Notowania

10.02.2010 11:37

Trudna Rada na trudną drogę do Eurolanduii

Chociaż wybory nowych członków Rady Polityki Pieniężnej już od kilku miesięcy budziły sporo emocji, ostatecznie przebiegły znacznie spokojniej niż można było sądzić.

Podziel się
Dodaj komentarz

_ Rządząca Platforma Obywatelska nie zagwarantowała sobie większości w RPP _
* Chociaż wybory nowych członków Rady Polityki Pieniężnej już od kilku miesięcy budziły sporo emocji, ostatecznie przebiegły znacznie spokojniej niż można było sądzić. Obyło się, przynajmniej na razie, bez wielkich niespodzianek, chociaż z pewnością z bardzo szerokiego grona osób wymienianych wcześniej wśród pretendentów, ba niemal pewniaków, wiele przeżyło rozczarowanie. Nieoczekiwanie Platforma Obywatelska umieściła w składzie RPP byłego lewicowego wicepremiera i ministra gospodarki Jerzego Hausnera. Reformatora, który miał wielkie plany, a wyszło z nich niewiele.*

Na tzw. giełdzie potencjalnych kandydatów pojawiło się grubo ponad 20 nazwisk od byłego premiera, a ostatnio szefa banku Pekao Jana Krzysztofa Bieleckiego, poprzez bardzo medialnie rozpoznawalne postaci, takie jak były wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński, doradca prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Witold Orłowski, czy główny ekonomista BRE Ryszard Petru, po licznych mniej może rozpoznawalnych, ale cieszących się dużym uznaniem naukowców.

Najwyższe oceny ekonomistów w rankingu przeprowadzonym przez „Gazetę Wyborczą”, który miał wskazać najlepszych kandydatów do Rady, uzyskali Krzysztof Rybiński, Andrzej Bratkowski i Mirosław Gronicki, zdobywając odpowiednio po ponad 5 na 6 możliwych punktów.

Cóż, wszyscy do RPP wejść nie mogli. Jeden z „przegranych” ma jeszcze szansę, żeby za trzy lata zastąpić prezesa Sławomira Skrzypka na stanowisku prezesa NBP.

Każdemu według potrzeb

W sumie parlament miał do obsadzenia sześć miejsc – po trzy przypadły na Sejm i Senat. Bez wielkich targów rządząca Platforma Obywatelska wykorzystała swoją pozycję, biorąc całą senacką i dwie trzeciej sejmowej puli dla wskazanych przez siebie kandydatów. Koalicjant, Polskie Stronnictwo Ludowe, dostał jedno miejsce.

Sejmowa opozycja też oczywiście zgłosiła swoich kandydatów – Klub Lewicy zaproponował prof. Krzysztofa Jajugę, a Prawo i Sprawiedliwość prof. Andrzeja Kaźmierczaka.

Według mediów, szef SLD Grzegorz Napieralski podszedł do sprawy z dużą determinacją i zaproponował Grzegorzowi Schetynie, przewodniczącego klubu PO, m.in. by Platforma poparła Krzysztofa Jajugę. – Jeśli się tak nie stanie, PO może zapomnieć o współpracy przy odrzucaniu prezydenckich wet – miał powiedzieć Napieralski, według jednego z polityków Lewicy, cytowanego przez „Gazetę Wyborczą”. Wyniki głosowania świadczą jednak o tym, że PO propozycji lewicy nie przyjęła.

W Senacie, tak jak można było oczekiwać odpadła kandydatka PiS Małgorzata Iwanicz-Drozdowska.

Skończyło się zatem podobnie, jak przy poprzednim rozdaniu przed sześcioma laty, kiedy rządząca wówczas lewica wzięła wszystko co się dało, zostawiając jedno miejsce dla koalicjanta – też PSL. Wtedy sprawa była jeszcze o tyle prostsza, że koalicja dzieliła miejsca w Sejmie i Senacie, a nominacje prezydenckie wręczał życzliwy jej Aleksander Kwaśniewski.

Kto rządzi w Radzie

Rządząca Platforma Obywatelska obsadzając pięć foteli i tak nie gwarantuje sobie przewagi w RPP. Niewiadomą będzie postawa wybranego przez PO Jerzego Hausnera i przedstawicielki PSL Elżbiety Chojny-Duch.

Trudno oczekiwać, żeby którykolwiek z trzech członków, którzy w lutym dostaną nominacje z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego stał się sprzymierzeńcem jastrzębi wystawionych przez Donalda Tuska. I była minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Zyta Gilowska i obecni doradcy Lecha Kaczyńskiego – Adam Glapiński i Ryszard Bugaj, czy wymieniany też wśród kandydatów Wojciech Roszkowski, w zasadniczych kwestiach raczej będą w opozycji do prezentujących liberalne poglądy Jana Winieckiego, Andrzeja Rzońcy, Andrzeja Bratkowskiego, czy Anny Zielińskiej-Głębockiej. Chodzi zarówno o stosunek do działań w zakresie polityki pieniężnej jak i tempo wejścia do strefy euro.

Co więcej, do 2013 roku dziesiątym głosem, a w sprawach, w których poglądy członków Rady podzielą się po równo – decydującym, będzie dysponował prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek. A co do jego poglądów wątpliwości nie ma. Ani nie należał nigdy do frakcji jastrzębi, ani nie jest zagorzałym zwolennikiem szybkiego wprowadzania w Polsce wspólnej europejskiej waluty.

Wielka niewiadoma

Niektórzy ekonomiści twierdzą wręcz, że dokonane już wybory członków RPP umacniają pozycję prezesa NBP Sławomira Skrzypka. Bo czy wszyscy członkowie wybrani przez koalicję zawsze będą reprezentować poglądy i interesy władzy?

Czy w roku wyborczym Jerzy Hausner, autor programu reform, który w latach 2004 i 2005 dzięki restrukturyzacji państwowych przedsiębiorstw, oszczędnościom w administracji i zmianom w systemie ubezpieczeń społecznych chciał osiągnąć oszczędności idące w dziesiątki miliardów złotych jest najlepszym pomysłem na członka rady?

To wybór, który może się okazać dla PO niebezpieczny. Przede wszystkim dlatego, że ma podłoże stricte polityczne. Analitycy wiążą go z próbami porozumienia PO z częścią lewicy. Jedni twierdzą, że Hausnera do wejścia do RPP miał namawiać, na prośbę szefa klubu parlamentarnego PO Grzegorza Schetyny, europoseł SLD Wojciech Olejniczak. Telewizyjne Fakty TVN donosiły, że to Włodzimierz Cimoszewicz miał telefonować do Hausnera na prośbę Donalda Tuska, a dopiero potem sam premier rozmawiał z kandydatem.

Trudno mieć do rządzącej partii pretensje o budowanie szerokiego zaplecza politycznego, ale w razie konfliktów wśród polityków, Jerzy Hausner, może się okazać wyjątkowo niezależnym i nieprzewidywalnym członkiem rady.

A że nie należy on do najbardziej zagorzałych wielbicieli polityki gospodarczej obecnego rządu najlepiej świadczy artykuł napisany przez niego, razem z kolegą z rządu Marka Belki – Mirosławem Gronickim, opublikowany 22 grudnia ubiegłego roku pod wiele mówiącym tytułem „Teraźniejszość już przegraliśmy”.

„Zamiast podjąć zdecydowane działania naprawcze, minister finansów zajmuje się głównie różnymi manewrami rachunkowymi dla uzyskania większego pola swobody w polityce fiskalnej i uniknięcia zagrożeń związanych z pełnym ujawnieniem stanu finansów publicznych, przynajmniej w okresie do wyborów prezydenckich” – czytamy w tekście Hausnera i Gronickiego. Dalej autorzy pisali o zakusach na pieniądze zgromadzone w OFE, porównując to do manipulowania przy czujnikach metanu w kopalniach i o innych finansowych „bombach z opóźnionym zapłonem”.

„Najgorsze co się teraz może nam przytrafić to powołanie takiej nowej Rady Polityki Pieniężnej, która czy to z kalkulacji politycznych, czy z ekonomicznego doktrynerstwa będzie prowadzić ekspansywną politykę pieniężną. Rezultatem będzie wyraźnie wyższa inflacja, która będzie mechanizmem finansowania i obniżenia wartości deficytu, niestety kosztem gospodarki i gospodarstw domowych” – pisali Hausner z Gronickim.

Nie do końca jednoznaczny jest jego stosunek do tempa wprowadzania euro, choć raczej nie będzie chciał z tym zwlekać – jak np. Adam Glapiński – do 2020 r. – W polityce gospodarczej muszą być kamienie milowe, punkty orientacyjne, które stanowią punkt odniesienia dla polityki gospodarczej, bo inaczej gospodarka ma skłonność do myślenia tylko o sprawach bieżących. Dlatego trzeba przywrócić to myślenie, mając świadomość, że mówimy o roku 2014 lub 2015 w najlepszym przypadku – mówił podczas przesłuchania w Senacie.

Na chłopski rozum

Do tego już przywykliśmy w polskiej polityce. Tam gdzie wiele może zależeć od jednego głosu, ten głos jest zwykle w rękach PSL. W nowej RPP ludowym języczkiem u wagi jest profesor na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego Elżbieta Chojna-Duch.

Nie ma najwyższych notowań wśród ekspertów, bo jest prawniczką a nie ekonomistką, i choć jej specjalnością jest prawo finansowe a przez wiele lat zajmowała się finansami publicznymi, specjaliści twierdzą, że to zbyt mało, by merytorycznie uczestniczyć w dyskusjach o polityce pieniężnej.

Elżbieta Chojna-Duch trafiła do RPP bezpośrednio z resortu finansów, gdzie była wiceministrem. Po raz drugi zresztą, bo wcześniej pełniła tę funkcję w rządach Waldemara Pawlaka i Józefa Oleksego. W 2002 r. została doradcą ministra Grzegorza Kołodki. Pracowała też w Radzie Naukowej NBP oraz kolegium Najwyższej Izby Kontroli. Była ekspertem sejmowym w zakresie finansów publicznych i prawa finansowego. W 2004 roku kandydowała już do Rady Polityki Pieniężnej.

Jakie ma poglądy? Nie widzi obecnie potrzeby zmiany stóp procentowych w Polsce. – Przez pół roku żadnych gwałtownych ruchów – spieszyć się powoli – powiedziała w TVN CNBC Biznes tuż po wyborze do RPP. Powiedziała też, że obecnie nie powinno się ogłaszać konkretnej daty wejścia do strefy euro. Ocenia jednak, że powinno się to stać w miarę szybko, w momencie najbardziej korzystnym dla Polski.

Podczas przesłuchań kandydatów w Sejmie na pytanie o to, czy będzie w RPP gołębiem czy jastrzębiem odparła, że obecnie nie stosuje się już takiego rozróżnienia, gdyż jest ono niejednoznaczne.

Ale dość jednoznaczne było zawsze w tej kwestii stanowisko PSL. W poprzedniej radzie przedstawiciel tej partii Mirosław Pietrewicz zawsze był zwolennikiem łagodnej polityki pieniężnej stymulującej wzrost gospodarczy, a nie restrykcyjnej walki z inflacją.

Dlatego też analitycy raczej nie mają wątpliwości, że Elżbiecie Chojnie-Duch bliżej będzie do poglądów „prezydenckiej” części Rady niż jastrzębi wskazanych przez PO.

Twarzą w twarz z oponentem

Kadencja 2010 2016 może się rozpocząć w atmosferze sporów o charakterze absolutnie nie merytorycznym. Chodzi o kwestie czysto personalne, czy wręcz konflikty, które mogą wpłynąć szczególnie na stosunki między nowymi członkami rady, a prezesem Sławomirem Skrzypkiem.

Otóż już wiadomo, że przy jednym stole spotkają się i będą mieli radzić o sprawach najwyższej wagi dla polskiej gospodarki właśnie Sławomir Skrzypek oraz Jan Winiecki, który podważył kompetencje prezesa NBP i pozwany przez niego w trybie karnym w pierwszej instancji został uznany winnym zniesławienia.

O co poszło. O felieton w „Głosie Wielkopolskim”, w którym w 2007 r. Jan Winiecki, współzałożyciel Towarzystwa Ekonomistów Polskich, napisał o świeżo mianowanym prezesie NBP, że nie ma kompetencji do kierowania bankiem centralnym, bo nie zna się na ekonomii, nie zna języków, a deklarowane przez niego wykształcenie budzi spore wątpliwości.

Prezes NBP sprawę wygrał. Winiecki nie musi jednak płacić 10 tys. grzywny i 20 tys. zł na Caritas Polska, co zasądzone zostało w pierwszej instancji. Sąd odwoławczy skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia ze względu na nieprawidłowości proceduralne.

Na razie takiego zagrożenia zatem nie ma, ale gdyby Winiecki został jednak prawomocnie skazany, automatycznie przestałby być członkiem RPP i Senat musiałby wybrać na jego miejsce nową osobę.

– W Radzie mogą pojawić się konflikty personalne, ale nie sądzę, żeby miały one wpływ na politykę pieniężną. Nie wyobrażam sobie, żeby dochodziło do takich zdarzeń, które w jakiś sposób uniemożliwiałyby podejmowanie decyzji – uważa Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

– Niepokojące jest, że w składzie Rady będzie dwóch antagonistów. To nie sprzyja zrównoważonej dyskusji, wydaje się, że może ją nieco zaburzać, jednak nie powinno zdominować działania całej RPP – dodaje Maja Goettig, z Banku BPH.

Czy znajdą wspólny język?

Łatwa nie będzie też raczej współpraca Sławomira Skrzypka z Andrzejem Rzońcą i Andrzejem Bratkowskim.

O Andrzeju Bratkowskim ekonomiści mówią, że jako były wiceprezes NBP, znający bank od wewnątrz, będzie w stanie ograniczać wpływ prezesa na działanie Rady.

Bratkowski to zresztą długoletni bliski współpracownik Leszka Balcerowicza. Podobnie jak Andrzej Rzońca, który był jego doradcą jeszcze w czasach prezesury w NBP, a ostatnio był wiceprezesem Forum Obywatelskiego Rozwoju FOR, fundacji której twórcą i szefem rady jest Balcerowicz. To ekonomista o zdecydowanie liberalnych poglądach. Wprawdzie jak sam deklaruje nigdy nie komentował działań obecnego prezesa banku centralnego, ale jego wieloletniego szefa nie sposób nazwać zwolennikiem Sławomira Skrzypka.

– Działam przez 18 lat w życiu publicznym, miewałem liczne spotkania i staram się dużo czytać. Ponieważ nie miałem możliwości zapoznania się ani z tą osobą, ani jej dorobkiem, w związku z tym nie mogę formułować ocen. Nie znam żadnej pracy naukowej kandydata, w tym nie znam żadnej pracy, która by dotyczyła problematyki związanej z makroekonomią czy bankiem centralnym.

Ten cytat z 2007 r. dobrze oddaje chłodny i w sposób zawoalowany niezwykle złośliwy stosunek Leszka Balcerowicz do obecnego szefa banku centralnego.

Bardziej dosadny były szef NBP był nie dalej jak w grudniu ubiegłego roku. Po informacji GUS o wzroście inflacji do 3,3 proc., Balcerowicz grzmiał pod adresem starej Rady, że nie wypełnia swojego konstytucyjnego obowiązku dbania o stabilność cen.

– Nie jest też rzeczą normalną, by przez dwa lata mimo spowolnienia w gospodarce inflacja była grubo powyżej celu – mówił w wywiadzie dla Radia TOK FM. – Z tego należy rozliczać poszczególnych członków Rady. Trzeba ich zapytać, dlaczego tak głosowali – czy dlatego, że lekceważyli swoje konstytucyjne obowiązki, czy dlatego, że mieli mylne prognozy? – pytał Balcerowicz.

Jak to widzi rynek?

– Mamy z jednej strony członków Rady nominowanych przez prezydenta, którzy zapewne będą opowiadać się za relatywnie łagodną polityką pieniężną wspólnie z prezesem Skrzypkiem. Z drugiej strony są kandydaci sejmowi i senaccy. W przypadku Rzońcy, Winieckiego, Bratkowskiego i Zielińskiej-Głębockiej myślę, że będą oni za umiarkowanie restrykcyjną polityką pieniężną, natomiast w przypadku Chojny-Duch i Hausnera mamy duży czynnik niepewności” – powiedział Polskiej Agencji Prasowej Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

– Moim zdaniem rolę swing-votera będzie pełnił Hausner, który może decydować o rozkładzie głosów. W przypadku Chojny-Duch prawdopodobieństwo, że będzie przemieszczać się między frakcjami jest mniejsze, moim zdaniem będzie ona bliżej grupy opowiadającej się za łagodniejszą polityką pieniężną. Taki układ bardzo wzmacnia rolę prezesa Skrzypka – dodał Borowski.

Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH stwierdził z kolei, że kluczowy głos w RPP będzie należał do Elżbiety Chojny-Duch.

– Wydaje się, że przedstawiciele Platformy Obywatelskiej będą należeć do obozu jastrzębiego. Do większości potrzeba jednego głosu. W tej sytuacji kluczowe znaczenie będzie miało to, jak zagłosuje reprezentantka PSL, która ze względu na ugrupowanie, z którego się wywodzi, może mieć większą skłonność do tego, żeby popierać luźniejszą politykę pieniężną – powiedziała PAP.

Zdaniem Tomasza Kaczora, głównego ekonomisty BGK, poglądy prezentowane w wypowiedziach kandydatów do nowej RPP są obecnie bardziej jastrzębie, niż będzie to miało miejsce w rzeczywistości.

– Obecnie, na poziomie deklaracji, wszyscy wskazują na realizację celu, jakim jest stabilność cen. To wynika z mandatu Rady. Ponadto podwyżki stóp są bardziej prawdopodobne, dlatego kandydaci wypowiadają się o nich, co nadaje tym wypowiedziom jastrzębią retorykę – powiedział. – Nawet osoby o bardziej agresywnych poglądach mogą uznać, że jeszcze nie nadszedł czas na podwyżki. Wejście do RPP to także dostęp do szeregu badań analitycznych NBP. To też ma wpływ na konkretne decyzje – dodał.

Zdaniem Tomasza Kaczora polityka monetarna może być mniejszym źródłem konfliktu w nowej RPP niż kwestia przystąpienia Polski do strefy euro. – Są zwolennicy bardzo szybkiego, ale także zwolennicy bardziej umiarkowanego tempa przyjęcia euro, uzależnionego od sytuacji gospodarczej – powiedział.

Podobnego zdania jest Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale. – Linii podziału nie rysowałbym w między jastrzębiami i gołębiami. Będzie ona widoczna w przypadku przekonania, czy Polska powinna starać się o wejście do euro w możliwe najkrótszym czasie, czy raczej powinniśmy poczekać i dostosować gospodarkę w nieco dłuższym horyzoncie. Za tym będą szły ewentualne decyzje o stopach procentowych – powiedział PAP.

Jakub Borowski dodał, że większość w nowej RPP będą mieć zwolennicy szybkiego przyjęcia euro. – Uważam, że będzie to układ 6 do 4 – powiedział.

Pierwsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w całkowicie odnowionym składzie pod koniec lutego. Być może już wówczas okaże się, jak rzeczywiście wyglądają wśród jej członków linie podziałów.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz