Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
JTT Computer - bankructwo przez fiskusa, czy na zlecenie konkurencji?

JTT Computer - bankructwo przez fiskusa, czy na zlecenie konkurencji?

Przez cztery lata Paweł Ciesielski, dzisiaj już były prezes wrocławskiej firmy JTT Computer, stawiał się na sądowych rozprawach. Prokuratura zarzucała mu, że naraził skarb państwa na wielomilionowe straty. Dziś może podać rękę Romanowi Klusce, byłemu szefowi nowosądeckiego Optimusa.

Obaj oczyszczeni zostali z zarzutów, a ich firmom fiskus oddał zainkasowane niesłusznie pieniądze. W przypadku JTT urzędnicy zreflektowali się jednak zdecydowanie za późno...

Był rok 1998. Ruszał właśnie wielki rządowy program, który miał wyposażyć polskie szkoły w komputery. Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło przetarg. W szranki o wielomilionową dostawę stanęli producenci sprzętu z Polski i zagranicy. Przetarg został rozstrzygnięty w czerwcu 1998 roku. Zwyciężyły w nim między innymi Computerland, 2SI, OFEK (Ogólnopolska Fundacja Edukacji Komputerowej). Te trzy firmy jako podwykonawcę wybrały właśnie sprzęt wyprodukowany przez wrocławską spółkę JTT Computer. W sumie zamówienie dla JTT dotyczyło 15 tysięcy komputerów o wartości ponad 23 mln złotych. To miała być żyła złota i furtka do kolejnych kontraktów zawieranych z resortem edukacji. Zamówienie okazało się jednak furtką do piekła...
W umowach z ministerstwem zapisano, że JTT dostarczy wyprodukowany sprzęt do składu celnego, czyli wyeksportuje za granicę. Manewr miał spowodować zwolnienie z podatku i cła oraz zwrot podatku VAT. Komputery sprowadzane zza granicy do szkół były bowiem w nowym czasie zwolnione z tych opłat - takie wówczas obowiązywało w Polsce prawo.

I tak też się stało. Ze składu celnego komputery trafiały do szkół, a ich odbiorcy wnioskowali o zwrot pieniędzy. Resort za zaoszczędzone w ten sposób miliony mógł wyposażyć więcej pracowni, a producent sprzedać więcej sprzętu. Wszystko szło dobrze i w majestacie prawa. Wszyscy byli zadowoleni. Mechanizm ten nie spodobał się jednak urzędnikom fiskusa. I się zaczęło...

Przestępcy w białych kołnierzykach

Sprawą JTT zajęła się prokuratura i Wrocławski Urząd Kontroli Skarbowej. Fiskus zajął 10,5 mln złotych, a 16 marca 2000 roku ówczesny rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, rozesłał do wszystkich mediów informację zatytułowaną: „Jedna z największych w Polsce firm komputerowych okradała Państwo".
- Nazwano nas nawet przestępcami w białych kołnierzykach - wspominał później Paweł Ciesielski, który wówczas był prezesem JTT.
Informacja donosiła o sensacyjnym śledztwie, które miało wykazać fikcyjny eksport komputerów za granicę. Skarb państwa miał ponieść wielomilionowe straty.

Następnego dnia większość polskich gazet pisała o oskarżeniach wobec JTT. W telewizyjnych i radiowych serwisach informacyjnych był to news dnia. Rozpoczęła się nagonka w mediach.
- To był szok. Nie mogłam w to uwierzyć. Tę firmę traktowano wcześniej, jak wizytówkę regionu. Jako Dolny Śląsk, chwaliliśmy się JTT Computer prawie we wszystkich folderach reklamowych - wspomina Małgorzata Skórska, była rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego.
- Urzędnicy państwowi zaczęli podcinać gardło tej firmie. W dodatku robili to bardzo wolno, przez kilka lat - mówi Małgorzata Skórska.
Wcześniej wrocławski producent komputerów uznawany był za jedną z najlepszych firm w Polsce, wygrywał kontrakty, a jego szefowie uczestniczyli w wielu galach, podczas których przyznawano najbardziej prestiżowe wyróżnienia. Teraz to wszystko miało się zmienić. Dobre imię było stracone.

Wymiar sprawiedliwości bez poczucia czasu

Dopiero po dziewięciu miesiącach od rozpętania medialnej nagonki, a dokładniej 15 grudnia 2000 roku, do Sądu Rejonowego we Wrocławiu wpłynął akt oskarżenia przeciwko kierownictwu JTT. Trzem osobom z zarządu spółki (prezesowi, wiceprezesowi i głównej księgowej) prokurator zarzucił uchylanie się od obowiązku opodatkowania wyprodukowanych komputerów. Jednak już w uzasadnieniu sam prokurator przyznał, że oskarżeni nie odnieśli żadnych korzyści majątkowych z procederu. Jedynym poszkodowanym według prokuratora miał być skarb państwa. Dziennikarze zaczęli się zastanawiać. W mediach pojawiły się pierwsze teksty broniące JTT.
Na kolejny ruch sądu trzeba było jednak czekać następne pół roku. W czerwcu 2001 roku - powołując się na niedopatrzenia formalne, sąd zwrócił sprawę JTT do prokuratury. Prokurator z kolei odwołał się od tej decyzji, a wymiar odwoławczy podzielił jego argumenty.
Minęło kolejnych sześć miesięcy. 16 stycznia 2002 roku Sąd Rejonowy dla Wrocławia Śródmieścia wydał postanowienie o umorzeniu sprawy JTT.

- Twierdzenia przedstawione przez prokuratora są jedynie polemiką prawną, która nie ma jednak, zdaniem sądu, oparcia w przepisach prawa - napisano w uzasadnieniu.

W innym miejscu dokumentu dodano: - Uznając, iż każde zachowanie zmierzające do wyboru najlepszego dla podatnika wariantu miałoby zmierzać do obejścia prawa należałoby postawić tezę, iż każdy musi wybierać takie rozwiązania, które rodzą największe zobowiązania fiskalne.

I znowu na wokandę

Na tym jednak się nie skończyło. Nadszedł kwiecień 2002 roku. Sąd Okręgowy we Wrocławiu unieważnił postanowienie sądu rejonowego wobec JTT. Jako przyczynę podał błędy proceduralne postanowienia. Sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia.
W międzyczasie do grona VAT-przestępców dołączył Roman Kluska, dzisiaj już były prezes Optimusa, którego zatrzymanie wzbudziło oburzenie świata biznesu. Ta firma również dostarczała komputery zamówione przez resort edukacji. Sprawy JTT i Optimusa były niemal identyczne.
Dopiero na 3 lutego 2003 roku wyznaczono - termin pierwszej rozprawy kierownictwa JTT w Sądzie Rejonowym we Wrocławiu.
- Mam nadzieję, że to nie potrwa długo - mówił tuż przed procesem Ciesielski.
Mylił się. Jak na złość rozchorował się jeden z ławników i trzeba było ze sprawą zapoznać nowego. Wyrok zapadł dopiero 6 maja. Uniewinnienie.
- Nie ulega wątpliwości, że działania oskarżonych były obejściem prawa. Jednak sąd całkowicie wierzy w ich zapewnienia, że nie mieli świadomości działania niezgodnego z prawem - uzasadniała wyrok sędzia prowadząca sprawę.

- Bardzo się cieszę, zaczynam odzyskiwać wiarę w polski wymiar sprawiedliwości - mówił Ciesielski tuż po ogłoszeniu wyroku.

W toku sprawy wyszło na jaw, że pierwsza kontrola urzędników UKS przeprowadzona została w JTT na zlecenie prokuratury. To zasugerowało, że komuś zależało na wykończeniu JTT. Komu? To do dzisiaj pozostaje tajemnicą.

To nie był koniec

Wyrok sądu rejonowego nie oznaczał jednak zakończenia problemów JTT. Aby odzyskać zapłacone fiskusowi pieniądze, firma, borykająca się już wówczas z problemami finansowymi, musiała zwrócić się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

NSA z wydaniem orzeczenia prawie dwa lata czekał na rozstrzygniecie sprawy karnej. Swoją decyzję ogłosił więc dopiero w czerwcu - uchylił wszystkie decyzje Izby Skarbowej we Wrocławiu i nakazał jej ponownie rozpatrzyć sprawy wrocławskiego producenta komputerów. Nowe wydawane były sukcesywnie. Niestety, początkowo nie były dla JTT korzystne... A firma traciła kontrakty z dnia na dzień, bo nie miała za co ich realizować
Inaczej potoczyły się sprawy nowosądeckiego Optimusa. Pod koniec listopada 2003 r., poszerzony - siedmioosobowy - skład Naczelnego Sądu Administracyjnego stwierdził, że ta firma działała zgodnie z prawem. Później sąd karny oczyścił Romana Kluskę z zarzutu oszustwa skarbu państwa. Optimusowi zwrócono wszystkie pieniądze zapłacone fiskusowi. Kluska jednak do komputerowego biznesu nie wrócił - teraz hoduje owce.

Prokurator nie dał za wygraną

Tymczasem sprawa kierownictwa JTT znów trafiła do sądu karnego, bo obie strony wniosły apelację. Sąd apelacyjny dopiero w styczniu 2004 roku zmienił wyrok sądu rejonowego. Stwierdził, że wybieranie takiej prawnej drogi postępowania, która sprawia, że płaci się niższe podatki nie jest przestępstwem. Tym samym odrzucił wniosek prokuratora.
Przyszedł też w końcu czas na nowe decyzje Izby Skarbowej, która wzięła pod uwagę wyrok NSA w sprawie Optimusa. Skarbówka odda JTT pieniądze. Urzędnicy przyznali się do błędu.
Niestety było już za późno. Wrocławskiej firmy nie stać już było na wykonanie dużych zamówień, które uzyskała, tak jak przed laty, w resorcie edukacji. Miała znów dostarczyć komputery do szkół. Niestety, nie miała za co ich wyprodukować. Nawet banki odmówiły jej udzielenia kredytów.
Część majątku firmy zajął już komornik, a w sądzie złożony swatał wniosek o ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa. Sąd zgodził się na naprawę i układ z wierzycielami. Teraz spółka próbuje odzyskać siły.

- W każdej chwili możemy ruszyć z produkcją. Możliwości mamy - mówił Janusz Krasnopolski, który pełnił funkcję prezesa JTT Komputer.

Krasnopolski przyznawał jednak, że firma zatrudnia już tylko kilkunastu pracowników. Reszta (w szczytowym okresie było ich prawie 400) została zwolniona.

Teraz udziałowcy JTT chcą się domagać się odszkodowania za zniszczenie firmy. Może im się uda...

 

JTT to firma założona przez studentów. Jej nazwa pochodzi od pierwszych liter imion założycieli spółki: Janusza Krasnopolskiego (ur. 1969 r.), Tomasza Gomułkiewicza (ur. 1969 r.) i Tomasza Czechowicza (ur. 1970 r., dziś MCI). Zaczęli działać w 1990 roku. Na początku handlowali komputerami Commodore, które robiły furorę w Polsce. Później - w porozumieniu z Intelem i Microsoftem - rozpoczęli produkcję komputerów marki ADAX.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
johanes
109.243.98.* 2011-04-12 19:54
Co z tymi łobuzami, urzędnikami się stanie? Dlaczego nie ponoszą konsekwencji? Dlatego pier.. taki kraj. i wyjeżdżam. Bo najlepiej być urzędasem i prowadzić firmę. Zawsze przetarg się wygra. Medzadowi odpowiem, że w USA nieczytelne dla społeczeństwa prawo, a właściwie jego interpretacja jest nie brana pod uwagę ( cyt. za mec. J. Kondrackim)
Wkurzony
83.26.99.* 2010-03-17 16:16
W ogóle co to za przepisy, co zwalniały z podatku importowane komputery??? Dla kogo były te przepisy, dla rodzimych firm czy dla obcych? Przecież to jakaś żenada!!! Pod trybunał tych, co ustalali takie przepisy!!!
2010-03-15 18:42
o ile sie nie mylę istnieje funkcja doradcy podatkowego. Z założenia ma doradzać optymalne dla podatnika rozwiązania. Zgodnie z tezą prokuratury w tej sprawie ich klienci wszyscy są przestępcami a i korzyść majątkową odnieśli ;(. To raz. Dwa wykańczanie konkurencji za pomocą służb to niestety polski klimat. Hm, prokuratorzy znają prawo, posługują sie nim i .. tylko czasem go przestrzegają. Urzędnicy skarbowi tym bardziej. Ludzie z łapanki z różnym wykształceniem orzekają w sprawach gospodarczych mając za wyrocznię interpretacje MFin. Często gęsto błędne. Myślę ze problem należy rozwiązać systemowo. Primo Prokurator podlega tylko nadzorowi zwierzchnika. A po zamknięciu sprawy śmieci zamiata się pod dywan. Winna wiec istnieć służba która te śmieci obejrzy, oceni i wyciągnie co najmniej ..wnioski:>. W odniesieniu do pracowników US - dwie sprawy - raz MinFin winien być pozbawiony prawa do ... interpretowania prawa - jest NSA niech chłopcy popracują nad interpretacją czytelną dla podatnika oraz druga kwestia - odpowiedzialność urzędnicza. Wydanie złej decyzji winno mieć taki sam skutek jak ... popełnienie przestępstwa bo albo urzędniczyna głupi wtedy won ze służby, albo pod szyldem SP reprezentuje czyjeś interesy - wtedy normalny proces i odpowiedzialność cywilna. A póki co to czy decyzja zła czy dobra premia za domiar się należy :( Tylko po co to robić?? W stanie aktualnym daje to większą władzę tym których jedynym pomysłem na biznes jest zabieranie tym którzy potrafią zarabiać oraz dobre samopoczucie tym, którzy do sklepu po pożyczki chodzą :(
Zobacz więcej komentarzy (9)