Notowania

strategie firm
30.08.2006 10:33

Il-tex: Niemiecki pomysł na polski biznes

Kariera Iwony Szczygieł jako przedszkolanki skończyła się dość szybko. I całe szczęście. Teraz jest właścicielką dużej firmy produkcyjnej w Zawierciu i jednym z największych pracodawców w regionie.

Podziel się
Dodaj komentarz

Kariera Iwony Szczygieł jako przedszkolanki skończyła się dość szybko. I całe szczęście. Teraz jest właścicielką dużej firmy produkcyjnej w Zawierciu i jednym z największych pracodawców w regionie. **

**W przedszkolu Iwona Szczygieł pracowała tylko trzy lata. Kiedy zamierzała wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, okazało się, że nie ma już dla niej posady. Jej mąż pracował na kopalni.

„Teraz mam poczucie finansowej stabilizacji, ale cały czas pamiętam o czasach, kiedy musiałam kalkulować każdą wydaną złotówkę. Kiedy straciłam pracę, pobierałam zasiłek dla bezrobotnych. Później straciłam prawo nawet do tej zapomogi. Mieszkaliśmy mężem w dzielnicy slumsów i priorytetem dla nas była przeprowadzka. Postanowiłam więc, że będę szukać pracy” – wspomina Iwona Szczygieł.

I tu po raz pierwszy w karierze nauczycielki interweniował tzw. przypadek. Pani Iwona przeglądając pewnego dnia „Dziennik Zachodni” natknęła się na interesujące ogłoszenie. Niemiecka firma, produkująca wyroby wełniane, poszukiwała przedstawicieli handlowych. Wymagania: łatwość nawiązywania kontaktów, dobra prezencja, prawo jazdy. Niewiele myśląc, udała się na spotkanie rekrutacyjne do hotelu Katowice. Kolejny przypadek – jak twierdzi - sprawił, że udało jej się przebrnąć przez kilkutysięczny tłum kandydatów i pozytywnie przejść rekrutację. Trzy miesiące później rozpoczęła pracę i nowy etap w życiu.

„Wyznaczono nam pierwszą prezentację w Andrychowie. Dostaliśmy nawet służbowy samochód – nowego, eleganckiego żuka, który od razu się popsuł. Za to sprzedaż okazała się niespodziewanie dobra” – opowiada z dumą pani Iwona – „Nie można też wszystkich zasług przypisać moim umiejętnościom. Wtedy były fajne czasy: ludzie łaknęli nowości z Zachodu, chętnie kupowali.”

Szybko okazało się, że nauczycielka wychowania przedszkolnego jest świetnym handlowcem. Pięła się po szczeblach kariery, czego wyznacznikiem była choćby zmiana auta służbowego. W dowód uznania dostała nowoczesnego Fiata Ducato. Apetyt rósł jednak w miarę jedzenia. Oboje z mężem postanowili spróbować własnych sił w tekstylnym biznesie. Recepta na sukces była sprawdzona, więc ryzyko żadne.

Zarejestrowali z mężem własną działalność 1 grudnia 1993 roku. Najpierw zaopatrywali się u polskich producentów i handlowali, a później zdecydowali się na własną produkcję. Pierwszą maszynę kupili za pożyczone pieniądze. Wynajęli mały domek i uruchomili szwalnię. Wszystko, co uszyli, sprzedali, więc nie było się nad czym zastanawiać. Stopniowo budowali park maszynowy w wynajętym od PSS-u budynku. Dziś budynek – w części zarejestrowany jako zabytek – należy do nich, a w szwalni pracuje około 70 osób.

Zaczynając od artykułów wełnianych, stopniowo poszerzali asortyment o pościel, firany, kołdry poliestrowe, różnego rodzaju materace.

Współpraca z sieciami hipermarketów oraz dyskontami zapewnia im handlową stabilizację, a zaczęła się – co podkreśla pani Iwona - przypadkiem. „Kiedyś przejeżdżając obok jednego z nich, pomyślałam, że może warto byłoby wystawić u nich nasz towar. Zaproponowaliśmy współpracę. Zgodzili się. Nie przewidziałam jednak wówczas nadmiaru sukcesu i szczęścia. Byliśmy przekonani, że damy radę zaopatrzyć sieć, ale szybko okazało się, że mamy z tym problem. Biegałam po osiedlach i szukałam ludzi do pakowania, napełniania poduszek.”

Nie posiadają własnej sieci sklepów, ich produkty kupić można jednak w wielu supermarketach i drobniejszych sklepach z tekstyliami. 30% produkcji eksportują za pośrednictwem włoskiej firmy.

Straty finansowe, jakie przydarzyły się na przestrzeni kilkunastu lat funkcjonowania firmy, Iwona Szczygieł szacuje na około 70 000 złotych. Obroty za miniony rok sięgnęły natomiast 7 mln złotych.

Wartości firmy pani Iwona nie jest jednak w stanie oszacować. „Dla mnie jest ona bezcenna. Wartość Il-Teksu tworzą: budynek, maszyny, kontrahenci, marka, praca, ale i nasze zaangażowanie. To całe nasze życie” - mówi.

Firmą zarządza wraz z mężem. „I z tego powodu – jak żartuje - średnio trzy razy do roku omal się nie rozwodzimy. Obydwoje jesteśmy bardzo impulsywni. Jak jest awantura, to jest wojna. Mój mąż mówi czasem na produkcji: czekajcie, przyjdzie zaraz szefowa, to wam pokaże.”. To wiele wyjaśnia.

Dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej Il-tex wdraża komputerowe oprogramowanie wspomagające zarządzanie produkcją i CRN. Firma uzyskała 50 tysięcy złotych z Sektorowego Programu Operacyjnego “Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw”. Cały projekt będzie kosztował 100 tysięcy złotych.

Tagi: strategie firm, strategie, case study
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz