Notowania

28.09.2010 10:21

Życiodajne pożyczanie

Ciężko wyobrazić sobie dzisiejszy świat i gospodarkę bez kredytu. Gdyby inwestycje finansowane były jedynie z kapitałów własnych, nie widzielibyśmy tylu galerii handlowych, nowych osiedli, budowa dróg postępowałaby znaczniej wolniej.

Podziel się
Dodaj komentarz

Firmowe obligacje ryzykowne, ale zyskowne

*Ciężko wyobrazić sobie dzisiejszy świat i gospodarkę bez kredytu. Gdyby inwestycje finansowane były jedynie z kapitałów własnych, nie widzielibyśmy tylu galerii handlowych, nowych osiedli, budowa dróg postępowałaby znaczniej wolniej. Pożyczanie w celach inwestycyjnych stanowi część naturalnego krwiobiegu gospodarki, w którym kapitały płyną od osób i podmiotów posiadających nadwyżki do podmiotów, które tych kapitałów potrzebują, aby szybciej i sprawniej wprowadzić w życie biznesowe pomysły. *

Proces ten w makroskali odbywa się z korzyścią dla obu stron. Dla użyczających kapitał stanowi on źródło dodatkowych dochodów, bo w skrajnie pasywnym przypadku leżałby pod poduszką i traciły na wartości z powodu inflacji. Dla pożyczających jest podstawowym narzędziem do realizacji przedsięwzięć, powiększając PKB w skali całej gospodarki. W mikroskali - dla pożyczających cała operacja ma sens ekonomiczny, gdy stopa zwrotu z zainwestowanego kapitału jest wyższa niż oprocentowanie, które należy zapłacić za użyczenie kapitału.

Dokonując dużego skrótu, gdybyśmy nie udostępniali posiadanych nadwyżek, trudniej byłoby nam się nimi cieszyć: być może producent aut nie byłby w stanie wyprodukować modelu samochodu, na który czekamy, deweloper wybudować osiedla z wymorzonym mieszkaniem, a państwo wybudować nowej drogi, dzięki której bezpieczniej i ekonomiczniej dotrzemy do celu.

Nie jest jednak samoistny proces. Potrzebuje łączników, które niczym czerwone krwinki w krwiobiegu, dostarczą kapitał tam gdzie jest on potrzebny, a następnie zwrócą go z odpowiednią nadwyżką. Rolę takich łączników pełnią banki. Przyjmując depozyty, a następnie dokonując analizy podmiotów zainteresowanych pozyskaniem kapitału, utrzymują proces w toku.

Inna możliwość to bezpośrednie dopasowanie obu stron. Narzędzie w takim modelu mogą stanowić obligacje firm.

Korporacyjne ssanie

Obligacja korporacyjna to rodzaj papieru dłużnego - w bilansie podmiotu emitenta ujmowana jest (podobnie jak kredyt czy pożyczka) jako zobowiązanie. W ekonomicznym sensie stanowi kredyt udzielony przez obligatariusza (osobę obejmującą obligacje) emitentowi. Parametry takiej pożyczki mogą być praktycznie w dowolny sposób ustalane przez strony. Oprocentowanie (jego wysokość, rodzaj: stałe bądź zmienne), częstotliwość wypłacania odsetek (kupon miesięczny, kwartalny, roczny, na koniec okresu) to główne parametry obligacji. Dodatkowo mogą one posiadać tzw. opcję call, tzn. prawo emitenta do wykupu obligacji przed ustalonym terminem. Papiery dłużne firm mogą być również zamienne na akcje - obligatariusz może otrzymać prawo do zamiany obligacji na akcje (udziały) w spółce po z góry określonej cenie lub z ustalonym z góry dyskontem. Obligacje mogą być imienne lub na okaziciela. W drugim przypadku mogą stanowić przedmiot obrotu - posiadacz może je sprzedać osobie trzeciej (cena jest ustalana między stronami) lub,
jeśli obligacje są wprowadzone do publicznego obrotu (giełda) poprzez rynek (cena ustalana podobnie jak w przypadku obrotu akcjami).

Premia za ryzyko

Jakie korzyści obligacje korporacyjne dają inwestorowi? Przede wszystkim oprocentowanie. W porównaniu do obligacji skarbowych czy tradycyjnego depozytu bankowego, od których można obecnie liczyć na odsetki rzędu 4-5 proc., obligacje korporacyjne niejednokrotnie przynoszą dwucyfrowe stopy zwrotu.

Oprocentowanie obligacji w dużym skrócie zależy wprost od ryzyka, jakie kojarzone jest z emitentem i samą emisją. Duża, giełdowa spółka o dobrym standingu finansowym płaci oprocentowanie rzędu 8 proc. Hipotecznie zabezpieczona obligacja mniejszego, niekoniecznie publicznego podmiotu będzie dawać stopę zwrotu 9-10 proc. Niezabezpieczone obligacje mniejszych firm zazwyczaj oferują kupon powyżej 10 proc.

Druga kwestia to możliwość dopasowania parametrów obligacji (rodzaj kuponu, oprocentowania, wykup) do preferencji zarówno inwestora, jak i emitenta oraz możliwość obrotu papierem.

Skąd ta premia? Po pierwsze za wspomniane ryzyko związane z emitentem. W przeciwieństwie do systemu bankowego, w przypadku obligacji korporacyjnych to osoba obejmująca obligacje samodzielnie ocenia i ponosi ryzyko kredytowe emitenta. Podmiot przeprowadzający emisję (bank, biuro maklerskie) nie jest gwarantem zobowiązań emitenta, będących przedmiotem transakcji. Niemniej, niejednokrotnie bank czy biuro maklerskie występuje w roli subemitenta, zakupując część sprzedawanych papierów na własny rachunek, co może dodatkowo uwiarygodnić bezpieczeństwo transakcji (bank czy dom maklerski ponoszą wtedy dokładnie takie samo ryzyko jak inni obligatariusze).

Ryzyko związane jest też z koncentracją. W systemie bankowym banki, przyjmując depozyty oraz udzielając kredytów dużej liczbie podmiotów dokonują rozproszenia ryzyka łączonego z pojedynczym kredytobiorcą. Problemy z obsługą kredytu przez pojedynczy podmiot są w praktyce nieodczuwalne dla osób posiadających depozyty. W przypadku obligacji znajdujemy się na przeciwległym końcu skali, dlatego zaleca się, aby inwestor podejmujący decyzję o umieszczeniu części swojego portfela w obligacjach korporacyjnych rozważył ich dywersyfikację na co najmniej kilka papierów.

Kolejnym czynnikiem jest płynność. Obligacje korporacyjne, jak wiele innych papierów wartościowych, mogą podlegać obrotowi - zarówno rynkowemu (giełdowemu), jak i transakcjom bezpośrednim.

Giełda, z natury rzeczy ma dwie zalety: generuje obrót papierami wartościowymi oraz dokonuje ich wyceny. W tym miejscu jednak istotna uwaga. Nawet na największym na świecie - amerykańskim rynku obligacji korporacyjnych (jego wartość szacowana jest na 5 bln dol.) obligacja korporacyjna będąca w publicznym obrocie zmienia właściciela średnio raz na kilka miesięcy. Implikuje to dwa problemy: po pierwsze, nawet publicznie notowane obligacje korporacyjne nie charakteryzują się wysoką płynnością (w przeciwieństwie do depozytu, który można zerwać w każdej chwili), po drugie - wycena, którą widzimy w notowaniach nie zawsze musi odzwierciedlać faktyczną wartość obligacji. Dodatkowo, ze względu na małą płynność obligacje korporacyjne raczej nie stanowią obiektu spekulacji cenowej (zgodnie z zasadą stopy procentowe w górę, ceny obligacji w dół). Spekulacja ceną może mieć miejsce (lecz to również wymaga odpowiedniej płynność)

np. w przypadku znacznej poprawy sytuacji finansowej emitenta podczas "życia" obligacji - początkowo papiery uznawane za ryzykowne (i w związku z tym wysoko oprocentowane) w przypadku poprawy sytuacji ekonomicznej emitenta zmniejszają ryzyko, a co za tym idzie również maleje akceptowalne przez nowego nabywcę oprocentowanie, czyli... cena rynkowa idzie w górę.

Odłóżmy jednak motywy spekulacyjne na bok. Biorąc pod uwagę swoją konstrukcję, obligacje korporacyjne stanowią dla polskiego inwestora indywidualnego przede wszystkim ciekawą formę lokaty rentierskiej - odsetki zazwyczaj wypłacane są co kwartał, a oprocentowanie (2-3-krotnie przekraczające oprocentowanie depozytu) jest bardzo atrakcyjne. Jeśli zwrócimy uwagę na renomę emitenta, jego sytuację płynnościową i finansową, perspektywy rozwoju spółki i sektora oraz potencjalne zabezpieczenie obligacji, mogą się one stać bardzo interesującym uzupełnieniem portfela.

Rosnący maluch

Jak wygląda polski rynek obligacji korporacyjnych? Na pewno jest we wstępnej fazie rozwoju i z pewnością przeżywa boom. Posłużmy się danymi z rodzimej giełdy obligacji korporacyjnych, czyli rynku Catalyst, funkcjonującego w ramach GPW.

W 2009 r. wartość emisji obligacji korporacyjnych wprowadzonych na rynek Catalyst sięgnęła 10 mld zł (z czego ok. 5 mld to emisje Banku Gospodarstwa Krajowego). W pierwszym półroczu 2010 r. było to już ok. 17 mld zł (z czego BGK - ok. 13 mld zł). Obroty w 2009 r. wyniosły łącznie ok. 107 mln zł, a w pierwszej połowie 2010 r. już ok. 165 mln zł (ok. 120 mln zł przypadło na BGK). Łącznie notowane są papiery 14 spółek. To niewiele, ale tempo wzrostu jest duże.

Szybkiemu rozwojowi tego rynku sprzyja również otoczenie makroekonomiczne. Po dwóch latach kryzysu firmy powracają z przerwanymi w czasach dekoniunktury projektami i coraz śmielej myślą o nowych inwestycjach. Kredyt bankowy, choć już bardziej dostępny, nie zawsze spełnia oczekiwania inwestora. Z kolei na pozyskiwanie kapitału poprzez emisję akcji na szerszą skalę jeszcze przyjdzie czas, gdy hossa rozwinie się w pełni, a wyceny spółek będą wyższe.

Być może warto więc wykorzystać coraz szerzej dostępne możliwości inwestowania w obligacje korporacyjne i pokierować część ze swojego strumienia oszczędności nie do anonimowego odbiorcy, lecz bezpośrednio do projektu czy inwestycji, który wzbudza nasze zainteresowanie.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz