Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
Mariusz Błoński
|

Google skazane na porażkę?

0
Podziel się

Microsoft, Yahoo, Time Warner i Ask mają coraz większe szanse, żeby zagrozić dotychczasowemu liderowi.

Google skazane na porażkę?
(EPA/PAP)
bEigxeUl

Czytając w ciągu ostatnich miesięcy doniesienia prasowe, w których przewija się nazwa Google, można wyrobić sobie opinię o firmie, której pasma sukcesów nic nie jest w stanie przerwać.

Wczoraj wartość akcji firmy z Kalifornii pobiła historyczny rekord. Wczoraj za jedną akcję płacono 610,26 dolarów. Później cena spadła do 609,62 dolarów.

Podwyżka to reakcja na ogłoszone przez inwestycyjny bank Bear Sterns prognozy, że cena akcji może wzrosnąć do końca roku do 625 dolarów, a do końca 2008 roku być może przekroczy 700 dolarów.

bEigxeUn

W ciągu zaledwie kilku lat pojawiło się to cudowne dziecko internetu i zagroziło gigantom rynku. Przedsiębiorstwo, które może pokusić się o konkurowanie z Microsoftem na rynku pakietów biurowych czy, być może, systemów operacyjnych. Firma zdolna zagrozić bytowi Yahoo. Koncern, który w przeciwieństwie do innych ponadnarodowych przedsiębiorstw, jest pozytywnie postrzegany przez młodych ludzi, a to właśnie oni stanowią siłę internetu.

Google informuje o kolejnych rekordowych wynikach finansowych, Google przejmuje kolejne firmy, Google wygrywa przed sądem z Białym Domem, Google otwiera następne centrum w Polsce, Google najbardziej pożądanym pracodawcą...

Litania pochwał wydaje się nie mieć końca, ale czy aby na pewno Google nie musi obawiać się o swoją przyszłość?

Google wciąż przegrywa

Wbrew wrażeniu, które powstanie po pobieżnym przejrzeniu doniesień prasowych, Google nie jest ani jedyną, ani najpotężniejszą firmą. Nie jest też odporna na działania konkurencji.

bEigxeUt

Największym portalem internetowym na świecie wciąż pozostaje Yahoo! Ma olbrzymią rzeszę użytkowników i bardzo stabilną pozycję na rynku. Dla Yahoo! usługi wyszukiwawcze nie są ani jedynymi, ani głównymi usługami świadczonymi w Internecie. Dlatego też utrata rynku wyszukiwarek na rzecz Google’a nie wieszczy jeszcze apokaliptycznego zakończenia działalności Yahoo!

Oprócz Yahoo! drugim głównym konkurentem Yahoo! jest Microsoft. Firma z co najmniej równie silną pozycją rynkową co Yahoo! i głównym źródłem przychodów nie związanym z internetem. Oraz z olbrzymimi zasobami gotówki, których Google może się obawiać.

*Yahoo powtórzy sukces Apple? *

bEigxeUu

Od dłuższego już czasu krążą plotki, że Microsoft może kupić Yahoo!, co byłoby sporym problemem dla Google’a. Jeśli jednak tak się nie stanie, nie oznacza to, iż Google może bez przeszkód się rozwijać. Skupianie się tylko i wyłącznie na rywalizacji pomiędzy wyszukiwarkami może być zwodnicze.

Niedawno stanowisko prezesa Yahoo! objął Jerry Yang, współzałożyciel firmy. Analogia z powrotem Jobsa do Apple’a narzuca się sama. Steve Jobs w ciągu ostatniej dekady uczynił z podupadającej firmy gwiazdę biznesu IT. Czy to samo dla Yahoo! zrobi Yang? Na pewno po rządach prezesa Semela firma zacznie się ożywiać. Yang ma świetną opinię, znajomości, dużą wiedzę oraz spory autorytet. Dzięki temu łatwiej mu będzie zdecydować, które z nowo powstałych firm warto wykupić, które oferują nowatorskie technologie, gdzie szukać pomysłów, czym zaskoczyć, by móc konkurować z Google Samo zaoferowanie atrakcyjnej wyszukiwarki może nie wystarczyć.

ZOBACZ TAKŻE:

Jednak, o czym była mowa, nie samą wyszukiwarką Yahoo! stoi i równie dobrze koncern może zdecydować się na jej sprzedaż, by skupić się na zupełnie innym fragmencie internetowego rynku. A jeśli nawet pozostanie na rynku wyszukiwarek i nie wygra z Google, to czy można powiedzieć, że posiadanie drugich udziałów pod względem wielkości to klęska?

bEigxeUv

MSN niepokojąco rośnie

Nie zapominajmy też o Microsofcie. Firma od lat próbuje zaznaczyć swoją obecność w internecie i jak na razie nie odniosła oszałamiających sukcesów. Co nie znaczy, że nie odniosła ich w ogóle.

Warto tutaj wspomnieć o trzech wydarzeniach, które świadczą o tym, iż Microsoft może w niedalekiej przyszłości stanowić poważny kłopot dla Google’a. Witryna MSN.com, wciąż bardziej popularna niż Google.com, cieszy się coraz większym powodzeniem.

Z badań Compete Attention wynika, że przeciętny Amerykanin spędzał na MSN.com w lipcu br. o 57 proc. czasu więcej niż w grudniu 2006. W tym samym okresie ilość czasu spędzanego na witrynie Google’a wzrosła o 10 procent. Microsoft zanotował też olbrzymi wzrost liczby zapytań zadawanych wyszukiwarce Live Search.

bEigxeUw

W czerwcu 2007 użytkownicy zadali jej 980 milionów zapytań, co oznacza 77-procentowy wzrost w porównaniu z czerwcem ubiegłego roku. Liderem rynku jest oczywiście Google z niemal 4 miliardami zapytań. Ale i ze sporo niższym, bo 46,3-procentowym wzrostem. Najsłabszy wzrost (o 20,3%) zanotowało Yahoo!

Microsoft zyskał w ciągu miesiąca 5 proc. rynku (skok z 8,4 proc. w maju do 13,3 proc. w czerwcu), a Google straciło w tym czasie 3,6 proc. udziałów.

Trzeba w końcu wspomnieć, że i na rynku internetowej reklamy fortuna kołem się toczy. Jego niekwestionowany lider, Google, stracił właśnie dużego klienta, serwis Digg z 17 milionami unikatowych użytkowników. Nowym partnerem Digga został... Microsoft.

Siedem chudych lat przed Google?

Główną słabością Google może jednak stać się to, co dotychczas stanowi jego główną siłę – internetowa reklama. Jest ona ściśle powiązana z sukcesem wyszukiwarki i, prawdę mówiąc, jest jedynym sukcesem Google. Jak zauważył Scott Kessler, analityk Standard & Poor, Google „wciąż dominuje na rynku wyszukiwarek, ale nie wydaje się, by ta dominacja przekładała się na trwały sukces w innych dziedzinach”.

Firma weszła na rynek reklamy przed siedmiu laty i były to lata tłuste. Co jednak stanie się w kolejnej siedmiolatce?

W roku 2000 przedsiębiorstwo Page’a i Brina zaczęło oferować reklamę powiązaną ze słowami kluczowymi. Pionierem tego typu reklamy był portal Goto.com (późniejsze Overture). Wiele przedsiębiorstw próbowało sił na tym rynku, jednak udało się właśnie Google’owi.

73 mld dolarów z e-reklamy do podziału

Obecnie firma notuje przychody rzędu ponad 10 miliardów dolarów rocznie i niemal w całości pochodzą one z reklamy. W firmowej ofercie znajdziemy dwa główne programy reklamowe: AdWords i AdSense.

AdWords skierowany jest do reklamodawców, którzy zamawiają reklamy w Google’u i płacą tylko za kliknięcia. Z kolei AdSense to oferta dla właścicieli witryn internetowych, którzy mogą umieścić na nich reklamy z programu AdWords i dzielić się z Google’m wpływami.

Wyszukiwarkowy koncern nie zdradza, jaki udział w jego przychodach mają oba programy, jednak analitycy uważają, że AdSense generuje około 40 proc. wpływów firmy. Nie wiadomo, jaką część pieniędzy przekazuje właścicielom witryn internetowych, na których wyświetlane są reklamy. Nie wiadomo też, jak dużą kwotą wypracowaną przez witryny partnerskie Google może swobodnie dysponować. Należy bowiem wspomnieć, że Google wypłaca pieniądze właścicielom witryn dopiero wtedy, gdy należności przekroczą 100 dolarów. Miliony małych witryn biorących udział w programie AdSense zbierają taką sumę całymi miesiącami. Analitycy mówią o 370 milionach dolarów, które Google miał dzięki temu do dyspozycji w roku podatkowym 2006.

ZOBACZ TAKŻE:

Sytuacja taka jest wygodna dla Google, mniej dla jego partnerów. Niewielkie witryny internetowe są jednak skazane na AdSense. Dotychczas nie pojawiła się bowiem żadna poważna konkurencja. Jednak inne firmy, takie jak Microsoft, Yahoo, Time Warner czy Ask, zaczynają uczyć się od Google’a i przygotowują własne podobne oferty. Odebranie Google’owi Digga może być pierwszym zwiastunem nadchodzących zmian. Tym bardziej, że ostatnio Google wprowadził dwie zmiany w AdSense, które mogą być niekorzystne dla witryn.

Pierwsza z nich to wprowadzenie mechanizmu AdSense Referral, zgodnie z którym witryna biorąca udział w programie AdSense otrzyma od Google’a pieniądze nie po tym, jak użytkownik kliknie na reklamę, ale dopiero wówczas, gdy po kliknięciu podejmie działanie, które założył sobie reklamodawca. Druga ze zmian to zgoda Google’a na dostarczanie reklamodawcom listy witryn, na których ukazują się ich reklamy wraz z danymi dotyczącymi liczby kliknięć na reklamę w stosunku do liczby jej wyświetleń (CTR). Może to oznaczać, iż reklamodawcy będą mieli prawo zrezygnować z wyświetlania ich reklamy tam, gdzie CTR nie będzie spełniał ich oczekiwań.

Wprowadzone przez Google’a zmiany świadczą o tym, iż koncern, obawiając się rosnącej konkurencji, chce utrzymać przy sobie reklamodawców. Może jednak w ten sposób stracić wielu partnerów z AdSense i jeśli rzeczywiście program ten zapewnia Google’owi 40 proc. wpływów, to może być to strata bardzo bolesna.

Analitycy przewidują, że średnia roczna stopa wzrostu (CAGR) na rynku internetowej reklamy będzie wynosiła 18,3 proc. i w 2011 roku cały rynek będzie wart 73 mld dolarów. W latach 2007-2010 wzrost na rynku reklamy nie związanej z wyszukiwaniem ma utrzymywać się na poziomie 20 proc. i przewyższy wzrost związany z reklamą typu AdSense. Właściciele witryn internetowych zdadzą sobie sprawę, że na innym typie reklamy można więcej zarobić.

Google wciąż uzależniony jest od swojej wyszukiwarki i powiązanej z nią reklamy. Przyszłość koncernu może być więc zupełnie inna niż wynika to z entuzjastycznych relacji prasowych.

bEigxeUO
strategie firm
strategie
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)