymianie. Dlatego kraje skandynawskie w ramach polityki społecznej są skłonne, a nawet gotowe do organizacji dużych międzynarodowych zawodów sportowych w celu podniesienia poziomu życia kulturalnego, duchowego, sportowego. Inne względy mogą pozostać na drugim planie. W wypadku biedniejszych krajów sytuacja wygląda zgoła inaczej. Głównym powodem podjęcia takiego wyzwania powinny być przesłanki ekonomiczne. Szczególnie istotne jest to w krajach przechodzących trudne procesy konwergencji, czyli dostosowania do wyższych standardów (w sferze gospodarczej) innych państw. Rzecz w tym, że owo doganianie bogatszych wymaga coraz to nowych bodźców i ciągłej stymulacji. W pierwszej fazie tego procesu wykorzystuje się naturalne rezerwy wynikające z dysparytetu cen towarów i usług, kosztów pracy, ze słabszej organizacji
pracy, niższego poziomu technologicznego. Z czasem jednak te rezerwy stopniowo wyczerpują się i dalszy dynamiczny wzrost wymaga kolejnych bodźców i kolejnych wyzwań. Szczególnie w wolnym świecie, gdzie nie ma barier dla przepływu ludzi, informacji i kapitału. W takim środowisku tylko nowe ambitne cele są w stanie przyciągnąć najprężniejszych menedżerów i duże kapitały. Ekonomiczne ,,pełzanie" do przodu w tempie zbliżonym do najbogatszych krajów de facto oznacza regres. W opisanej sytuacji znalazły się dwa kraje Unii Europejskiej - Grecja i Portugalia. Gdy wyczerpały się najprostsze rezerwy, a zabrakło dodatkowych bodźców w obydwu wypadkach gospodarka wyraźnie zwolniła tempo rozwoju.

*Czy nas na to stać? *Można zadać sobie pytanie, czy jesteśmy w stanie podjąć tak duży wysiłek finansowy. Przecież Chiny wydały na organizację igrzysk gigantyczną kwotę około 40 miliardów. Co ważne, głównie z kieszeni swoich podatników. Ale kto powiedział, że każda następna olimpiada ma być droższa, zapierać dech swoim rozmachem i rozmijać się z rachunkiem ekonomicznym? Mimo, że wcześniej zakładano osiągnięcie bezpośrednich zysków z organizacji igrzysk, teraz dyskretnie w Pekinie pomija się ten temat. Chiny osiągnęły jednak swój cel polityczny - zaistnienie w ogólnej świadomości jako pełnoprawne światowe mocarstwo. Jeszcze nie supermocarstwo, bo ta rola jest jak na razie zarezerwowana tylko dla USA, ale pierwszą ligę światowych graczy.

My ani nie mamy takich możliwości, ani ambicji. Nie musimy organizować tak pompatycznych uroczystości, wydając bajońskie sumy. Nasze igrzyska mogą mieć znacznie skromniejszy charakter, ale być nacechowane wieloma charakterystycznymi pierwiastkami. Choćby prostotą i związkiem z naturą. (Trudno byłoby wprawdzie w tej dziedzinie przebić Skandynawów, ale po walce organizatorów olimpiady ze smogiem o słońce i czyste powietrze w Pekinie, polska przyroda stanowiłaby świetny kontrast.) Tym mocniej można byłoby to uwypuklić, że nasza olimpiada musiałaby być bardziej niż wcześniejsze igrzyska ,,rozśrodkowana" na inne miasta. Dałoby to okazję do zaprezentowania walorów wielu polskich regionów.

Poza tym, skoro Grecja była w stanie udźwignąć w 2004 r. kwoty rzędu kilkunastu miliardów dolarów, w czasie gdy Produkt Krajowy Brutto tego kraju nie sięgał nawet 200 miliardów dolarów, to dlaczego Polsce nie udałby się analogiczny wysiłek. Warto sobie uświadomić, że przy prognozowanym tempie wzrostu polskiego PKB i obecnych długoterminowych trendach na rynku walutowym w 2013 r. (czyli roku wyboru gospodarza igrzysk w 2020 r.) polski PKB wyniesie około 800 mld dolarów, a kilka lat później powinien przekroczyć bilion dolarów. Należałoby sobie uzmysłowić, że obecne tempo polskiego wzrostu gospodarczego pozwala nam stopniowo wyprzedzać - w wielkości PKB - kolejne rozwinięte gospodarki ,,starej Europy" W tym roku uda się ,,przeskoczyć" pod tym względem Szwajcarię, Belgię i Szwecję. A zapewne nikt by się specjalnie nie dziwił, gdyby o organizację igrzysk wystąpił Zurych, Bruksela, czy Sztokholm (tam olimpiada już raz się odbyła - w 1912 r.)

Olimpiada nie musi być finansowana głównie publicznymi pieniędzmi. Zdarzyło się nawet finansowanie takiej imprezy przede wszystkim przez prywatne firmy. Było to w Atlancie w 1996 r. Raczej trudno wyobrazić sobie taki model w polskich warunkach, tym niemniej bardzo pożądane byłoby wciągnięcie do współpracy prywatnego kapitału. Możemy mieć wcześniej okazję do zdobycia bezcennych doświadczeń w tym zakresie przy organizacji wspomnianych wcześniej mistrzostw świata w siatkówce w 2014 r. Większość ryzyka i kosztów związanych z organizacją tej wielkiej imprezy poniesie prywatna firma Polsat. Oczywiście partycypacja w ewentualnych zyskach będzie adekwatna do udziału w kosztach i ponoszonym ryzyku. Byłby to więc doskonały poligon doświadczalny.

* Przedłużanie rozkwitu*

Jednak nawet przy dużym udziale prywatnego kapitału w organizacji olimpiady jedną z kluczowych przesłanek do podjęcia tego wzywania byłoby skierowanie publicznych pieniędzy na cele infrastrukturalne związane z olimpiadą. Można bowiem z łatwością wyobrazić sobie następujący scenariusz.

W miarę udane mistrzostwa Europy w 2012 roku. Wprawdzie nie wszystkie prace zdołano dokończyć na czas, jednak uciążliwość tych opóźnień dla uczestników zawodów, kibiców, dziennikarzy została zniwelowana przez heroiczny wysiłek rzeszy oddanych pracowników i woluntariuszy. Świat w tym czasie przeżywa rozkwit gospodarczy większy niż w latach 2005-2006, po pokonaniu krótkotrwałego zahamowania w latach 2008/2009. W Polsce, gdzie brakuje rąk do pracy, wzmożone inwestycje i środki unijne z budżetu 2007-2013 podniosły wyraźnie poziom życia, ale i oczekiwań. Pod hasłem większej partycypacji w korzyściach ze wzrostu gospodarczego żąda się od decydentów zwiększenia świadczeń społecznych, dużego wzrostu spożycia zbiorowego. Jednym słowem oczekuje się skonsumowania (i to ponad rozsądną miarę) owoców wcześniejszych wyrzeczeń w pościgu za bogatą Europą. A ta konsumpcja oznacza nic innego niż osłabienie podstaw dalszego wzrostu i ryzyko co najmniej stagnacji. Szczególnie w sytuacji, gdy cały świat będzie prawdopodobnie
kończył wzrostową fazę cyklu koniunkturalnego z początku XXI wieku.

Być może to nieco pesymistyczny scenariusz, ale zupełnie możliwy. Należy pamiętać, że po letnich igrzyskach olimpijskich kraj organizatora niemal zawsze doświadcza spadku tempa wzrostu PKB i inwestycji. Jak wyliczyli specjaliści Morgan Stanley i Bank of China po drugiej wojnie światowej wyjątek od tej reguły stanowiły jedynie igrzyska w Atlancie - ze względu na wielkość amerykańskiej gospodarki. Dla Polski swego rodzaju odpowiednikiem igrzysk byłyby futbolowe mistrzostwa Europy 2012. Przyznanie rok później organizacji olimpiady w 2020 r. wymusiłoby dalsze inwestycje, czyli wsparło rozwój w następnych latach, a także zmusiło do przesunięć budżetowych ze sfery transferów socjalnych do inwestycji. Pozwoliłoby więc wybronić się wobec zarzutów politycznych o zaciskaniu pasa i wydłużyć cykl koniunkturalny o kilka lat. Wprawdzie po roku 2020 ryzyko spowolnienia gospodarczego byłoby znaczne, ale wtedy nasz kraj stałby już na znacznie wyższym poziomie rozwoju i mógłby poprzez zwiększoną konsumpcję (okresowe
rozluźnienie polityki fiskalnej - np. zmniejszenie obciążeń podatkowych) ograniczyć negatywny wpływ słabszego tempa rozwoju na poziom życia społeczeństwa.

* Najpierw Euro 2012*

Podstawą ekonomicznego uzasadnienia starań o organizację igrzysk olimpijskich 2020 jest więc pragnienie przesunięcia wielce ryzykownego spowolnienia gospodarczego z okresu po roku 2012 na lata trzydzieste XXI wieku. Nie stać nas jeszcze na takie spowolnienie zaraz po Euro 2012. A czy mamy szansę wygrać rywalizację o organizację olimpiady? Jak pisze profesor Witold Orłowski, często igrzyska były organizowane w krajach osiągających wcześniej spektakularne sukcesy gospodarcze. Tak było w wypadku Tokio w 1964 r., Monachium 1972, Seulu 1988, czy Barcelonie 1992. W drugim dziesięcioleciu Polska ma szanse stać się szóstą gospodarką Europy i piąć się w górę drugiej dziesiątki gospodarek świata. Jest też dużym i chłonnym ,,rynkiem sportowym" - wystarczy wspomnieć legendarnych wręcz (znanych na świecie) kibiców siatkówki, czy skoków narciarskich. A to nie uchodzi uwadze mocno dbającym o aspekty komercyjne władzom światowego sportu. Na razie jednak należy skupić się na pomyślnym przebiegu przygotowań do organizacji
Euro 2012. Od tego, mimo wszystko, najwięcej zależy w ewentualnych staraniach o olimpiadę 2020 w Warszawie.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz