Notowania

usa
02.03.2010 16:27

Google na celowniku

Kwestie antymononopolowe, patentowe, problemy z Google Street - wydaje się, że w ostatnim czasie częściej niż zwykle ktoś o coś oskarża Google. Większość spraw sprawdza Komisja Europejska. Za znaczną częścią pozwów - pośrednio lub bezpośrednio - stoi Microfsoft. Prawo czy biznes?

Podziel się
Dodaj komentarz

Kwestie antymononopolowe, patentowe, problemy z Google Street - wydaje się, że w ostatnim czasie częściej niż zwykle ktoś o coś oskarża Google. Większość spraw sprawdza Komisja Europejska. Za znaczną częścią pozwów - pośrednio lub bezpośrednio - stoi Microfsoft. Prawo czy biznes?

Kilka dni temu trzy firmy zarzuciły Google, że ten stosuje działania antykonkurencyjne. Ich zdaniem gigant marginalizuje ich strony w wynikach wyszukiwania - dostrzegając w nich konkurencję. Skargi złożyły: brytyjska porównywarka cenowa Foundem, francuska wyszukiwarka treści prawnych Ejustice.fr oraz niemiecka porównywarka cen Ciao. Google po usłyszeniu zarzutów zwrócił uwagę, że Ciao zostało przejęte przez Microsoft w roku 2008 (zmiana nazwy na "Ciao from Bing"), a Foundem jest członkiem organizacji o nazwie ICOMP - częściowo finansowanej również przez Microsoft.

W drugiej połowie lutego Komisja Europejska oraz amerykański Departament Sprawiedliwości zgodzili się na współpracę Google i Microsoftu, podkreślając przy tym, że nie dojdzie do zachwiania konkurencji na wspólnym rynku (90% udziałów posiada Google). Połączenie wysiłków Microsoftu i Yahoo ma mieć zatem przede wszystkim skutki pozytywne.

Jednocześnie Microsoft nie pozostawił złudzeń co do swoich prawdziwych intencji – jak podkreślają jego przedstawiciele, celem firmy jest przede wszystkim konkurowanie z Google. Wydaje się, że Microsoft jest chyba jedyną z nielicznych firm, które byłby w stanie przeciwstawić się gigantowi. Firma chwali się Bingiem, jego innowacyjnością i pozytywnym przyjęciem przez internautów. Jednocześnie oświadcza, że zna zasady działania wyszukiwarki Google. Ten argument mógł przeważyć, gdy KE podejmowała decyzję.

Google Street View nie podoba się Komisji Europejskiej

Wątpliwości Komisji Europejskiej wzbudza także usługa Google Street View. Gigant obrazy w niej wykorzystywane w swojej bazie przechowuje 12 miesięcy. KE uważa, że jest to zbyt długo i chce tek okres skrócić o połowę.

Google Street umożliwia wirtualne zwiedzanie różnych miast w kilkunastu krajach. Problemem w tej inicjatywie jest to, gdzie leży granica prywatności. Część osób jest zdania, że użycie zdjęć ulic, budynków, samochodów i ludzi jest równoznaczne z jej przekroczeniem. Oczywiście, gigant stara się pójść na kompromis - zamazując m.in. numery rejestracyjne fotografowanych pojazdów. Ponadto Brytyjczykom przekazane maja zostać informacje dotyczące miejsc i czasu wykonywania zdjęć, by - jeśli nie chcą być sfotografowani - mogli je ominąć.

Prawnik giganta Peter Fleischer przekonuje, że 12-miesięczny okres przechowywania niezamazanych zdjęć jest konieczny ze względu na zapewnienie wysokiego poziomu jakości usługi i firma zrobi wszystko, by utrzymać na całym świecie. - Kompletnie nie wiem dlaczego KE nie lubi danych historycznych w takich serwisach. Dlaczego 10-miesięczne dane są "za stare", a 4-miesięczne będą OK. Wiąże się to z dość uciążliwą dla usługodawcy koniecznością odtwarzania bazy fotografii - wykonywania nowej serii zdjęć, dokładania ich do bazy danych - a to oznacza m.in. koszt. Jednak nie widzę uzasadnienia dla takich działań – mówi Olgierd Rudak, prawnik, autor blogu Lege Artis.

Murdoch dorzuca trze grosze

Nad pozwaniem Google zastanawia się również Murdoch. Dyrektor generalny News Corp. Zapowiedział, że zdecyduje się na taki krok, jeśli firma nie przestanie indeksować jego witryn bez płacenia za to. Murdoch już pod koniec ubiegłego roku zapowiadał, że zamierza zablokować Google'owimożliwości przeszukiwania należących do siebie stron. Teraz decyzję tę eksperci część komentujących łączy z rozmowami Murdocha z Bingiem - nowopowstałą wyszukiwarką Microsoftu.

Fakt, iż coraz więcej skarg jest kierowanych przeciwko Google, zdaniem Rudaka może wiązać się to z rozwojem firmy jako dostawcy coraz bardziej wyrafinowanych usług, które coraz silniej wkraczają w różne aspekty naszego życia. - Tymczasem to, co jest dozwolone w USA, gdzie podejście do ochrony danych osobowych jest całkowicie inne, niż w Europie (i sprowadza się raczej do ochrony prywatności), niekoniecznie musi odpowiadać regulacjom na Starym Kontynencie – komentuje prawnik.

W przypadkach, kiedy przeciwko Google zarzuty swe generuje Microsoft, kwestie prawne mogą być powiązane z kwestiami biznesowymi. - W takiej sytuacji prawo, w szczególności dość niecodzienne z europejskiego punktu widzenia prawo patentowe, byłoby tylko narzędziem "gnębienia" konkurenta – dodaje Rudak.

Komisja Europejska przede wszystkim chce stać na straży wolnego rynku, jak najmniej zdominowanego przez jakikolwiek podmiot. Każda z firm broni - co logiczne - własnych interesów. Co ważniejsze jednak, wydaje się, że zaostrzająca się konkurencja między Microsoftem a Google to dobry znak dla konsumentów - walka toczy sie przecież o klienta.

Tagi: usa, rynek, serwis, prawo, strona, microsoft, cena, komisja, e-marketing, strategie
Źródło:
interaktywnie.com
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz